Tylko dlaczego weekend ma tylko dwa dni, co przekłada się na jedno wielkie patataj?
Wystartowałam w piątek kolejną zbiórką makulatury, tym razem dzięki zaprzyjaźnionej bibliotece. Jak zawsze pomagała mi w tym Ańćka.

Potem robiłam ostatni motyw chusty siedząc u Gabi, w przerwach zażerając się serami. Jakiś czas temu odkryłam, że Gabi nie czytała Opowieści o miłości i zmroku, dzięki mnie wzięła do ręki i mam znowu kogoś, z kim mogę się na świeżo tym zachwycać. Wypiłyśmy na tyle mało, że rano stosowna aplikacja poinformowała mnie, że mogę autkiem wracać do domu.

Po „rozkręceniu się u Gabi, następnego dnia kończyłam chustę ucztując u Joanny.

Był powód – właśnie wróciła z Afryki. Obdarowała nas materiałami, ja dostałam coś tak pięknego.

Zdobyłam kolejny punkt przybliżający mnie do kupienia niebieskich chodaków (niby są na Amazonie po 70 euro, ale za każdym razem jak wybiorę swój rozmiar i kolor, cena zmienia się na 100 euro):

Na koniec – zległyśmy jak na koloniach, rano wymieniając uwagi, która jak chrapała.

Nawet nie pytałam aplikacji czy mogę siąść za kierownica, tylko grzecznie wróciłam pociągiem do domu. Zblokowałam chustę, duża wyszła.

Chwilowo kończę z szalami. Kiedyś tam zrobię Midnight in Berlin Melanii Berg. Wzór Scarf Dryad Svetlany Gordon (zdjęcie po prawej) kupiłam, obejrzałam i przynajmniej chwilowo nie czuje się na siłach.

Teraz przerzucam się na misokocyki. „Sypnęło” dziećmi i wychodzi na to, że do wakacji mam do zrobienia trzy (jeden musi być gotowy już na za miesiąc).
W niedzielę kolejne spotkanie: tym razem obiad w bardzo wypasionej knajpie gdzie zamówiłam suma w szuwarkach (czyli w szpinaku). Był i deser i teraz od poniedziałku będę pościć. Ale co się najadłam dobrego, to moje.
Kłamstewko

Kolejny, po Parasite azjatycki film, który ma zachwycać, a mnie aż tak nie zachwycił. Tzn. to jest dobry film, ale nie wybitny. Prz czym nie wiem, czy mi się to Kłamstewko nie podobało bardziej od Parasite.
Bo jest takie zwykła fotografią życia przeciętnej chińskiej rodziny z klasy średniej. Troje dorosłego rodzeństwa: jeden syn z rodzina w USA, drugi w Japonii, córka została w Chinach. Dowiadują się, ze matka jest chora na raka, przed nią 3-4 miesiące życia i pod pretekstem ślubu japońskiego wnuka (można go zorganizować, bo od 3-miesięcy chodzi z dziewczyną), postanawiają przyjechać całą rodziną do Chin by się z nią pożegnać.
O ile tytułowe „kłamstewko”, czyli nie poinformowanie chorej o jej stanie zdrowia początkowo jest dla niektórych trudne do przyjęcia (zwłaszcza dla wychowywanej w USA wnuczki), potem to wszystko się jakoś układa.
Przemiły film o sile rodziny i fajny w tym jak pokazuje jej członków, życzliwie, ale bez lukru.











