Przepis na czapkę robioną enterlakiem

skrzat_ent_1001

skrzat_ent_1008

Pierwszy krok to decyzja ile ma być kwadratów i ile mają mieć oczek.

Moja czapka to 5 kwadratów po 11 oczek, czyli 55 oczek w obwodzie. Ciemna wełna to Kauni 6 ply (ryż), jasna Kauni 8 ply (dzersej).

skrzat_ent_1

Tu pojawia się pierwszy problem – czy zaczynać od ściągacza. Można, ale z uwagi na to że oczka idą na skos, to te 55 oczek w obwodzie  to za mało na ściągacz.  Z pojedynczej nitki wyszedł lichy i cienki. Dlatego zaczęłam metodą provisional cast-on, tak by potem móc dorobić ściągacz (wszystko o nabieraniu oczek oczek tu).  

Pierwszy rząd, po nabraniu zaplanowanej liczby oczek, robi się tak:

ent_1___start

Potem już klasyczny enterlac, tyle że w przypadku czapki nie trzeba martwić się o drugą nitkę, cały rząd robi się jedną. Nabiera się jednym drutem oczka, potem nabiera się drugim oczka które czekały na agrafce i dalej jak w etelarlac’ku, jak ktoś nie wie, jest o tym w poprzednim wpisie (moim zdaniem bardzo wygodne są druty skarpetkowe)

skrzat_ent_1001

skrzat_ent_1002

skrzat_ent_1003

skrzat_ent_1004

skrzat_ent_1005

Jedyne o czym trzeba pamiętać, to by gdy kończy się rząd danego koloru, nitka „została” na wierzchołku:

skrzat_ent_1006

Zostaje ściągacz, Ja zrobiłam podwójną wełną, „dodając jedno oczko” by ostatecznie po nabraniu liczba oczek była podzielna przez 4 (56). 

Jeszcze kwestia elastycznego zakończenia. 

skrzat_ent_1007


Bardzo dobrze sprawdziło się, jako zakończenie to, jak ktoś nie ma cierpliwości albo zraża go angielski, chodzi o to by za każdym razem, po przerobieniu oczka „przekręcić” go, zgodnie z ruchem zegara.

Reklamy

Enterlac

Pozycja startowa
Kwadrat enterlaca ma 13 oczek.Robiony jest teraz rząd ciemnozielonych kwadratów.Obie nitki są w tym samym punkcie. Przerobione przed chwilą oczka ciemnego kwadratu są włożone na agrafkę.

enterlac

Zabieram się za wyrabianie kolejnego ciemnego kwadratu.Nabieram jaśniejszą wełną 13 oczek.

enterlac_001

Przekładam 13 oczek z agrafki na drut.

enterlac_002

I je też przerabiam jaśniejszą wełną:.

enterlac_003

Teraz wracam do początku i pierwsze 12 oczek przerabiam ciemną wełną, a ostatnie, trzynaste oczko przerabiam razem z pierwszym zielonym (dwa oczka razem na prawo), tak że ciemnych oczek mam na drucie 13, jasno zielonych tylko 12. Po zrobieniu 13 oczka zawracam (czyli zostawiam nie przerobione 12 jasnozielonych oczek)

enterlac_004

Opisany wyżej manewr powtarzam.

enterlac_005

Aż do zredukowania wszystkich jasnozielonych oczek.

enterlac_006

Wszystkie przerobione ciemno zielone oczka wkładam na agrafkę.

enterlac_007

I zaczynam wyrabianie kolejnego kwadratu.

Tęczowe ptaszki

Wzór jest wariacją płatnego wzoru z Raverly, Nighrtingale, ale tak te ptaszki w Excelu poprzerabiałam, że myślę że już można.

Rękawiczki wyglądają tak:

rekawiczek_1

Górę wykończyłam pikotkami.

rekawiczek_2

Wełna to estońskie Kauni

Oto wzór (link do wersji XL).

rekawiczka

Czyli na starcie 44 oczka na okrągłym drucie.

Czerwone punkty miejsce dodania (ale nie narzut, bo byłaby dziura, ale dwa oczka z jednego).

Czarne pola na początku – tam gdzie nie ma oczek, czarne pola w trakcie roboty – miejsca zmniejszenia liczby czek (czyli dwa oczka razem na prawo).

589

Śledzę uważnie program kinowy, bo chcę ułowić Życie Adeli H, w powszedni dzień i nie o 21.25 (film trwa 3 godziny). Dlatego w czwartek zauważyłam pokaz przedpremierowy Pod Mocnym Aniołem. Nabrałam ochoty, zadzwoniłam i zszokowało mnie to, że już w południe wszystkie bilety były wykupione. Na sobotnim seansie w Kinotece też tylko pojedyncze fotele były wolne. 

Film pozytywnie mnie zaskoczył. Bałam się tego, jak Smarzowski pokaże alkoholową „nieestetykę”. Ale o dziwo, za bardzo ją nie epatuje, jest tego trochę, ale się w tym nie nurza.

Duch Pilcha zachowany. Aktorsko nie najgorzej, czyli dobra średnia plus kolejna wielka rola Więckiewicza i w zasadzie tylko jedna porażka – Julia Kijowska, grająca dziewczynę głównego bohatera. Fajne zdjęcia. Słowem nie najgorszy film. Tylko temat trochę odrzucający …

Weszłam do kina w czapce, podeszłam do kasy i po kupieniu biletów postanowiłam jeszcze pójść na dworzec zobaczyć o której mam powrotny pociąg. Jak tylko wyszłam na dwór, zrobiło mi się tak zimno w uszki, że zrozumiałam że musiałam zostawić przy kasie czapkę. Wróciłam – trwało to góra minutę … a czapki nie było. Chlip, chlip … mam jeszcze wełnę i mogę zrobić następną. Ale niezależnie od tego co zrobię, pierwsza rzecz na liście zgubionych rzeczy już jest. I jak znam siebie, pod koniec roku, będzie na tej liście nie tylko ta cholerna czapka.

To ta czapka:


 

Jedno mnie dziwi – ona wcale nie była aż tak ładna.  Nawet w sieciówkach są ładniejsze.

Dokończyłam następną. Nazwałam ją Kilimek, jest brzydsza od tamtej (chodzi mi o nieudany czubek), ale ma przynajmniej tę zaletę, że jeszcze jej nie zgubiłam.


Niedawno Pimposhka na swoim blogu ogłosiła konkurs na kącik do dziergania, odzew był spory i tak jak się można było tego spodziewać, królowały kanapy i fotele. Nie wzięłam udziału z dwóch powodów, raz że nie lubię blogowych konkursów, dwa, że kącik do dziergania to rozwiązanie kadłubkowe, tymczasem ja wolę kompleksowe. 

Moja weekendowa czasoprzestrzeń szczęśliwości przewiduje oczywiście dziergactwo ale obok koszyczka z robótką, jest też stojący na podgrzewaczu dzbanek z gorącą herbatą, radio, laptopik, głośniczki do słuchania audiobooka (od wczoraj słucham W komnatach Wolf), aktualnie czytana książka (teraz jest to biografia Tuwima M. Urbanka), opasłe tomiszcze o Beatlesach, które czytam po kawałeczku i w tym tempie to nie wiem czy skończę przed wakacjami) oraz pilot do telewizora.

Piszę o moim uwielbieniu lenistwa otwarcie, niestety aktywność fizyczna stoi u mnie na tej samej półce co dentysta. Teraz mam jeszcze cudowną wymówkę: zanim nie zdiagnozuję do końca mojego kręgosłupa, nawet nie chodzę raz w tygodniu na jogę, bo a nuż sobie zrobię krzywdę?