Tak wygląda to coś

Tak wygląda mój rak.

Teraz te trzy, zanurzone w parafinie pomarańczowe przecinki pojadą do USA, gdzie oznaczą jakie występują w nich mutacje. Ania wypełniła stos papierów, ja podpisałam zgody i teraz to, czy będę królikiem doświadczalny zależy od tego, czy będą mieli mi coś do zaproponowania.

Jak się zgodzą, będę musiała podjąć trudną decyzję. W badaniach klinicznych nie chodzi o dobrostan pacjenta. A dobre samopoczucie przed śmiercią, jest wartością samą w sobie. Z drugiej strony, człek tak zbudowany, że chce losowi dać szanse. Na razie zrzekłam się na rzecz nauki praw do pobranych ode mnie wycinków i będę myśleć jak dostanę propozycje. Do września mam czas.

Jest też taka możliwość, że w moim raku występuje jedna z mutacji, w przypadku której mają już jakiś pomysł na spowolnienie rozwoju choroby. Tyle, że dotyczy to tylko jedynie mniej więcej stu mutacji, a w 90% przypadków występują inne mutacje, które dopiero czekają w kolekcje na przebadanie. W dodatku, średni „wyszarpany” w ten sposób czas, to ok. 4 tygodni.

Samo Centrum Onkologii wygląda jeszcze gorzej niż pół roku temu. Wprawdzie zakład który zajmuje się badaniami eksperymentalnymi dostał grant na remont i wygląda trochę „inaczej”, ale tak naprawdę całe wrażenie to zasługa płyt z gips kartonu przykrywających odrapane ściany. No ale cały naród „buduje” Pałac Saski.

A w Centrum naprawdę leczą na światowym poziomie. Zostałam namówiona by skonsultować mój przypadek ze znanym specjalistą, pracującym w jednym z wiodących ośrodków (w podtekście: gdzieś na świecie, np. w w USA, na pewno potrafili by ci lepiej pomóc). Córka przetłumaczyła całą historię choroby, wysłała mailem i po kilku dniach dostała odpowiedź, że leczą mnie obowiązującym obecnie standardem i nikt na świecie nie miałby mi nic więcej do zaproponowania. To co jedynie odróżnia mój przypadek od średniej to to, że zaskakująco dobrze znoszę chemię.

A dobre znoszenie chemii pozwala na kontunuowanie życia towarzyskiego. W tym tygodniu pojechałam zobaczyć, jak dziś wygląda chata Michała. W zasadzie mimo wykonanego remontu, nic się nie zmieniło. Tak jakby tam cały czas dalej mieszkał. Czułam się trochę jak w muzeum.

Posadzone przez nas w zeszłym roku wrzosy uschły, posadziłam w ich miejsce Kalinę Pink Beauty. Może się przyjmie? W sklepie bardziej mi się podobał Hibiscus (był też o niebo bardziej efektowny), ale bałam się, że jest zbyt wymagający.

No i odwiedziłam Gumisia

Nie rozpracowałam jeszcze zagadnienia, dlaczego jej oleandry kwitną, a moje nie. Bo z tym, że uprawy pomidorów w doniczkach mi nie idą, dawno się już pogodziłam.

Natomiast jeżeli chodzi o Foolish virgins. Nie podobały mi się kolory (ach ten pomarańczowy).

Zaczęłam więc od nowa.

Coś mi się też nie zgadzało we wzorze. Przeniosłam to do Excela i znalazłam błąd!. W jednym miejscu trzeba przerobić dwa oczka naraz.

z pamiętnika wk … konsumentki

Jedyne co przemawia za drukowaniem albumów w empikfoto to cena. Do tej pory trzymali na serwerach albumy przez 90 dni od daty zamówienia. Ale pewnie doszli do wniosku, że to przesada i skrócili ten czas do 60 dni.

I teraz muszę odtworzyć jeden album.

Nie mają mojego płaszcza. I co im zrobię?

dobry film

Obejrzałam kilka filmów wartych polecenia.

Arcyoszust (HBO)- historia upadku Bernie Madoffa, który w tajemnicy przed najbliższymi stworzył największą piramidę finansową. Myślał, że w ten sposób ochroni rodzinę, ale plan się nie powiódł i pociągnął w dół nie tylko siebie, ale i swoich najbliższych. Madoffa gra Robert de Niro jego żonę gra Michelle Pfeifer.

Cudowny dzień (Netflix)- wojna na Bałkanach oczami pracowników misji humanitarnej. Bez krwi, przemocy, strzelaniny. W dodatku z całkiem sporą dawką humoru. A że przeraźliwie smutno to inna inszość …

Oslo – opowieść o tajnych negocjacjach pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami, które doprowadziły do porozumienia z Oslo. O dyplomacji, gdy nie było jeszcze Twittera.

Excel w każdym domu i zagrodzie

Dzięki mojej córce, Excel znalazł kolejne (po projektowaniu wzorów) zastosowanie. Gramy w Scrabbla!

Po prawej stronie laptop z odpalonym ZOOMem, centralny ekran to współdzielony arkusz Googla z napisanymi przez moją córkę skryptami, a Maryjka po lewej, to pamiątka po Michale, nic więcej.

Synek po zrobieniu prawa jazdy, nic tylko by jeździł. Zawiózł mnie do Młochowa, do fajnego parku ze zrujnowanym pałacem.

Byłam w Młochowie latem zeszłego roku jako obserwator wyborów, wtedy zwróciłam uwagę (i uwieczniłam na blogu), że jedynym odrestaurowanym budynkiem jest oficyna, z której zrobiono plebanię. Chyba nie było tam jeszcze tej budowy, bo trudno mi uwierzyć by mi nie wpadła w oczy.

Mają rozmach.

W tym tygodniu odwiedziła mnie Daria i przyniosła cztery kawałki ciasta, które zostały zrobione z tego, co takie osoby jak ja mogą jeść!

Dowiedziałam się od niej o cukierni Chude Ciacho. Pojechałam w piątek i kupiłam sobie następne kilka kawałków.

Tanio nie jest. Ale mi się należy.

z pamiętnika wk … konsumentki

Latem 2020 wolano na Fejsie by wesprzeć małe rzemieślnicze zakłady. A że lubię Poznańską za to, że dalej są na niej sklepiki, które pamiętam jeszcze z lat młodości, poszłam i wsparłam. Kupiłam za jakieś duże pieniądze szczotkę. I teraz wiem, że dobre serce, to nie jest coś co się nosi w tym sezonie.

Szczotka jest chamsko sklejona na klej. I tyle z niej zostało. Gdybym była zdrowa, to bym poszła reklamować. A tak …

Oglądam filmy:

Najlepsi wrogowie

Początek lat 60-tych. Karolina Północna. Władze miasta postanawiają przeprowadzić konsultacje społeczne na temat zniesienia segregacji klasowej w szkołach. Zwaśnionym grupom przewodzi przywódczyni czarnoskórych mieszkańców oraz lider tamtejszego Ku Klux Klan

Oparta na faktach, trochę przesłodzona opowieść o sile amerykańskich procedur. Ale można im ich trochę tego pozazdrościć.

dobry film

Nomadland

Przeplot fabuły z dokumentem. Ameryka biednych – ostatnio często poruszany temat. Tym razem o jeżdżących kamperami po kraju w poszukiwaniu dorywczej pracy przegranych boomersach. Film jak film. Ale ta aktorka …. Ona jest niesamowita.

Uderz w bęben

Przez kilka dni w Ninatece były dostępne współczesne filmy francuskie. Zdążyłam obejrzeć jeden: Uderz w bęben. Film jest z 2019 roku. Opowiada o latach 60-tych i trudno się domyślić, że nie był kręcony w tych latach. Może o to chodziło? Pokazać, ze można dziś nakręcić film w stylu retro?

Małe miasteczko, działająca w nim orkiestra marzy o przejściu przez eliminacje. jedni uważają, ze wystarczy zrobić to co zawsze, tylko lepiej. Inni chcą zmiany stylu zaczyna się spór, w który wciągani są kolejni mieszkańcy.

Tyle, że dziś już grepsy z lat 60-tych nie śmieszą. A jak ktoś za nimi zatęskni, może obejrzeć oryginały.

A pod koniec tygodnia zaczęłam się delektować tym:

Tyle, że dałam się nabrać. Nie zauważyłam, że serial ma tylko 9 odcinków, i stanowczo za wcześnie ta uczta się skończyła.

A w tym tygodniu może zszyję Kwiatuszka, a przynajmniej na pewno się za to zabiorę.

Pod prąd

W tym tygodniu jechałam pod prąd. Kiedy wszyscy pozamykali się już w domach, ostatnim rzutem na taśmę zrobiłam zaległe badania, obejrzałam kilka filmów na Warszawskim Festiwalu Filmowym i poszłam na dwudniowe szkolenie z mediacji karnych (tańców już w tym tygodniu nie było).

Moim zdaniem są to ostatnie podrygi świata, który właśnie rozsypuje się na naszych oczach. Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale tutaj najpóźniej do końca miesiąca, służba zdrowia zawali się jak domek z kart. Co będzie na wiosnę, gdy powoli zacznie znów kiełkować życie, nie wie nikt. W każdym razie, tak jak pisał Miłosz (cały czas chodzi mi po głowie jego wiersz) innego końca świata nie będzie.

Każdemu polecam też przypomnienie sobie filmu Triera Melancholia. Podczas rozmowy z Gumisiem uświadomiłam sobie, że zmierzająca w tym filmie ku Ziemi planeta pojawiła się, następnie zniknęła, tylko po to by powrócić. Trier to prorok. Dziwne, że jeszcze nie przypomnieli tego filmu w telewizji.

Nic tak aktualnego, jak film Triera z 2011 roku na WFF nie zobaczyłam.

dobry film

Kraina strachu

Wioska na pograniczu czesko-austriackim. Kiedyś należała do Czech, potem 600 lat do Austrii, a przez ten cały czas jej mieszkańcy identyfikowali się jako „miejscowi” , tęskniąc do „tej drugiej władzy”, bo „aktualna” zawsze była zła. Pokomplikowało się to w latach trzydziestych XX wieku, kiedy trzeba było się jasno opowiedzieć po jednej ze stron. Zapis losów mieszkańców tej wioski od połowy lat trzydziestych do pięćdziesiątych.

Fajny do oglądania fresk historyczny.

Kolacja

Smutnawy, obyczajowy snuj. Trochę wtórny, jeszcze nie zapomniałam filmu Dobrze się gada w miłym towarzystwie.

Współczesny Izrael. Jedno małżeństwo, to Rosjanie. Przyjechali wierząc w lepsze życie, a stracili to co przynajmniej w poprzednim życiu mieli: status społeczny i teraz zostali jedynie ze swoją miłością. Drugie małżeństwo, to zblazowana, „lepsiejsza”, ocierająca się o świat sztuki, dobrze ustawiona para, którą poza wygodnym życiem niewiele łączy.

Jakoś tam się wspólnie zaplątali i pod koniec filmu siadają razem do kolacji.

Notatki z Berlina

Kolaż luźno ze sobą związanych historyjek z życia mieszkańców Berlina.

Inspiracją do opowiedzenia tych historii były ogłoszenia, jakie rozlepiają mieszkańcy tego miasta. Jeżeli rzeczywiście jest tak, jak wygląda to na tym filmie, to na słupach, latarniach i murach cały czas cały czas trwa żywa wymiana myśli i informacji.

Fajnie się ogląda.

Mainstream

Trójka młodych, zbuntowanych outsiderów wchodzi w media społecznościowe: sprzedaje tam swój bunt i zaczyna zarabiać na nim duże pieniądze. Pojawiaja się manegerowie …. i tak dalej. Wszystko zgodnie ze schematem.

Dalej nie rozumiem, skąd w tym biznesie aż tak duże pieniądze.

Czarny kot

Trochę lepszy film od poprzedniego, ale dokładnie o tym samym, czyli o mediach społecznościowych i ich rosnącej sile.

Ciekawsze bo o Iranie. Tam też Instagram i influerzy na oczach wciąż jeszcze czytających książki elit przejmują rząd dusz.

Needle Park Baby

Szwajcarska wersja Dzieci z dworca ZOO. W 1995 roku władze Zurichu postanowiły zlikwidować problem przyjezdnych ćpunów, gromadzących się w tzw. Parku Igieł, zlikwidowały Park i zmusiły gminy do ponownego przyjęcia swoich mieszkańców.

Needle Park Baby to opowieść o dziecku jednej z takich wyeksmitowanych z Zurychu ćpunek. O tym, jak nie mogąc liczyć na matkę, która dalej ćpa, usiłuje sobie dać radę w nowym środowisku.

Film do bólu schematyczny

Siostry Macaluso

Chyba największe rozczarowanie. Sama się sobie dziwię, ze nie wyszłam z kina. Opowieść o życiu pięciu sióstr. W kolejnych odsłonach patrzymy jak na przestrzeni lat toczy się ich nieudane życie. Wszystko jest w tym filmie brzydkie: bohaterki, ich dom, otoczenie. Włochy jako odrażający slums.

Może ten film nie jest aż tak bardzo zły, tylko ja aż tak bardzo nie miałam na niego nastroju.

Teraz zamykam się w domu. W tym tygodniu nigdzie się nie wybieram. Odwołałam dentystę i nawet do sklepów nie muszę chodzić.

Zamówiłam dietę pudełkową. Malutko tego, jak na jeden dzień.

Książki, filmy, druty. A jak nie będzie padało to i ogród.

Przez chwilę było tak czysto jak na tym zdjęciu. Ale dosłownie tylko przez chwilę.

uff

Od teraz mam zamiar wreszcie zacząć się cieszyć beztroskim życiem emeryta. Jest jeden warunek: muszę unikać lekarzy.

Cztery tygodnie temu, chwilę po wyjeździe dzieci poszłam do dermatologa poskarżyć się na łamliwe paznokcie. A pani doktor hyc za kopytko, narobiła zdjęć, nastraszyła i dwa dni później pan chirurg zrobił mi dziurę w stopie. Dużo rzeczy w życiu przeżyłam, ale tak bolesnych zastrzyków ze znieczuleniem, nie. Potem nie było źle, czułam się bardzo zaopiekowana i nawet udało mi się nie zamartwiać na zapas.

Trzy tygodnie później poszłam dziarskim krokiem na zdjęcie szwów, bo uznałam, że skoro nikt do mnie nie zadzwonił, to histopatologia jest ok. Nie przyszło mi do głowy, że może jeszcze nie być wyników. Potem okazało się, że patolog dostał to co mi wycięto 13-go dnia po zabiegu, a dopiero po kolejnych 13 dniach raport z badań miał wszystkie wymagane pieczątki. I tak, o tym że wszystko jest ok, dowiedziałam się 28-go dnia po zabiegu.

Z rozmowy z pielęgniarką wynika, że tak to teraz wygląda. Prawdopodobnie dlatego, że brakuje lekarzy. Skoro tak działa prywatna służba zdrowia, strach pomyśleć jak działa państwowa.

Równolegle do wykłócania się z Luxmedem, w domu prowadzę drobne prace remontowe. Parapety są znów bez plam

Nie ma też już plamy na schodach, ani biura w salonie. Trochę poprzestawiałam meble na górze, tak by w razie kolejnego lockdownu całe życie nie koncentrowało się w salonie i każdy miał do dyspozycji osobny pokój z biurkiem.

„Odzyskałam” też kuchnię, wywieszając „mój” plakat.

Zabrałam się i za ogród. Drzwi od komórki są już naprawione. Gorzej z dachem. Okazało się, że między deski a pokrycie dachu „weszło” dzikie wino, przez co trzeba wymienić nie tylko pokrycie, ale i deski. Nie wiem czy przed zimą zdążę. A warto by było. Jest za to już wymieniony blat w ogrodowym stoliczku, jest tak ładny, że wstawiłam go na zimę do domu.

Woda z systemu nawadniającego ściągnięta i teraz już tylko grabię, grabię i końca nie widzę

Patrząc z boku to dbanie o dom wygląda ździebko kompulsywnie. Ale co mi zostało? W tym tygodniu w ostatniej chwili został odwołany bankiet, na którym miałam zamiar pochwalić się moim Twistle Covid. Pogoda nie rozpieszcza, na spotkanie w ogrodzie za zimno, a w domu strach. Każdy z nas zna kogoś kto przynajmniej był na kwarantannie, bo miał kontakt z osobą zarażoną.

Na Szarotkach zapowiedziało się osiem osób, przyszły cztery. Pochwaliłam się kamizelką. Kwiatuszek się robi, ale powoli i wychodzi cosik sztywny.

Dobrze, że przynajmniej nie odwołali Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

dobry film

Konferencja

Tego filmu w kinach nie będzie, nikt nie zaryzykuje rosyjskiego filmu. Zwłaszcza teraz. A szkoda, bo jest niesamowity.

Przez pierwsze kilka minut filmu patrzymy, jak sprzątaczka odkurza kawałek dywan. Ta przeciągająca się w nieskończoność scena jest jednak potrzebna, jest przejściem pomiędzy światem z którego przyszliśmy do kina, a tym co zobaczymy na ekranie.

W siedemnastą rocznicę zamachu w teatrze na Dubrowce, jedna z zakładniczek organizuje w teatrze swoistą psychodramę. Zaprasza innych zakładników, by jeszcze raz usiedli na widowni i opowiedzieli o tamtych wydarzeniach. Osób przychodzi niewiele i nie do końca chcą zagrać wyznaczone przez główną bohaterkę rolę.

Świetny film o ludziach, którzy dalej dźwigają swoją traumę, a o których świat już dawno zapomniał.

Nieszczególne miejsce

Schematyczny wyciskacz łez. Samotny ojciec wie, że niedługo umrze i poszukuje dla swojego kilkuletniego syna nowej rodziny.

Jedyny plus to rewelacyjny dzieciak.

Skoro wszyscy teraz o Idze Świątek, to i ja o niej coś napiszę. Kilka dni temu znalazłam na Twitterze bardzo przytomne pytanie: Czyja ona jest. Nasza, czy ich. Bo, że Radwańska była ich, to wiadomo. Powiedziałam o tym jednej ciotce, a ta się oburzyła: wg niej sport powinien być wyłączony z plemiennego podziału. Inna się zachowała przytomniej: wg niej z odpowiedzią warto by poczekać na wynik sobotniego meczu. A ja uznałam, że skoro w sobotę cała Polska ogląda mecz, to Straż Miejska też i punkt trzecia rozpoczęłam palenie liści.