Ciocia kocha, ale nie da

Zatapiałam się w introwertyczną gnuśność w udostępnionym mi na czas kwarantanny dzieci mieszkaniu, wyjadając smakołyki z wcześniej zapełnionej przeze mnie lodówki i ciesząc się na myśl, że do pracy będę chodziła spacerem, gdy nad ranem zadzwonił telefon i moje życie znów wywróciło się o 180 stopni.

I teraz mieszkam w Milanówku, opiekując się Milą i mając do pracy jeszcze dalej niż poprzednio. Mila cały czas usiłuje ze mną wynegocjować podwyższenie dziennych racji żywieniowych, demonstracyjnie liżąc podłogę, bo skoro tak mało dostała w miseczce nie pozostaje jej nic innego niż żywić się kurzem. Oduczyła mnie też rzucania torby na podłogę. Po spacerze poszłam do łazienki umyć ręce i gdy wyszłam miałam już tylko pół pęczka rzodkiewek (inne produkty były zapakowane w szczelne opakowania i tylko to nadawało się do natychmiastowej konsumpcji). Za radą jednej z moich ciotek, jej błagalno-żebracze występy kwituję tekstem: ciocia kocha, ale nie da.

Najgorzej ze spacerami, nie lubię, zwłaszcza porannych. Chociaż wtedy bonusem jest możliwość powiedzenia dzień dobry puszczykowi, który mieszka na naszej działce.

Jednym słowem żyję na obrzeżu wydarzeń starając się zachować spokój i dystans. Nie do końca mi to wychodzi, bo w przeciwieństwie do mądrzejszych ode mnie ciotek, nie umiem odkleić się od Twittera.

Spokój przynoszą mi druty- kamizelka Twistle – Covid, która wymaga mega skupienia.

W poniedziałek gdy odkryłam, że przekosiłam wzór o jedno oczko, sprułam i zrobiłam od nowa. Wolę nie myśleć jak się będę czuła, gdy na koniec to co wydziergam nie będzie mi się podobać.

dobry film (Netflix)

Contratiempo

Klasyczny kryminał. I co ważne w tego typu filmach, nie wszystko jest takie, jakie na początku wydaje się, że jest.

dobry serial (Netflix)

Unorthodox

Film oparty na autobiograficznej książce Deborah Feldman” Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów. Młoda mężatka z nowojorskiej, ultraortodoksyjnej chasydzkiej rodziny ucieka do Berlina. Żyje tam jej matka, która wiele lat temu zrobiła to samo.

Dobrze zrobiony i świetnie zagrany. Może trochę zbyt melodramatyczny i zbyt optymistyczny w swoim wydźwięku. Ale podobno oparty na faktach.

W dodatku jest to miniserial, nie będzie następnych sezonów, każda tego typu forma ma u mnie już na starcie duży plus.

Noworoczne postanowienia

Mam pomysł by zostać bohobabcią, powoli przestawić się na bardziej kolorowe stroje, starając się przy tym dużo więcej chodzić we własnych wyrobach.

Pierwszy zakup w ramach tego projektu, to kraciasta spódnica, idealnie pasująca do jedynego mojego kardiganu, który przeżył zeszłoroczny molowy pogrom.

Gdy tak ubrana pokazałam się mojej mamie, a ona w bardzo dobrze mi znany sposób głośno wyraziła niezadowolenie, przez moment poczułam się jak bym wróciła do przeszłości i znów miała naście lat.

Najbliższe moje plany to Cusp of Spring (mam już kupioną wełnę):

i luźna żakardowa kamizelka (zrobiłam już próbkę i zapowiada się niezła dłubanina):

Jak zwykle o tej porze roku, mam oczywiście gorące postanowienie zadbania o siebie i jak zawsze, pierwszym (i najważniejszym) punktem jest odchudzenie się.

Przede wszystkim staram się ograniczyć liczbę kalorii. Ale to nie wszystko. Zaczynam teraz też każdy dzień tak jak Victoria Beckham od wypicia szklanki ciepłej wody z dodaną do niej łyżką octu jabłkowego (z tym, że jest to jedyne w czym ją przypominam). Korzystając z netu podejmuję też gości alternatywnymi daniami. W tym tygodniu na urodzinowy wieczór z Joanną upiekłam serniczki według tego przepisu, odpowiednio go modyfikując: wzięłam serek light, zrezygnowałam ze śmietany i przystroiłam musem owocowym bez cukru. Też było dobre. Przy okazji, piekąc warzywa i sernik, sama z siebie, bez żadnej inspiracji, upiekłam biały ser. Posypałam go potem przywiezionym z Izraela zatarem i było pyszne!

Na noże

Pudełkowa komedia kryminalna. Po urodzinowym przyjęciu umiera nestor rodu. Szybko okazuje się, że każdy z członków rodziny, który brał udział w tym przyjęciu miał powód by obawiać się zmiany testamentu.

Wadą tego filmu jest jego zbyt duża przewidywalność. Wynagradza to świetna gra i to dzięki niej ogląda się ten film z duża przyjemnością.

dobry film

Tam gdzieś musi być niebo

Bardzo inny film. Opowieść o świecie widzianym oczami palestyńskiego reżysera, Elia Suleimana. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pokazuje nam co widać z balkonu jego domu, co zwróciło jego uwagę gdy spacerował uliczkami Nazaretu oraz co zobaczył w Paryżu i w Nowym Jorku.

W tym filmie może pada kilkanaście zdań. A mimo to nie nudzi – a przynajmniej mnie nie znudził. Cudowna, filmowa ballada. Ale dla koneserów.

Byłam też na wernisazu Ewy

Pomyślałam, że fajnie by było, gdyby każdy na wejściu dostał jeden żeton i położył go przy obrazie, który mu się najbardziej spodobał. Ja bym położyła przy tym.

Jutro wielki dzień. Podjęta zostanie kolejna (piąta) próba zreperowania dolnopłuku Lavity. Może tym razem się uda? Przydałoby się zakończyć tę epopeję, bo popsuła się kolejna rzecz – spadł szyber w kozie i nie potrafię go włożyć na miejsce.

Czyli nowy tydzień zacznę od telefonu do kolejnego fachowca …

Jesiennie

Tempo życia takie, że jak dotąd udało mi się poświęcić tylko jedno sobotnie popołudnie na moje ulubione jesienne zajęcie, czyli kapsułowanie (leżenie w łóżku z książką, laptopem i herbatą). Argument mojej mamy, że na leżenie będę miała całą wieczność, do mnie nie trafia.

W meczu z fachowcami, zdobyłam jednego gola – udało mi się (pierwszą próbę podjęłam w lipcu) doprowadzić do założenia podlicznika na wodę. To jedyny sukces na tym polu. Zrezygnowałam z usług pana od uszczelek i nawiązałam kontakt z nowym zakładem. Cały czas czekam by hydraulik zdemontował pompę. Powinnam też wypompować wodę z linii nawadniających. A nikt nie ma kompresora. Mam autko i powinnam nim jeździć, więc może w przyszłą sobotę pojadę i kupię. Biorąc pod uwagę, jak teraz cenią się fachowcy, zakup zwróciłby się już po dwóch sezonach.

W tym tygodniu pani dentystka założyła mi plombę nowej generacji – jest przezroczysta i „dopasowuje” się kolorem, do ząbka, taka plomba-kameleonik. Żeby taki postęp był i gdzie indziej odczuwalny.

Byłam na Szarotkach, jak posłuchałam wstępnych podsumowań tegorocznych udziergów, z tym co mi się udało skończyć za chwilę będę się uważała za sympatyka, a nie za pełnoprawnego członka tego klubu (jakoś „sympatyczka” i „członkinia” mi nie brzmi).

Cały czas dziergam powoli swoją chustę

Ale jestem tak porażona liczbą nieudanych projektów, że boję się planować. Kiedyś, jak przełamię impas, pomyślę o takiej kamizelce.

Ale to pieśń dalekiej przyszłości.

W tym tygodniu byłam na warsztatach robienia bizuterii z podkoszulków.

Za tydzień kontynuacja. Do tego czasu mam zamiar kupić metalowe zapięcia, bo zabezpieczanie końcówek przyklejonym paskiem, kiepsko wygląda i psuje cały efekt.

Jest jeszcze jest ogród. A w nim zarażony mącznikiem dąb, który nie chce zrzucić wszystkich liści

Wygrabiłam całą ściółkę i teraz mam zamiar nanieść zdrową (czyli bez chorych liści) – trochę przypomina mi to przenoszenie piasku na pustyni z jednego miejsca na drugie. Jak już to zrobię, resztę liści dębu będę musiała wyzbierać rękami, trochę to czasochłonne. Ale rododendrony uratowałam, więc się chwalę (gorzej z mahonią, tu nie mam sukcesu, dalej cała zagrzybiona).

Ciągle jeszcze dużo się w ogrodzie dzieje. W tym roku imponująco zakwitła trzmielina.

W domu za to zakwitł zygokaktus, inaczej zwany grudnikiem, bo kwitnie w grudniu. Poczuł już święta?

dobry film

Bóg istnieje, a jej imię to Petrunia

Petrunia ma 32 lata, jest grubą, nieatrakcyjną bezrobotną absolwentką historii. Na kolejnej rozmowie o pracę, znów zostaje zdołowana: dowiaduje się, że nie nadaje się na sekretarkę,bo jest za brzydka by się z nią przespać.

Tego samego dnia, w macedońskim miasteczku, w którym mieszka odbywa się doroczna uroczystość religijna – kończy się tym, że na moście ksiądz rzuca do wody krzyż. Na ten moment młodzi mężczyźni czekają cały rok. Ten, który go wyłowi, staje się miejscowym bohaterem… tyle, że w tym roku wyławia go z wody Petrunia.

I tu zaczyna się historia, bo tego, że krzyż może wyłowić kobieta nikt nie brał pod uwagę.

Świetny obraz mizoginicznego świata. Film tak ciekawy, że nie przeszkadzają różne techniczne niedoróbki. Nie w tym jego siła.

Izrael nie tylko dla pielgrzymów

Cały, widoczny na mapce program wycieczki, został zrealizowany (podkreśliłam miasta, gdzie nocowaliśmy).

Jak dla mnie było może trochę za dużo kościołów i za mało czasu na zwiedzanie „reszty” (np. Akce, pochodziliśmy tylko po mieście, cytadeli już nie zwiedziliśmy), ale generalnie był to bardzo udany format. Zwłaszcza z takim przewodnikiem jak Zuza.

Natomiast jeżeli chodzi o sam Izrael, mam mieszane uczucia. Przede wszystkim spodziewałam się, że ten kraj będzie bogatszy i bardziej „europejski”. Pakiet „Ziemi świętej” mnie nie rusza i zważywszy na stopień komercjalizacji, dziwi mnie jedynie to, że ludzie są tam jeszcze zdolni do religijnych uniesień.

Znam wiele osób, które uważają Izrael za miejsce magiczne, ja – przynajmniej podczas tej wycieczki – tego nie poczułam.

Z drugiej strony, wąskie uliczki z domami z kamienia,

czy pustynia, cieszą oczy.

Więc też nie tak, że żałowałam, że pojechałam.

Dalej nie wiem, jaką walutę warto tam ze sobą zabrać: szekle czy dolary. Wszędzie można płacić w obu, z tym że cena towaru jest podawana tylko w jednej z nich. Odniosłam wrażenie, że nie jest dobrze gdy płaci się dolarami, tam gdzie ceny są w szeklach i na odwrót, zawsze jak przelicza sprzedawca to zawsze jest się sporo stratnym. Jakimś wyjściem jest karta typu Revolut (ale też nie wszędzie, bo w wielu miejscach nie można płacić kartą).

Karty trzeba zabrać i w plastiku, ja miałam tylko w telefonie. Zapomniałam, że aby opłacić kartą w telefonie musiałabym mieć włączona transmisję danych. Na przyszłość będę pamiętać.

Dalej udoskonalam swój backpackerski ekwipunek. Na tej wycieczce do nerki, w której zawsze noszę paszport, doczepiłam na smyczy komórkę: idealnie się to sprawdziło, ani razu nie szukałam telefonu (karty i pieniądze noszę w ciekiem, przystającej do ciała „kaburze”, też polecam). Kolejny raz dobrze też wyszłam na tym, że miałam ze sobą kubek i grzałkę.

Przed następnym wyjazdem swój ekwipunek muszę uzupełnić o wielofunkcyjny scyzoryk.

A teraz wracam do prozy życia: chciałabym by było wesołe, barwne i optymistyczne. Wokół kolejne znaki, że nie znamy dnia, ani godziny gdy przy kolejnych profilaktycznych badaniach, gapiąc się w podłączony do USG ekran lekarz „coś” w nas w środku zobaczy.

Powoli wracam do dziergactwa.

Ma powstać coś takiego (Hummingbird Feathers Shawl):

dobry film

Portret kobiety w ogniu

Francja. XVIII wiek. Matka wynajmuje portrecistkę, aby ta, w tajemnicy przed jej córką, namalowała jej portret. Z jedne strony: kostiumowe. ale idące z duchem czasu, romansidło czyli feministyczna opowieść o miłości dwóch bohaterek.

Ale też każdy kadr to uczta dla oczu. Bardzo mało słów, ale wszystkie celnie trafiające w punkt. Gra na najwyższym poziomie. Słowem dobry film, ale dla koneserów.

dobry serial

Katarzyna Wielka

Opowieść o związku Katarzyny Wielkiej z Potiomkinem. Związała się z nim w wieku 42 lat, umarła mając 67 (Potiomkin umarł 5 lat wcześniej).

Serial o władzy, której utrzymanie nigdy nie jest łatwe a gdy się jest austriacka księżniczka na rosyjskim tronie i rządzi się samodzielnie, jest zadaniem wręcz karkołomnym. To, że Helen Mirren ma 74 lata (wygląda świetnie, ale młoda nie jest) nie przeszkadza, bo gry miłosne są w tym filmie dla Katarzyny jedynie narzędziem, nawet jeżeli czasami zdarza się jej mówić coś innego.

Wygląda na to, że za nami złote czasy platform filmowych. Jest ich coraz więcej, każda ma coś ciekawego, ale „pilnie” strzeże swoich atutów. Na Netflixie za chwilę puszczą Crown, jest kolejny sezon Frankie and Grace, więc przez miesiąc, chętnie bym tam tam pobuszowała, ale decydować się na pełny abonament mi się nie chce.

Zrobiłam wielką listę rzeczy do zrobienia w domu i wokół domu. A na horyzoncie już widać Christmas. Kiedy ja to wszystko zdążę zrobić?