Czas

Przeczytałam ostatnio wywiad, o tym dlaczego wszyscy narzekamy na brak czasu. A ja mam jeszcze punkty ujemne z tytułu wieku, tak że przynajmniej wiem dlaczego się nie wyrabiam.

Taka taczka.

Stara miała metalowe kółko, może i była niewygodna ale służyła bezawaryjnie przez kilkanaście lat. Ta, z gumowym kółkiem jest o niebo poręczniejsza, ale pod warunkiem że jest sprawna. Tymczasem od początku za każdym razem wymagała, by przed użyciem dopompowywać jej koło, aż w końcu kółko odmówiło współpracy. W sobotę zjeździłam pół Brwi w poszukiwaniu wulkanizatora: „Urlop”, „Nieczynne do odwołania” (na to, by zamieścić w Googlu stosowną informację nikt oczywiście nie wpadł). Pojechałam po pomoc do zakładu rowerowego, gdzie Pan mi wytłumaczył, że nie potrzebnie szukam wulkanizatora: mam chińskie kółko i nikt tego nie wulkanizuje. Pojechałam więc do sąsiedniego miasteczka po nowe kółko i kupiłam nie chińskie za dwa razy większe pieniądze. Kosztowało mnie to trzy godziny. Taczka z metalowym kółkiem nie wymagała takich poświęceń.

Albo wąż ogrodniczy

Sporo czasu mi zajęło upewnienie się, że złączki ogrodowe dzielą się na te, które:

  • są na półce w sklepie,
  • przeciekają,
  • nie pasują,
  • nie nadają się do niczego.

Inne złączki nie występują.

Też trochę jest i tak, że szwankuje i moja organizacja pracy. Platformy na których przyjechały rowery postanowiłam sprowadzić do postaci palet.

Z jedną, z tasakiem i siłą wątłych mięśni dałam sobie w końcu radę. Z drugą mocowałam się jak potępieniec i dopiero kominiarz uświadomił mi, że prędzej rozłupię deski, niż wyłamię te śruby. Poddałam się i poszłam po sąsiada pożyczyć śrubokręt krzyżykowy.

No i przez to wszystko mam mega opóźnienia w realizacji planu powrotu do dziergactwa. Nie mam się czym pochwalić, poza tym, że uratowałam difenbachię.

Yesterday

To nie jest dobry film. I mówię to ja, osoba zakochana w Beatlesach po uszy.

Po chwilowym blackoucie, z komputerów wykasowane są pewne hasła. Nie jest jasne dlaczego znikają też z pamięci ludzi. W każdym razie świat zapomniał między innymi o Beatlesach. Nasz bohater, początkujący muzyk, pamięta. I zaczyna lansować ich przeboje jako własne.

Kiepskie muzyczne romansidło. Nie wiem z czego się ludzie na widowni śmieli, ja czułam zażenowanie.

Na Twitterze znalazłam świetne pytanie: Wypierdalać” to z Nowego Testamentu, czy Starego? Dużo tam dobrych memów, kawałów rysunkowych. Ale sytuacja, w której tzw. „demokratyczna większość” jest very happy, bo na ich oczach, ich sąsiedzi dostają na ulicy łomot, wesoła nie jest. I nawet nie chodzi o to, że jakieś konsekwencje poniesie najwyżej ta czwórka, co pobiła dzieciaka. Chodzi o reakcję „sąsiadów”. I z tej sytuacji nie ma już powrotu do normalności.

Reklamy

O jedną kozę mniej!

Może nie jest dobrze, ale jest lepiej. Po trzech tygodniach krioterapii, od poniedziałku znów mam 2 godziny czasu do wykorzystania więcej. Rzeczy do zrobienia huk, deadline, czyli przyjazd córki, coraz bliżej, tak że na senne leniwe wakacje nie mam żadnych szans.

Zainaugurowałam piwniczkę wstawiając pierwszą plastikowa półkę, na której postawiłam 10 słoiczków z przetworami. Miejsca jest na dużo więcej (zawsze można też dokupić kolejną półeczkę) więc zamierzam rozwijać się dalej w tym kierunku.

Zawsze jak jestem u Agnieszki na brydżu podziwiam jej ogród. Mam nadzieję, że moja hortensja pnąca też się tak rozrośnie. Jak przyjmie się na jednej sośnie, zaproszę na następną. Byle tylko bluszcz jej tam nie stłamsił.

Po raz pierwszy zobaczyłam tez nową generację zabawek dla psów – zanim dostaną smakołyk, muszą pokombinować jak się dostać do środka

Odwiedziła mnie ciotka, która mi uświadomiła, że nawet jak ci mówią że jedziesz po bandzie, znajdzie się ktoś, dla kogo jesteś średniakiem. Z wielu rzeczy zrezygnowałam, by łatwiej było i ogarniać dom. Ale tak daleko jak ta ciotka się nie posunęłam: zlikwidowała bibliotekę, w szafce za szybą ma tylko najukochańsze książki, reszta w chmurze.

W Kawiarni Filozoficznej na Nowym świecie posłuchałam dyskusji o cenzurze. Dyskutowali: Joanna Hańderek, Feliks Falk, Konrad Szołajski i Andrzej Dominiczak.

Wesoło nie jest. Ale też trochę jest i tak, że „nasz” problem polega polega po części też i na tym, że oni mają sukcesy w zamykaniu nam ust, a to my byśmy chcieli zamknąć im usta. Jak słyszę jeżdżące po mieście szczekaczki (poprzednio antyaborcyjne, teraz anty LGBT) krew zalewa.

Po spotkaniu sięgnęłam po biblijną Księgę Powtórzonego Prawa. Wprawdzie, ponieważ ciężko się to czytało to szybko przełączyłam się na bryki, czyli strony z biblijnymi cytatami. Ale ze zdziwieniem odkryłam, że nie tylko Biblia (o czym zawsze wiedziałam) jest okrutna, ale i Nowy Testament ma „niezłe” kawałki.

Ewangelia wg św. Łukasza 14:26: Jezus mówi: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

W sumie to ktoś powinien ich przycisnąć ich do muru, niech w końcu powiedzą co trzeba brać dosłownie, co jako przenośnię i dlaczego.

dobry serial

Rok za rokiem

Losy angielskiej rodziny: wiekowa babcia + czwórka dorosłych wnuków. Poznajemy ich w 2019 roku i patrzymy co dzieje się z nimi i ze światem (nie tylko Wlk. Brytanią) przez następne 15 lat.

Strach się bać. Serial BBC, więc na osłodę jest spory kawałek melodramatu, przyprawiony angielskim humorem. Z tym że autorom zadrżała ręka i za wszelką cenę chcieli uniknąć filmu katastroficznego. Przypomniał mi się amerykański film The Day After, gdzie groza następnego dnia po wybuchu bomby atomowej polegała na tym, że na śniadanie nie było soku pomarańczowego. Tu też może z trudem, ale życie dalej biegnie przewidywalnym torem. Co przy tym chaosie, jest mało realne.

Z pamiętnika wk … konsumentki

Znów o tym samym czyli o poczcie. Kolejny raz przysłali mi swoje standardowe „wyjaśnienie”.

A ja żałuję, że wyrzuciłam listy polecone, które włożyli mi do skrzynki razem z przyklejonymi do nich „zwrotkami”. Zadzwoniłam do urzędu z którego je nadano z pytaniem, czy dostali zwrotkę. Nie dostali i Pani mi obiecała, że zapyta pocztę czy doręczyli, a jeżeli tak, to kiedy. Dostała odpowiedź, że doręczyli. W systemie jest odnotowana godzina doręczenia. O tyle śmieszno, że „doręczyli” mi w godzinach pracy. A nie miałam w tym czasie urlopu. Prokurator?

Miałam za mało na głowie

Miałam za mało na głowie, to do nie zakończonego remontu domu dodałam sobie ogród.

A jak jest ogród to jest i podlewanie. Zdecydowałam się na podlewanie ze studni (raz że taniej, dwa, że do odwołania w Brwi nie zakładają podliczników do podlewania ogrodu). Ogród został podzielony na cztery sekcje, z których każda jest podlewana z odrębnego obwodu nawadniającego. Już wiadomo, że tych sekcji jest za mało i trzeba dołożyć piątą (a może i szóstą). Przeszkadzają rogi, zakola i rosnący za domem centralnie spory bukszpan.

Dopóki tego się nie zrobi, latam i przestawiam zraszacze, tak by wszystko się podlało. I zamiast nadrabiać kinowe zaległości, gnam do domu pilnować podlewania ogrodu.

Jak by tego było mało, moja studnia jest mało wydajna, więc pomiędzy podlewaniem poszczególnych sekcji trzeba robić przerwy, tak by dać jej chwile wytchnienia. Nie byłoby to żadnym problemem, gdyby nie to że nie wszyscy, tak jak ja, zasypiają po przyłożeniu głowy do poduszki i przesypiają noc snem zabitego susła. Są i tacy co śpią snem zająca na miedzy i do takich – jak się okazało – należy rodzina mojego sąsiada. Poprosili mnie, by pompa nie chodziła pomiędzy 22.00 a 9.00 rano. Wyprosiłam by przez najbliższy miesiąc zgodzili się na 8 rano, potem już nie będę musiała codziennie podlewać, wiec jakoś się do 22 zmieszczę. Wprawdzie podlewanie nad ranem jest najlepsze, bo ziemia nie jest nagrzana, ale co robić.

Aby nie zwariować pozwoliłam sobie na szczyptę „szaleństwa” i pojechałam na jeden dzień na działkę Joluśki.

Joluśka też ma swoje z fachowcami. Chciała przenieść bramę i fachowiec ją przeniósł, tyle że zaraz potem zniknął. I stoi sobie teraz taka samotna brama w polu.

Plan był taki by w niedzielny poranek pochodzić po giełdzie w Słomczynie i poszukać ładnych drobiazgów do domu. Ale akurat w niedzielny ranek mżyło i nic z tego nie wyszło. Jako nagrodę pocieszenia dostałam od Joluśki trzy szklane lichtarzyki.

Coraz częściej tematem wieczornych rozmów jest zbliżająca się starość i pytanie jak my sobie z tym wszystkim same damy radę. Ceny usług tak poszybowały w górę, że na emeryturze fachowcy będą poza naszym zasięgiem. Jak będziemy starsze, to nawet takie gadżety jak kółka do przesuwania mebli (podpatrzyłam u Joluśki – rewelacja!) nam nie pomogą.

I nawet jak się nic nie będzie psuło (a wiadomo, że będzie), to ktoś rynny wyczyścić musi …

A tak na marginesie – boję się, że ta moja dbałość o ogród obróci się przeciwko niemu. Po tym jak od nadmiaru wody padło geranium, po powrocie od Joluśki przywitała mnie padnięta diffenbachia.

Na pierwszym planie coś co ma być kamizelką.

Przeczytane 2019.7

Dwie bardzo, bardzo dobre książki

Tancerka i Zaglada Weronika Kostyrko

Bardzo, bardzo dobra książka. W dodatku świetnie napisana. Biografia Poli Nireńskiej, żony Jana Karskiego. Niewiele o niej było wiadomo przed napisaniem tej książki i to, że ukazała się ta książka, tego nie zmieni. Nie ma już komu odpowiedzieć na większość pytań i nawet jeżeli były jakieś dokumenty, to poginęły. Inna sprawa, że brak odpowiedzi na wiele pytań czasami niewiele zmienia – w gruncie rzeczy z obecnej perspektywy nie jest aż tak ważne, czy kolejne zakręty w życiu wynikały bardziej z wiatrów historii, czy dyktowały je uczuciowe zawirowania. A żyła w burzliwych czasach, obracając się w świecie mało opisanym, a bajecznie ciekawym.

Urodziła się w Warszawie, w zamożnej rodzinie żydowskiej, okna jej mieszkania wychodziły na Tłomackie. Rodzina nie była ortodoksyjna, córki posłano do katolickiej szkoły, ale też nie aż tak postępowa, by pogodzić się z tym, że że jedna z córek pragnie zostać tancerką. Postawiła jednak na swoim, wyjechała z Polski, tańczyła w Niemczech, Austrii. Nawet nie miałam pojęcia, że życie przedwojennej bohemy było aż tak ciekawe (i niekonwencjonalne).

Potem patrzyła jak rodzi się faszyzm. Brzmi znajomo:

Jesienią 1933 roku Liga Niemieckiej Kultury sformułowała „Wytyczne dla odnowy tańca w Niemczech”. Reguła pierwsza mówiła, że taniec musi być wyrazem zdrowej siły narodu.
Reguła druga, że kobiety mają wykonywać ruchy płynne i posuwiste, a mężczyźni powinni wznosić ramiona i skakać. Wolno im także tupać.
Reguła trzecia nakazywała zachować odstęp między mężczyznami a kobietami. Zamiast łączyć się w pary, mężczyźni i kobiety mają łączyć się w korowody.
Reguła czwarta mówiła o nierozerwalnym związku tańca z muzyką.
Reguła piąta kazała szukać inspiracji w radosnym tańcu ludu.
Nowe władze ostro się wzięły za tancerzy, bo taniec był im potrzebny. Kalendarz świąt państwowych rozszerzono o dwanaście rocznic ważnych dla NSDAP. W dni świąteczne wystawiano propagandowe spektakle, które miały totalnie – ulubione słowo nazistów – przemawiać do wszystkich zmysłów. Myślenie nie było w cenie, skracano i upraszczano więc teksty.

Gdy wybuchła wojna była poza Polską. Nigdy już do niej nie wróciła. Z poślubionym po wojnie Janem Karskim mówiła tylko po angielsku. Słowem jeszcze jeden poplątany życiorys.
Chyba taki czas, że w poszukiwaniu ciekawych tematów, sięga się po zapomniane życiorysy. Czytając tę książkę, zapisałam sobie kolejną do przeczytania: Piotr Mitzner, Gabinet cieni.

Czarnobylska modlitwa Swietlana Aleksiejewicz

Czytałam, mając przed oczami serial HBO GO. Serial obejrzy dużo więcej ludzi niż przeczyta tę książkę. A szkoda. Bo książka lepsza. Przejmująca i waląca po trzewiach. Ale inaczej opisać losów tych ludzi się chyba nie da.