Jesiennie

Tak cudne, że muszę się podzielić

Na komórce jest już nowy dach

W środku widać kupione sztachety – po oczyszczeniu płotu okazało się, że reanimacja nie ma sensu, trzeba wymienić, przynajmniej te w bramie i furtce.

Tyle, że zrobienie dachu i usunięcie porastającego dach dzikiego wina tylko spotęgowało jesienny problem: co do cholery robić z liścmi?

Przydział gminny to dwa worki miesięcznie. Smiech na sali. Palić nie wolno, straż poluje na osoby przekraczajace ten zakaz, a mandaty teraz niskie nie są. Nie wszystko też nadaje się na kompost (u mnie przede wszystkim dotyczy to igieł, orzecha i dębu).

To gałęzie, jakie w tym sezonie zebrałam z trawnika

To było na dachu komórki

A przecież dopiero zaczęly z drzew spadać liście.

Można wprawdzie zamówić wywóz zielonego, ale nawet nie chce mi się pytać o cenę. Wystarczy, że mam problem ze zdjetą z dachu starą onduliną. Na poczatek pan powiedział: 250 kontener + 100 dowóz + 80 utylizacja.

Stanęło na tym, że jak połamię i powsadzam w duże worki foliowe zapłacę 200 zł. Tyle, że jak na razie kruszenie papy idzie mi dość opornie.

W obronie diety pudełkowej

Dieta pudełkowa to wg mnie klasyczne win-win. Producent pudełek zarabia, bo w tym biznesie marża jest nieprzyzwoicie wysoka. Ale konsument też sporo zarabia. Nie chodzenie do sklepów i nie robienie zakupów to niewyobrażalna oszczędność. Pierwszy raz, gdy poszłam na dietę pudełkową, byłam zaszokowana o ile mniej wydałam na życie. Teraz traktuje to, jako oczywistą oczywistość.

W kraju dużo się dzieje. Czy nie wkalkulowali tego w koszty? Wątpię.

To, że nie chodzi o zasady to, przynajmniej dla mnie oczywiste. Spór czy kilkudniowy/kilkutygodniowy zarodek powinien podlegać takiej samej ochronie prawnej jak kilkunastotygodniowy płód wszędzie rozstrzyga siła władzy, nie argumentów. Ale powoływanie się w tym przypadku na bezwzględne prawo do życia jest moim zdaniem nadużyciem: czegoś takiego nie ma i nigdy nie było.  Żaden system nie uznaje życia jako wartości bezwzględnej i każdy dopuszcza sytuacje, gdy w obronie danej wartości, można pozbawić życia drugiego człowieka (np. wojna, obrona własna). Jasne, można dyskutować dlaczego w jednych sytuacjach można zabić, w innych nie. Ale to trochę inna dyskusja. 

To o czym z kolei nikt nie mówi, to o mocno dwuznacznej roli KK. Kościół zawsze myślał o szmalu. I patrząc od tej strony, jest instytucją żywotnie zainteresowaną w „produkcji” dużej liczby dzieci specjalnej troski. Prowadzi, w trybie zlecania zadań państwowych jednostkom niepaństwowym, w zasadzie wszystkie domy opieki dla takich osób i z tego tytułu szmal płynie szerokim strumieniem. Co tam się dzieje, nikt nie wie. Wiadomo co się działo w Irlandii.

A że „letalni” to żaden biznes, to stą głosy, że można o tym dyskutować.

Podobnie z ostatnim apelem biskupów, by religia stała się obowiązkowa. Jestem więcej niż pewna, że apel wziął się stąd, że obserwowane ostatnio wypisywanie dzieci z religii, powoduje zmniejszoną liczbę godzin lekcyjnych dla katechetów. Stąd pewnie w najbliższym czasie zrealizują ten postulat KK. Tyle, że aby było „zgodnie z konstytucją” wprowadzą obowiązkową lekcję religii lub etyki. To, że nie ma nauczycieli religii i etyki będą uczyć katecheci, to szczegół.

Na zakończenie kolejny cytat. Myślę, że docenią go głównie ci, którzy wieki temu przechodzili szkolenie wojskowe na UW.

Pod prąd

W tym tygodniu jechałam pod prąd. Kiedy wszyscy pozamykali się już w domach, ostatnim rzutem na taśmę zrobiłam zaległe badania, obejrzałam kilka filmów na Warszawskim Festiwalu Filmowym i poszłam na dwudniowe szkolenie z mediacji karnych (tańców już w tym tygodniu nie było).

Moim zdaniem są to ostatnie podrygi świata, który właśnie rozsypuje się na naszych oczach. Nie wiem jak jest gdzie indziej, ale tutaj najpóźniej do końca miesiąca, służba zdrowia zawali się jak domek z kart. Co będzie na wiosnę, gdy powoli zacznie znów kiełkować życie, nie wie nikt. W każdym razie, tak jak pisał Miłosz (cały czas chodzi mi po głowie jego wiersz) innego końca świata nie będzie.

Każdemu polecam też przypomnienie sobie filmu Triera Melancholia. Podczas rozmowy z Gumisiem uświadomiłam sobie, że zmierzająca w tym filmie ku Ziemi planeta pojawiła się, następnie zniknęła, tylko po to by powrócić. Trier to prorok. Dziwne, że jeszcze nie przypomnieli tego filmu w telewizji.

Nic tak aktualnego, jak film Triera z 2011 roku na WFF nie zobaczyłam.

dobry film

Kraina strachu

Wioska na pograniczu czesko-austriackim. Kiedyś należała do Czech, potem 600 lat do Austrii, a przez ten cały czas jej mieszkańcy identyfikowali się jako „miejscowi” , tęskniąc do „tej drugiej władzy”, bo „aktualna” zawsze była zła. Pokomplikowało się to w latach trzydziestych XX wieku, kiedy trzeba było się jasno opowiedzieć po jednej ze stron. Zapis losów mieszkańców tej wioski od połowy lat trzydziestych do pięćdziesiątych.

Fajny do oglądania fresk historyczny.

Kolacja

Smutnawy, obyczajowy snuj. Trochę wtórny, jeszcze nie zapomniałam filmu Dobrze się gada w miłym towarzystwie.

Współczesny Izrael. Jedno małżeństwo, to Rosjanie. Przyjechali wierząc w lepsze życie, a stracili to co przynajmniej w poprzednim życiu mieli: status społeczny i teraz zostali jedynie ze swoją miłością. Drugie małżeństwo, to zblazowana, „lepsiejsza”, ocierająca się o świat sztuki, dobrze ustawiona para, którą poza wygodnym życiem niewiele łączy.

Jakoś tam się wspólnie zaplątali i pod koniec filmu siadają razem do kolacji.

Notatki z Berlina

Kolaż luźno ze sobą związanych historyjek z życia mieszkańców Berlina.

Inspiracją do opowiedzenia tych historii były ogłoszenia, jakie rozlepiają mieszkańcy tego miasta. Jeżeli rzeczywiście jest tak, jak wygląda to na tym filmie, to na słupach, latarniach i murach cały czas cały czas trwa żywa wymiana myśli i informacji.

Fajnie się ogląda.

Mainstream

Trójka młodych, zbuntowanych outsiderów wchodzi w media społecznościowe: sprzedaje tam swój bunt i zaczyna zarabiać na nim duże pieniądze. Pojawiaja się manegerowie …. i tak dalej. Wszystko zgodnie ze schematem.

Dalej nie rozumiem, skąd w tym biznesie aż tak duże pieniądze.

Czarny kot

Trochę lepszy film od poprzedniego, ale dokładnie o tym samym, czyli o mediach społecznościowych i ich rosnącej sile.

Ciekawsze bo o Iranie. Tam też Instagram i influerzy na oczach wciąż jeszcze czytających książki elit przejmują rząd dusz.

Needle Park Baby

Szwajcarska wersja Dzieci z dworca ZOO. W 1995 roku władze Zurichu postanowiły zlikwidować problem przyjezdnych ćpunów, gromadzących się w tzw. Parku Igieł, zlikwidowały Park i zmusiły gminy do ponownego przyjęcia swoich mieszkańców.

Needle Park Baby to opowieść o dziecku jednej z takich wyeksmitowanych z Zurychu ćpunek. O tym, jak nie mogąc liczyć na matkę, która dalej ćpa, usiłuje sobie dać radę w nowym środowisku.

Film do bólu schematyczny

Siostry Macaluso

Chyba największe rozczarowanie. Sama się sobie dziwię, ze nie wyszłam z kina. Opowieść o życiu pięciu sióstr. W kolejnych odsłonach patrzymy jak na przestrzeni lat toczy się ich nieudane życie. Wszystko jest w tym filmie brzydkie: bohaterki, ich dom, otoczenie. Włochy jako odrażający slums.

Może ten film nie jest aż tak bardzo zły, tylko ja aż tak bardzo nie miałam na niego nastroju.

Teraz zamykam się w domu. W tym tygodniu nigdzie się nie wybieram. Odwołałam dentystę i nawet do sklepów nie muszę chodzić.

Zamówiłam dietę pudełkową. Malutko tego, jak na jeden dzień.

Książki, filmy, druty. A jak nie będzie padało to i ogród.

Przez chwilę było tak czysto jak na tym zdjęciu. Ale dosłownie tylko przez chwilę.

uff

Od teraz mam zamiar wreszcie zacząć się cieszyć beztroskim życiem emeryta. Jest jeden warunek: muszę unikać lekarzy.

Cztery tygodnie temu, chwilę po wyjeździe dzieci poszłam do dermatologa poskarżyć się na łamliwe paznokcie. A pani doktor hyc za kopytko, narobiła zdjęć, nastraszyła i dwa dni później pan chirurg zrobił mi dziurę w stopie. Dużo rzeczy w życiu przeżyłam, ale tak bolesnych zastrzyków ze znieczuleniem, nie. Potem nie było źle, czułam się bardzo zaopiekowana i nawet udało mi się nie zamartwiać na zapas.

Trzy tygodnie później poszłam dziarskim krokiem na zdjęcie szwów, bo uznałam, że skoro nikt do mnie nie zadzwonił, to histopatologia jest ok. Nie przyszło mi do głowy, że może jeszcze nie być wyników. Potem okazało się, że patolog dostał to co mi wycięto 13-go dnia po zabiegu, a dopiero po kolejnych 13 dniach raport z badań miał wszystkie wymagane pieczątki. I tak, o tym że wszystko jest ok, dowiedziałam się 28-go dnia po zabiegu.

Z rozmowy z pielęgniarką wynika, że tak to teraz wygląda. Prawdopodobnie dlatego, że brakuje lekarzy. Skoro tak działa prywatna służba zdrowia, strach pomyśleć jak działa państwowa.

Równolegle do wykłócania się z Luxmedem, w domu prowadzę drobne prace remontowe. Parapety są znów bez plam

Nie ma też już plamy na schodach, ani biura w salonie. Trochę poprzestawiałam meble na górze, tak by w razie kolejnego lockdownu całe życie nie koncentrowało się w salonie i każdy miał do dyspozycji osobny pokój z biurkiem.

„Odzyskałam” też kuchnię, wywieszając „mój” plakat.

Zabrałam się i za ogród. Drzwi od komórki są już naprawione. Gorzej z dachem. Okazało się, że między deski a pokrycie dachu „weszło” dzikie wino, przez co trzeba wymienić nie tylko pokrycie, ale i deski. Nie wiem czy przed zimą zdążę. A warto by było. Jest za to już wymieniony blat w ogrodowym stoliczku, jest tak ładny, że wstawiłam go na zimę do domu.

Woda z systemu nawadniającego ściągnięta i teraz już tylko grabię, grabię i końca nie widzę

Patrząc z boku to dbanie o dom wygląda ździebko kompulsywnie. Ale co mi zostało? W tym tygodniu w ostatniej chwili został odwołany bankiet, na którym miałam zamiar pochwalić się moim Twistle Covid. Pogoda nie rozpieszcza, na spotkanie w ogrodzie za zimno, a w domu strach. Każdy z nas zna kogoś kto przynajmniej był na kwarantannie, bo miał kontakt z osobą zarażoną.

Na Szarotkach zapowiedziało się osiem osób, przyszły cztery. Pochwaliłam się kamizelką. Kwiatuszek się robi, ale powoli i wychodzi cosik sztywny.

Dobrze, że przynajmniej nie odwołali Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

dobry film

Konferencja

Tego filmu w kinach nie będzie, nikt nie zaryzykuje rosyjskiego filmu. Zwłaszcza teraz. A szkoda, bo jest niesamowity.

Przez pierwsze kilka minut filmu patrzymy, jak sprzątaczka odkurza kawałek dywan. Ta przeciągająca się w nieskończoność scena jest jednak potrzebna, jest przejściem pomiędzy światem z którego przyszliśmy do kina, a tym co zobaczymy na ekranie.

W siedemnastą rocznicę zamachu w teatrze na Dubrowce, jedna z zakładniczek organizuje w teatrze swoistą psychodramę. Zaprasza innych zakładników, by jeszcze raz usiedli na widowni i opowiedzieli o tamtych wydarzeniach. Osób przychodzi niewiele i nie do końca chcą zagrać wyznaczone przez główną bohaterkę rolę.

Świetny film o ludziach, którzy dalej dźwigają swoją traumę, a o których świat już dawno zapomniał.

Nieszczególne miejsce

Schematyczny wyciskacz łez. Samotny ojciec wie, że niedługo umrze i poszukuje dla swojego kilkuletniego syna nowej rodziny.

Jedyny plus to rewelacyjny dzieciak.

Skoro wszyscy teraz o Idze Świątek, to i ja o niej coś napiszę. Kilka dni temu znalazłam na Twitterze bardzo przytomne pytanie: Czyja ona jest. Nasza, czy ich. Bo, że Radwańska była ich, to wiadomo. Powiedziałam o tym jednej ciotce, a ta się oburzyła: wg niej sport powinien być wyłączony z plemiennego podziału. Inna się zachowała przytomniej: wg niej z odpowiedzią warto by poczekać na wynik sobotniego meczu. A ja uznałam, że skoro w sobotę cała Polska ogląda mecz, to Straż Miejska też i punkt trzecia rozpoczęłam palenie liści.

Koniec sezonu

Jesień za rogiem. O tyle kiepsko, że powoli kończy się sezon na spotkania w ogrodach. A do organizowania spotkań w mieszkaniach nikt się nie rwie.

W weekend padało, więc ominęła mnie robota w ogrodzie. W pierwszej chwili krzyknęłam hurra!, chwilę potem uświadomiłam sobie, że i tak mnie to nie ominie. Na razie wysprzątałam górę i zabezpieczyłam łóżka przed kurzem. Na starych filach są do tego używane białe prześcieradła, ładniej to wygląda, ale moim zdaniem folia lepiej się sprawdzi.

W tym tygodniu przychodzi Bojar. Wstępnie umówiliśmy się, że umyje okna dachowe, do których nie ma się jak dostać. Kupiłam na Allegro środek, który podobno sprawia, że do szyb nie przywiera brud. Drogi jak cholera, 100 ml kosztuje 80 złotych i rzekomo starcza na 20m2. Nie wiem jakim cudem., taka ilość to może na jedno okno starczy.

W dodatku pada deszcz i w taką pogodę nie ma sensu myć okien.

Odkupiłam złamane druty i mam mieszane uczucia. Okazuje się, że nawet w tak banalnej sprawie juk kupno drutów, trzeba się dokładnie wczytać w opis przedmiotu. Nie byłam uważna i kupiłam druty Addi Novel stworzone dla dziewiarek, które lubią dziergać śliskie włóczki na metalowych drutach. Ostre czubki ułatwiają przerabianie ażurów. Druty mają przekrój kwadratu i specjalne wbłębienia, które zapobiegają zsuwaniu się oczek z drutów. Idealnie gładkie. Praca z tymi drutami to komfort dla dłoni. Nie wiem jak druty z wgłębieniami, mogą być idealnie gładkie. Nie są. Odłożyłam je na bok i robię dalej jeden rząd połamanym drutem, a wracam drutami numer większymi.

dobry film

A w zasadzie dwa dobre filmy dokumentalne: The Social Dilemma i American murder.

O pierwszym filmie przeczytałam tu. Dość przerażająca wizja social mediów i tego, do jakiego stopnia nami manipulują. Nawet jeżeli nas to nie dotyczy (co też złudne), to w przypadku większych grup są przerażająco sprawni.

Drugi film opowiada o wstrząsającej zbrodni: mężczyzna zabił swoją ciężarną żonę (15 tydzień) i ich dwie małe córeczki.

Przede wszystkim jest warty obejrzenia, z uwagi na to jak jest zrobiony. O tym co działo się w tej rodzinie przed popełnieniem zbrodni dowiadujemy się z materiałów zamieszczanych przez zamordowaną kobietę w mediach społecznościowych (dokumentowała każde rodzinne wydarzenie). O tym co działo się po dokonaniu zbrodni, dowiadujemy się z fragmentów filmów z wizji lokalnych. Nie ma w tym filmie narratora, nikt niczego nie wyjaśnia. I tak wiedząc „co było potem” patrzy się na filmiki dokumentujące życie szczęśliwej rodziny z coraz większym zdumieniem. Dlaczego zabił, a nie odszedł? Co nim kierowało?

Robi wrażenie

Trzy przeczytane przeze mnie w tym tygodniu wiadomości, które łącza się dla mnie w jedną całość:

  • W kwietniu 2020 w szpitalu Bielańskim w Warszawie zaprzestano wykonywania operacji na sercach płodu (jedyny, podejmujący się tych operacji zespół kardiologów dziecięcych został z niego wyrzucony po śmierci prof. Dębskiego). Dzieci umierały, rodzice się awanturowali, więc dogadano się z Medicoverem, że jak będzie konieczność przeprowadzenia bardziej skomplikowanej operacji to udostępni salę, a NFZ za to zapłaci. Ciekawe co stało się ze zgromadzonym przez prof. Dębskiego sprzętem.
  • Wszyscy lekarze Kliniki Chirurgii Urazowej i Chirurgii Ręki Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu złożyli wypowiedzenia z pracy – jeżeli go nie wycofają, 1 stycznia w klinice nie będzie już lekarzy. Poszło o to, że dotychczasowego kierownika kliniki, prof. Jerzego Goska ma zastąpić ktoś inny.
  • Luxmed przejął szpital św. Elżbiety.

Dobra zmiana dotarła do szpitali, a tu tak po prostu jak z sądami się nie da. Tyle, że w przeciwieństwie do prawników lekarze nie muszą martwić się o pracę, więc nie ma ich jak zaszantażować. Pewnie dlatego wypowiadali kontraktów, tylko czekali aż się skończą. Równolegle rozbudowywana jest sieć prywatnej służby zdrowia, są to za duże pieniądze by ktoś je inwestował licząc tylko na kontrakty z NFZ. Raczej zakładają załamanie systemu. I tak jak na filmach, będziemy sprzedawać mieszkania, by się leczyć.