Narodowe narzekanie

Piłka jeszcze ciągle z grze, niektórym już odwaliło

Inni pogrążą się w szaleństwie dopiero po przegranym meczu (może nawet Lewandowska na chwilę zniknie z mediów). Za to wszyscy (poza moją mamą, lat 86) narzekają na upały.

Jak wszyscy, to ja też. Tym bardziej że mam z kim, bo drzwi się nie zamykają. Perspektywa, że na jesieni, nie zważając na to, że jesteśmy zaszczepieni znów nas zamkną, dodaje ludziom skrzydeł. W sobotę nie poszłam na paradę, ale ubrałam się zgodnie z obowiązującym dress codem i poszłam do Marianny, gdzie podziwiałam rewelacyjny sposób na ogród: starodrzew + zielony, ale zachwaszczony trawnik + zimowane w oranżerii przepiękne krzewy w donicach

Przez te upały, w zasadzie nie czytam, nie robię na drutach, tylko przewalam się z kata w kąt, obowiązkowo z komórką w ręku, głownie skroluję, ale czasami i wypowiem się w mediach społecznościowych, z czego niewiele wynika. Chociaż …

Gdyby nie tak zwane „okoliczności” chętnie zaangażowałabym się w politykę lokalną. Nasz burmistrz ewidentnie „przelicytował”, gdzie się nie spojrzy, tam się buduje: na większych działkach bloki, na mniejszych segmenty, na skrawkach i wykrawkach domy (działki często nie mają nawet 1000 m2). Przystępując do budowy inwestorzy wycinają całą zieleń (bo i bez tego działki ledwie starcza by zmieścić na niej to co ma być wybudowane) i zakładają, że z resztą też dadzą sobie radę. Czyli, że „jakoś to będzie”. Tymczasem wiele wskazuje na to, że nikt nie pomyślał o tym, czy gmina posiada odpowiednią infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. Jak tylko zaczyna być ciepło, ludzie napełniają baseny, podlewają ogrody i na końcówkach linii, na tzw. obrzeżach, zaczyna brakować wody. Niby mnie to mniej dotyka, bo mam w odwodzie studnię. Tylko że jak długo? Osuszają kolejne tereny, więc szybciej niż później i moja wyschnie. Inna sprawa, że tacy jak ja dadzą sobie radę, najwyżej – jak wprowadzą ograniczenia – uschnie ogród. Tu gdzie mieszkam wody w wodociągu tak szybko nie zabraknie. Ale nie wiem co zrobią wtedy ci, którzy nie są podłączeni do wodociągu. Ten który jest, zbudowano z dotacji UE, to czy gmina dostanie na następny nie jest takie pewne – nasz burmistrz opowiedział się po stronie Trzaskowskiego.

Czytam teraz Rewoltę Eyel Nadava. Autor nazwał odchodzące czasy, wiekiem odpowiedzialności. Moim zdaniem bardzo celnie. W pobliskim lesie, ktoś zamiast na składowisko wywalił hałdy masy bitumicznej, prawdopodobnie są to odpady po remoncie boiska. Aż tak wielu boisk w okolicy nie remontowano.

Na co ten dureń liczy? Na prośbę Łady (to ona mi o tym powiedziała) opublikowałam post na Fejsie. Wszyscy się oburzają, podobno sprawa już była wcześniej zgłoszona. Na razie nikt, kto powinien nie zareagował. Wiek nieodpowiedzialności? Jeżeli autor Rewolty ma rację, strach się bać.

Jeszcze przed nadejściem upałów skończyłam czapkę dla synka

Dodałam do wzoru (Strömming) ściągacz (dobra decyzja), ale w pierwszej części, zgodnie ze wzorem robiłam normalne oczka prawe, a powinnam robić przekręcone. Dużo lepiej by wyszło.

Teraz, zafascynowana wzorem Foolish Virgins Kaffe Fassetta zamierzam zrobić Ance pokrowiec na laptopa.

A tak poza tym:

  • badanie TK nie wykazało progresji, co oznacza że mój rak na chwilę stanął w miejscu, najbliższy czas pokaże na jak długo. Ale też nie wycofał się z żadnego, zajętego uprzednio miejsca, więc kolejny raz zmieniono mi chemię.
  • przygoda mojego synka pokazała, ze w zasadzie jedyne co w podróży jest ważne, to nie zgubić telefonu. Jest na wakacjach na drugiej półkuli. Okradli go, ale na szczęście została mu w ręku komórka. Dzięki temu szybko poblokował karty, skontaktował z konsulem i odebrał przekaz od rodziny. Teraz może sobie jechać dalej, płacąc komórką. W dodatku ubyło mu trosk, bo nie musi martwic się o bagaż. Jedyny ból, to brak Kindla. taka strata w podróży boli, coś o tym wiem. Nie przepadły mu nawet bilety na wewnętrznej linii lotniczej, wszedł na pokład z zaświadczeniem z policji i międzynarodowy prawem jazdy. Wystarczyło.
  • mój wnuk postanowił w prezencie dla mamy i babci zrobić grę w Scrabbla. W tym, który zrobiła moja córka jestem „doczepiona” do jej gry, aby korzystać samodzielnie ze wszystkich funkcji musiałabym mieć nowszą wersję Excela. Mój wnuk robi nam gę w oparciu o platformę Roblox. Powiedział, że do końca miesiąca skończy (pewnie trochę mu w tym zięć pomaga, ale podobno nie tak, że robi za niego).

W oczekiwaniu na

W tym tygodniu miałam mieć chemię i omówienie kolejnego tomografu (w zasadzie progres raka stwierdza się jedynie na podstawie TK, jak się zgłasza niefajne objawy to słyszy się: może to rak, może to chemia, zobaczymy na TK). Ale na moje szczęście nic z tych planów nie wyszło: z powodu długiego weekendu była ogólna obsuwa w opisach TK, a jak nie było opisu, to nie było i chemii.

I tak dostałam w prezencie tydzień bez chemii, który przynajmniej w kawałku mogłam poświęcić na życie towarzyskie.

U Gumisia odbył spęd radości na cześć tego, że znów możemy być razem. Wstęp był tylko dla zaszczepionych i ozdrowieńców. Ponieważ nie było Kamili w roli przyszłej mamy, zgarnęłam całą pulę bycia atrakcją wieczoru. Inna sprawa, że pozostali mogli się najeść, a ja jedynie powytrzeszczać gały na frykasy na stole. Tylko z zaplanowanego grilla nic nie wyszło, Jack nadaremno wzywał na Fejsie Boga by chronił ogrodowego grilla: lało jak z cedra.

Z kolei Agata zorganizowała alternatywne Szarotki. To efekt tego, że z tych „tradycyjnych nic nie wyszło. Wszystko zaczęło się od awanturki, jaka wybuchła na fejsbukowej stronie Szarotek. Osią niezgody była odpowiedź na pytanie: czy organizator spotkania ma prawo wpuszczać jedynie osoby zaszczepione. Wprawdzie większość przyznała rację organizatorce spotkania, ale były też i takie, które głośno ujadały. Z tym, że mało która miała odwagę przyznać się do bycia otwartym wrogiem szczepień, większość członkiń „grupy na nie” kręciła piruety i zasłaniała się złym stanem zdrowia. Nie wiadomo co gorsze, chyba bardziej szanuję te, które wystąpiły z otwarta przyłbicą. Z jednej strony boli koniec Szarotek, jestem w końcu jedną z matek założycielek. Z drugiej strony, daleko odeszłyśmy od tamtej grupy, która wyszła z forum Gazety Wyborczej. I tak długo udało się nam trwać jako grupa ponad podziałami. Teraz zostały spotkania w mniejszych grupach. Na tym u Agaty, było coś z klimatu tamtych dawnych Szarotek. Nawet i to, że choć wiele się od tamtego czasu nauczyłam, siedząc pośród mistrzyń, znów czułam się jak mały Zyzio.

Nie poszłam z pustymi rękami.

Może w następnym tygodniu czapka będzie już zrobiona?

W poniedziałek przyleciała Anka. W środę poszłam z nią do urzędu, ona weszła, ja zostałam na zewnątrz. Po jakimś czasie gdy napisała: Polska to koszmar jak się wyjdzie poza własny ogród, poczułam, że muszę wejść do środka i podtrzymać ją na duchu. Odebranie wydrukowanego (i podobno dawno już przygotowanego) aktu urodzenia zabrało nam 40 minut.

Kilka dni później jadąc autem (synek wyjechał na zasłużone wakacje i teraz córka robi teraz za osobistego kierowcę) włączyłyśmy radio, na RDC leciał fajny jazz, i tak sobie jechałyśmy aż nadszedł czas wiadomości. Pierwsza wiadomość: Premier Morawiecki wśród rolników; obiecał, że Nowym Ładzie przechodząc na emeryturę nie będą musieli zdawać gospodarstwa. Druga wiadomość: w jakimś miasteczku (nazwy nie pomnę, nigdy o takim nie słyszałam) w nowym roku szkolnym przygotowano w żłobkach dodatkowe 26 miejsc. Trzecia wiadomość: w kolejnym nieznanym mi miasteczku przebudowano plac zabaw ….. Anka nie zdzierżyła. Wyłączyła radio.

I teraz mam na jakiś czas spokój z oskarżaniem mnie o totalną opozycyjność.

Córka, jak było do przywidzenia, „poszła w ogród”. Kolory nie zawsze się zgadzają, mam w oknie różowe pelargonie.

Ale za to zagrabione, posprzątane, zasadzone jak nigdy.

Przeczytałam 2021.3

dobra książka

OK. Amen Miłość i nienawiść w świecie nowojorskich chasydów Nina Solomon

Fajna, warta przeczytania książka. A dla tych, którzy widzieli serial Unorthodox, lektura obowiązkowa, bo opowiada o tym samym nowojorskim środowisku chasydów.

Pomysł na książkę też fajny: młoda, wychowana w laickiej rodzinie Żydówka ze Szwecji, jedzie do Nowego Jorku, wynajmuje mieszkanie w Williamsburgu, kilka przecznic dalej od ulic zamieszkałych przez ortodoksów i postanawia przeniknąć do ich środowiska. Przez rok udaje jej się poznać kilka żydowskich rodzin, obejść z nimi kilka świąt i uroczystości, a nawet na moment zakolegować się z kilkoma kobietami.

To co jest w tej książce najfajniejsze, to to że autorka opisuje ten całkowicie obcy jej świat z dużą życzliwością, nie oceniając, tylko starając się go zrozumieć i nawet jej się to udaje. Co wcale nie oznacza, że chciałaby do niego przystać.

dobra książka

Osioł Mesjasza Włodek Goldkorm

Dalszy ciąg autobiografii Włodka Goldkorna (dzieciństwo w Polsce opisał w Dziecku w śniegu). Jest rok 1968, Włodek ma 15 lat i razem z rodzicami zostaje zmuszony do opuszczenia kraju. Nagła zmiana ról: to on jest dorosły, gotowy do zaadoptowania się do nowych warunków, a rodzice bezradnymi ludźmi wyrzuconymi z kraju, który jeszcze przed chwilą uważali za swój. Z tym, że mimo tej gotowości i nieprzeciętnych zdolności językowych łatwo z tą adaptacja nie jest. A im bardziej czuje się u siebie, tym bardziej krytycznym okiem patrzy na izraelską politykę i tzw. problem palestyński.

Przepiękna, erudycyjna ballada o życiu. W dodatku napisana tak, że trudno się od tej książki oderwać. A jednym z pierwszych gości, któryy odwiedza Goldkornów ich w nowym mieszkaniu w Jerozolimie jest bohater kolejnej książki, Zygmunt Bauman.

dobra książka

Wygnaniec Artur Domosławski

W przeciwieństwie do Kapuścińskiego, Wygnaniec przeszedł bez echa. Autor się napracował (ponad 900 stron), a tu cisza.

Prawdopodobnie dlatego, że obowiązująca biografia Zygmunta Baumana została napisana w oderwaniu od źródeł historycznych i podjęta przez Artura Domosławskiego próba pokazania punktów, gdzie ta biografia mocno rozjeżdża się ze źródłami, nie jest w smak tym którzy z Baumana zrobili symbol Żyda-komunisty, którzy w 1945 roku, razem z radzieckimi towarzyszami, ukradli Polskę.

A tu jak na złość, nic nie jest jednoznacznie białe albo czarne.

I tak świat w nim widzi jednego z największych filozofów XX wieku, a dzieci w Polsce uczą się filozofii czytając teksty faceta, który uznawał mordy rytualne za fakt historyczny.

Cicho, cichutko Ignacy Karpowicz

Do przeczytania w jeden wieczór. Rekonstrukcja biografii przyjaciela, który umarł na raka. Mało tu typowych dla Karpowicza sarkastycznych opisów „warszawki”, zdecydowanie więcej Karpowicza w wersji lirycznej, tego z Sońki.

Tyle, że o ile w Sońce to było wow, tu miałam wrażenie popłuczyn po tamtej jego książce.

Choroba, jako metafora Susan Sontag

Czyta się to w młodości.

Potem, gdy jest się w takiej sytuacji jak ja, można do tego powrócić. I ze zdziwieniem odkryć, że i bez tego zna się główne tezy z tej książki, bo stosunkowo często latają w przestrzeni słowa mówionego

Bardzo długi weekend

Na dzień dziecka chciałam synkowi zrobić tęczową czapeczkę. Najpierw bardzo długo szła kupiona na Amazonie wełna. Potem nie spodobał mi się wybrany przeze mnie wzór: miałam zamiar zrobić jeszcze Kilimek 11, ale o ile z Noro ten wzór wyglądał dobrze, to z tej wełny nie.

Sprułam, kupiłam na Raverly wzór Strömming i jadę.

z pamiętnika wk … konsumentki

Dzień przed bardzo długim weekendem postanowiłam skorzystać z możliwości zadania pytania mojemu lekarzowi w Luxmedzie.

  1. Napisałam pytanie, nacisnęłam przycisk „zapytaj lekarza’, ale system mi odpowiedział, że przed wysłaniem muszę z mojego zapytania usunąć nieakceptowane przez system znaki.
  2. Zadzwoniłam na infolinię by dowiedzieć się jakie znaki system nie akceptuje (na stronie takiej informacji nie ma). Przekierowano mnie do informatyków, gdzie mało orientująca się w temacie pani najpierw kazała mi usunąć nawiasy, potem cudzysłów, a na koniec dowiedziałam się, że nie ma pojęcia o co chodzi. Był na stronie regulamin zadawania pytań, ale zastał czasowo zdjęty i pani nie miała pojęcia, kogo można o to zapytać.
  3. Ponownie zadzwoniłam na infolinię, nie dałam się przekierować do informatyków i tam miła pani od umawiania wizyt obiecała mi spróbować dowiedzieć się o co chodzi. Zadzwoniła za 15 minut i poinformowała, że zakazanym znakiem jest znak zapytania.
  4. Usunęłam w pytaniu „czy dobrze postępuję? znak zapytania i poszło. Dowiedziałam się, że odpowiedź dostanę następnego dnia. Wow.
  5. Następnego dnia zalogowałam się na stronę Luxmedu, ale po pytaniu nie było ani śladu.
  6. Zadzwoniłam na infolinię, znów przekierowano mnie do informatyków, a tam powiedziano mi, że żadnego pytania system nie zarejestrował. Czasami się tak zdarza. Może tylko wydawało mi się, że pytanie „przeszło”? Co się stało trudno powiedzieć. Sprawdzą i w trybie reklamacji za kilka dni odpowiedzą.
  7. Ponownie zadzwoniłam na infolinię, opowiedziałam wszystko miłej pani od umawiania wizyt, ta niewiele mogła mi pomóc (na infolinii nie maja telefonów do poszczególnych placówek), ale obiecała wysłać do przychodni gdzie pracuje mój lekarz, mail. Jak się później okazało zrobiła coś jeszcze: powiedziała o tej sytuacji swojej przełożonej.
  8. Za godzinę zadzwoniła do mnie pani z Luxmedu, która dysponowała dużo większymi możliwościami niż pani na Infolinii, dopytała o kilka spraw i obiecała skontaktować się bezpośrednio z lekarzem.
  9. Niedługo potem zadzwoniono do mnie z przychodni w której tego dnia przyjmowała moja pani doktor i potwierdzono, że jeszcze tego samego dnia do mnie zadzwoni.
  10. Co też się stało. Na dzień dobry, pani doktor zapytała o co chodzi, skąd te maile, telefony. Przecież ona widzi moje pytanie, tylko że nie zdążyła na nie jeszcze odpowiedzieć ….

A potem był bardzo długi weekend. Trzy pierwsze dni miałam w domu przedszkole (chłopiec lat 6, dziewczynka 4 i pies – Daktyl).

Poszłam do Rossmana po psie ciasteczka, a tam

Przyjechało i więcej dzieciaków i był grill (suportowała mnie Ańćka)

W sobotę wszyscy pojechali i w niedzielę spotkały się moje Ciotki Apokalipsy

Było słodko i wspaniale. Dopiero w ostatniej godzinie spotkania zeszłyśmy na politykę. Jak została już tylko Joluśka, od razu mnie zaatakowała: Kalinka ty jeszcze dzisiaj nie byłaś na spacerze. Idziemy!