Czas jak skarpetki nie do pary

Zawsze starałam się zrozumieć otaczającą mnie rzeczywistość. Ale się już nie da. Do tego co dzieje się za drzwiami nie pasuje już mój klucz poznawczy zakładający, że generalnie ludzie działają w swoim interesie. I nawet gdy przyjmując błędne założenia w krótszej perspektywie działają na swoją niekorzyść, w dłuższej, codzienna obserwacja uczestnicząca wymusza korektę. Tymczasem lud dalej głosuje na Wenezuelę+ (plus, bo o ile wiem tam przynajmniej jest woda). Jasne, jak kapłani nie wymodlą deszczów i staną chłodzone wodą z rzek elektrownie, nastąpi wahnięcie nastrojów społecznych. Ale jakby ździebko za późno. Już jest za późno.

Nie tylko ludzie wariują, przyroda też nie nadąża. Kolejny raz zakwitł mi grudnik. Tym razem w maju.

W domu, do tej pory jedyną rzeczą nie do ogarnięcia rozumem, było sekretne życie skarpetek. Miałam nawet kiedyś drzewko skarpetkowe, znalazłam tylko takie jego zdjęcie, tak wyglądało zaraz po zasadzeniu, potem miało zdecydowanie więcej „liści”.

Teraz doszła druga: brak czasu na emeryturze (wprawdzie formalnie przechodzę na emeryturę dopiero w tym tygodniu, ale już od trzech tygodni żyję jak emerytka i tak też się czuję). Dotychczas opowieści jak tego czasu na emeryturze brak, traktowałam jak bajki z mchu i paproci Tymczasem jedyne czego sobie nie wyobrażałam, to tego, że aż tak bardzo go nie ma. Nawet sobie narysowałam sobie grafik i wyszło mi czarno na białym, że nie ma prawa go być.

Niewiele się zmieni gdy dzieci wyjadą. Bo wprawdzie trochę robią zamętu, ale i sporo pomagają. Córka gotuje (przybyło 2 i idzie na 3).

Zięć odchwaszcza trwanik – fragmentami jest naprawdę nieźle.

Emerytalny brak czasu jest chyba przypisany do tego stanu. Wg. mojej córki rezerwą czasową jest komp i to przez niego każda herbata, zamiast 10 minut zabiera mi godzinę. Może bym i pomyślała o detoxie, gdyby nie to, że ciotki-emerytki, które odpalają kompa raz w tygodniu i poza Whatsappem nie korzystają z netu w komórce, też nie mają czasu.

I teraz nie wiem co będzie z moim orenburskim szalem? Plan był taki by zaraz po przejściu na emeryturę ruszyć z robotą. Wełna jest. Książka z wzorami kupiona. Profesjonalistkom zrobienie tego szala zabiera ok 200 godzin. Wytrawnym dziewiarkom niecały rok. A mnie? Na razie w moim Twistle-Covid doszłam do linii pach, czyli mniej więcej połowa za mną. Takie kamizelki to dobre dziewiarki popełniają w tydzień, może 10 dni.

Są i gorsze strony bycia na emeryturze. O płot zadbam sama (nie tylko wymienię sztachetę, również i pomaluję).

Nie oddam podszewki do wymiany w mojej ulubionej zimowej kurtce. Kupiłam czarną wstążkę i obszyję nią rozchodzące się szwy.

Brak czasu na emeryturze, to po części efekt pewnie wycofania się z zewnętrznych usług. Ale wszystkiego sama nie zrobię. Poza Bojarem, nie znam nikogo kto poprawił by fryzurę moich sosen.

dobry serial

Mesjasz (Netflix)

To może nie tyle jest dobry serial ile wart zobaczenia z uwagi na reakcję „religijnych wrażliwców”. Podobno to z tego powodu Netflix oświadczył, że nie będzie następnych sezonów. Idą czarne czasy, skoro takie lightowe filmidła, budzą aż taką reakcję.

Schemat ten sam co w Homeland: neurotycznie rozedrgana agentka CIA kontra współczesny świat. Tym razem na Bliskim Wschodzie pojawił się człowiek który wprawdzie nie mówi tego wprost, ale zachowuje się jak mesjasz i jako taki jest odbierany. Po doprowadzeniu do granic Izraela grupy uciekających z Syrii Palestyńczyków, nagle odnajduje się w Texasie, skąd wraz z zapatrzonymi w niego ludźmi kawalkadą samochodów najeżdża Waszyngton.

Całe mnóstwo ciekawych obserwacji. Wadą jest to, że serial jest do bólu przewidywalny i momentami mocno schematyczny. Mimo to postrzegany jako niebezpieczny. Myślę, że nie tyle chodzi o samego Mesjasza, ile o to jak przedstawieni są wierni, ich motywacja i głębokość wiary.

Niesamowity jest odtwórca tytułowej roli, jeżeli istnieje mesjanistyczna mimika, to on ją ma.

Problemy ciągle jeszcze I świata

Kupowanie żywności na zapas wymusiło zmianę lodówki, tym bardziej, że mój sześcioletni Elektolux, mimo naprawy, cały czas nie chciał zaprzestać produkowania denerwująco dużej ilości lodu i wody. Z tym, że tak samo jak przy zakupie poprzedniej lodówki, teraz też nie miałam dużego wyboru i nie mogłam kupić tego co chciałam, czyli dwuagregatowej A+++ (lodówki o takich parametrach mają minimum 190 cm wzrostu, a w mojej wnęce mieści się max 180). Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego wszystkie lodówki (podobnie jak pozostały sprzęt AGD) są tak naprawdę na jedno kopyto.

Lodówka przyjechała w sobotnie popołudnie, przed włączeniem do prądu, miała po podróży dwie godziny odpocząć, wyłączyliśmy więc odpowiedni korek, wstawiliśmy do wnęki i poszliśmy na zakupy. Po powrocie wyładowaliśmy ją po dach całym ogromem dóbr, włączyliśmy korek, a lodówka nawet nie mruknęła. Na szczęście okazało się, że spalił się bezpiecznik na tablicy, przyjechał pan elektryk i naprawił. Ale co by to było gdyby wina „leżała” po stronie lodówki? Starej lodówki już nie mieliśmy, została wywieziona.

Zmroził mnie też nowy system odbierania paczek z Inpostu, poczułam się obywatelem kraju Wielkiego Brata. Dawniej wpisywało się kod autoryzacyjny i było jakoś tak bardziej po „ludzku”, Teraz człowiek zbliża się do paczkomatu naciska w telefonie odpowiedni przycisk i paczkomat już wie, który boks ma otworzyć. By zadziałało trzeba mieć włączoną lokalizację, czyli robi to nie na poziomie: ja-paczkomat, ale: ja-satelita-paczkomat.

Nie tylko paczkomat jest w ciągłym użyciu. W Żabce odebrałam zrobiony album o wycieczce sprzed lat z Ańćką do Tunezji.

Czy jeszcze kiedyś wyjadę. A jeżeli tak, to kiedy? I czy na emeryturze będzie mnie na to stać?

A w tym tygodniu kurier przywiezie kupioną na Allegro szafkę nocną – jak będzie w stanie wymagającym jednak renowacji, Joluśka obiecała, że mi pomoże.

Szafka, swoim emeryckim designem idealnie pasuje do mojej sytuacji, jeszcze w tym miesiącu będę emerytką, poszły już stosowne wnioski. Martwi mnie teraz tylko jedno, czy w ślad za Danią, Brytania szybko nie odmrozi szkół. Bo wtedy oni wyjadą i z kim będę codziennie ćwiczyć? Wątpię czy sama będę to tak regularnie robić.

Dziś miałam też pierwsze konwersacje z angielskiego.

Słowem do dobrego człek się szybko przyzwyczaja …

dobry serial

Shtisel (Netflix)

Dawno nie widziałam tak dobrego serialu (2 sezony, każdy 12 odcinków). Serial już 6 lat, w 2019 roku miał być kręcony trzeci sezon, ale jakoś do tego nie doszło i teraz pewnie tym bardziej nikt o tym nie będzie myślał. A szkoda.

O rodzinie ortodoksów z jerozolimskiej dzielnicy Gaula (w porównaniu do Mea Shearim nieznacznie light). Główny bohater Shulem Shtisel jest nauczycielem w chederze, niedawno owdowiał, ale prawdopodobnie i wcześniej wywierał bardzo silny wpływ na swoje dorosłe już dzieci. A one starają dawać sobie same radę, ukrywając przed nim swoje kłopoty. Typowy rodzinny snuj. Ale że rzecz się dzieje w środowisku ortodoksów, bez momentów, z mała ilością gadżetów, za to z dużą ilością dialogów. Ale też i specyficznych: mało słów, dużo treści, żadnych pleplań.

Jak dla mnie mega wciągające.

W roli 15-letniej wnuczki Shulema rewelacyjna Shira Haas, której teraz po Unorthodox przepowiada się wielką karierę. I słusznie.

Bo Jack (drugi sezon)

Jestem już po dwóch sezonach. Drugi zdecydowanie słabszy. Ale według synka, serial staje się rewelacyjny dopiero od trzeciego sezonu, więc podobno czeka mnie teraz uczta, Mam nadzieję, ze się nie zawiodę

Ciocia kocha, ale nie da

Zatapiałam się w introwertyczną gnuśność w udostępnionym mi na czas kwarantanny dzieci mieszkaniu, wyjadając smakołyki z wcześniej zapełnionej przeze mnie lodówki i ciesząc się na myśl, że do pracy będę chodziła spacerem, gdy nad ranem zadzwonił telefon i moje życie znów wywróciło się o 180 stopni.

I teraz mieszkam w Milanówku, opiekując się Milą i mając do pracy jeszcze dalej niż poprzednio. Mila cały czas usiłuje ze mną wynegocjować podwyższenie dziennych racji żywieniowych, demonstracyjnie liżąc podłogę, bo skoro tak mało dostała w miseczce nie pozostaje jej nic innego niż żywić się kurzem. Oduczyła mnie też rzucania torby na podłogę. Po spacerze poszłam do łazienki umyć ręce i gdy wyszłam miałam już tylko pół pęczka rzodkiewek (inne produkty były zapakowane w szczelne opakowania i tylko to nadawało się do natychmiastowej konsumpcji). Za radą jednej z moich ciotek, jej błagalno-żebracze występy kwituję tekstem: ciocia kocha, ale nie da.

Najgorzej ze spacerami, nie lubię, zwłaszcza porannych. Chociaż wtedy bonusem jest możliwość powiedzenia dzień dobry puszczykowi, który mieszka na naszej działce.

Jednym słowem żyję na obrzeżu wydarzeń starając się zachować spokój i dystans. Nie do końca mi to wychodzi, bo w przeciwieństwie do mądrzejszych ode mnie ciotek, nie umiem odkleić się od Twittera.

Spokój przynoszą mi druty- kamizelka Twistle – Covid, która wymaga mega skupienia.

W poniedziałek gdy odkryłam, że przekosiłam wzór o jedno oczko, sprułam i zrobiłam od nowa. Wolę nie myśleć jak się będę czuła, gdy na koniec to co wydziergam nie będzie mi się podobać.

dobry film (Netflix)

Contratiempo

Klasyczny kryminał. I co ważne w tego typu filmach, nie wszystko jest takie, jakie na początku wydaje się, że jest.

dobry serial (Netflix)

Unorthodox

Film oparty na autobiograficznej książce Deborah Feldman” Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów. Młoda mężatka z nowojorskiej, ultraortodoksyjnej chasydzkiej rodziny ucieka do Berlina. Żyje tam jej matka, która wiele lat temu zrobiła to samo.

Dobrze zrobiony i świetnie zagrany. Może trochę zbyt melodramatyczny i zbyt optymistyczny w swoim wydźwięku. Ale podobno oparty na faktach.

W dodatku jest to miniserial, nie będzie następnych sezonów, każda tego typu forma ma u mnie już na starcie duży plus.

Misiokocyk na drugą nóżkę

Misiokocyk dla chłopca ma być gotowy już za miesiąc, dziewczynka pojawi się na świecie dopiero latem. Ale że pudrowy róż w domu już miałam, więc czekając na włóczkę dla chłopca, zaczęłam z niego dłubać. Dopiero jak zamówiona włóczka przyszła przypomniałam sobie, że nigdy więcej miałam już tego świństwa. czyli Cotton Light Dropsa, nie kupować. I teraz jestem w kropce: kupować nową włóczkę, czy się męczyć?

I tak osiołkując czy robić z tej włóczki (która w dodatku nie jest jasno szara, tylko jasno beżowa), prawie skończyłam kocyk dla lipcowej dziewczynki.

Poszłam na Szarotki, gdzie pochwaliłam się moim „koloskiem”

No i mogłam się spokojnie pozachwycać kolejnym patchworkiem Łady: trzon szyje na maszynie, a potem ręcznie pikuje (część widocznych na zdjęciu białych rombów, dopiero zostanie przepikowana).

Ciotki są nie tylko zdolniejsze ode mnie, ale i mądrzejsze. Niektóre bardzo mądre książki piszą.

Ciesze się, że spotkałam na tej konferencji sporo znajomych. Może nie jestem tak mądra, ale przynajmniej ich znam.

Ale ten znak zapytania zupełnie nie potrzebny. Jak to powiedział w bardzo ciekawym mini-wykładzie na tej konferencji Andrzej Leder, lud chce faszyzmu i co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

dobry serial

Młody papież, Nowy papież – HBO

Warto obejrzeć. O władzy, tym razem na przykładzie Watykanu. W tle dzisiejsze problemy kościoła katolickiego i dylematy przed jakimi stoi.

Świetni aktorzy, w rolach papieży: Judy Law, John Malkovich. Przepiękne zdjęcia: gwarantował je reżyser, jego dziełem jest Wielkie piękno, gdzie dowiódł swoich umiejętności, a co jak co, ale wnętrza Watykanu są fotogeniczne.

Ale dobrze że to jest serial, bo jak robiło się za bardzo „duchowo”, to konsekwentnie przewijałam.

Pralnia – Netflix

Tego filmu nie będzie w kinach, nikt nie zaryzykuje jego dystrybucji, klapa murowana. Mnie skusiła Maryl Streep. Ale film jest tak beznadziejny, że ani ona, ani Antonio Banderas nikogo do niego nie przekonają.

O aferze Panama papers. Ktoś zapatrzył się na Big Short i chciał zrobić podobny film. Tyle że same chęci i oburzenie na współczesny świat finansjery nie wystarczą. Trzeba mieć jeszcze pomysł na film.