Grypy ciąg dlaszy

Dalej walczę na odcinku zdrowia. Tzn. byłam już zdrowa, ale znów jestem chora i mam na wtorek wyznaczony deadline – jeżeli do tego czasu nie wyzdrowieję, dostanę antybiotyki. Staram się więc wyzdrowieć. Duże wsparcie dostałam w pracy: Daria przyniosła inhalator i sama sobie się dziwię się, że z tą moją krzywą przegrodą nosową i wiecznie zapchanym nosem dopiero teraz zobaczyłam jakie to jest fajne.

Czasy teraz takie, że każde nowe zajęcie wymaga dedykowanych do tego gadżetów, wracając do domu kupiłam sobie własny inhalator, postawiłam koło łózka i co jakiś czas sobie o nim przypominam.

Kiepsko to wszytko wygląda, bo nie mogę zmusić mojego organizmu do walki, zahibernował się na 35 stopniach i nie chce ruszyć do boju. Chyba po raz pierwszy od bardzo dawna, nie mogę nawiązać kontaktu ze swoją wewnętrzną siłą psi. Nawet zaczyna mnie to niepokoić.

O ile grypy nie miałam w planach, to przemarsz po innych gabinetach jak najbardziej. Tu też nie wszystko idzie zgodnie z planem. Myślałam, że pożegnam się z panią dermatolog, tymczasem wg. niej dopiero drgnęło we właściwym kierunku. A i tak po zakończeniu leczenia czeka mnie podolog, bo dziś nie zrywa się wrastających paznokci, tylko zakłada klamerki. Skoro i tak jestem skazana na chodzenie do dermatologa, postanowiłam rozszerzyć zakres leczenia i poprosiłam o coś na regenerację paznokci u rąk.

Już po tygodniu widzę zmianę, ten krem Novophane do paznokci jest niesamowity, polecam. Na następnej wizycie, poproszę o coś na włosy. Może też ma jakiś myk, równie skuteczny jak ten krem.

Tylko przez krótką chwilę czułam się rekonwalescentką, więc i niewiele zrobiłam. Z zaległych spraw, dzięki Ewie, wykończyłam naszyjnik z podkoszulków. Na emeryturze do tego wrócę, a do tego czasu muszę kupić kolejny gadżet: klejarkę.

Chusta się ślimaczy, ale do końca miesiąca mam szczery zamiar skończyć.

Jednak ten niebieski jest za ciemny (we wzorze był jasny turkus).

Nie rezygnuję z kuchni fit, tym razem zrobiłam blachę pieczonych kotletów z indyka. Wzorowałam się na tym przepisie, ale zrezygnowałam z panierki i zamiast koperku dodałam startą cukinię. Następnym razem użyję też (wbrew temu co sugeruje autorka ww. przepisu) papieru do pieczenia. Moje kotlety może na zdjęciu nie wyglądają na szczególnie atrakcyjnie, ale są smaczne (i dietetyczne!).

Zupełnie przez przypadek dowiedziałam się, że w budynku niedaleko mojej mamy popękały ściany i wezwany przez mieszkańców nadzór budowlany nakazał natychmiastowe wysiedlenie, teraz mieszkają w hotelach i czekają na ekspertyzy biegłych. Nie ma zbyt dużych szans na to, by szybko mogli wrócić się do swoich mieszkań.

Ciekawe co orzekną biegli. Mimo że to Muranów, przyczyną raczej nie jest podłoże: dom nie stoi na ruinach getta, w tym miejscu nie było budynków mieszkalnych, tylko baraki garbarni (tzw. szopy). Błąd w sztuce budowlanej? W tym samym czasie postawiono pięć takich bloków (technologia rama H), dlaczego nagle tylko w tym jednym rozchodzą się ściany? Nie zdziwiłabym się, gdyby przyczyną było wyburzenie ściany nośnej. Osiedle były zasiedlane w latach 60-tych, pierwsi mieszkańcy są w wieku mojej mamy stopniowo do ich mieszkań wprowadzają się nowi lokatorzy. Zaczynają od gruntowego remontu, pod domem pojawiają się kontenery, które szybko wypełniają się gruzem i nikt nie sprawdza co jest wyburzane.

4 uwagi do wpisu “Grypy ciąg dlaszy

  1. Ten dom, jako żywo przypomina dom, w którym mieszkałam z rodzicami na Mokotowie, też lata 60. Chyba plany mieszkań są identyczne. To są bloki z pustaków, bardzo prawdopodobne, że zaczęły się już sypać. Współczuję lokatorom z hoteli, pewnie sprawa będzie ciągnęła się w nieskończoność.
    Nie bardzo rozumiem- jako stary astmatyk z 50 letnim stażem, na co Ci ten konstrukt? To pomaga w oddychaniu? Mnie się to kojarzyłoby raczej z reanimacją.
    Jeśli masz problemy z oddychaniem, nie masz temperatury to może być coś w temacie alergii, której jak wiadomo, nie leczy się antybiotykami a może dawać objawy zbliżone do grypy- zapalenia oskrzeli. Lekarze tego nie rozróżniają. To wcale może nie być grypa….ale mogę się mylić….

    Polubienie

    • Ten inhalator to następna generacja po garnku z naparem rumianku, który dawnych czasach zalecano wdychać z ręcznikiem na głowie. Ale po pierwsze para wodna leci tylko do nosa i gardła, nie parzy bo nie jest gorąca, a leci to co wsadzimy do pojemniczka. Ja inhaluje się by nie tyle odkazić, ale przede wszystkim nawilżyć.

      Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.