Boomers remover

Podobno tak nazywają tego wirusa milleniajsi. Trafne. Ja dalej kaszlę i prycham, co z oczywistych względów budzi niepokój otoczenia. Wszystko wskazuje na to, że na starość zarobiłam przewlekle, alergiczne zapalenie zatok, ale na czole tego wypisanego nie mam.

Niezależnie od niepokoju, nie rozumiem tego co się dzieje. Wygląda na to, że przyjęto założenie, że wirusa da się „przeczekać”. Na jakiej podstawie? Wszyscy zapłacimy za brak przywódców i to że nie dotyczy to tylko Polski jest mało pocieszające. W oczekiwaniu na przyjście wirusa można było przynajmniej podjąć próbę wyizolowania osób potencjalnie zagrożonych (czyli chorych i 60+) i stworzenia dwóch „równoległych” służb zdrowia”. Był też czas na przygotowanie się do przesiewowego testowania wszystkiego co żyje. W zamian zdecydowano się na quasi lockdown (quasi bo jednak tak zupełnie zamknąć wszystkich w domu się nie da). Można zatrzymać kraj na 2-3 tygodnie. Ale na 3-4 miesiące, a może i pół roku? Gospodarka szoruje po dnie i raczej się z tego długo nie podniesie, jeżeli w ogóle. W domach zamknięto rodziców z dziećmi, czyli tych, którzy w przeciwieństwie do stałych klientów służby zdrowia, nawet gdyby zarazili się wirusem, raczej nie stworzyliby kłopotu. Pozbawieni systemowej opieki starzy ludzie, też muszą wychodzić z domu i prędzej czy później część z nich trafi pod respirator. Itd. …

Na koniec prawdopodobnie i tak okaże się, że jednak musimy nauczyć się żyć z wirusem. Tyle, że gospodarczo będzie już wtedy pozamiatane. Jak dla mnie masy ludzi zbędnych są dużo groźniejsze niż wirus. Niezależnie od tego ofiar koronawirusa będzie dużo więcej niż w oficjalnych statystykach: jednej mojej znajomej przełożyli operację onkologiczną, inna miała zacząć chemię, czeka na telefon, a on milczy.

Nasz zachodni świat wszedł w tryb balijskiego święta Nyepi, ja też miałam jak najszczersze chęci, ale tak jak zawsze, tak i tym razem zamiast wyciszenia, życie zmusiło mnie do patataj. Pierwsze dni tygodnia poświeciłam roztrząsaniu z moim synkiem zagadnienia, czy czasem nie warto zrezygnować z włóczenia się po świecie. I jak zawsze w takich przypadkach, synek myślał o powrocie dopóki nie było miejsca w samolocie. Jak się znalazło, chęci go opuściły. Wtedy zadzwoniła córka, poskarżyła się perspektywę życia z dzieckiem w mieszkaniu w centrum miasta (Johnson zamknął szkoły może i do jesieni), a ponieważ byłam wtedy na zakupach, wysłałam jej zdjęcia z jednego ze sklepów w Brwi.

I tak Brwi wygrał z Lądkiem, bo nawet jak nie będzie można wychodzić z domu, zawsze jest jeszcze ogród.

Pojechałam po zakupy (nie wiem co bym teraz zrobiła bez autka).

Wszystko o co córka prosiła, dostałam. Ale ceny są zabójcze.

Ale jak by nie było, zawsze można się posmiać.

Teraz prawdopodobnie przez kilka najbliższych miesięcy będziemy mieszkać razem Ciekawe doświadczenie. Od 15 lat mieszkam sama. Mam światłowód, więc nie powinno mieć kłopotów ze zdalną pracą.

Ale i tak życie toczy się dalej. Na warsztacie kolejny kocyk

A przed nosem ekran komputera z kolejnymi serialami.

dobry serial

Fosse/Verdon (HBO GO)

Lubię filmu oparte na ciekawych biografiach. O bardzo poplątanym facecie, zakochanej w nim kobiecie i toksycznym, bardzo silnym związku jaki tworzyli. W tle Broadway i świat, w którym musical miał wielką moc.

Na HBO Go można też obejrzeć All that jazz. Warto go sobie przypomnieć. Po obejrzeniu serialu, zupełnie inaczej odbiera się ten film. Już wcześniej mi się podobał jego chaos. Teraz tym bardziej.

Keep calm and carry on

Ciekawy czas, nie tylko przerażający. Np. czy Borys Johnson nie pęknie i komu historia przyzna rację? Stawiam na Johnsona. Zachowuje się wprawdzie jak generał na wojnie, otwarcie mówi o tym, że będą straty i że jego celem nie jest doraźne, za wszelką cenę minimalizowanie tych strat, ale myślenie o tym, co będzie po koronawirusie. Z jednej strony odważne. Z drugiej strony przynajmniej nie udaje, że nie jest to problem najbliższych tygodni, ale przynajmniej miesięcy, jak nie lat.

Nie jest też tak, że nikt nie uprzedzał, że nie jesteśmy przygotowani na coś, co się może w każdej chwili zdarzyć, ten artykuł sprzed roku robi wrażenie.

Moje życie w czasie zarazy na razie jest senne i leniwe. Prawie cały tydzień siedziałam na zwolnieniu w Brwi, gdzie przynajmniej tak na pierwszy rzut oka, wszystko toczy się po staremu. Padła mi komórka. tzn. działała ale się nie ładowała, a komórka w dzisiejszych czasach to nie tylko audiobook, czy karta zbliżeniowa, bez czego daje się żyć ale i dostęp do banku. Bez problemu znalazłam punkt naprawy w pobliskim miasteczku i przez telefon ustaliłam, że naprawią mi go na poczekaniu. Pojechałam, po ulicach chodzili ludzie, wypiłam latte w knajpce, w której nie byłam jedyną klientką i ze zreperowaną komórką po godzinie byłam w domu. Myślę sobie, że w ten czas zarazy warto mieć zapasową komórkę w domu.

Na drugi rzut oka widać jednak zmiany: m.in papier toaletowy i u nas wykupili. O co chodzi z tym papierem nie wiem, przecież nie jest produkowany w Chinach.

I też nie tak, że powstał z mar gen stanu wojennego – tak dzieje się na całym świecie. Pytałam gugla, ale artykuły które znalazłam, nic mi nie wyjaśniły. Tak sobie pomyślałam, że może chodzi o to, że w przeciwieństwie do art. spożywczych nie zepsuje się, zostanie zużyty i na pewno nie stanieje więc lokowanie gotówki w papier jest opcją win-win?

Najbardziej wk … mnie dziejowa niesprawiedliwość. Chciałabym aby winni ponieśli karę, a wygląda na to, że oni zaraz dostaną kolejne ciasteczko. A jak już była nadzieja … to pojawił się wirus i zanim ludzie przejrzą na oczy będzie pozamiatane.

Poza tym życie toczy się zwykłym trybem. Skończyłam różowy Misiokocyk i zaczęłam dużą luźną kamizelkę w oparciu o motyw z Twistle.

Zrobiłam już kiedyż kamizelkę w oparciu o ten wzór, ale była dużo za ciasna.

Zakończyła się też moja walka z ZUS-em.

A już jutro wracam do pracy i dostosowując się do zmienionej rzeczywistości, rezygnuję z komunikacji miejskiej i przechodzę na autko. Do tej pory kręciłam się tylko po okolicy i w Wwie byłam tylko raz. Sama za siebie trzymam kciuki.

Misiokocyk na drugą nóżkę

Misiokocyk dla chłopca ma być gotowy już za miesiąc, dziewczynka pojawi się na świecie dopiero latem. Ale że pudrowy róż w domu już miałam, więc czekając na włóczkę dla chłopca, zaczęłam z niego dłubać. Dopiero jak zamówiona włóczka przyszła przypomniałam sobie, że nigdy więcej miałam już tego świństwa. czyli Cotton Light Dropsa, nie kupować. I teraz jestem w kropce: kupować nową włóczkę, czy się męczyć?

I tak osiołkując czy robić z tej włóczki (która w dodatku nie jest jasno szara, tylko jasno beżowa), prawie skończyłam kocyk dla lipcowej dziewczynki.

Poszłam na Szarotki, gdzie pochwaliłam się moim „koloskiem”

No i mogłam się spokojnie pozachwycać kolejnym patchworkiem Łady: trzon szyje na maszynie, a potem ręcznie pikuje (część widocznych na zdjęciu białych rombów, dopiero zostanie przepikowana).

Ciotki są nie tylko zdolniejsze ode mnie, ale i mądrzejsze. Niektóre bardzo mądre książki piszą.

Ciesze się, że spotkałam na tej konferencji sporo znajomych. Może nie jestem tak mądra, ale przynajmniej ich znam.

Ale ten znak zapytania zupełnie nie potrzebny. Jak to powiedział w bardzo ciekawym mini-wykładzie na tej konferencji Andrzej Leder, lud chce faszyzmu i co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

dobry serial

Młody papież, Nowy papież – HBO

Warto obejrzeć. O władzy, tym razem na przykładzie Watykanu. W tle dzisiejsze problemy kościoła katolickiego i dylematy przed jakimi stoi.

Świetni aktorzy, w rolach papieży: Judy Law, John Malkovich. Przepiękne zdjęcia: gwarantował je reżyser, jego dziełem jest Wielkie piękno, gdzie dowiódł swoich umiejętności, a co jak co, ale wnętrza Watykanu są fotogeniczne.

Ale dobrze że to jest serial, bo jak robiło się za bardzo „duchowo”, to konsekwentnie przewijałam.

Pralnia – Netflix

Tego filmu nie będzie w kinach, nikt nie zaryzykuje jego dystrybucji, klapa murowana. Mnie skusiła Maryl Streep. Ale film jest tak beznadziejny, że ani ona, ani Antonio Banderas nikogo do niego nie przekonają.

O aferze Panama papers. Ktoś zapatrzył się na Big Short i chciał zrobić podobny film. Tyle że same chęci i oburzenie na współczesny świat finansjery nie wystarczą. Trzeba mieć jeszcze pomysł na film.

Cusp of spring shawl

O tym, że to będzie szal zadecydował wyjazd. Do tej pory zawsze w drodze robiłam szale. Teraz zaczynam kombinować, że może czas na skarpety? Szali ci u mnie dostatek.

Mój Cusp of spring wyszedł duży.

I taki trochę topornie gruby.

Gdyby był robiony z zalecanej we wzorze wełny byłby mniejszy i bardziej zwiewny. Ale jedyną wełną w pastelowych kolorach i rozsądnej cenie była Karisma Dropsa. No i wyszło jak wyszło.

Szał jest robiony francuzem na przemian ze ściegiem mozaikowym. Po drugiej stronie, zaleca podwieszanie nitek do oczek w następnych rzędach, tak by luźno nie zwisały.

To już mój drugi szał robiony tą techniką. Ten pierwszy jest z szetlandu – z cieńszej wełny, to i lepiej wyszedł.

W jednym punkcie odeszłam od wzoru: w pierwszych mozaikach, przybierając z boku oczka, zamiast cząstkowo wyrabiać wzór, robiłam „paseczki”. Tak jak to jest zalecane we wzorze zrobiłam dopiero ostatnią mozaikę (zdjęcie po prawej) i tak jest chyba lepiej.

Jest jeden ciekawy myk w tym wzorze do wykorzystania.

Start w dolnym rogu

Sekcja 1

1 rząd: oczka prawe, 2 rząd: oczka prawe, 3 rząd: Kfb, potem oczka prawe, 4 rząd: oczka prawe

aż będzie 49 oczek

Sekcja 2

1 rząd: Kfb, potem oczka prawe,, 2 rząd: oczka prawe, 3 rząd: Kfb, potem oczka prawe, 4 rząd: oczka prawe

aż będzie 140 oczek

Sekcja 32

1 rząd: Kfb, potem oczka prawe,, 2 rząd: oczka prawe Kfb, 3 rząd: Kfb, potem oczka prawe, 4 rząd: oczka prawe

aż będzie 248 oczek

i wychodzi trójkąt.