Przeczytane 2020.10

dobra książka

Poufne Mikołaj Grynberg

Każda książka Mikołaja Grynberga jest warta przeczytania, ta też.

Mikro opowiadania: scenki z życia współczesnej rodziny żydowskiej. Z bagażem często nie wypowiedzianych traum, lęków i przemilczeń. Poczucia zawieszenia i obcości. Ale też dbałości o ciągłość rodzinnej historii, pamięci o przodkach świadomości marszu pokoleń.

Na początku lockdownu Grynberg zamieścił w sieci film, w którym razem z żoną przeczytał kilka, z zamieszczonych w tej książce opowiadań. Pewnie nie tylko ja nabrałam wtedy apetytu na tę książkę.

Urzeka warsztat. Nie ma tu nie potrzebnych słów. Dlatego książka jest taka krótka. I zostawia taki niedosyt.

dobra książka

Płuczki Paweł Reszka

Jeszcze jedna przemilczana historia.

Opowieść o tym jak po wojnie mieszkająca w pobliżu obozów zagłady ludność przekopywała miejsca pochówku w poszukiwaniu żydowskiego złota. I sporo znajdowała.

Dobrze napisany reportaż – autor nie miał ambicji opisania całego zjawiska. Dlatego dobrze się to czyta, tyle że do książki historycznej Płuczkom daleko.

dobra książka

Czeski raj Jarosław Rudis

Bardzo przewrotna książka.

Zapis rozmów w męskiej saunie. Prawie same dialogi: dowcipne i tak jak to często u Czechów, rubaszne. Ale to tylko pozór. Dość szybko zadaje się sobie pytanie, a gdzie ta sauna jest? Czy na pewno na tym świecie? Im dalej w las, tym bardziej przestaje się być pewnym, że po saunie i wypiciu kilku butelek Pilznera nasi bohaterowie wracają do domu.

Słowem niby czytadełko. Krótkie, z tych na jeden wieczór. Ale z całkiem sporym filozoficznym podtekstem

Jeszcze jeden oddech Paul Kalanithi

Paul Kalanithi na progu bardzo dobrze zapowiadającej się kariery neurochirurga dowiedział się, że ma IV stadium raka płuc. Książka powstała na podstawie dziennika, jaki zaczął prowadzić, gdy dowiedział się o swojej chorobie.

Od momentu diagnozy żył jeszcze dwa lata. W tym czasie dopóki jeszcze mógł pracował, wykonywał nawet skomplikowane operacje neurochirurgiczne. Zdecydował się też z żoną na dziecko (umarł tuż po tym jak urodziła się jego córka).

Zredagowana po jego śmierci książka silą rzeczy ma coś z pomnika. Nie to, że jest zła. Ale nie rozumiem, dlaczego przez 61 tygodni była na liście bestsellerów New York Timesa. Nie jest wyjątkowa, powiedziałabym nawet że dość sztampowa.

Nieodnaleziona Remigiusz Mróz

Do końca roku jeszcze kilka książek przeczytam, ale nie wyobrażam sobie, bym wzięła do ręki gorszą książkę: bezapelacyjnym zwycięzcą w konkursie na najgorszą przeczytaną w 2020 roku książkę jest Nieodnaleziona Remigiusza Mroza

Nieskromnie powiem, że na jednym ciągu też byłabym w stanie coś takiego napisać – pod jednym wszakże warunkiem: bez przeczytania tego przed oddaniem do druku.

Nie jest to jedyny grafoman wydający książki. To czego nie jestem w stanie zrozumieć to tego, że wydał ich tak dużo. I że na lubimyczytać.pl mają nie najgorsze oceny. A to już nawet nie jest bełkot. Jak byłam z Ańćką w sanatorium, to ona coś tam szemrała, że ma na swoim czytniku coś tak niesamowicie głupiego, że wierzyć się nie chce, że ktoś to wydał. Teraz się dowiedziałam, że to była inna książka Mroza. Czyli on tak zawsze ….

Facet jest popularny. Jakim cudem?

Przeczytane 2020.9

dobra ksiażka

Sprawa Mersaulta – Kamel Daoud

Moim zdaniem Sprawy Mersaulta, bez uprzedniego przypomnienia sobie Obcego Camus, nie warto brać do ręki. Jest to ta sama historia, tyle że opowiedziana od drugiej strony. Pierwsze zdanie Obcego to: Dzisiaj zmarła matka. Albo wczoraj, nie wiem. Z kolei książka Daouda zaczyna się od zdania: Mama żyje do dziś.

W Obcym Camus o ofierze nie wiemy w zasadzie nic, poza tym, że był to  Arab. Nawet nie wiadomo, czy to co mu zarzucano nie było jedynie chorym majakiem znajomego głównego bohatera. Tu poznajemy jego brata, który w chwili zabójstwa miał 7 lat i teraz opowiada jak dalej potoczyło się jego życie i życie jego matki, ktore upłynęły w cieniu niezgody na tą bezimienną i zapomnianą śmierć.

Dobrze się to czyta. Pokazuje też jak zmienił się nasz świat. Prawdopodobnie dziś Camus nie napisałby książki, w której Arab nie ma nawet imienia.

Fajny cytat:

Religia jest dla mnie jak transport publiczny – nie korzystam z niej. Wolę do Boga iść sam, pieszo, jeśli trzeba, ale nie w ramach zorganizowanej wycieczki.

A i do Obcego warto wrócić. Po tylu latach ksiażka się dalej broni.

Pierwszy śnieg Jo Nesbo

Jeżeli:

  • ten siódmy tom przygód dedektywa Harrego Hole jest najlepszy, to spokojnie można sobie darować sześć poprzednich.
  • Pierwszy śnieg został w 2017 roku uznany w Norwegii za najlepszą ksiażkę, to literatura skandynawska ma świetny PR, nie książki.

Z gatunku: „zabili go i uciekł”.  Pełno tu nagłych zwrotów akcji, spotkań, rozmów, pościgów. A i tak, przy założeniu, że morderca pojawił się na planie,  w połowie ksiażki, wiadomo kto nim jest. Sam autor demaskuje go mniej więcej w 4/5 książki. Klasyczne kryminały kończa się w tym miejscu, a w tym śledzimy kolejną brawurową akcję Harrego Hole.

Do bólu wydumane.  

Przeczytane 2020.8

dobra książka

Quichotte – Salman Ruchdie

Pokręcona powieść drogi. Przez pierwsze kilka rozdziałów idziemy z Quichottem przez współczesną Amerykę. Towarzyszy mu, podobnie jak u Cervantesa Sancho Panso. Celem jego wędrówki jest dotarcie do gwiazdy telewizyjnej Salmy R i wyznanie jej swojej wielkiej miłości. Quichotte jest na emeryturze, w życiu dużo czasu spędził przed telewizorem, traktując telewizję jako źródło mądrości wszelakiej i podczas tej wędrówki często popisuje się swoją wiedzą. Opowieść o tej wędrówce jest najlepszą częścią tej książki. Potem się okazuje, że Quichotte to bohater książki podrzędnego autora powieści szpiegowskich, Sam DuChampa, który w oparciu o wątki autobiograficzne postanowił stworzyć coś mniej „podrzędnego”. Dość ciekawie przedstawiony rodzinny miszmasz i amerykański rasizm od mniej znanej strony, tego który dotyka Hindusów (zwanych tu „brązowymi”). W tle współczesna Ameryka przedstawiona tak jak by to były dni jej ostanie, gdzie już nikt nie ma tam pomysłu by znów była wielka, Popularność zdobywa w niej szalony, zakochany w nowych technologiach, naukowiec zapraszający w ramach projektu Next to, do przeniesienia się na planetę Ziemia-bis.

Wątków w tej książce bez liku, nie wszystkie są równie wciągające. Podobny bezlik odniesień (nie tylko do dzieła Cervantesa). Ale całość moim zdaniem warta przeczytania.

Z pozostałych przeczytanych powieścideł, tylko jedno było dobre.

dobra książka

Moja siostra morduje seryjnie – Oyinkan Braithwaite

Dwie siostry. Korede wiedzie uporządkowane życie kobiety pracującej (jest pielęgniarką). Nieziemsko piękna Ayoola, nie dość, że potrafi się ustatkować i uwodzi kolejnych mężczyzn, to jeszcze kończy swoje związki w dość „niekonwencjonalny” sposób. Siostra na siostrę nie doniesie, bo rodzina jest najważniejsza, wiec gra toczy się dalej. Aż pewnego dnia Ayoola zaczyna spotykać się z mężczyzną, na którego jej siostra chwile wcześniej zwróciła uwagę i miała nawet nadzieję na związek ….

Urokiem tej książki jest jej egzotyka. Opisana w tej książce historia mogłaby się oczywiście zdarzyć wszędzie, ale jest podana jest w nigeryjskim sosie. I przynajmniej dla mnie była przez to mega ciekawa.

Jedna książka z przeczytanych książek miała być dobra, ale wcale taka nie była. Dlaczego ta książka została nominowana do Bookera, pozostaje dla mnie zagadką

Normalni ludzie – Sally Rooney

Sprawnie napisane romansidło, o tym co Boy zawarł w jednym zdaniu: w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz.

W szkole średniej, to on jest królem boisk, ona zaszczutą myszką. To co ich łączy, to raczej bardziej zainteresowanie, niż uczucie. W każdym razie, aby nie popsuć mu opinii, wszystko sprowadza się do ukradkowego seksu. Sytuacja się odwraca gdy rozpoczynają studia. Ona jest z dobrej rodziny i na uczelni jej kapitał kulturowy zapunktował, a on czuje się jak ryba bez wody. I tak dalej, przez kolejne lata, raz razem, raz oddzielnie, jak to w romansidłach bywa. Tytuł nie kłamie. Normalni ludzie.

Chyba najlepsza częścią tej książki są jej początkowe rozdziały, pokazujące okrucieństwo nastoletnich układów.

Może w oryginale jest to tak dobrze napisane, że zachwyt jaki podobno budzi ta książka jest usprawiedliwiony?

Wesele Zajna – At-Tajjib Salih

Kolejna egzotyczna książka, tym razem akcja dzieje się w sudańskiej wiosce. Tytułowy Zajdel, to miejscowy „chłopek-roztropek”. Jest bardzo kochliwy, ale co się zakocha w jakiejś pannie, ta zostaje wydana za kogoś innego. A tymczasem jemu marzy się własne wesele.

Niestety czegoś w tej opowieści brak. Przeczytałam do końca, bo książka nie ma nawet 100 stron. Przez 200 bym już chyba nie przebrnęła. Sama egzotyka to za mało.

Morderstwo na Île Sordou – M.L. Longworth

Kryminał w stylu Agaty Christie. Morderstwo popełnione jest na malutkiej wysepce na Morzy śródziemnym, na której znajduje się tylko mały pensjonat. Czyli niby wszystko jest tak jak lubię, krąg podejrzanych ograniczony jest do kilkunastu osób. Tyle że w połowie jest pierwsze zdanie naprowadzające, potem za jakiś czas znów uwagę przykuwa kolejne zdanie i czar pryska. Mordercy można się domyślić. Koniec przynosi jedynie odpowiedź na pytanie: dlaczego?

Jest to nawet dobrze napisane i fajnie się to czyta. Dlatego zaryzykuję z jeszcze jednym jej kryminałem. Może to wpadka tłumacza, że te naprowadzające zdania tak łatwo wpadają w oczy?

Ktoś tu kłamie Jenny Blackhurst

Kolejny kryminał, tyle, ze bardziej w stylu serialu. Osiedle na przedmieściu. Rok temu na przyjęciu urodzinowym zginęła lokalna działaczka, Erica Spencer. Uznano to za wypadek i życie potoczyło się dalej. Aż nagle na miejscowym portalu pojawiła się wiadomość, że było to morderstwo i że w najbliższym czasie zostanie ujawnione, kto je popełnił. Po kolei poznajemy uczestników tego przyjęcia i jak to zazwyczaj w tego typu opowieściach bywa, wielu z nich miało powód by nie lubić Eriki.

Typowy snuj. Tyle, ze czegoś w nim brak. Jak każdy kryminał, powinien wciągać, ale nie mnie wciągnął. Ale tak jak w przypadku M.L. Longworth, postanowiłam przeczytać jeszcze jeden kryminał Jenny Blackhurst, zanim stwierdzę, że to nie to.

Przeczytane 2020.7

dobre książki

Goldi; Fraccati; Feluni – Ewa Kuryluk

Wydana na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat (Goldi wyszedł w 2004 roku, Feluni w 2019) opowieść o rodzinie Kuryluków. Ojciec Ewy, Karol Kuryluk był w latach 56-58 ministrem kultury, potem dyplomatą, przeżywał rozminięcie się tego co sobie przed wojną we Lwowie redagując Sygnały wyobrażał, z tym co zostało po wojnie stworzone i wcześnie umarł (1967). Matka żyła długo, ale nigdy nie podźwignęła się z traumy wojennych przeżyć, cały czas żyjąc na granicy obłędu, a czasami weń popadając. Brat Piotr w zasadzie cały czas pozostawał w otchłani obłędu, mając jedynie, z wiekiem coraz rzadsze, momenty życiowego pozbierania. Sama autorka, niedługo po skończeniu studiów wyjechała na Zachód, dzięki czemu była w stanie utrzymać matkę i brata. Saga o żydowskiej zasymilowanej rodzinie, o tym, jak sobie radzono „po tym wszystkim”. Na każdym kolejnym zakręcie polskiej historii często boleśnie dawano im odczuć, że nie są u siebie, ale nie jest to podane w martyrologicznym sosie, tylko w formie zadumy, nad tym jak mielą koła historii.

Tytułowy Goldi, to chomik, traktowany jako pełnoprawny członek rodziny. Frascati to ulica, na której mieszkali. Feluni to rodzinny przydomek jej brata, Piotra. Bezmiar anegdot, zarówno rodzinnych jak i o znanych ludziach, czy ciekawych, mało znanych historii, dziejących się w cieniu wydarzeń znanych z podręczników historii. Wstrząsający obraz polskiej psychiatrii sprzed zastosowania neuroleptyków. No i fantastycznie uchwycone codzienne życie: ta powojenna celebracja jedzenia, spiżarnie wypełnione przetworami według rodzinnych receptur, wychowywanie dzieci w zachwycie nad przyrodą, koncentracja na detalach, przywiązanie do wysokiej kultury. Może dlatego tak mnie ta opowieść urzekła, że pamiętam tamte czasy?

Jedna rzecz denerwowała mnie w tej książce, i to bardzo. Nie wiem czy to wina autorki czy redakcji, ale nie są w niej tłumaczone dialogi, prowadzone po francusku (a czasem i po niemiecku). Tymczasem przytaczane przez autorkę rozmowy (przede wszystkim z matką) są pełne zdań w tych językach. Irytująca maniera i lekceważenie mniej wyedukowanego czytelnika.

Trylogia Ewy Kuryluk nie przeszła nie zauważona: Goldi był nie tylko w 2005 roku nominowany do Nike, ale znalazł się też w finałowej siódemce, Frascatii znalazło się jedynie na liście książek nominowanych do nagrody Nike, to samo w przypadku Feluni (książka byłą nominowana do tej nagrody w 2020 roku).