306

Skończyłam kolejny Szal. Nazwałam go Nionr. 

Szal zrobiłam dla ciotki, którą znam już kilkadziesiąt lat. Zawsze kochała zielony, ale jak spojrzała na robiony dla niej szal powiedziała, że czas wszystko zmienia i teraz zielony kojarzy jej się z ONR. Wzór to Garden of Alla Shawl (to już mój trzeci szal tym wzorem). Wszystkie z estońskiej kauni. Jak porządnie zblokowałam i zrobiłam przepisowe wykończenie, wyszedł szal-otulacz, na chłodne wieczory.


Podreptałam do JCC na spotkanie z cyklu Hajnt, Nauka i religia, czyli jak pogodzić rozum z sercem

Dyskutowali: rabinka Maria Kordowicz, fizyk kwantowy Jan Chwedeńczuk, a nad wszystkim czuwał Tomasz Stawiszyński. Poszłam dla tego ostatniego, ale chyba jestem za stara na takie tematy. Spodobała mi się opinia rabinki, że jak najbardziej może sobie wyobrazić niewierzącego w Boga rabina. Ale zamiast pójść tym tropem i skoncentrować się na religii i tym jaki ma wpływ na życie społeczne (a przy okazji i na naukę), rozmowa potoczyła się w kierunku nie nadającym się do dyskusji i skoncentrowała się na Bogu.

 
Pożegnanie z Europą nie jest dobrym filmem. A szkoda.

Film to kilka epizodów z wojennych losów Stefana Zweiga, które składają się na opowieść jak radził sobie (a raczej nie radził) na emigracji. Z jednej strony rauty, przyjęcia, fety. Zachwyt Brazylią, do której nie dotarła wojenna zawierucha. Świadomość, że należy do wybranych, którym udało się uciec, zanim rozpętało się piekło. Z drugiej strony przerażające wieści z Europy. Lęk o bliskich. Niepewność jak potoczą się losy wojny. Pytanie, czy skoro nie może pomoc wszystkim, pomagać wybranym. A jeżeli tak, to którym?  Słowem temat na dobry film. Niestety reżyser mówi nam tylko tyle, że Zweig czuł się w tej sytuacji źle. Ale też można spojrzeć na ten film inaczej: jest taki jaka była sytuacja Stefana Zweiga. Patrząc w taki sposób, niespójność i nerwowość nie tylko, że przestaje przeszkadzać, ale jest jak najbardziej na miejscu.

dobry film 


Za to Martwe wody powalają.


Początek dwudziestego wieku. Wybrzeże północnej Francji. Rybacy. Zwariowani arystokraci. Ciapowaci policjanci. Rybacy nie tylko łowią ryby ale i letników, z którymi robią to samo co z rybami (czyli konsumują).Arystokraci wyszli z krzywego zwierciadła  Policjanci czasami fruwają jak baloniki.Słowem czysty surrealizm.Coś innego i ożywczego.Trochę z klimatu Monty Pythona.


Zulka wyciągnęła mnie na wystawę kapeluszy do Teatru Wielkiego.

Niektóre były cudne, niektóre cudaczne. Zdziwiło mnie tylko to, że większość to nakrycia głowy z baletu. Mało było strojnych kapeluszy operowych diw.


Tydzień zakończyłam Szarotkami.

I z następną robótką w torbie (kolejny szal) zaczynam następny tydzień. W poniedziałek spotkanie z autorką Ulicy cioci Oli. W środę w Powszechnym Szczerek – tu nie wiem czy się wyrobię.

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Niedaleko mojego domu jest miejsce o którego istnieniu do tego tygodnia nie wiedziałam: Ogród rzeźb Juana Soriano.
Juan Soriano to meksykański rzeźbiarz, który przez ostatnie 33 lata swojego życia był związany z Polakiem, Markiem Kellerem. Po jego śmierci Keller stara się popularyzować twórczość zmarłego przyjaciela – jest bogatym paryskim marchandem, więc stać go na to, by udostępniać zwiedzającym otaczający jego dom park, w którym postawił rzeźby Soriano. 

Na terenie parku stoi też pawilon wystawowy – w 2012 roku można było tam obejrzeć kolekcję zdjęć Fridy Kahlo. Nie wiedziałam  tym miejscu to i nie widziałam wystawy. Na razie kupiłam wywiad – rzekę z Markiem Kellerem i postanowiłam się o nim coś dowiedzieć.

W Brwi też mamy ładny pak, tyle że bez rzeźb. Przypomniałam sobie o tym, idąc w sobotę na targ. Dawno, dawno temu, gdy jeszcze kolej nie odgrodziła się od świata zieloną ścianą ekranów, co tydzień mijałam parkowy staw i mówiłam kaczkom Dzień dobry. Teraz by je odwiedzać, musiałabym skręcać w bok w ślepą uliczkę. W tym tygodniu postanowiłam zobaczyć co u nich słychać.  Kaczek było tylko kilka, nie wiem dlaczego tak mało, zima nie była znowu taka mroźna. Przeszłam pod oknami Staśki, która wyniosła się do Broku. Uświadomiło mi to, że ja w tym Brwi parę epok już przeżyłam.

Gdyby nie Gabi, pewnie nie poszłabym na wystawę Dali kontra Warhol. 


Typowa objazdówka, ale moim zdaniem warta zobaczenia. Zaskoczyło mnie jak dużo jest do oglądania. Nie wiedziałam, że Andy Warhol zaprojektował tyle okładek do płyt winylowych – na wystawie zebrano wszystkie tego typu prace. Obrazów Dalego nie ma, ale jest sporo jego grafik. I jak ktoś nie ma pomysłu na prezent – kucharska książka Dalego (w zeszłym roku wyszła w wersji angielskiej, jest do kupienia na Amazonie)

Gabi namówiła mnie też by pójść na Podzamcze na pokaz „Powrót Bazyliszka” z okazji tegorocznej inauguracji Multimedialnego Parku Fontann. Tłum zziębniętych ludzi. W oddali na wytwarzanej przez fontanny ścianie wody mało widoczne obrazy. 

Zdecydowanie lepiej je widać w grafice Gugla.

Byłam tak nieznośna, że szybko poszłyśmy do domu
Teatralnie jadę po bandzie – po zeszłotygodniowej Klątwie w Powszechnym byłam w tym tygodniu na Naszych żonach w Syrenie. 

Sztuka, to klasyczna farsa.  Tyle, że o ile w Powszechnym był tekst, to w Syrenie aktorzy. Poszłam tylko dla nich i się nie zawiodłam.  Chodzili po scenie tak jak to drzewiej bywało, bez przyklejonej do ust elektroniki, a każda wypowiadana przez nich kwestia lekko wpadała do ucha. Gdy nagle Radziwiłowicz powiedział jakieś słowo, którego nie zrozumiałam, aż mnie zmroziło, ale chwilę późnej odpuściło: okazało się, że tak dziwnie brzmi imię jego żony.

W ogrodzie, który dzięki tej pogodzie jest cudownie zielony zalęgły się ślimaki. Targa mną ambiwalencja. Ładny jest. Dopóki wcina mlecze, nawet go lubię. Jak jest jeden nie mi przeszkadza. Ale będzie ich cała gromada, która będzie wcinać nie tylko mlecze.


Skończyłam Buraska wzór to (Color Affection):

I dalej dziergam dla Joanny zielonego skrzata (na zdjęciu u niej w domu gapię się w Szaleństwa króla Jerzego):

Z pamiętnika wk ….konsumentki

Solid Security dalej twierdzi, że brakuje im wpłaty za listopad 2011 roku, ale już nie w wysokości 147 zł, tylko 232 zł. Wyznaczyli mi też termin, do którego mam zaległa wpłatę uregulować. 

Nie otrzymaliśmy wpłaty na kwotę 232,95 zł za zaległą fakturę 2011/10/051638/SP/2. Proszę dokonać wpłaty do 2017-04-27.

Problem w tym, że mam świadomość, że oni wiedzą o tym, że jestem na nich skazana. Opanowali mój rejon, więc innym firmom nie opłaca się na nim żerować. A nawet gdyby, to przejście do innej wiązało by się z przerobieniem instalacji, czyli ze sporymi kosztami.

307

Wygląda na to, że PIS może przerżnąć następne wybory, wystarczy, że pojawi się coś innego do wyboru. Tyle, że boję się, że to coś może wyrosnąć z pnia OR-u. Bo suweren jest wkurwiony. Posłuchałam co mówi, gdy o 5.45 stanęłam w kolejce do lekarza – mama uparła się że lekarz musi być z rejonowej przychodni.


A ja tymczasem skończyłam Buras affection – muszę jeszcze obrobić brzeg ze sterczącymi nitkami i obfocić.

Idąc jak burza zabrałam się za kolejny szal:

Te drutowe wzmożenie to dzięki Netflix. Z tym, jak dla mnie audiobook jest bardziej kompatybilny z dziergactwem. Może mam tak i dlatego, że odzwyczaiłam się od gapienia w ekran? Pierwsze podejście do polecanego Suits zakończyło się falstartem i utknęłam w The Affair.

Taka współczesna Saga rodu Palliserów. Amerykańska prowincja. Osią wydarzeń jest romans. On: początkujący literat z żoną i trójką dzieci na wakacjach u bogatych teściów. Ona: mężatka, która może i w swoim małżeństwie byłaby szczęśliwa, gdyby nie śmierć dziecka. Aż tak by nie można było od czasu do czasu przyjrzeć się uważniej robótce, to nie wciąga. I właśnie dlatego mi odpowiada.  

Dobre filmy to są w kinie, nie w telewizorze. 

Z tym, że Klient aż tak dobry, jak dwa przednie jego filmy, czyli Co wiesz o Elly i Rozstanie, nie jest. A może jest tak, że to co mnie powaliło przy Co wiesz o Elly, było na tyle nowe, że jeszcze nie nużyło w Rozstaniu, w Kliencie było na tyle znajome, że nie ruszało?

Film oczywiście warty obejrzenia. Tak samo jak zawsze kameralny dramat. Tym razem na nią ktoś napada  pytanie: ścigać, czy o wszystkim jak najszybciej zapomnieć?

Na premierze książki Wszystkie dzieci Luisa w Instytucie reportażu było sporo młodzieży – znajomych autora z tych studiów. Aż czułam się nieswojo, mocno zawyżając średnią wieku.  

Z dyskusji jaka się o tej książce toczyła,  jasno wynikała oczywista oczywistość, że to na co zwraca się uwagę, zależy od wieku. Młodzi zachwycali się holenderką tolerancją, dzięki której dzieci urodzone z nasienia Surinamczyka, nie czuły się wyrzutkami. Lekko przechodzili nad tym, że te dzieciaki wychowane zostały przez samotne matki – ojcowie odeszli. Więc chyba nie wszystko było takie fajne … ale w tym wieku jeszcze nie myśli o matkach, tylko o rówieśnikach. 

Byłam (powoli zaczynam nazywać Polin „domem kultury”) na spotkaniu z Mikołajem Grynbergiem. 

Mówił o swojej najnowszej książce Rejwach. Na dużej sali, było ok. 300 osób, pewnie sporo jego znajomych, bo zadając pytania mówili mu po imieniu. Ale nawet jak nieznajomi, to czuło się życzliwą wspólnotę czytających książki. Bp na zewnątrz już tak miło nie jest: dobrym komentarzem do tego, jest to, co ludzie wypisują pod wywiadem jaki na temat tej książki udzielił onet.pl.  

Nie trzeba wychodzić na ulicy by się bać.


Tylko tak sobie myślę: art. 256 KK Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 – obowiązuje jeszcze czy nie?

Ten starszy pan myślał, że tak.

Naiwny

308

Zaliczyłam event, czyli zadymę ONR. Z tego co mówili, chcieli by spektakl został odwołany. Nie wyszło im, ale też i nie byli gotowi stracić w tej „walce” nawet jednego guzika i ani przez moment nie wyglądało to groźnie..

Z tym, że nie trzeba być jakoś szczególnie wyczulonym na wiatr historii by czuć, że już nie długo policja będzie interweniowała nie „za nami”, ale „przeciw”. To zdjęcie z białostockiej katedry mocno wryło mi się w pamięć.

Sama sztuka mocno nierówna, tak jak to często bywa z publicystyką, a jest jej tu sporo. Nie wiem czy fellatio z pomnikowa figurką JP II było konieczne. I nie dlatego, że mnie to jakoś ruszyło, tylko że sceny, które są dla wielu nie do przyjęcia, powinny być mega uzasadnione. Tymczasem dla mnie, ta scena jest trochę obok, wyraźnie obliczona na to, by zaszokować widza. Nikogo nie zdziwił więc tumult jaki wywołała.Tak duży, że o tym czym kończy się ta scena, czyli zawieszeniem na pomniku tabliczki „obrońca pedofilii” nikt już nie mówi. Może było lepiej by w tej scenie wystąpił jeszcze ksiądz Marcial Maciel i to jemu, w towarzystwie papieża, robiono by fellatio? Przez tą scenę z papieżem nikt nie mówi o innych a kilka z nich wbija się w pamięć.

Mnie powaliła scena gdy z krzyży i krzyżyków aktorzy skręcają karabin, z którego potem strzelają do tłumu.

Na długo też zapamiętam pewnie psa wyćwiczonego do „demaskowania” muzułmanów, I jak zawsze problemy z dykcją – aktorzy krzycząc tekst gubią słowa.

W międzyczasie, przez powoli przez ekrany przechodzi film, którego wymowa jest równie mocna co Klątwa, a może i mocniejsza, bo opowiadania historia oparta jest na twardych faktach.

Milczenie

XVII wiek Japonia. Jezuici i nawróceni przez nich wieśniacy kontra przedstawiciele lokalnych władz. Fajnie pokazane jak to w walce idei giną ludzie, przede wszystkim wyznawcy tych idei, nie ci co ją głoszą.

I tydzień z Netflixem był bardzo mało wyrafinowany. Skończyłam House of Cards. 

Jak serial jest dobry, to chce się jego kontynuacji. Jak już jest dalszy ciąg, to wtedy okazuje się że te kolejne sezony, tylko psują pierwsze wrażenie.I chyba wolę słuchać audiobooków – odzwyczaiłam się od ekranu.

Zimna wiosna to też wiosna i forsycje już przekwitają 

A mnie – zwłaszcza gdy w zeszłym tygodniu wzbogaciłam się o trzy worki z ciuchami – zainteresował poruszony na zaprzyjaźnionym blogu pomysł na capsule wardrobe.(czyli minimalizm ciuchowy) – nawet znalazłam w sieci planer. Mam autorski pomysł – zamiast wyrzucać rzeczy, wynosić je na strych, po uprzednim sfotografowaniu, Tak by kompletując następny zestaw, czerpać z własnych zasobów.