153

Kupiłam w pracy kartę i byłam dwa raz na pływalni. W tym tygodniu mam być trzy razy, a przynajmniej takie mam plany.

Powoli zaczynam myśleć o urządzaniu domu, remont w końcu kiedyś się skończy. Przez te kilka lat oferta na rynku wykańczania domu rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów. Potencjał na wielogodzinne osiołkowanie jest ogromny. Za dużo tego by coś można było wybrać. Zaczynam rozumieć dlaczego ludzie zatrudniają architekta wnętrz. Nawet nie chodzi o to by było ładnie, chodzi o oszczędność czasu. Nie każdy lubi godzinami przeglądać strony sklepów.

Podobno podłoga to podstawa, wiec na razie nie idę dalej. Mam mieć ogrzewanie podłogowe, więc drewno odpada (teoretycznie możliwe ale nieprawdopodobnie drogie, co oznacza, że do wyboru mam panele, albo gres).

Wybrałam kolor – okolice dębu polarnego:


I już wiem, ze podłoga na parterze, nie musi być patchworkiem, do paneli w salonie można dobrać w tym samym kolorze gres „drewnopodobny”.

Dziwne spotkanie w Czytelni Polin, dziwne bo było góra kilkanaście osób. Tyle to zazwyczaj przychodzi na spotkania do księgarni, nie do Muzeum Polin.

 

Nie było Ewy Winnickiej, jedynie Cezary Łazarkiewicz. Z tego co mówił, usiłują utrzymać się z książek, dlatego tak dużo ich piszą. Mówcą jest chaotycznym, zdecydowanie lepiej pisze (może to dlatego, że brakowało jego żony?).  

Książka jest o 1968 roku. Kupiłam bo jest nie tylko o tym co działo się we Francji czy na Krakowskim Przedmieściu, ale i o sierpniu w Czechosłowacji. A o tym dziwnie mało się pisze, za chwilę nie będzie kogo pytać. 

Weekend z drutami w ręku (mojego Funchal Mobious jest już 12/15). Tyle, że zamiast z audiobookiem to z laptopem i HBO GO. Czas na nowy tag „dobry serial”. Bo często głośno o badziewnych, a o tym dziwnie cicho. 

dobry serial

Tu i teraz (HBO GO)

Dramat z dużą dawką czarnej komedii o liberałach w Ameryce Trumpa. 

Portland, rodzice dawni post-hippisi (on wykładowca filozofii, ona prawnik-mediator), czwórka dzieci. Jedno własne (zbuntowana wyszczekana licealistka) i trójka adoptowanych: Wietnamczyk (trener personalny, żyjący w ascezie seksualnej), Kolumbijczyk (robi gry komputerowe, gej) i Liberyjka (właścicielka dobrze properującego sklepu internetowego, przystojny mąż, czteroletnia córka). Rodzice, widząc pogrzeb ideałów swojej młodości, czują się przegrani. Młodym, mimo że dzięki rodzicom, starowali z dobrej pozycji, też łatwo nie jest.  

O tym jak na naszych oczach gaśnie mit o świecie multi-kulti-gender. Duża liczba bohaterów, więc brak dłużyzn. Jasne, że jak to w tego typu serialach, niektóre są wątki mega ciekawe, inne trochę mniej. Do tych ostatnich zaliczyłabym ten, w którym jedni widzieli duch new age, inni psychozę – ja widziałam upalenie trawą. 

Ale mimo tych zastrzeżeń polecam. 

dobry film

Nie jestem czarownicą

Główną bohaterką jest 10-letnia sierota, Shula, która zostaje zesłana do obozu dla wiedźm, samotnych starych kobiet, które znalazły się tam, bo oskarżono je o czary, często zrobiła to najbliższa rodzina, pozbywając się „kłopotu”.  Zarabiają na chleb niewolniczą pracą na polu i robiąc za atrakcję turystyczną.

Zgodnie z obowiązującym przekonaniem, jako czarownice, mogłyby odlecieć. Aby temu zapobiec, każda z nich na starcie tego nowego etapu swojego życia szpulę, do której jest przytroczona wstążką, drugi koniec tej wstążki przyczepiony jest do specjalnego, noszonego na plecach uchwytu. Szukałam w necie kadru, jak jadąc do pracy, siedzą na wielkiej platformie, obok przytwierdzone do stojaków szpule, a nad ich głowami, na tle afrykańskiego krajobrazu, powiewają białe wstążki.  Zapadł mi ten obraz głęboko w pamięć, ale żadnego zdjęcia nie znalazłam.

Przepiękna, mocno osadzona w realiach gorzka baśń o współczesnym świecie. Opowiada o Afryce, ale to o czym opowiada dzieje się wszędzie, może tylko w innej scenografii. Mizoginia. Bezduszność wobec starych, chorych, wykluczonych. Anty-etyka osób sprawujących jakąkolwiek władzę.  

154

Cztery przygody z tzw. literaturą piękną. Dwie pierwsze przeczytałam bo były na listach „polecanych” 

Zero K Don DeLillo

 

Miała być to ” najzabawniejsza, najbardziej erudycyjna i poruszająca powieść Dona DeLillo, jednego z największych amerykańskich pisarzy naszych czasów.

Była dość przewidywalna opowieść o tym, że w naszym życiu nie ma miejsca na śmierć. Na bezludnych stepach w głębi Azji jest ośrodek, gdzie jeszcze za życia można się zamrozić i w tym stanie czekać, aż wpadną na pomysł jak żyć wiecznie. Do tego ośrodka przyjeżdża małżeństwo: ona jest śmiertelne chora, on jej towarzyszy. Aby było rodzinnie, jest z nimi jego syn z pierwszego małżeństwa, typowy amerykański japiszon. To on jest narratorem.

Kosmiczny nastrój ośrodka, propagowana w nim filozofia podejścia do życia i śmierci zrobi na naszym narratorze spore wrażenie i gdy wróci do Ameryki, odciśnie piętno na dalszym jego życiu.  

Sprawnie napisana rozprawka, ale czasami dobry reportaż może czasami dać więcej do myślenia.

 

Podróżowanie z Beniaminem Martin Vopěnka

Dużo sobie po tej książce obiecywałam, Mariusz Szczygieł napisał, że to jedna z najpiękniejszych czeskich powieści… myślałam ze skoro jest to czeska powieść będzie lekko i z dystansem … I na początku nawet tak było, chociaż sam temat do lekkich nie należał.

Umiera matka tytułowego Beniamina jego ojciec, zabiera go w podróż w Nieznane, jest dobrze sytuowany, więc pieniądze nie stanowią żadnego ograniczenia. Ale że tatuś Beniamina to typowy Piotruś Pan, to świat widziany jego oczami z każdą kartką staje się coraz bardziej nudny. Wprawdzie autor usiłuje temu zaradzić i w drugiej połowie książki nasi bohaterowie napotykają na szereg przeszkód, ale te „ubarwienia” nie czynią tej opowieści ciekawszej, tylko irytującą przez coraz większe oderwanie od rzeczywistości. 

 

Ulica ciemnych sklepików Patrick Modiano

 

Pierwsza przeczytana przeze mnie książka Patricka Modiano. Chyba nie należy do jego najlepszych, bo ja tak, to albo zawiódł tłumacz,  albo może rzeczywiście warto przemyśleć formułę literackiego Nobla?

Bohater stracił pamięć i krok po kroku próbuje ustalić kim był, kogo znał, co przeżył. Sama opowieść w miło klimatyczna, tyle że tego typu nastój dużo lepiej jak dla mnie tworzy inny noblista Nadżib Mahfuz.  Duża zaleta, to to, że książka nie jest przegadana. Inna sprawa, że na 160 stronach nie jest to trudne.

 

Żeby tak do końca nie narzekać, coś zupełnie nie w moim stylu, ale dające do myślenia

dobra książka

 

Wyspa Sigríður Hagalín Björnsdóttir


Nie przepadam za książkami katastroficznymi, ale ta ma coś w sobie. 

Współczesna Islandia nagle, bez żadnych ostrzegawczych znaków, traci kontakt ze światem.Wszystko działa, ale tylko w obrębie wyspy. Nagle świat wokół przestał istnieć. Wysyłane na zwiad samoloty i statki nie wracają …

Powoli staje się jasne, że Islandia jest zdana sama na siebie. O tym jak sobie z tym radzi opowiada nam wzięty dziennikarz, jest dobrze zorientowany, zna osoby z rządu. 

Autorka niczym szczególnym nas nie epatuje, nie ma spektakularnych katastrof, nawet wulkany śpią mocnym snem. Najbardziej przerażające w tej książce jest to, że pomijając samo odcięcie od świata, wszystko co potem się w tej książce dzieje, jest wielce prawdopodobne.

155

Dobrze mi.

Może i moja ojczyzna umęczoną jest, ale mi – przynajmniej chwilowo- jest dobrze. Najważniejsze jest, aby wszyscy byli zdrowi. Bo niestety wokół mnie, nie wszyscy mogą to o sobie powiedzieć.

Tymczasem ja patrzę na Whatsup’ie na zdjęcie szczęśliwego wnuka, który ze swoimi przyjaciółmi, z którymi trzyma sztamę jeszcze ze żłobka, szaleje na jakimś campingu w Szkocji. Mój synek na drugim końcu świata przesłał relację z gry w bilard. Moja mama łapię dobrą energię uczestnicząc w spacerach po Wwie. A ja spędzam majówkę bujając się w hamaku w pięknych okolicznościach przyrody.

Przypomniałam sobie, ze na drutach nie chodzi tylko o to aby robić, ale czasami i coś skończyć i postanowiłam mocno przyspieszyć z Funchal Mobious.

11 marzec – 4 kwiecień:  3 motywy

 5 kwiecień – 2 maja: 6 motywów zrobionych

 2 maja – 6 maja:  mam już 10 motywów, czyli 2/3 .


Paryż i dziewczyna

Najciekawsze było samo miejsce, działające od kilku miesięcy kino Amondo na Żurawiej. Malutka sala w środku miasta. Życzę im jak najlepiej, ale Kino KC, które tak samo jako oni, było nastawione na studyjny repertuar własnie padło.

Po samym filmie obiecywałam sobie dużo więcej.

Początek jest obiecujący: tytułowa dziewczyna z hukiem wylatuje z domu swojego narzeczonego, dobrze ustawionego mężczyzny i ląduje na ulicy z walizką i rasowym kotem pod pachą. Niestety na dalszy ciąg nikt już nie było pomysłu. Sekwencje chaotycznych scen, pokazujących to, co było jasne po 5 minutach: główna bohaterka jest mocno nieposkładana i sama odpowiada za lwią część swoich problemów. W powyższy chaos wplecione jest kilka obowiązkowych elementów: samotność w wielkim mieście, brak porozumienia z matką, niechciana ciąża. Jedno trzeba przyznać: zaskakuje zakończenie, jest tak głupie, że trudno je przewidzieć.

Śmierć Stalina

Można sobie darować. Reklamę zrobił im Putin, zakazując dystrybucji tego filmu. Marzec 1953 roku.

Z jednej strony wszystko jest mniej więcej tak jak było, postacie są historyczne, umierają ci co „powinni”, zwycięża ten sam co w historii. Mówią czasami śmieszne rzeczy. Ale nie przemówiło do mnie przedstawienie ówczesnego Biura Politycznego jako bandy zdegenerowanych, budzących fizyczną odrazę kretynów, o IQ szorującym po dnie wykresu. Łubianka i slapstickowa komedia za bardzo do siebie nie pasuje. Zwłaszcza gdy gagi są na poziomie Flipa i Flapa.

Dotarłam też na wystawę Obcy w domu. Wokół marca 68.

Dobra wystawa. Po dwóch godzinach musiałam wyjść bo już zamykali muzeum. A szkoda, sporo bardzo ciekawych plików, nie wszystkie zdążyłam odsłuchać. Tym co zarzucają, ze wydźwięk niesłuszny, można jedynie zadać pytanie: jaki, patrząc wokół, ma być? 

156

Bycie bezdomną ma swoje plusy. W weekend nie sprzątam, nie robię zakupów, nie umawiam się z fachowcami. Cały czas mam dla siebie. 

No i mam możliwość podpatrywania cudzego życia.

W zeszłym tygodniu weekend u Aśki, utwierdził mnie jedynie w przekonaniu, że do gotowania też trzeba mieć talent. Zrobienie sałatki, czy upieczenie mięsa nie jest wielką sztuką. Ale zrobienie smakowitej marchwianki, to wyższa, nieosiągalna dla mnie szkoła jazdy. Z tego co się zorientowałam, jednym z myków, było użycie oleju kokosowego do duszenia i dodanie wiórków kokosowych. Ale tych myków było więcej i nawet nie będę próbowała tego powtórzyć. 

Poradziłam sobie za to z tym, jak pić latte nie wydając sporych pieniędzy na ekspres do kawy.

Kupiłam kubek-spieniacz do mleka, stoi w pracy, obok ekspresu do kawy z Lavazzą w środku. Szału nie ma, bo pomiędzy sklepową Lavazzą, a kawą serwowaną w domach zaprzyjaźnionych kawoszy, jest przepaść. Ale jest światełko w tunelu, wiem jaką kawę kupić w necie i do domu Lavazzy nie kupię.

Za to z herbatą mam problem.

To co w sklepach sprzedają jako herbatę, coraz mniej ją przypomina. Ratuję się kupując w necie najtańszą angielską herbatę PG, bo przynajmniej ma tę „goryczkę”, o którą w herbacie chodzi. Ale z aromatem już gorzej i tęsknię za herbatą, co to drzewiej bywała, jak Proust za magdalenkami.   

Spotkanie z Martinem Pollackiem, mam nadzieję, że nie ostatnie, chyba nawet on sam nie wiem. czy pokonał raka, czy jedynie chwilowo go przydusił.  


Na spotkaniach z takimi jak on, mam wrażenie że na scenie siedzą ostatni reprezentanci odchodzącego świata, gdzie pozycję zdobywało się wrażliwością wynikającą z posiadanej wiedzy. Gdyby te wartości dalej były w cenie, Patryk Jaki nie byłby kandydatem na prezydenta Wwy. Książka, którą Martin Pollack na tym spotkaniu promował, to wywiad rzeka. Moja mama już ją przeczytała i poleca. Stoi na mojej półce czeka.  

dobry film

Fantastyczna kobieta


Jest taka scena w filmie Kochankowie z Marony, adaptacji opowiadania Iwaszkiewicza. Do umierającego przyjeżdża dawno odtrącona żona i wyrzuca z jego domu kochankę mówiąc „ja będę miała jego śmierć”. Ta bardzo sugestywne scena przypomniała mi się w czasie oglądania tego filmu. Młoda kobieta i starszy mężczyzna. Nagle on umiera. Już w szpitalu, gdzie go zawozi spotyka ją ostracyzm. Tyle, że tam dlatego, bo tak naprawdę jest jedynie kobietą „in spe”, wprawne oko lekarza w moment wyłapuje,  że jest dopiero w fazie „transformacji”. Film w przejmujący i daleki od melodramatu sposób opowiada o odrzuceniu, jakie spotyka osoby trans. Ja widziałam w tym jeszcze ten dodatkowy „iwaszkiewiczowski” smaczek. Bardzo prawdopodobne, ze rodzina zmarłego zachowałaby się bardzo podobnie, gdyby kochanką była „zwykła” młoda dziewczyna, to że była odmieńcem ułatwiało jej jedynie uzyskanie społecznej legitymacji własnej wredoty.

dobry serial

Babylon Berlin


Płacę za Netflix, ale coraz bardziej podoba mi są HBO GO. Dużo mniejsza oferta, ale za to dużo więcej do obejrzenia. A może tylko mi się tak wydaje. Babylon Berlin opowiada o Berlinie końca lat dwudziestych. Głowni bohaterowie to policjanci i politycy. W tle rodzący się faszyzm. Do Kabaretu mu wprawdzie daleko, momentami przypomina kreskówki Disneya, bo nawet strzały z bliskiej odległości, czy zepchniecie auta do wody nie pozbawią życia głównych bohaterów, ale generalnie dobrze się ogląda. Podobnie jak w Królowej, i w tym przypadku majątek wydano na wierne odtworzenie scenografii. Analogie do współczesności nie są nachalne, ale nie sposób czasami się nie wzdrygnąć. 

Najmniej przekonywującym wątkiem w Babylon Berlin była walka wywiadów, z Trockim w tle. To, że u nas jest śmieszniej, nie powinno mylić