Remont trwał prawie rok, mieszkałam kątem u mamy czym budziłam współczucie i nawet trochę na tym „jechałam”. W tym tygodniu, boleśnie uświadomiłam sobie, że każdy kij ma dwa końce. Wyszłam z domu do pracy o 8 rano, wróciłam o 18.30. Po powrocie wypiłam herbatę i postanowiłam na godzinę pójść do ogródka. Przerwałam dopiero o 21, grzebałabym w tej ziemi i dalej, ale robiło się już ciemno. Zaczęłam sprzątać. Sprzątałabym dalej, ale o godzinie 23 uznałam, że pora iść spać. Po kąpieli, wzięłam do ręki książkę, ale nawet strony nie udało mi się przeczytać, zasnęłam przy pierwszej linijce tekstu. Rok temu wyszłabym z pracy o 17 i z gotowym planem na popołudnie: kino, prelekcja, spotkanie towarzyskie …
Tak mnie to zirytowało, że kolejne dwa dni posiedziałam u mamy, żyłam ubiegłorocznym życiem i nadrobiłam trochę zaległości kinowych, bo życie towarzyskie wakacyjnie klapło. Gdy trzeciego dnia wróciłam do domu, kilka kwiatków w skrzynkach ledwie zipało, difenbachia znów była „padnięta”, a kolendra padła na pysk. Mogę się tylko cieszyć, ze mój „bunt” trwał tak krótko., gdybym została dłużej, nie byłoby co zbierać.
W nagrodę siedzę sobie teraz na ładnym tarasie i pisząc te słowa mam przed oczami ładny widok. Tyle, że wieczorami chłodno.

W przerwach oglądam odkryty w tym tygodniu rewelacyjny kanał na Fejsie: Zielone pogotowie (polecam), a w przyszłym tygodniu wybieram się do punktu Adopcji i Wymiany Roślin „Zielony MokoTuff (wygląda bardzo obiecująco). Przygotowałam nawet „wkupne”.

Bycie ogrodnikiem, nawet takim który nie ma za dużo sukcesów, też wymaga czasu. Nie mogę się doczekać końca sezonu: weekendu w pidżamie z zapalanym kominkiem, audiobookiem i drutami w ręku.
W kuchni imponująco przedstawia się scindapsus, paprotka trochę gorzej, ale też i nie umiera. Scindapsusowi dobrze robi nawożenie, dawno temu, gdy nie było nawozów pamiętam, że w jednym domu dawano mu do jedzenia wodę z rozmrożonego mięsa.

Już się martwię jak przezimują moje rośliny pokojowe. Bardzo je lubię, ale chyba nie aż tak, by tylko dla nich grzać cały dom. Większość kwiatów w salonie nie wytrzyma, gdy w tygodniu zimą temperatura spadnie do 10 -12 stopni.

Pewnie przeniosę je do Hobbitonu, mam tam na parapecie sporo wolnego miejsca. Tyle, że mogą źle zareagować na zmianę miejsca

Mam takie doświadczenia z oleandrem, który po powrocie od Gabi, długo wyglądał jak badyl, zanim przypomniał sobie, że stał w tym miejscu przed remontem i łaskawie zaczął wypuszczać nowe liście.

Na tarasie zrobiłam sanatorium dla roślin, odżył w nim nawet popryskany na paciorkowce bluszcz, ale na jesieni będzie z tymi roślinami krucho. Pytanie czy do przetrwają do wiosny, kiedy znów będę mogła przenieść je na taras.

Z kinem już nie jest tak jak dawniej. Multipleksów unikam, bo drogie i śmierdzą kukurydzą. Kinotekę odkąd zaczęła przekształcać się w studyjny multipleks, też raczej omijam. Ale z drugiej strony: takie kino Amondo niewiele się rożni od tego co mam w domu.

Bilet w Amondo 12 zł, a abonament HBO GO 18 zł. Na emeryturze może to mieć dla mnie znaczenie.
dobry serial
Taboo

Klasyczny przygodowy serial. Londyn, początek XIX wieku. Główny bohater otrzymuje w spadku kawałek ziemi w Ameryce o strategicznym znaczeniu. Ten kawałek lądu usiłuje przejąć: angielski król, grająca w kontrze do niego Kompania Wschodnia oraz władze Ameryki. W pierwszym sezonie (kolejne dopiero mają być nakręcone) nasz bohater lawiruje pomiędzy tymi trzema graczami, starając się zachować życie i majątek. Dobrze zagrany, z wciągającym mrocznym klimatem.
dobry film
Kafarnaum

Karmel tej reżyserki był bardzo dobry, Kafarnaum zwala z nóg. Emocjonalny rollercoaster: slumsy Bejrutu pokazane oczami dzieci.
Obok pokazania okrutnej rzeczywistości jest i wątek baśniowy, w którym dwunastolatek pozywa swoich rodziców, o to, że go powołali do życia. Bardzo niepoprawny politycznie film, pokazujący bez retuszu świat, w którym dzieci rodzą się bo „Bóg tak chciał”, ale niestety dla nich, na tym się ta boska interwencja kończy.
Pamiątki Claire Darling

W małym francuskim miasteczku, w bardzo dużym domu żyje samotna wdowa (Catherine Deneuve).
Chęć do życia straciła już przedtem (syn dawno temu zginął w wypadku, a córka wyjechała w świat), teraz traci pamięć i przeczuwając zbliżającą się śmierci postanawia pozbyć się rzeczy. A ma ich w domu całe mnóstwo, jedne piękniejsze od drugich. Zaklęta jest w nich cała historia rodziny, to że nierzadko mają i dużą wartość, jest sprawa drugorzędną.
Nostalgiczny film o odchodzeniu pewnej epoki, końcu francuskiej burżuazji. Ładne i miłe w oglądaniu. Nic odkrywczo.
W deszczowy dzień w Nowym Jorku

Kolejny Woody Allen. Jego bohaterzy, tak jak przed laty, umawiają w Central Parku, w tle gra jazz, a główny bohater idąc ulicami Manhattanu, prowadzi sam ze sobą dyskusję. Słowem to co zawsze. I nawet wszystko byłoby cacy, są nawet momenty gdy dialogi iskrzą jak za dawnych lat, gdyby nie dziewczyna głównego bohatera (Timothée Chalamet). Elle Fanning gra słodką idiotkę, ale Allen musi bardzo nie lubić kobiet, skoro stworzył aż tak przerysowaną postać. Niestety dla filmu, jest to główny wątek, przez co spory jego kawałek był dla mnie nie do przełknięcia. Natomiast o dziwo na plus zaskoczyła mnie Selena Gomez.
Zobaczenie kolejnego filmu Allena jak tylko wejdzie na ekrany, to nie jedyny mój rytuał. Jak tylko zobaczyłam, że Maciej Stuhr czyta kolejny kryminał o Cormoranie Striku, odłożyłam inne audiobooki na bok i słucham. Sporo tego, ponad 25 godzin.














