W sporze z Zusem sąd I instancji uznał wszystkie moje racje, uznał nie tylko sporne 9 miesięcy jako czas pracy, ale i wykazane w świadectwie pracy wynagrodzenie. Jedno ale: ponieważ sąd poszedł dalej niż biegły, prawdopodobnie ZUS złoży apelację. Z tym, że nie mam tego wyroku na piśmie i miarą mego zaufania do państwa jest to, że z pewnym niepokojem czekam na to, jak dostanę go do ręki.
O tym, że wygrałam przeważyły dwie sprawy. Po pierwsze wzięłam z mojego obecnego miejsca pracy zaświadczenie, że podważone przez biegłego świadectwo było już w obiegu w 1994 roku i w tamtych czasach spełniało wymogi formalne.
Po drugie, jako członkini-założycielka Klubu czerwonych majtasów odpowiednio się na tę rozprawę ubrałam (gdy w przeddzień rozprawy zorientowałam się, że zostawiłam je u mamy, specjalnie w tym celu pojechałam wieczorem do Wwy). Poniżej opracowane w 2010 roku klubowe logo.

Poszłam na kolejne zajęcia biżuterii z recyclingu i mój podkoszulkowy naszyjnik dostał eleganckie zapięcie (fota z prawej). Moja miłość do szmacianej biżuterii zaczęła się w dniu, gdy dostałam od Gumisia naszyjniki z chustek do nosa (środkowa fota). Sama z siebie zrobiłam dżersejowe naszyjniki, kilka razy jakaś kobieta mnie zaczepiła, chwaląc za pomysł.

Kupiłam młynek dziewiarski i najpóźniej na emeryturze (a może uda mi się wcześniej) poszaleję:

Cały weekend zajęła mi domowa krzątanina. Zgrabiłam liście pod drzewa i teraz mam tylko nadzieję, że wiatr nie nawieje z powrotem.

Rozmontowałam nawadnianie i czekam jeszcze na Bojara i jego kompresor, by wydmuchać wodę z linii nawadniających.

W ramach autkowania, pojechałam do Leroy Merlin, parking był pełen, nie chciałam stawać miedzy dwoma samochodami i przycupnęłam przy wiacie na koszyki. Jestem z siebie dumna, że wyjechałam bez zahaczenia o słupek.

Kupiłam korę do ocieplenia krzewów i idąc do kasy odłożyłam z powrotem na półkę agrowłókninę oraz paczkę plastikowych kołków do mocowania agrowłókniny. Ogrodnictwo domowe to wielki konsumpcyjny świr i przynajmniej próbuję zachować rozsądek.
Z pamiętnika wk … konsumentki
Dostałam mail, że uznali moją reklamację dolnopłuku. Na szczęście przeczytałam ten mail do końca, ostatnie zdanie brzmiało: niezwłocznie wyślemy miskę na podany przez Panią adres. Zadzwoniłam i wytłumaczyłam, ze nie reklamowałam miski, tylko dolnopłuk. Dwa dni później w w skrzynce pocztowej znalazłam awizo o nieudanej próbie doręczenia paczki i o pozostawieniu paczki w punkcie odległym od mojego domu o 2 km. W pierwszej chwili nie skojarzyłam tego z reklamacją, obleciałam sąsiadów, zadzwoniłam do córki. Na koniec okazało się że paczka jest do mnie. Kilka następnych telefonów i dowiedziałam się że jest to dolnopłuk wysłany jako forpoczta serwisanta. Urocze. Szkoda tylko, że nikt mnie o tym nie poinformował. Najwidoczniej GLS uważa, że wszyscy od rana do wieczora siedzą w domu czekając na niespodziewaną wizytę kuriera Nie dano mi szansy na zmianę adresu doręczenia, a punkt w którym to na mnie czeka jest otwarty od 9-16 w dni powszednie.
W dodatku, ja chcę mieć zreperowany cieknący dolnopłuk, a nie rozwaloną całą ścianę. Ratunku !!!


















