Przeczytane 2019. Podsumowanie

W 2019 roku przeczytałam 61 książek (o 9 więcej niż w poprzednim roku)

Tyle, że jak się przyjrzałam statystyce, w dużym stopniu dzięki audiobookom.

Z tego co przeczytałam, mniej więcej 1/3 książek mogłam sobie darować. Stąd jedno z moich noworocznych postanowień brzmi: szkoda czasu na złe książki. Muszę się nauczyć odkładać na bok książki, a nie brnąć na siłę do końca.

Z pozostałych, tylko jedna była wybitna. Dom z dwoma wieżami Macieja Bielawskiego jest poza wszelką konkurencją.

Warte wyróżnienia są trzy reportaże:

i dwie biografie:

Kolejne dwie autobiografie, może nie są wyjątkowo dobrze napisane, ale tak ciekawe, że warte polecenia:

Najgorzej z powieściami. Poza Oto jestem (o której pisze poniżej), wyróżniłabym jedynie Stramera:

dobra książka

Joe Safran Foer Oto jestem

Rok temu przeczytałam Wszystko jest iluminacją, dobrze się czytało (tym bardziej, że Foer napisał ją mając 25 lat), więc gdy była przecena Oto jestem w audiobooku natychmiast kupiłam … i słuchać się tego nie dało.

Miałam tak dobre doświadczenie z poprzednią jego książka, że się nie poddałam, tylko poszłam do biblioteki i przez prawie dwa tygodnie woziłam w torebce opasłe tomiszcze.

Było warto. Współczesna amerykańska rodzina z trójką dzieci. Ich najstarszy syn ma w najbliższym czasie bar micwę i z tej okazji przyjeżdża do nich rodzina z Izraela.   

Akcja toczy się wartko, ale to co w tej książce najsmaczniejsze to dialogi – iskrzące, pełne błyskotliwych point.  Przypominają dialogi z filmów Woody Allena z jego najlepszych lat, ale w jego filmach nie było ich aż tyle, ile w tej książce (704 strony).

Błazen. Wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boy-Żeleńskim Józef Hen

Napisana piękną polszczyzną zrównoważona biografia Boya. „Zrównoważona”, bo bez wyróżnienia tych najbardziej znanych lat, czyli czasów Zielonego balonika, czy walki z polskim zaściankiem.  

Bardzo mało „pudelkowa” ta książka. Jest dużo o kolejnych miłościach, ale jest to przedstawione w sposób oczywisty, bez wnikania w szczegóły (np. nie ma nic na temat tego, jak się z tym czuła jego żona).  

Najbardziej gorzkie są fragmenty o wojnie z polskim obskurantyzmem, gdy czyta się, jak przegrywając kolejne potyczki Boy jest przekonany, że ostateczne zwycięstwo i tak należy do oświecenia. Podobno gdy historia się powtarza, to tylko jako farsa. Tymczasem aktualność tej książki, boli, a przecież farsy nie bolą …

Mam teraz zamiar przypomnieć sobie Wyznania gorszycielki.

Świąteczna przerwa

W piątek 20 grudnia wyszłam z pracy i świątecznie zamknęłam się w Brwi.

Chwilę potem dom wypełnił się jedzeniem i jeszcze zanim zaczęły się święta, już miałam odczuwalnie więcej w pasie. Zanim zacznę się spinać w sprawie noworocznych postanowień, (tradycyjnie będą dotyczyły tez spraw „okołowagowych”), czas na podsumowania.

Rok 2019 to rok paru zwycięstw. Przede wszystkim, w zasadzie zakończyłam urządzanie domu i powoli wypracowuję optymalne metody zarządzania tym wszystkim. Zwyciężyłam też w paru urzędowych potyczkach, m.in. ZUS zszedł mi z hipoteki przymusowej i wygrałam z nim (przynajmniej w pierwszej instancji) w sprawie kapitału początkowego. Mam też drobne sukcesy na polu kruszenia własnych sztywności i po 15 latach znów mam autko.

Chwalić mogłabym się długo, bo był to dobry rok, następny też pewnie przyniesie zmiany, mam nadzieję że nie na gorsze. Być może podejmę decyzję o przejściu na emeryturę?

Na razie mam inne problemy. Zastanawiam się czy Netflix (pewnie pójdą też za nim i inne platformy streamingowe) nie zniszczy mojej duszy kinomaniaka, Bo teraz jak przyjechały dzieci, mam nie tylko „swoje” HBO GO, ale i „ich” Netflixa. A tam filmy które właśnie weszły na ekrany: Historia małżeńska (zdążyłam zobaczyć w kinie), Dwóch papieży i Irlandczyk. Z jednej strony nic nie da się porównać do wrażeń jakie daje kino. Z drugiej, jak już będę na emeryturze, czy będzie mi się chciało jechać do Wwy, gdy to samo będę mogła zobaczyć na ekranie w domu? Wątpię. Nie wiem czy kina wytrzymają ten ruch Netflixa. Obawiam się, że nie.

Mam wrażenie, że film zrobiony jest na zamówienie. Tyle, że jak dla mnie kościół ma za dużo za paznokciami, by móc w ten sposób podreperować swój wizerunek.

Niezależnie od tego łatwo wyczuwalnego „smrodku” film to koncertowy popis gry aktorskiej, Anthony Hopkins i Jonathan Pryce są naprawdę rewelacyjni. I z tego powodu warto ten film zobaczyć. Ale tylko z tego.

Jak już dorwałam się do Netflixa obejrzałam też trzeci sezon Królowej.

Poprzednie sezony też miały łatwo wyczuwalny podtekst: podniesienie na duchu brytyjskiej duszy, zgnębionej okołobrexitową zawieruchą, Ale były dużo lepsze. Może dlatego, że więcej w nich było przełomowych momentów w historii? Nie zmienia to faktu, że z utęsknieniem czekam na czwarty sezon.

Ale kolejnego sezonu Grace i Frankie nie zdzierżyłam. Pierwszy sezon mnie śmieszył. Trzeciego już nie dałam rady

Największa porażka to moje drutkowanie. Przez cały rok trzy projekty: dwa kocyki i jeden szal.

Jak się postaram (są duże szanse) jeszcze w tym roku skończę kolejny szal.

Myślę już o kolejnym szalu Cusp of Spring Shawl (po prawej). Nie jest mi potrzebny, ale tradycyjnie na każdy wyjazd wsadzam do plecaka wełnę na kolejny szal. Tyle, że mam problem ze znalezieniem wełny. Wszędzie tylko „maziane”, jednokolorowych jest mało, a jak już są to szarobure.

Tak złego drutkowego roku sobie nie przypominam. W przyszłym mam zamiar wyjść poza kocyki i szale – w głowie mi się kłębią pomysły na duże, żakardowe kamizele. Ale o ile pamiętam, już 2019 rok miał być rokiem drutkowego przełomu. A wyszło jak wyszło.

Klątwa Lavity

Pan od uszczelek przyszedł tak jak się umówił, zrobił to, co miał zrobić, ale… wytknął fuszerki budowlane. Dwie drobne: brak parapecików w dwóch okienkach na ścianie przylegającej do płotu oraz konieczność poprawienia uszczelnienia parapetów w dużym pokoju. Jedną większą: okno balkonowe w Hobbitonie zostało zamontowane w nie do końca prostokątnym otworze, na środku, tam gdzie jest klamka jest centymetr mniej szerokości niż u dołu i góry. W tym miejscu okno jest ściśnięte, niczym w talii i pewnego dnia wystrzeli. Trzeba wyjąć futryny, poprawić otwór i obsadzić na nowo. Przy okazji podpatrzyłam fajny sposób wykorzystania starych piłek tenisowych.

Sama też mam z z czego być dumna; domyłam okna dachowe i nie ma już na nich na ptasich g… . Usuwanie tego jest upiorne. Szukam firmy, która pokryje te okna powłoką ochronną, musi coś takiego istnieć. Przecież nie ja jedna mam nad oknami dachowymi drzewa.

Natomiast z Lavitą … Pan od serwisu przyjechał po miesiącu od zgłoszenia reklamacji tylko po to, by uznać gwarancję. Za drugim razem wymienił części w dolnopłuku. Ciekło. Za trzecim razem wymienił uszczelki – ciekło. Za czwartym razem wymienił misę. Cieknie. Teraz ma przyjechać ktoś od napraw beznadziejnych. Ale dopiero po Nowym Roku.

Przekonałam się na własnej kieszeni co oznacza posiadanie autka. Latając na miotle spostrzegłam, że u wnuka jest zbita jedna żarówka. Bez autka, kupiłabym na stronie, zapłaciłabym za transport i po sprawie. Mając autko pojechałam do Ikei i kupiłam całe mnóstwo innych rzeczy. I tak jest w zasadzie za każdym razem. Dawniej ograniczało mnie to, że po kupieniu musiałam jeszcze donieść zakupy do domu. Bez tego ograniczenia, w tym roku święta są bardzo na „bogato”.

Czuć zmianę klimatu: w sklepach nie widzę tłumów, paczki Inpostu dochodzą w tygodniu przedświątecznym w terminie. I niestety, ale wyściubiając nos poza swoją bańkę, spotykam sporo ludzi którzy chcą wyjścia z UE. Nie z powodu batalii o sądy. Uważaj, że lepiej jak Polska będzie neutralna! Ciekawe, gdzie jest źródło tego przekazu.

Ale do Nowego Roku mam w domu dzieci i inne sprawy na głowie. Wnuk jeszcze nie jest nastolatkiem, ale wytwarza podobne hałasy, na play station gra na gitarze evergreeny rocka, a ja odłożyłam HBO Go na bok i nadrabiam Netlixowe zaległości. Zaczęłam od trzeciego sezonu The Crown.

Przeczytane.2019.18

Remanenty

Płotka Lisa Brennan-Jobs

Wydaniu tej książki towarzyszyła intensywna (co, w przypadku książek rzadko ostatnio ma miejsce) kampania reklamowa. Przeczytałam i bo ja wiem?

Matka Lisy była związana z Jobsem przez kilka studenckich lat. Jak zaszła w ciążę, Jobs się z tego związku wymiksował i przez długie lata zaprzeczał ojcostwu. Potem, gdy już poczuł się ojcem, Lisa też nie miała łatwo: to by mogła kochać po równo i mamusię i tatusia nie wchodziło w grę. A tata miał za duże pieniądze, by tak po prostu obrócić się na pięcie i wyjść. Z tym, że część tego lamentu brzmi mało wiarygodnie, Jobs nie jest jedynym występującym na kartkach tej książki popaprańcem, jedynie najbogatszym.

Najciekawsze w tej książce jest to porównanie systemu amerykańskiego i polskiego, np. czego może dochodzić samotna matka (dużo), na ile jest suwerenna w podejmowaniu decyzji jeżeli chodzi o dziecko (nie do końca) i tym podobne.

Nie da się jednak ukryć, że produkty Jobsa były dużo lepsze, niż książka, którą napisała jego córka.

Lista. Dziennik 2005 Anna Rotenberg

Aby docenić smak tej książki trzeba coś nieco wiedzieć o Andzie Rottenberg, liście Wildsteina i tym czym żył świat w roku, gdy ją opublikowano. Skrótów myślowych w tej książce tak dużo, że w zasadzie stanowią one jej zasadniczą cześć.

W pierwszych zdaniach jej dziennika dowiadujemy się o opublikowaniu listy Wildsteina, w ostatnich autorka odbiera stosowne zaświadczenie. Czas pomiędzy spędza na spotkaniach, wystawach, rozmyślaniach. Mieszka jeszcze pod Warszawą, w ogrodzie w którym rośnie cały ogrom roślin, każda przyniesiona w darze od innej osoby. Opis tego ogrodu, historii każdej z tych roślin … z aktualnym dopiskiem, że dom z ogrodem został potem sprzedany, zapada w pamieć.

Bardzo nierówno książka, ale dla paru fragmentów warto.

Grzechy śmiertelne. Przestępstwa seksualne i epoka skandalu w kościele katolickim Michael D’Antonio

Bardzo szczegółowa opowieść o tym tym jak doszło do ujawnienia ciemnej karty kościoła – głównie amerykańskiego (o innych są tylko wzmianki) i o ludziach, głównie prawnikach, którzy za tym stali.

Książka budzi złość: kościół wyskoczył wprawdzie z kieszeni, ale sprawcom nie stała się krzywda. Z tym, że nawet jeżeli i u nas dojrzejemy do potrzeby skonfrontowania się z tym problemem, będzie to chyba inaczej przebiegało. Oczywiście tam też Kościół wykorzystywał lokalne układy i starał się interpretować prawo na swoją korzyść. Ale powaga sądu i niepodważanie jego postanowień pozwalała ofiarom mieć nadzieję. Nie mamy tych narzędzi i mała szansa na to, że mieć je będziemy.

Jak dla mnie zbyt szczegółowe biogramy, czy niezrozumiałe, bo niewystępujące u nas, opisy sądowych procedur. Nie pasowały mi też fragmenty opisujące „codzienność” obrońców osób skrzywdzonych przez kościół. Nie żegnamy się z nimi na schodach sądu, tylko jedziemy do domu, by tam na kanapie towarzyszyć w rozmowie z żoną, czy piciu wina. Zupełnie nie mogłam zrozumieć, o co chodzi w tych wstawkach, nijak mi nie pasowały do reportażu sądowego.

Żółte światło Jerzy Pilch

Kilka opowiadań, które składają się na książkę. Jak zawsze o tym samym, czyli o Pilchu. Już nie starzejącym się, a starym. O jego ojcu w Wermachcie, o związku z dużo młodsza kobietą. Jest też i o parszywiejącej Polsce za oknem (o tym Pilch pisze dopiero od kilku lat).

I jak zawsze u Pilcha, świetnie się to czyta. Tyle, że jak u Fredry: znacie to, to posłuchajcie.

Warszawa, miasto grzechu. Prostytucja w drugiej RP Paweł Rzewuski

Nawet trudno nazwać to książką. Wykład, może praca magisterska? Temat ciekawy, ale potraktowany „po łebkach”. A szkoda. Nie polecam.

e procedury sądowe,