Tydzień minął w bardzo przeze mnie nielubianym rytmie: w pracy wyznaczanym przez jasno określone, nienegocjowalne terminy, po pracy przez kilkugodzinne segmenty, ze sztywno określoną listą spraw do załatwienia. Żadnego kina, odczytów. Na osłodę – bo bez tego to by się już nie dało – przy okazji załatwianie spraw, kilka spotkań towarzyskich.
Wszystko wskazuje na to, że przełamałam klątwę Lavity – po czterech nieudanych próbach wykonania naprawy gwarancyjnej przyszedł mistrz, (a że z mistrzem trzeba się liczyć, zostałam zmuszona do wzięcia dnia wolnego) i dał radę. Ale z góry uprzedził, że może to nie być koniec kłopotów, o które sama poprosiłam montując w ścianie włoski wyrób, w dodatku bez zrobienia odpowiedniego zapasu płytek.
Pan się trochę spóźnił, ale w ramach przeprosin nareperował kozę, więc wyszło na to, że moje pierwsze spotkanie z fachowcem w nowym roku było bardzo, ale to bardzo miłym doświadczeniem.
Z poradnika babci trendsetterki
Bycie dbającą o wizerunek babcią boho kosztuje. Ostatnio zniesmaczyły mnie koszulowe guziki przy dżinsowej koszuli i postanowiłam je wymienić. Poszłam do jednej z ostatnich pasmanterii w Wwa (SOHO), kupiłam inne, do tego nici pod kolor i komplet igieł i zapłaciłam 50 zł! A jak już przyszyłam, to sobie uświadomiłam, że prawdziwa dbająca o wizerunek boho babcia, sprawdziłaby przedtem czy można odpruć listwę (tu akurat nie za bardzo, bo jest stebnówka) i dałaby sobie spokój.

Mam za to sukces „paznokciowy”. W wyniku wielu mniejszych i większych urazów, mój paznokieć u dużego palca u nogi wyglądał tak paskudnie, że od dłuższego czasu malowałam paznokcie u nóg granatowym lakierem, by na to nie patrzeć (pokazałam raz to lekarzowi i powiedział, że nie jest to grzybica, więc myślałam, że jedyne wyjście to zerwanie tego paznokcia). Pewnego dnia, zamiast nałożyć kolejną warstwę lakieru, zmyłam wszystko do żywego. postanowiłam dzielną być i pójść do „zrywacza”. Tymczasem dostałam specjalny lakier i już po 5 tygodniach paznokieć wygląda na tyle dobrze, że nie mam żadnego problemu z tym, by pokazywać go światu (np. na basenie).

W tym. tygodniu koleżanka z pracy (w wieku moich dzieci) z troską zwróciła mi uwagę, że najwyższa pora bym swoje zamiary zaczęła liczyć na siłę swoich lat. Przypomniałam sobie o tym w piątek, gdy przez dwie godziny nosiłam z Ańćką zdobyczną makulaturę, która ma służyć szczeniakom za pieluchy. Obiektywnie rzec biorąc wykazałyśmy się niezłą kondycją. Ale sporo młodsi od nas patrzyli mając w oczach mix podziwu i protekcjonalnej pobłażliwości
Przyda się, bo właśnie zaczęłam kolejną daleką przygodę.

















