Jak za dawnych lat

Sanatorium to relikt przeszłości. Idea, że w zasadzie każdemu (bo kto dziś nie ma choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa?) raz na trzy-cztery lata „należy się” fundowany przez państwo trzytygodniowy reset nie pasuje do dzisiejszej epoki. Może jeszcze gdyby inwestowano w osoby w tzw. wieku produkcyjnym. Tymczasem otaczają mnie tutaj sami emeryci. Pewnie skasowaliby leczenie sanatoryjne, ale prawdopodobnie podobnie jak z górnictwem, utrzymuje się je w obecnym kształcie, bo nie wiadomo co zrobić z zatrudnionymi w nich ludźmi i z całą infrastrukturą. Ośrodki SPA są jednak dużo bardziej kameralne.

Sam Solec Zdrój jest dziwnym miejscem. „Nasze” sanatorium (czyli kilka rozrzuconych w parku zdrojowym budynków) jest własnością prywatną, w którym NFZ wykupuje jedynie turnusy. Są też oczywiście i hotele prywatne, w tym dwa „przyklejone do parku zdrojowego. Jeden z nich ma spory kompleks basenowy.

„Dziwność” Solca polega na tym, że już pierwszego dnia łatwo się zorientować, że twa tu zażarta walka „o miedzę”. Wszędzie są trudne do sforsowania płoty i np. aby się dostać na basen, czy na stawy, trzeba ostro nakładać drogi. Nawet spróbowałam to narysować.

W parku jest całe mnóstwo kaczek, a trawniki poryty są przez krety. Może dlatego, chociaż łatwo można zobaczyć nagiego ślimaka, to pogryzionych przez nich roślin nie widziałam.

Staramy się tym nie zrażać i wszędzie chodzimy piechotą, ale zdarzyło się nam pojechać wypożyczonymi rowerami.

Siodełko w moim rowerze było tak dramatycznie niewygodne, że na pierwszą wycieczkę po okolicy poszłyśmy piechotą

Był tam kiedyś piękny pałac. Po wojnie był w nim dom pomocy społecznej.

Ale DPS przeniesiono do innego, zbudowanego za fundusze unijne budynku.

Pewnie zaadaptowano w tym celu jeden z przylegających do pałacu budynków. Inne, które nie miały tego szczęścia, niszczeją.

W Covid-Twistle zostały mi do zrobienia otoczki

dobry serial

Serial BoJack Horseman do końca, czyli szóstego sezonu, nadawał się do oglądania. Co rzadkie.

Siłą tego serialu są dialogi. Szkoda, że Netflix oświadczył, że siódmego sezonu nie będzie. Tytułowy Bojack Horseman, to człowiek-koń, nie mogący sobie znaleźć miejsca w życie, aktor, odcinający kupony od roli swojego życia: gwiazdy popularnego sitcomu. Lata lecą, wszystko wokół się zmienia, coraz więcej ludzi nie wie nawet, że taki sitcom był kiedyś kręcony, tylko BoJack w swoim zblazowaniu i niedostosowaniu nic się nie zmienia.

płoty polskie

Tak na marginesie, wokół wszystkich powaliło. Gazetę Wyborczą też. Opublikowali reportaż jakie to fantastyczny pomysł na życie, adopcja dzieci z ostrym FAS. Podejrzewam, że takie reportaże mają na celu pokazanie, jacy po tej stronie ludzie są fajni, jak żyją według wspólnych wartości. Jeżeli tak, to trafiają kula w płot. Chyba, że jest to celowy podprogowy przekaz: może i rządzą ci co rządzą, ale skoro rodzice dzieci z FAS potrafią się z cieszyć ze swoich wyborów, to spróbuj i ty uśmiechnąć się do otaczającej ciebie rzeczywistości.

Coś optymistycznego

W Brwi wynajęta przez powiat firma opryskała pobocza i chodniki powiatowych dróg. Zgodnie z tym, co można przeczytać na stronach powiatu, pobocza miały być czyszczone mechanicznie, Tymczasem udało się ustalić, że użyto Chwastox Extra 30. Wytruli wszystko, w tym i jeże. Optymistyczne jest to, jaki to wywołało wkurw. Wygląda na to, że jest na fejsie grupa ludzi, która nie ma zamiaru odpuścić. Oby im ten zapał nie minął.

ps. Mila wyzdrowiała. Kolejny raz sforsowała kompostownik

Przeczytane 2020.7

dobre książki

Goldi; Fraccati; Feluni – Ewa Kuryluk

Wydana na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat (Goldi wyszedł w 2004 roku, Feluni w 2019) opowieść o rodzinie Kuryluków. Ojciec Ewy, Karol Kuryluk był w latach 56-58 ministrem kultury, potem dyplomatą, przeżywał rozminięcie się tego co sobie przed wojną we Lwowie redagując Sygnały wyobrażał, z tym co zostało po wojnie stworzone i wcześnie umarł (1967). Matka żyła długo, ale nigdy nie podźwignęła się z traumy wojennych przeżyć, cały czas żyjąc na granicy obłędu, a czasami weń popadając. Brat Piotr w zasadzie cały czas pozostawał w otchłani obłędu, mając jedynie, z wiekiem coraz rzadsze, momenty życiowego pozbierania. Sama autorka, niedługo po skończeniu studiów wyjechała na Zachód, dzięki czemu była w stanie utrzymać matkę i brata. Saga o żydowskiej zasymilowanej rodzinie, o tym, jak sobie radzono „po tym wszystkim”. Na każdym kolejnym zakręcie polskiej historii często boleśnie dawano im odczuć, że nie są u siebie, ale nie jest to podane w martyrologicznym sosie, tylko w formie zadumy, nad tym jak mielą koła historii.

Tytułowy Goldi, to chomik, traktowany jako pełnoprawny członek rodziny. Frascati to ulica, na której mieszkali. Feluni to rodzinny przydomek jej brata, Piotra. Bezmiar anegdot, zarówno rodzinnych jak i o znanych ludziach, czy ciekawych, mało znanych historii, dziejących się w cieniu wydarzeń znanych z podręczników historii. Wstrząsający obraz polskiej psychiatrii sprzed zastosowania neuroleptyków. No i fantastycznie uchwycone codzienne życie: ta powojenna celebracja jedzenia, spiżarnie wypełnione przetworami według rodzinnych receptur, wychowywanie dzieci w zachwycie nad przyrodą, koncentracja na detalach, przywiązanie do wysokiej kultury. Może dlatego tak mnie ta opowieść urzekła, że pamiętam tamte czasy?

Jedna rzecz denerwowała mnie w tej książce, i to bardzo. Nie wiem czy to wina autorki czy redakcji, ale nie są w niej tłumaczone dialogi, prowadzone po francusku (a czasem i po niemiecku). Tymczasem przytaczane przez autorkę rozmowy (przede wszystkim z matką) są pełne zdań w tych językach. Irytująca maniera i lekceważenie mniej wyedukowanego czytelnika.

Trylogia Ewy Kuryluk nie przeszła nie zauważona: Goldi był nie tylko w 2005 roku nominowany do Nike, ale znalazł się też w finałowej siódemce, Frascatii znalazło się jedynie na liście książek nominowanych do nagrody Nike, to samo w przypadku Feluni (książka byłą nominowana do tej nagrody w 2020 roku).

Na wstecznym

Wysypało w tym tygodniu mądralińskich. Chyba najbliżej prawdy są ci, którzy przypominają starą zasadę, że jak z szulerem siada się do stołu, trudno mieć potem pretensję, że ograł. Tłumnie ruszyła wieś 60+. Ale po przeczytaniu takiej ulotki i gdy tuż przez drugą turą JK powiedział, że prezydentura RT oznacza przymusową eutanazję, a RCB przypomniał w sms-ie, że w lokalu wyborczym starsze osoby zostaną obsłużone bez kolejki, trudno się dziwić, że poszli.

Z tym, że myślę, że to co zadecydowało, jest zapisane w pierwszych wersach Wesela. PIS, przy pomocy profesjonalnych socjotechników, przekonał ludzi, że dopóki oni będą rządzić, nawet jeżeli na całym świecie wojna, polska wieś będzie spokojna. Świat szaleje, nie daje sobie rady, uchodźcy, kryzys klimatyczny, a u nas nawet pandemia nie wygląda strasznie. W obliczu tego z czym boryka się świat, te kilka/kilkadziesiąt/kilkaset przytulonych milionów to pestka. Inna sprawa, że patrząc na to jak oni (a zwłaszcza one) wyglądają, trudno się łyka doniesienia o aferach. Dlaczego one nic nie zrobią ze swoim wyglądem?

Tymczasem gdzie się nie ruszy, widać gospodarcze tango down. Tak np. wygląda I piętro pawilonu na Bartyckiej

Ale by to zobaczyć trzeba opuścić grajdołek, bo na co dzień jeszcze tego nie widać. Ludziom wokół żyje się nadal dobrze, w tym tygodniu byłam w kilku domach i na własne oczy mogłam się przekonać jak dobrze. Po powrocie do domu, wnuk podsumował, że mogłabym przynajmniej zrobić w Brwi jacuzzi.

Ale nie ukrywam, to co się stało zeszłej niedzieli zabolało. Tym bardziej, że wszystko wokół coraz mniej przypomina moją bajkę. Nie widzę większego sensu w bojkotowaniu produktów z podkarpacia, ale do Media-Markt już nie pójdę.

Inna sprawa, że kupując na Allegro nie wiem nic o sprzedającym. Jak żyć (i kupować).

Na razie obrażona na rzeczywistość moszczę kanapę wewnętrznej emigracji. Pomaga mi w tym powrót życia towarzyskiego. Tętni. W tym tygodniu, poza dwoma bankietami, znów zagrałam w brydża.

Nawet tym razem miałam kartę. Na jesieni zamierzam się zgłosić do milanowskiego klubu brydżowego. Chętnie poszłabym też na jakiś kurs.

W ramach dbania o zdrowie (chciałabym dożyć ich upadku) uciekłam na trzy tygodnie od codziennego patataj do sanatorium.

Warunki są genialne. Moja fobia telewizyjna górą! Mamy trzyosobowy pokój, ale nie ma z nami trzeciej osoby, bo nikt nie chciał mieszkać z kimś, kto nie zgadza się na włączony telewizor.

Ale zawsze coś jest nie tak, tym razem moja komórka stanęła dęba: nie dość, ze szwankuje gniazdko i nie chce się ładować, to coś jest nie tak z baterią, która za szybko się rozładowuje. Na szczęście wzięłam ze sobą laptop. Mogę więc słuchać radia Nowy Świat, zainstalowałam sobie w nim apkę do audiobooków i da się żyć. Ale żeby nie było za dobrze: codziennie zaczynam o 7 rano, dom zdrojowy jest oddalony o 500 metrów, a mam tam być przynajmniej 5 minut przed. Więc wyspać, to ja się tu nie wyśpię.

Z innych wojenek:

Na fejsowej grupie co ktoś posiedzi na tarasie, czy balkonie pisze apel do burmistrza by zrobił w naszej mieścinie oprysk na komary. Jak tylko przeczytam taki apel, protestuję. Ale chyba świat się zmienia. O dziwo, dostałam spore wsparcie, kiedyś tak nie było. Najwidoczniej do ludzi zaczyna powoli docierać co robimy pszczołom i ptakom.

A i bez pryskania ptaków na mojej działce coraz mniej. Dzielnie stara się o to kotka sąsiada. Zaproponowałam dzwonek, ale poszli do weta i dowiedzieli się, że to kiepskie rozwiązanie. Taki brzęczyk tylko by ją znerwicował, jest też ryzyko że mogłaby się powiesić na takiej obróżce. Rozwiązaniem są podobno odstraszacze. Będę szukać.

Mila wydobrzała. Zagoiło się na niej wszystko jak na psie.

No może nie zupełnie, lekko kuleje (miała rentgen, nic groźnego) i od tygodnia nie podjęła żadnej próby sforsowania kompostownika.

Znacie to? Znamy!

No to posłuchajcie. Bo w niedzielę raczej z obowiązku, niż z wiary, że to coś da, w drugiej turze też obserwowałam wybory.

Przy okazji pochodziłam po Żabiej Woli, Rozalinie, Młochowie. W tym ostatnim jest dobrze utrzymany park, ze zrujnowanym pałacem. Po obu stronach pałacu są przystające do niego budynki. Jeden jest odnowiony, dobrze utrzymany. Podeszłam bliżej, na domofonie: ks.proboszcz; ks.Stanisław …

Przez ostatnie 36 lat …

***** ***

Czuję, że wróciły lata mojej młodości. Młodsi mają swój język komunikatów (powyżej), my mieliśmy bardziej wysublimowany, ale nie można za dużo wymagać w czasach Internetu. Tak jak wtedy, żyję w demokracji z przymiotnikiem, w wyborach Polacy wybierają Polaka, a pozostali:

Te wybory też takie jak drzewiej bywało, niby są, a wszyscy wiemy kto wygra. Dziwię się, że jeszcze tego nie ogłosili w telewizji. Podobno przeprowadzającą wywiad z AD zapytała co jeszcze możemy zrobić by pan wygrał?

Jest za radio, które można słuchać od rana do wieczora (ściśle do 22.00). Wystartowali.

Mam nadzieję, że przetrwają: targetem jest pokolenie boomersów, a jeszcze trochę nas jest. Po prawie pięciu latach znów w niedzielę mogę słuchać Sjesty. Po pierwszym dniu radia myślę, że zrezygnuję z abonamentu Spotify i zostanę ich sponsorem. Tok FM jest dla mnie strawne tylko w podcastach, czyli bez dzienników i reklam i do jazdy autkiem nie za bardzo się nadaje. Do autka miałam Spotify, które teraz z radiem Nowym Świat przegrywa.

Pojawiła się też fajna możliwość udostępniona przez kina studyjne, mojeekino:

Popycham swój wózeczek do przodu: wiem już co za tydzień zabieram ze sobą do sanatorium. Oczywiście Twistle-Covid (z tym, że bez dekoltu, umówiłam się z Ładą, że mi w tym pomoże).

Kupiłam na skarpetki Nord Dropsa, cienki. Mam jeszcze trochę innych wełen tej samej grubości i coś tam będę z tego patchworkowego rzeźbić.

Dokupiłam jedną zieloną Karismę i z tego co mam chcę zrobić pasująca do szala czapkę

W ogrodzie dalej walczę ze ślimakami. Kupiłam kolejny środek Pełzakolep. Nie szkodzi jeżom, więc całkiem prawdopodobne że i ślimakom krzywdy nie zrobi. Podobno rozwiązaniem jest posiadanie stawu i kaczek. Rzeczywiście w parku miejskim ślimaków nie widać.

Jeżeli to jedyne wyjście, to biedna ja i biedne roślinki w moim ogrodzie,

O psie tym razem nie mam nic wesołego do powiedzenia. Była na spacerze z wnukiem i zaprzyjaźnionym z nim rodzeństwem, gdy z otwartej bramy wypadł na nich pies i rzucił się na Milę. Dobrze nie jest.

Mamy tylko nadzieję, ze wydobrzeje. Najbliższe dni są decydujące.