Twistle Covid

Motyw pochodzi z dostępnego na Raverly wzoru Thistle. Jak zwykle przerysowałam go do Excela, a następnie za pomocą Copy i Paste odpowiednio poukładałam.

Kamizelkę robiłam od dołu na okragło. Szwu na ramionach nie dało się uniknąć – zszyłam niewidocznym kitchenerem.

Problem z wykończeniem pojawił się przy obtoczkach. Po bokach zrobiłam klasycznie – nabrałam oczka na okrągły drut, przerobiłam dżersejem, podwinęłam i podszyłam (w miejscu zawiniecia zrobiłam jeden rząd ściegiem francuskim). Szału nie ma, ale ostatecznie było to jeszcze do zaakceptowania.

Ta sama metoda przy dekolcie okazała się totalną porażką.

I wtedy Łada pokazała mi myk – pierwszy rząd po nabraniu oczek przerabia się ściegiem francuskim! Nie mam jeszcze w tym wprawy, ale już za pierwszym razem wyszło tak, że dalej nie kombinowałam.

Nie wyprałam jeszcze tej kamizelki ani jej nie zblokowałam. Oszczędzam. Wełna (Malabrigo Yarn Sock + Rial SNC Baby Supremo) tak się mechaci, że długo się nią nie nacieszę

Jak oni to robią

Trochę przez przypadek na jednej z emeryckich grup trafiłam na dyskusję, która wprawiła mnie w osłupienie. Zaczęło się od tego, że ktoś tam napisał, że ma 2 tys. zł emerytury i nie wie jak ma za to samotnie przeżyć. I się zaczęło. W każdym razie, ze zdumieniem odkryłam, że wg. większości biorących w dyskusji osób jest to przyzwoita emerytura, bo nawet już jak się ma 1,5 tys. zł, można czasami przyoszczędzić.

Nie wiem jak oni to robią. Wprawdzie byłam ostatnio na prawdziwej wsi i rzeczywiście żyje się tam dużo taniej, ale też bez przesady, opłaty są mniej wiecej wszędzie takie same. Z postów też wynikało, że ludzie idą na emeryturę natychmiast po nabyciu uprawnień, zdając sobie doskonale sprawę ile jej otrzymają. I te 2 tys., nawet jak są sami, ich nie przeraża.

To co mnie w tej dyskusji poraziło, to przekonanie, że emerytura to czas odpoczynku, a odpoczynek polega na wycofaniu się z życia społecznego. Przyjmowanie za oczywistą oczywistość, że emerytuta to czas zawężenia potrzeb do jedzenia i źle jest dopiero wtedy, gdy nie starcza na lekarstwa.

O podróżach, kupowaniu ksiażek, kinie, czy teatrze nikt nie zająknął. A zwłaszcza teatr do tanich się nie zalicza. Co z tego że należę do pokolenia wdrożonego do chodzenia do teatru, kiedy w zasadzie za każdym razem wychodzę zawiedziona. Wyrosłam z egzystencjalnych pytań, i nawet jeżeli pojawia się potrzeba zadumy, bardziej się wg. mnie nadaje do tego książka.

Ale też gdy okazało się, że można dostać bilety na Matkę Joannę od Aniołów w Teatrze Nowym, nie umiałam sobie odmówić.

Bardzo dobrze zagrana wydmuszka opowiadania Iwaszkiewicza. Zamiast wieloznaczności i tajemnicy, kościół w roli oskarżonego o opętanie seksem. Jak dla mnie wyważanie otwartych drzwi. Sporo odwołań do współczesności: Stuhr ucharakteryzowany na Jude Law z serialu Młody papież, śpiewaną przez ksiądza oazową balladą jest polska wersja Blowing in the wind, scenografia zbudowana w oparciu o czerwień Gileadu i schody jak z rewii. Wrażenie robią dwie sceny. W pierwszej, grający ks. Suryna Bartosz Bieleń zaprasza widownię do odmówienia Ojcze nasz. Dopiero za trzecim razem pojedyncze osoby z widowni odpowiadziały na jego apel. Miałam wrażenie że zrobiły to, by uwolnić pozostałych od krępującej sytuacji.

Druga scena jest jeszcze wymowniejsza. Już po opuszczeniu kurtyny, po oklaskach, pojawia się na scenie Ewa Dałkowska i zaczyna wygłaszać monolog w obronie kościoła. Tyle, że nikt na widowni nie zwraca na nią uwagi, nikt nie jest zainteresowany tym co ma do powiedzenia. Wszyscy pospiesznie kierują się do wyjścia.

Duży plus za scenografię – rewelacja!

Z czym chyba sobie dałam radę.

Wymyśliłam jak ominę szwy w Big Flower (z wzorami Kaffe Fasseta jest tak, że imponuje kolorystyka, nie dbałość o wykończenia). Znam siebie, zszycie po bokach wzoru wyszłoby mi koszmarnie. Wymysliłam sposób, który pozwoli to ominąć (miejsca zszycia na czerwono).

Potem wzięłam wzór kwiatuszka i przerysowałam go do Excela

Zrobiłam z niego obrazek, zeskalowałam go w darmowym programie do robienia wzorów haftu krzyżykowego (szału nie było) i ponownie przerysowałam do Excela. Teraz mój kwiatuszek ma na szerokość tyle, ile wydaje mi się, że mieć powinien, czyli 54 oczka.

Może nie jest taki ładny, no ale nie jestem Kaffe Fassetem.

Z czym dałam sobie radę połowicznie.

Plany miałam, że ho! ho! Jak to ja nie będę układać malarskich puzzli i na ścianie ich wieszać. Nic z tego. Nie znalazłam w sieci dobrego pomysłu na robienie z puzzli obrazów. Nie wiem jak je skleić. Przyczepiłam je do dwustronnej taśmy, ale nie jest to dobry sposób: milimetrowe przesunięcie i wszystko się wali.

Z czym nie umiałam sobie poradzić

Posypał mi się sprzęt komputerowy.

Laptop utknął w serwisie Lenovo, Mówili, że naprawią go w tydzień, trzymają już czwarty.

W spadku po dzieciach dostałam cud monitor. Wymyśliłam, że do tego cud monitora podłaczę mój stacjonarny kompik i poniosłam pierwszą porażkę – współczesne monitory mają niekompatybilne z poprzednim standardowym gniazdem VGA, wyjście Display port. Można to obejść wykorzystując wbudowane w te monitory gniazdo HDMI. Zamówilam więc na Allegro konwerter, tyle że zły: potrzebowałam VGA to HDMI, kupiłam HDMI to VGA. Już byłam gotowa wydać pieniądze na kolejny konwerter, gdy dowiedziałam się, że ten monitor ma te cudowne właściwości tylko wóczas gdy jest podłączony z kompem przez Display port. Jak użyję gniazda HDMI będę miała taki sam obraz jak na starym monitorze.

Doszłam do ściany. Rozwiązaniem byłoby oddanie kompów do serwisu, ale tego wolałabym uniknąć, bo przedtem musiałabym sformatować dysk i straciłabym kilka, dziś już nieosiągalnych programów. np. Picasę Googla.

Został mi już tylko synek. A on grzmi, że to że umie programować nie oznacza, że zna się na składaniu kompów. Niby racja. To że robię na drutach, nie oznacza że umiem haftować.

Pustka w domu moim

Pojechali. Przez te pół roku zdążyłam się przywyczaić do gwaru i rejwachu i teraz mam wrażenie, że z mojego domu uszło życie. Jedynym minusem mieszkania razem była pełna lodówka. W połączeniu z moim brakiem silnej zaowocowało to 6 kg do przodu. Mam co tracić.

Poza tym same plusy. Najważniejszy plus to zbudowanie relacji z wnukiem (przynajmniej mam taką nadzieję). Teraz chciałabym utrzymać ogród w stanie, w którym zostawiła go moja córka. Tyle, że ona robiła to z przyjemności, ja z poczucia przywoitości.

Jeszcze na początku tego tygodnia byłam rodzinnie na wsi (jabłka oddałam Ładzie).

Mirabelek nie udało mi się wcisnąć i musiałam sama z nimi powalczyć.

Do Łady poszłam po radę co zrobić z koszmarnym, psującym cały efekt dekolcikiem. Poznałam cudowny myk na nabierane (napiszę o tym w drucianym wpisie). W każdym razie dzięki tym radom w końcu skończyłam Covid Twistle.

Narobiłam się jak głupia, a wełna taka, że mechaci się od samego patrzenia. Przy okazji, mogłam popodziwiać kolejną robótkę Łady.

A teraz Big Flower Kaffe Fasset. Wzór jest dostęny tutaj za darmo. Wydrukuję,

popiorę i pozwijam wełny

i pojadę …

Wszystko dzięki Ładzie, która z bałtyckich podróży przywiozła mi w prezencie te piękne różowe coś.

Rząd ma zamiar zapłacić 600 tys. badaczom, którzy wyjaśnią dlaczego Polki nie chcą rodzić dzieci. Patrząc z mojego podwórka, dziwię sie, że jeszcze ktoś się na to porywa – posiadanie dzieci to dzisiaj jakiś horror. W Polsce, jak jest gdzie indziej nie wiem. Jedna świeżo upieczona matka, poddana terrorowi laktacyjnemu, wylądowała z ropniem piersi w szpitalu. Przedtem kolejne doradczynie laktacyjne instruowały ją jak ma karmić. Po operacji wróciła na szlak, teraz ją uczą jak karmić mimo krwi i ropy … Inna młoda matka zdecydowała o powrocie do pracy i oddała roczne dziecko do żłobka. Z daleka obserwuję jak dzielnie usiłuje bronić swojej decyzji. Twarda jest. Ale nie sądzę by nie bolała ją krytyka, jaka z każdej strony do niej dociera. I to kobiety, kobietom. Za moich czasów nie czułysmy się aż tak przygniecione społecznymi oczekiwaniami.

Przeczytane 2020.9

dobra ksiażka

Sprawa Mersaulta – Kamel Daoud

Moim zdaniem Sprawy Mersaulta, bez uprzedniego przypomnienia sobie Obcego Camus, nie warto brać do ręki. Jest to ta sama historia, tyle że opowiedziana od drugiej strony. Pierwsze zdanie Obcego to: Dzisiaj zmarła matka. Albo wczoraj, nie wiem. Z kolei książka Daouda zaczyna się od zdania: Mama żyje do dziś.

W Obcym Camus o ofierze nie wiemy w zasadzie nic, poza tym, że był to  Arab. Nawet nie wiadomo, czy to co mu zarzucano nie było jedynie chorym majakiem znajomego głównego bohatera. Tu poznajemy jego brata, który w chwili zabójstwa miał 7 lat i teraz opowiada jak dalej potoczyło się jego życie i życie jego matki, ktore upłynęły w cieniu niezgody na tą bezimienną i zapomnianą śmierć.

Dobrze się to czyta. Pokazuje też jak zmienił się nasz świat. Prawdopodobnie dziś Camus nie napisałby książki, w której Arab nie ma nawet imienia.

Fajny cytat:

Religia jest dla mnie jak transport publiczny – nie korzystam z niej. Wolę do Boga iść sam, pieszo, jeśli trzeba, ale nie w ramach zorganizowanej wycieczki.

A i do Obcego warto wrócić. Po tylu latach ksiażka się dalej broni.

Pierwszy śnieg Jo Nesbo

Jeżeli:

  • ten siódmy tom przygód dedektywa Harrego Hole jest najlepszy, to spokojnie można sobie darować sześć poprzednich.
  • Pierwszy śnieg został w 2017 roku uznany w Norwegii za najlepszą ksiażkę, to literatura skandynawska ma świetny PR, nie książki.

Z gatunku: „zabili go i uciekł”.  Pełno tu nagłych zwrotów akcji, spotkań, rozmów, pościgów. A i tak, przy założeniu, że morderca pojawił się na planie,  w połowie ksiażki, wiadomo kto nim jest. Sam autor demaskuje go mniej więcej w 4/5 książki. Klasyczne kryminały kończa się w tym miejscu, a w tym śledzimy kolejną brawurową akcję Harrego Hole.

Do bólu wydumane.