Patrząc na to, co w tym roku mój styczniowy wybór lektur to jest to niezły miszmasz.
dobra książka
Wieczne strapienie Jacek Leociak

Kolejna, po Młynach Bożych, bolesna porcja żali pod adresem kościoła katolickiego. Z tym, że mam podobne, jak do poprzedniej książki, zastrzeżenia: w roli krytyka bieżącej polityki KK Jacek Leociak się nie sprawdza. Dlatego, choć książka ma sześć rozdziałów, warto ją przeczytać dla trzech: Kościół, Repetytorium z faszyzmu, Wczoraj, czyli dzisiaj. W tych trzech Leociak snuje swój wywód w oparciu o niesamowitą erudycje i znajomość tematu. Jego siłą jest znajomość historii. Biada nam, bo facet wie o czym pisze.
Ostatni rozdział zatytułowany Pocieszenie jest wart funta kłaków. Tu znów Leociak odchodzi od analogii historycznych i przeobraża się w komentatora bieżących wydarzeń. Tyle, ze oceniając to co się dzieje tu i teraz nie potrafi sobie dać sobie radę z emocjami. Znacznie bardziej głęboka i celna jest krytyka KK przez byłych jezuitów: Tadeusza Bartosia i Stanisława Obirka (podobnie ja w przypadku PIS-u Marka Migalskiego i Ludwika Dorna). Tak już jest, że w takich sytuacjach rewizjoniści górą.
A moja propozycja, jak po ukaraniu kobiet, zrobić coś i z facetami:
Na początku XI wieku nasza Ojczyzna była świeżo po chrzcie. Żył sobie wtedy biskup-kronikarz Thietmar z Merseburga. Był jednym z pięciu synów grafa z Walbecku Zygfryda. Tatuś przeznaczył go do stanu kapłańskiego, bo synek był niski, miał zniekształconą szczękę i nos. Thietmar w 1009 roku wdrapał się na stolec biskupi w Merserburgu, a trzy lata później zaczął pisać kronikę, dzięki której wiemy cokolwiek o panowaniu Bolesława Chrobrego. Historycy podkreślają wiarygodność Thietmara, który Chrobrego nie cierpiał, ale podziwiał jego metody ewangelizacyjne. Do łagodniejszych należało karanie rozpustników i cudzołożników. Otóż winowajcę przybijało się do mostu gwoździem „poprzez mosznę z jądrami”. Grzesznikowi dawano nóż oraz zostawiano wybór: albo śmierć, albo samokastracja. Takie są polskie, narodowe, katolickie tradycje walki z seksualizacją.
dobra książka

Książka może nie tyle dobra, ile ciekawa.
Nie wiedziałam kim był Kevin Mitnick, dzięki okładce dowiedziałam się, że był najsłynniejszym hackerem na świecie. I to mnie zaciekawiło.
W pojedynku hacker: państwo, jestem po stronie hackera. Wiem, hackerzy bywają niebezpieczni. Ale państwo, ma morze pieniędzy by zatrudnić lepszych od nich i skoro zostało pokonane, to tylko źle o nim świadczy. Oczywiście mam na myśli samotnych hackerów, a nie dzisiejsze wojny służb. I takim właśnie samotnym hackerem, grającym latami na nosie FBI był Kevin Mitnick. W końcu jego dopadli i przeszedł na duga stronę, ale wiele wskazuje na to, że taki jest los starzejącego się hackera.
W tej autobiografii, jak dla mnie, za dużo jest szczegółów technicznych, ale pamiętam tamte czasy, dlatego miło mi się to czytało. Świat był kiedyś dużo bardziej normalny i tęskno mi do niego.
Koala Lukas Bärfuss

Książka w niewidzialny sposób podzielona jest na dwie części. W pierwszej poznajemy szwajcarskiego pisarza (jest narratorem tej krótkiej powieści), który przyjeżdża do miasteczka w którym żył i popełnił samobójstwo jego przyrodni brat. Idzie śladami jego życia i usiłuje zrozumieć decyzję brata. Idzie mu to topornie, bo mało wiedział o jego życiu.
W drugiej części czytamy esej o życiu Koali, jak przybycie ludzi na zamieszkałe przez niego terytorium (a jakiś czas po nich i kolonizatorów) zaburzyło jego ekosystem.
Dość długo nie byłam w stanie zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. To, że brat narratora, miał w szkole przezwisko Koala, nie usprawiedliwiało tych wywodów. Z posłowia dowiedziałam się, że autor w swoich książkach stara się w ten sposób pobudzić nas do działania. Tyle, że łączenia literatury pięknej z publicystyką, rzadko kiedy wychodzi tej pierwszej na zdrowie.
Tak jest wg mnie i w tym przypadku. A szkoda. Bo ta pierwsza część książki mocno wciąga.
Synapsy Marii H Hanna Krall

Kwintesencja sztuki reportażu Hanny Krall. jest tu wszystko: ucięte w pół słowa zdania, niedomówienia, wyliczanki, bardzo zagmatwane i na pierwszy rzut oka nie związane ze sobą poszczególne części reportaż itd.
Tyle, że jak dla mnie za wiele w tym popisu i wirtuozerii. Takiej trochę sztuki dla sztuki. Ile razy można wiecznie czytać to samo, tak samo podane?
Tajemnica domu Helclów Maryla Szymiczkowa

Maryla Szymiczkowa to Jacek Dehnel i Piotr Traczyński. A Tajemnica domu Helclów to pierwszy z czterech już napisanych i wydanych kryminałów, w którym główną bohaterką jest krakowska mieszczka, profesorowa Zofia Szczupaczyńska.
Kraków przełomu XIX i XX wieku. Pulardy na obiad, pluszowe kanapy, kapelusze, mieszczki marzące o poufałości z arystokratkami i tym podobne klimaty. Oczywiście jest i tajemnicze morderstwo, nawet nie jedno.
Jak dla mnie ma to coś z klimatu Agaty Christie, tyle że ja wolę oryginał. Mam zamiar przeczytać jeszcze drugi tom cyklu i potem zadecydować co dalej.














