To będzie trudny tydzień (chyba ostatnio innych w moim życiu nie ma). Z wielu powodów, ale też i dlatego, że w tym tygodniu do Londynu wraca córka z wnukiem: 8 marca dzieci wracają tam do szkoły. A wnuka mam genialnego. Po prawej zajęcia z cooking class, po lewej dziennik jego tygodniowej aktywności na Ipadzie (z tym, że jego Ipad nie rejestruje czasu, jaki poświęca na grę w Roblox na laptopie).

Jedna rzecz mnie dziwi: dzieciaki od roku siedzą uwięzione po domach, gapią się w monitory, a nie ma żadnej sagi adresowanej do tego pokolenia. Czegoś w stylu Gwiezdnych wojen, czy Harry Pottera. Gdy wnuk zgłosił chęć obejrzenia Gwiezdnych wojen, w domu odbyła się burzliwa dyskusja, czy kanoniczną wersją jest oglądanie tej serii, zgodnie z chronologią wydarzeń, czy zgodnie z tym jak były kręcone poszczególne jej części. Do niczego nie doszliśmy. A Tomek ogląda zgodnie z tym, jak mu się wyświetli w wypożyczalni Amazona – według mojego syna, pozwalając na ten chaos, zniszczyliśmy mu dzieciństwo.
Podobno w przyszłym tygodniu mają zacząć zapisywać „moją grupę” (czyli przewlekle chorych) na szczepienia. Obkleili całe miasto plakatami, tak jakby problem polegał na zgłoszeniu.

Tymczasem to nie chętnych brakuje, a szczepionek. Chociaż z drugiej strony, w warszawskim liceum, w którym pracuje jedna z moich ciotek, zauważalna grupa nauczycieli odmówiła wszczepienia sobie chipa Billa Gatesa. Może po zakończeniu akcji szczepienia nauczycieli, sporo im tych szczepionek zostanie?
Na Twitterze spory rezonans wywołał reportaż Superwizjera TVN o Instytucie Immunomideca dr. Szalusia, w którym „leczone” są beznadziejne przypadki onkologiczne. Facet musi być popularny, skoro przeze ostatnie trzy miesiące dwie osoby zapytały mnie, czy nie zastanawiałam się, by do niego jednak nie pójść.
Z drugiej strony czym to się naprawdę różni, wielkością wyciągniętej z kieszeni kwoty? Niekoniecznie.

Nie zmienia to faktu, że dziwię się że dr. Szaluś od tylu lat bezkarnie żeruje na ludzkim nieszczęściu.
Mila ma zrobiony tzw. profil geriatryczny i pani weterynarz zasugerowała, że cierpi na chorobę Cushinga. Jednym z jej objawów jest wilczy apetyt.

Jeżeli to się potwierdzi, to moim zdaniem wszystkie jamniki cierpią na tą chorobę.
W tym tygodniu obejrzałam trzy seriale, w tym jeden dobry.
It’s a sin

O tym serialu dowiedziałam się z kanału Tomasza Raczka na Youtubie. Londyn, początek lat 80-tych. Grupa młodych, nieheteronormatywnych dzieciaków zaczyna start w dorosłe życie. Odrzuceni przez rodziny, stają się dla siebie grupą wsparcia. Początkowo nikt nie wierzy w AIDS, a jak już, to że jest to lokalny problem gejów w Ameryce. Wprawdzie Anioły w Ameryce to nie są, jedynie całkiem przyzwoicie zrobiony obyczajowy snuj. Ale jak dla mnie wystarczy.
W dodatku It’s a sin to pięć, 45-minutowych odcinków, bez szans na kolejne sezony.
Zabójcza biel, Artyści

Zabójcza Biel to ekranizacja kolejnego kryminału o Cormoranie Strike. Książka nie jest dobra, nakręcony na jej podstawie film, również. Na miejscu Joanne K. Rowling odspawałabym się od tej serii. Co tom to gorzej. Ekranizacja nic tu nie pomoże.
Z kolei Artyści to polski serial, który obejrzałam do końca. A rzadko mi się to zdarza. Teatr od środka. w warszawskim teatrze dyrektor popełnił samobójstwo, na jego miejsca przyjeżdża nowy, spoza układu, z Krakowa. Łatwo mu z zespołem nie jest. A i bez tego wewnątrz zespołu, konflikt, goni konflikt.
Jak dla mnie Strzępce i Demirskiemu starczyło pary na trzy pierwsze odcinki. Potem to wszystko się rozłazi. No i jak zawsze w polskim filmie, kładą wszystko sztywne dialogi.
Za drzwiami czuć już kończącą się zimę. Tyle, że to że za chwilę zacznie pachnieć wiosną, w tym roku mnie nie cieszy.

Moim zdaniem mój nastrój współgra z tym co można usłyszeć w programach informacyjnych.
Na Twitterze jest taki pan, Rafał Mundry, który na podstawie publikowanych danych, publikuje co jakiś czas tabelki. Moim zdaniem zapowiedź powołania jednego Instytutu na rzecz Rodziny i Demografii to za mało. Porównując III kwartał z IV kwartałem 2020 roku, tu i trzy narodowe instytuty mogą nie wystarczyć.

W dodatku zgadzam się z tymi, co sugerują, ze pod pretekstem pandemii wycofają się ze spisu powszechnego – do czasu przeprowadzenia tego spisu możemy mówić, że jest nas 38 milionów. Tymczasem jest nas prawdopodobnie 2-3 mln. mniej.


















