Do zeszłego roku zawsze w wakacje marudziłam: siedziałam w pracy, ciotki były w rozjazdach, w kinach nie było filmów wartych obejrzenia, na mieście ciekawych spotkań. W zeszłym roku nie marudziłam bo żyjąc z córką i jej rodziną nie miałam na to za bardzo czasu, a też i w w obliczu choroby Michała nie za bardzo wypadało.
W tym roku, chociaż mam świadomość że raczej na pewno są to moje ostatnie wakacje, marudzę tak jak to drzewiej bywało. Wprawdzie nie siedzę w pracy, tylko w domu, ale tak samo mam poczucie, że życie jest gdzie indziej. Ciotki nawet jak nie wyjechane, to ostro zakręcone w swoje sprawy, w kinach nie za bardzo jest co oglądać (Berlin Aleksanderplatz niby ciekawy, ale boję się 3 bitych godzin w kinie), a spotkania przeniosły się do sieci. W tych ostatnich i rzadko tak uczestniczę, chociaż oprowadzanie przez Sasnala po własnej wystawie w Polin polecam.
I tak patrząc z boku sporą część czasu marnuję na śledzenie wydarzeń na Twitterze, czekając na znak, który pozwoli mi mieć nadzieję, że wykopyrtną się jeszcze za mojego życia.
Jakoś nie umiem wykorzystać tego, że jak dotąd nie weszłam w rolę pacjenta onkologicznego (chociaż mam pełną świadomość, że zadecydował o tym głównie dotychczasowy przebieg mojej choroby). Nawet strony medyczne podtrzymują obraz chorego onkologicznego, jako kogoś kto już tylko leży i czeka na śmierć. Np. na tej stronie, informację o możliwości otrzymywania chemioterapii w domu, która jest zachwalana jako ta, która pozwala choremu prowadzić aktywny tryb życia, ilustruje takie zdjęcie.

Tymczasem to tak nie wygląda. W tym tygodniu z widoczną na zdjęciu chemią cały dzień przegrałam w brydża (na zdjęciu po prawej dokumentuję, że mam coraz więcej włosów na głowie).

Wyglądam tak jak na tych zdjęciach, w sumie nie najgorzej. Nie wiem dlaczego w zakładzie fotograficznym zrobili mi takie zdjęcie paszportowe.

Przez tą chemię śpię jeszcze więcej niż kiedyś, ale dalej mam jeszcze sporo godzin do zagospodarowania. Tym bardziej, że wymyśliłam sobie, a rodzina się na to zgodziła, że nie będę marnować czasu na roboty okołodomowe. Ciekawe na ile uda mi się od września, czyli po wyjeździe córki, ten plan zrealizować (z ogrodem się udało).
Powinnam na tę nudę w poczekalni w jakiej wylądowałam coś wymyśleć, chociażby dlatego, że mój kolega chce ze mną przeprowadzić wywiad do telewizji internetowej. Na razie nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Aż sama się sobie dziwię, że ta sytuacja, z zewnątrz widziana jako nadzwyczajna, jest przeze mnie postrzegana od środka jako szara zwykła codzienność.
Powinnam się uczyć od moich dzieci. Synek jak nikt umie w podróże.

Córka albo gra w tenisa, albo jeździ na wycieczki. Dzisiaj odkryli Puszczę Białą.

A ja oglądam filmy. Ocierające się o dokument.

Tsunami. Po katastrofie. Dwuczęściowy paradokument o pamiętnym Tsunami. Pierwsze kilka dni po katastrofie widziane oczami poszkodowanych oraz pracowników misji humanitarnych. Wciągający.
Nail bomber: Polowanie. Film dokumentalny o zamachach jakie miały miejsce w Londynie w 1999 roku. Celem były mniejszości etniczne i bawiący się w Soho homoseksualiści. Zamachowiec wpadł po trzecim zamachu. Nie byłoby to pewnie możliwe, gdyby nie ulokowana jakiś czas wcześniej w prawicowym światku wtyczka. Historia ciekawa, ale tak sobie opowiedziana.
Monachium. Bardzo słaby film Spielberga o zemście Mossadu na osobach, które uważał za odpowiedzialne za zamach w wiosce olimpijskiej.
I nie mające z dokumentem nic wspólnego.
Hit&Run bardzo polecają, ale nie wiem czy nie jest dla mnie za mocny. Facetowi który ma swoją przeszłość, zabijają żonę. W pierwszej chwili myśli, że dogoniła go własna przeszłość, niedługo potem odkrywa, że i o swojej żonie wielu rzeczy nie wie. Klasyczny thriller. Może obejrzę do końca, ale przeraża mnie trochę liczba odcinków (9).
Natomiast w przypadku Białego lotosu nie zauważyłam że wszystkie odcinki będą dostępne dopiero 16 sierpnia. I teraz muszę czekać jak zakończą się przygody turystów w luksusowym kurorcie, którego kierownik przypomina postać z Monty Pythona.

ps. co zrobiłam z Malabrigo Rios pokażę w następnym odcinku.























