Rodzinny gen

Moja córka, zgodnie z tym co było w planach, poleciała. Ale że ma „moje” geny, nawet tak krótka podróż musiała się czymś się odznaczyć.

Tym razem zapomniała walizki ze swoimi ciuchami.

Zapominałam o różnych rzeczach, dwa razy przepadły mi przez to bilety, raz pomyliłam datę wylotu, innym razem ustawiłam się nie przy tym gate’cie. Ale żeby zapomnieć coś tak dużego jak walizka? Myślę że należy się jej medal.

W pierwszej chwili pomyślałam, że to przez wyjazd Anki zmarnowałam „dobry” tydzień (dobry, bo bez chemii). Do środy przeżywałam to, że wyjeżdża. Od środy to, że wyjechała i przed grudniem się do Polski nie wybiera.

Ale to chyba nie tak. Dom się wprawdzie wyludnił (synek nie wnosi tyle życia do domu, co córka i wnuk), ale ja tej ciszy wcale źle nie odbieram. Nawet mnie to trochę zaniepokoiło, ale ciotki mówią że to normalne o tej porze roku. Może i tak. Kiedyś tak nie miałam. Sama już nie wiem o co obwiniać starość, a o co chorobę.

Nie skończyłam opakowania na laptop. Zrezygnowałam z szycia pokrowca, postanowiłam kupić i obszyć go tym, co zrobiłam. Kupując kierowałam się kolorem suwaka. Mam nadzieję, że tak jak na zdjęciu będzie w bordowym kolorze.

W przerwie wzięłam się za Misiokocyk.

Przez te robótki na drutach nie wykorzystałam pakietu, jaki wykupiłam na Nowych Horyzontach. Wszystkie filmy miały napisy. Zamiast pięciu filmów, obejrzałam jeden: Berlin Aleksanderplatz.

Na podstawie powieści Alfreda Döblina. Współczesny moralitet. Na czasie, bo o uchodźcy z Afryki, który bez papierów, na czarno usiłuje zorganizować sobie życie w Berlinie.

Trzy godziny bez dłużyzn. Dobrze się to ogląda. Żałuję, że nie zobaczyłam tego w kinie.

Dalej pewnie będę oglądać, zamiast czytać. Bo wełen przybywa. Łada przywiozła mi w prezencie czerwoną wełnę na błyskawice.

Po lewej stronie szlachetny profil Melisy.

dobry serial

Retribution

Czteroodcinkowy serial kryminalny BBC. Bez dłużyzn – nie trzeba przewijać!

Rolnicza, mało zaludniona Szkocja. Dwie mieszkające nieopodal siebie rodziny świętują ślub swoich dzieci. Tydzień później młoda para zostaje zamordowana. Zanim dowiemy się kto i dlaczego zabił, patrzymy jak śledztwo ujawnia plątaninę tajemnic – w zasadzie każdy członek tej rodziny, coś przed pozostałymi ukrywał.

Może nie jest to rewelacyjny serial, intryga trochę za bardzo „wydumana”. ale przynajmniej, jak dla mnie, dający się obejrzeć do końca. A to już i tak dużo.

Kolejny dokument, tyle że genialny temat, ale beznadziejny film

Pollywood

Autor idzie śladami polskich Żydów, którzy stworzyli Hollywood. Wstawki historyczne i opowiadane przy tej okazji anegdoty są przecudnej urody. Niestety stanowią tylko 1/3 filmu.

Pozostałe 2/3 wypełnia mało strawne, nadęte ego reżysera.

Urzekła mnie jedna historia o Samuelu Goldwynie (urodził się w Warszawie jako jako Szmul Gelbfisz). Po przyjeździe do USA zajął się handlem rękawiczkami. Zamówił w Europie duży transport, 40 tysięcy. Tyle że zaraz potem Stany wprowadziły zaporowe cło na wyroby skórzane. Samuel sobie z tym poradził. Zawiadomił sprzedawcę by rozdzielił rękawiczki na prawe i lewe i wysłał je osobnym transportem do dwóch oddalonych od siebie amerykańskich portów. Gdy nikt się po nie nie zgłosił, zgodnie z obowiązującym prawem porty urządziły licytacje. W obu przypadkach Samuel był jedynym, który do nich przystąpił, wykupił płacąc po dolarze za każdą, uiścił od tego cło, połączył w pary i po raz pierwszy zarobił duże pieniądze.

Polowanie na komara

Siedem tygodni z córką minęło nie wiadomo kiedy. Synek nie ma tych zdolności społecznych, więc tak zaopiekowana jak byłam, nie będę. Chociaż – jak pokazała jedna moja „akcja” – wszyscy tylko udają, że nerwy mają ze stali. Chciałam trzepnąć w locie natrętnego komara, zahaczyłam o biurko, potknęłam się i z dzikim rykiem walnęłam tyłkiem o glebę, a łbem o drzwi. W sekundę wszyscy byli u mnie z przerażeniem w oczach. A to, jak synek wytłumaczył wnukowi: babcia tylko polowała na komara.

Ja też niby się trzymam, ale mam z tyłu głowy, że statystycznie rzecz biorąc, to i tak długo trwa i w końcu pewnego dnia runie. Już teraz, za każdym razem gdy mnie zaczyna ćmić, zastanawiam się czy to „już”. Ciągle jeszcze przechodzi bez prochów, ale pewnego dnia ból się może rozkręcić i ze mną zostać. Rozmawiałam z moją lekarką rejonową, którą zaniepokoiło to, że często w nocy mam niski cukier. Gdy zaczęła rozważać co powinnam robić by temu przeciwdziałać, delikatnie jej przerwałam, zwracając uwagę, że ze wszystkich opcji, które leżą na stole, śmierć w czasie snu wydaje mi się najbardziej atrakcyjną. W pierwszej chwili ją zatkało, ale potem przyznała, że można i tak na to spojrzeć.

Zanim zacznę mieć takie problemy, bardzo ucieszyła mnie propozycja Joanny, by raz w miesiącu pójść do dobrej knajpy i „lekko” zaszaleć bawiąc się w babcie hedonistki.

Jak córka zobaczyła co sobie zamówiłam, wydała okrzyk dezaprobaty. Na talerzu jest wszystko to, czego mi nie wolno. Ale z drugiej strony, kiedy jak nie teraz?

W tym tygodniu chciałam skończyć pokrowiec na laptop Anki, ale się nie udało. Trochę tłumaczę siebie tym, że po poniedziałkowej chemii, w zasadzie do piątku spałam. Ale też mogłam wcześniej się za to ostrzej zabrać.

Tak, że tak.

Robiąc na drutach oglądałam fimy

Bez pożegnania

Hit&Run jest dla mnie za ostre. Myślałam, że francuski film będzie „łagodniejszy”.

Ale kiedy po 10 latach dziewczyna od razu wie gdzie na rozległym trawniku jako dziecko zakopała telefon i ten telefon (oczywiście IPhone) bez problemu daje się naładować, lekko zjeżyła mi się sierść.

Dałam spokój gdy lokalizacja wskazała, że kolejny poszukiwany telefon jest na dzikim wysypisku śmieci pod mostem i dwóch chojraków prawie od razu go znalazło.

dobry film

Dwa dokumenty na Netflixie

Circus of Books – Los Angeles, początek lat 80-tych. Należące do konserwatywnej synagogi małżeństwo, trochę przez przypadek zaczyna prowadzić księgarnię. Na początku na półce są różne magazyny, w tym i dla gejów. Potem, powoli księgarnia staje się głównym centrum „gejowskiej literatury obrazkowej”. Jest też taki moment, gdy sami stają się producentami filmów hard porno. Cudowny film o bardzo ciepłych ludziach. I zazdrość bierze, gdy patrzy się na ich niezachwianą wiarę w państwo, w to, że niepodważalnie obowiązuje w nim pierwsza poprawka do konstytucji.

Pray Away – o terapii konwersyjnej. Liderzy tego ruchu opowiadają o szkodach, jakie wyrządził on im i społeczności LGBTQ+. Co robią z ludźmi widać nawet na ich twarzach: po lewej Ryan Murphy w czasach gdy robił za najsłynniejszego ex-geja Ameryki. Po prawej gdy przestał udawać

A to jeszcze nie koniec mojego filmowego tygodnia.

Rojst – Taki współczesne 07 zgłoś się. W dodatku nawet nieźle zagrane. Tyle, że sama fabuła naciągana i jak zawsze w polskich filmach, niedopracowane dialogi. Ale i tak jest lepiej – nie są przegadane. Lekko zasnuta mgłą sugestia, że lata powojenne nie były aż tak proste, jak się je dziś przedstawia. W drugiej części w roli porucznika Borewicza, Magdalena Różyczka, która – pewnie by było nowocześnie – jest lesbijką.

Blackbird- film o umieraniu. Dzieci przyjeżdżają do matki na zorganizowany przez nią ostatni rodzinny weekend z jej udziałem. Po ich wyjeździe ma popełnić samobójstwo (choruje na stwardnienie zanikowe boczne). Przez pierwsze 15 minut zastanawiałam się, gdzie ta Kate Winslet. Nie poznałam jej. A jest jak zawsze rewelacyjna. Może film i ponury, na pewno schematyczny, ale dla Kate warto.

W kraju trwa wymiana elit. Projektant sukni milczącej Agaty, projektuje już suknie i na międzynarodowe konkursy piękności. Tak ubrał reprezentantkę Polski na Supernational 2021.

Może rzeczywiście pora umierać? Tym bardziej, że oni tym kryzysem uchodźczym dostali wiatrem w plecy.

Należy mi się

W tym tygodniu pierwszy raz skorzystałam z „opcji atomowej”.

Postanowiłam wyrobić sobie papiery inwalidzkie. Aby ruszyć sprawę potrzebne jest wypełniony przez lekarza wniosek. Zamówiłam teleporadę w poradni rejonowej i nadaremno czekałam pół dnia. Zadzwoniłam następnego dnia i dowiedziałam się, że teleporady są teraz tylko w wyjątkowych przypadkach, a ponieważ nie zgłosiłam wysokiej gorączki, przepisano mnie na wizytę stacjonarna. No to hukłam: Niby dlaczego czwarte stadium raka nie jest wyjątkowym przypadkiem, a jest nim gorączka występująca przy pospolitym przeziębieniu? I – jak się można domyślać -postawiłam na swoim.

A tak poza tym.

Broniłam pod Sejmem demokracji

I mam taką refleksję: jeżeli oni nie zmienią formuły takich wieców, to nikogo, z poza starej gwardii, nie przyciągną. Jak po kolejnym nudnym wystąpieniu krzyczeli „zwyciężymy!” myślałam gdzie się schować z powodu zalewającego mnie zażenowania. Brakowało tylko Kijowskiego.

Następnego dnia grałam u Agnieszki w brydża, ale zapomniałam zrobić zdjęcie wisterii, która w obłędny sposób obrosła drzwi do ogrodu.

W tym tygodniu córka z rodziną wyjechała na wczasy, z tego powodu już tydzień wcześniej obchodziliśmy urodziny zięcia.

To dla niego robiłam czapkę z Malabrigo Rios (mój wnuk ma naprawdę tak obłędne rzęsy!).

Z tym że z okazji samej 40-tki jubilat dostał ode mnie bardziej wymyślny prezent. Kapelusz sprawdził się już na leśnych wycieczkach – polecam dla kochanych przez komary.

Odwiedziły mnie też Łosie, które przywiozły mi w prezencie z Portugalii opakowaną w gazetę rybkę.

Obejrzałam ich zdjęcia z Portugalii i ukłuł mnie w bok żal, że już nigdy nie będę siedziała w Porto na nadbrzeżu i pijąc wino (porto mi nie smakuje) gapiła się na przeciwległy brzeg.

Trochę w portugalskich klimatach jest też przyniesiona mi przez Darię doniczka z kolejnym kaktusikiem do mojej kolekcji. Do tej pory odwiedzając mnie z Włodkiem przynosiła ciastka, teraz było bardziej dietetycznie.

Z kolei sobotę spędziłam z Gumisiem, jej synem, synową i ich psem, Ninką. Gumiś skupuje na Allegro resztki wełen i robi bardzo pstrokate swetry. Wprawdzie w trakcie roboty wyglądają tak sobie, to po zrobieniu mają w sobie to „coś”.

To wylistowanie mojej towarzyskiej aktywności tłumaczy brak postępów w dzierganiu pokrowca na laptop Anki. A czasu zostało mi niewiele – córka wylatuje za 10 dni.