409

Byłam w tym tygodniu na pierwszych zajęciach z fotografii. Póki co szału nie ma, może za jakiś czas będą widoczne efekty. Na razie wiem tyle, że moim kompakcikiem daleko nie polecę – wszyscy pozostali uczestnicy kursu mają wypasione lustrzanki, na szczęście moje ambicje są proporcjonalnie mniejsze. Zawsze też mogę się zainteresować fotografią artystyczną i gdy coś schrzanię, zamiast zrobić lepsze, uznać że taki był cel, by było niewyraźne.

W tym tygodniu, w ramach  mojego osobistego wyzwania, chodziłam w Funczalu

 

Na zajęciach dowiedziałam się też, że takie zdjęcie to dyptyk. 

 A takie tryptyk: 

Mój tryptyk dokumentuje konserwację dachu. Przyjechał Bojar, odczyścił dach z mchu, wypryskał i teraz jest jak nowy. Mchu było tyle, że zabrało mu to cały dzień. Morał z tego taki, że jak się ma tyle sosen nad dachem, trzeba go czyścić częściej niż raz na 10 lat.

A w weekend, tak jak chyba całe stado, byłam na cmetarzach. Z jednej strony na wolskim cmentarzu było dużo mniej lampek, może powstanie jest już passe?


Z drugiej, wzory wieńców świadczą o patriotycznym wzmożeniu

Na grobie Marka Hłaski pojawiły się butelki i papierosy. Może były już wcześniej, ale zauważyłam to po raz pierwszy.


Tyle się mówi o otaczającej nas brzydocie. Postanowiłam to dokumentować. Na początek blok na Okopowej.


410

Jolanta Sylwia Chutmik

Przykre to bardzo, ale kolejna książka Chutnik mnie rozczarowała.

Jej Kieszonkowy atlas kobiet uważam, za jedną z lepszych książek o współczesnej Polsce. Dzidzia była zbyt publicystyczna, ale uznałam że napisała ją za wcześnie: zbyt mała przerwa po porzedniej książce i dlatego tyle powtórzeń.  Cwaniary były wprawdzie dalej oparte na tym samym schemacie, ale przynajmniej był w tej książce fajny pomysł i urzekajacy rytmem krzyk sprzeciwu przeciwko sytuacji kobiet.

Jolanta nie ma w sobie nic nowego. O kobiecie z żerańskiego osiedla, która swoją bezwolnością żyję, tak jakby nie żyła, tylko była niesiona na fali. I ten język, który w Kieszonkowym atlasie kobiet zachwycał, tu już nudzi. Bo ile można zachwycać się tym samym?

A może trudno napisać więcej niż jedną dobrą książkę?

 

Piąty beatles Marcin Czubaj

 

Kryminał, w którym ani przez moment nie byłam ciekawa, kto i dlaczego zabił,  A przecież to na tym polega, by czytelnik chciał poznać odpowiedź na to pytanie …

Ale „się czyta”.  Wchodzi łatwo i szybko. Gdyby jeszcze te intrygi były bardziej zajmujące.  

411zanim

Byłam na bardzo głupawej komedyjce z Robertem de Niro.


Jak się jest na emeryturze, to wystarczy być byłym dyrektorem (dobra emerytura) i mieć wdzięk i pewność siebie Roberta de Niro, a życie dalej będzie ciekawe

Uśmiechałam się nawet do donic IPN-u

Z myślą o nowych obywatelach robiłam kocyki

Kontynuując dokumentowanie chodzenia w robionych przez siebie dzianinach, w zrobionym przez siebie swetrze

napawałam się pięknem Suwalszczyzny

I dalej by może wszystko płynęło tym sennym nurtem, gdyby nie to co usłyszałam, gdy wracając z tego pięknego zakątka kraju o 21 włączyłam w samochodzie radio i dowiedziałam się o wynikach. Teraz muszę chwilę ochłonąć


412

Albo to nie był dobry WFF, albo ja źle wybrałam.

Tyle tego, że pośmiałam się na zwariowanej bałkańskiej komedii rodzinnej Życie jest jak trąbka.

Z przyjemnością obejrzałam W górę i w dół.


Roztrzaskany po rozstaniu z dziewczyną chłopak łazi po Hajfie, zastanawiając się czy zgłosić się na ćwiczenia wojskowe, czy wyjechać za granicę. Tego samego dnia, chodzi po Hajfie jego dawny nauczyciel, który szuka zgubionego przez żonę kolczyka. Miła w oglądaniu fotografia codzienności.

Dolina miłości mnie zawiodła.


Depardieu i Huppert grają parę aktorów, byli kiedyś ze sobą, syn z tamtego związku popełnił samobójstwo i teraz – wypełniając jego testament – spędzają tydzień w dolinie śmierci. To, co na pewno zapamiętam z tego filmu to brzuch Depardieu.

Z kolei Pieska noc, była tak kiepskim filmem, że nie wiem kto to zakwalifikował na WFF.

Buenos Aires nocą. Chłopaki pożyczają z parkingu samochód, ale ponieważ należy do mafiosa, spędzają szaloną, pełną przygód noc, tyle że nie taką jak planowali, Chaotyczne, przewidywalne i głupie.

Na zakończenie obejrzałam film zamykający WFF Schneider  vs. Bax.


Gangsterzy, płatni, zabójcy, przypadkowe (często nie budzące współczucia) ofiary. W miarę udane nawiązanie w klimacie do Pulp fiction. Oczywiście bez tamtych dialogów – tu Tarantino tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że trudno będzie komuś ją przeskoczyć. Ale duży plus za przewrotne zakończenie. 

Nie samym WFF – zwłaszcza nie dostarczającym takich wrażeń, jakich oczekiwałam – żyłam w tym tygodniu. Przyjechała Kasia.eire. Po zjedzeniu sushi w jakiejś wypasionej knajpce na Żurawiej, pojechałyśmy na ATK ma koncert Doroty Miśkiewicz, w podziemiach kościoła kamedułów.

Nawet nie wiedziałam, że ktoś taki istnieje. A sądząc z zainteresowania, cieszy się ona sporą popularnością. Fajnie śpiewa, tyle że jak dla mnie, to jak śpiewała, czyli czysto i głośno, nie pasowało do wnętrza. Wymarzony nastrój na unplugged, a nie elektroniczny full wypas. 

Zdjęcie kiepskie, ale widać, ze dalej chodzę w zrobionych przez siebie swetrach, w tym tygodniu był grany Rulonik.


Kaśce zależało na fotce z wokalistką, tymczasem zdjęcia jak zwykle wyszły mi mocno takie sobie, podjęłam więc jedyną słuszną decyzję: idę na kurs fotograficzny. Nie wiem tylko czy zajęcia w najbliższy czwartek są powtarzane w poniedziałek, jak nie, chyba będę musiała poczekać na listopad.

A na koncercie widać jak robię kolejny (już trzeci) Misiokocyk. Robię z włoczki, której miałam już więcej nie kupować – czyli Cotton light Dropsa. Kolory piękne, ale robić się z tego nie da, w zasadzie zero skrętu, wszystko się rozłazi. Ale do końca roku zdążę.

Były też Szarotki. Coraz nas więcej.

 

Ewa pochwaliła się kolejną papierową wikliną

Kupiłam od niej (nie ja jedna) wełnę na szal orenburski, 10 dkg 3 km. 

Trochę mi mina zrzedła jak przeczytałam, że na zrobienie takiego szala trzeba poświęcić 180-250 godzin. Na razie jest szansa, na zrobienie bordiury szarego szala – Łada wyhaczyła gdzie był błąd, i udało jej się to, co nie udało się Ewce i mnie, zrobiła główne motywy i jest na najlepszej drodze by rozgryźć i ten róg.

A niezaspokojony na WFF głód dobrych filmów starałam się zaspokoić w domowych pieleszach. Kupiłam płytę z Joanną Anny Kopacz. Mam mieszane uczucia.

 

Chwilę po, byłam tylko rozczarowana – doceniając piękno zdjęć, czułam niedosyt fabuły. Ale potem przywróciłam siebie do pionu. Uroda tego filmu tkwi w tym, ze szanuje prywatność umierającej kobiety. Jest już na tym filmie przeraźliwie chuda, ale dalej dba o siebie, maluje oczy, jest ładna i mówi tylko to co chce powiedzieć. Reporter nie drąży, nie dociska, tylko filmuje z ukrycia nie odsuwając zasłony. Ale nominację do Oskara dostał moim zdaniem ten film  bardziej za temat, niż za reporterską biegłość. 

Przypomniałam też sobie o wykupionym karnecie Mubi.


 

Bardzo miły, kameralny film. Najgorsze jest to, że świat zawrócił, mężczyźni odzyskują stracony teren, pozycja kobiet dołuje. Boli, że tę zmianę kierunku popiera bardzo dużo kobiet – bez ich poparcia ten manewr by nie wyszedł. Za chwilę będzie już za późno. Co po wygranej kiedyś bitwie, gdy właśnie przegrywa się wojnę.

Prawdopodobnie będzie tak jak z tymi, co za chwilę przegrają. Nie graliby teraz na alarmistycznych tonach, gdyby wcześniej poczytali chociażby posty na grupie Łódź-Warszawa ciężka przeprawa.  

 

z poradnika wk …. konsumentki 

Moja ukochana spółka kolejowa zbiera siły do następnego remontu, a tymczasem na fejsowej grupie zamieszczono bardzo celne podsumowanie remontu, który właśnie kończą.