Jakiś czas temu zauważyłam, że na moim blogu brakuje wielu zdjęć w archiwalnych wpisach. Pomyślałam, że to awaria serwera i szybko zapomniałam o sprawie. Dopiero dziś się temu uważniej przyjrzałam – zdjęcia losowo znikają w czarnej dziurze. Więc chyba „nie chcę, ale muszę” podjąć decyzję co do dalszych losów tego bloga. Nie chcę, bo gdybym się miała gdzieś przenosić, to po 12 latach warto pomyśleć o jakiś zmianach, a nie mam teraz ani czasu, ani ochoty by się nad tym zastanawiać. Muszę – bo bez zdjęć, blog stracił dla mnie funkcję archiwalną i stał się dla mnie bezużyteczny.
Przez moment znów jestem babcią na odległość.

Nie czując się odpowiedzialna za jego wychowanie, wydawało mi się, że wnuk widzi we mnie jedynie rozpieszczającą go babcię i gdy zostawałam z nim wieczorem było dla mnie oczywiste, że po całym dniu wrażeń, po kąpieli i bajeczce od razu zasypiał. Tymczasem na koniec oświadczył, że nie lubi ze mną zostawać wieczorem, bo wtedy musi szybko iść spać.
Może w starych kobietach jest jakaś wyczuwalna jedynie przez dzieci siła perswazji. Gdy byłam w szpitalu odwiedzić Darię i zobaczyć jej kilkudniowego Antka, rozpłakał się dzieciak jej współlokatorki. Ponieważ matka na chwilę wyszła, szybko go „ululałam” – zrobiłam to automatycznie i nie zapamiętałabym tej sytuacji, gdyby nie uwaga Darii, że muszę mieć rękę do małych dzieci.
Babcią czuję się cały czas i gdy jestem w sklepie, ani na moment o tym nie zapominam:

Jest na etapie Spidermana,więc na dzień dobry była figurka i ręcznik, pod choinką kostium i pudło Lego – poraża mnie siła z jaką dzieci nakręcają koniunkturę (ale też jak widać, łatwo się jej poddaję).
Z okazji ślubu byłam w kościele

Drewniany sufit w stylu góralskim, ceglane mury nawiązujące do gotyku, barokowe ołtarze a na ścianie obok ołtarza dwa koszmarne bohomazy. Namacalny dowód, że zanikła w ludziach potrzeba otaczania się pięknymi rzeczami.
dobry film
Wielkie piękno tego reżysera była sekwencją przepięknych ujęć, ale poza ucztą dla oczu, niewiele się w tym filmie działo. W Młodości też są piękne zdjęcia, ale nie tylko.

W alpejskim sanatorium przebywa dwóch starych przyjaciół – światowej klasy dyrygent, który zakończył już swoją karierę i reżyser, który chce jeszcze nakręcić film-podsumowanie i pracuje nad jego scenariuszem. Nasi bohaterowie prowadzą dyskusje o życiu, przemijaniu nie tylko pomiędzy sobą, również z pozostałymi kuracjuszami. Skojarzenie z Czarodziejską Górą jak najbardziej uzasadnione.
Piękny i bardzo mądry, skłaniający do zadumy film. Jedyne zastrzeżenie, że chyba trzeba mieć trochę lat na karku by się nim delektować.
A ta komedia

jest mocno przereklamowana. Dialogi, gra aktorów przypomina klimatem komedie z Luisem de Funes. Kiedyś mocno mnie bawiły, ale to było kiedyś.
Nieporozumieniem jest też mówienie o tym filmie, że jest obrazoburczy. To, że występuje w nim niekonwencjonalnie zachowujący się Bóg, to trochę mało, by tak taki film określać.
A ze Scope100 na razie plaża. Obejrzałam kolejne dwa filmy, marokański, skandalizujący Much loved

o grupie przyjaciółek który uprawiając najstarszy zawód świata trzymają się razem by jakoś przetrwać.
I szwedzki Tjuvheder (angielski tytuł Drifters)

też o wykluczonych, tu główną bohaterką jest boksująca się z życiem bezdomna narkomanka.
Oba filmy maja słuszną wymowę społeczną, ale nie maja tego cuś. Jednego tylko nie rozumiem, dlaczego znalazły się w projekcie Scope.
A teraz pisząc tego bloga leżę sobie u Gumisia pod kocykiem i oglądam film o Yves Laurencie

I cieszę się, że nie poszłam na niego do kina. Długi jest, sporo czasu bym zmarnowała.
I widziałam pięknie udekorowaną choinkę, podobno w tym roku modne jest dekorowanie choinek kwiatami

Inspiracja na kolejny rok: więcej ozdób, mniej bombek.










