374

Wróciłam (tu fotka z Regent Parku)

Wylądowałam w sobotę, ale do domu dotarłam dopiero w niedzielę. Z lotniska pojechałam do Joanny – zaplanowana na emeryturze emigracja wewnętrzna z moimi ciotkami, zapowiada się cudownie! Muszę tylko do tej emerytury dożyć.

Joanna spojrzała na mój „dorodny” wygląd i dała tę książkę:

 

Przeczytałam – podobno jakbym przez 40 dni jadła tylko owoce i warzywa to bym się na maxa zrewitalizowała. Nawet jestem gotowa w to uwierzyć, ale jednak chyba nie jestem zdolna aż do takich wyrzeczeń.

Na razie zaczynam kolejne dwa tygodnie kriokomory. 

W niedzielę były pierwsze w tym roku Szarotki. Przez 2 tygodnia Agata zrobiła tyle kocyka:

Ja od kilku miesięcy nie mogę skończyć dwóch szali. I wpadłam na pomysł: Reset! Nowe włóczki, nowe projekty. Do tamtych kiedyś może wrócę!

A po Szarotkach poszłam do Klubu Komediowego na wieczór Jacka Federowicza

Wieczór sentymentalny. Ma 79 lat. Można go podziwiać za to, jak dalej sobie daje radę – jeżeli chodzi o profesjonalizm bije na głowę tandeciarstwo i prowizorkę Pożaru w Burdelu. Wydaje mi się że jest potrzeba świeżej satyrycznej krwi – ciekawe czy coś w odpowiedzi na tę potrzebę powstanie.  

z pamiętnika wkurwionej konsumentki  

Zastanawia mnie po co komornik wysłał zawiadomienie do mamy o wydanym postanowieniu – w dniu wysłania tego pisma, pobrał jej z konta tysiąc złotych. mama nigdy tych pieniędzy nie odzyska. To nie jest tak że mama została okradziona przez złodzieja. Stworzony został system do okradania ludzi – prowadzenie postępowań sądowych bez zawiadamiania ludzi o tym, ze w ich sprawach toczy się  postępowanie (nigdy nie doręczone awiza, księguje się jako doręczone i sprawa się toczy),w tych sprawach wydaje się wyroki o których nie wiedzą zainteresowani i na tej podstawie komornik zabiera co sąd orzekł. 

I tak to się od dłuższego czasu kręci. Dziesiątki artykułów, programów interwencyjnych. Wszyscy o tym wiedzieli, nikt z tym nic nie robił.  Moim zdaniem komornicy, to drugi po imigrantach, powód wygranej PIS.   

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Fragment wspomnień przedwojennego prezesa Sądu Najwyższego  Aleksandra Mogilnickiego, został odsunięty przez sanację- za artykułem prof. Ewy Łętowskiej w Dzienniku  

Wysłany m.in. do Belgii nasz ówczesny minister skarbu już był się ułożył z konsorcjum banków belgijskich o dość znaczną pożyczkę na nie najgorszych warunkach – wszystko: suma, procent, terminy spłaty itd. było już ustalone. Chodziło tylko o zabezpieczenie, które Belgowie uznawali za niewystarczające i żądali lepszego. – Damy panom – powiedział minister – zabezpieczenie na pierwszym numerze hipoteki nieruchomości prywatnych, których wartość będzie wielokrotnie przewyższała sumę pożyczki. – W zasadzie moglibyśmy to przyjąć – odezwał się jeden z głównych bankierów – ale to będzie bardzo utrudnione, gdyż trzeba będzie uzyskać zgodę większej liczby osób, zrobić z nimi akty notarialne itp. – To jest zupełnie niepotrzebne; wydamy ustawę i na jej mocy hipoteka zrobi odpowiednie wpisy do ksiąg hipotecznych. – Jak to, bez zgody osób zainteresowanych? A przecież tam już muszą figurować jacyś dotychczasowi wierzyciele hipoteczni, którzy również musieliby wyrazić zgodę na ustąpienie pierwszeństwa. – Nic nie szkodzi. W ustawie umieścimy przepis, że istniejące obecnie wierzytelności przesuwa się na niższy numer, a panów pożyczka będzie na pierwszym numerze. Usłyszawszy to bankierzy skłonili się i wyszli bez słowa odpowiedzi. Minister zatrzymał jednego z nich i zapytał, co się stało. – Panie – odpowiedział zirytowany Belg – zajął nam pan mnóstwo czasu i w końcu zakpił sobie z nas. – Jak to? – Czyż pan nie rozumie, że jeżeli możecie wydać ustawę, przesuwającą wierzycieli na niższy numer hipoteki, to jutro nas tak samo, w drodze nowej ustawy przesuniecie na niższy numer. Pożyczka nie doszła do skutku.

ps. tym razem Blox wykasował we wpisach wszystkie słowa zapisane Italicą. Robią co mogą, by się stąd wynieść.

375

Jestem znowu w Londynie – problem zużytych choinek, jak widać na poniższym zdjęciu,  jest ogólnoświatowy.


 

W samym centrum byłam raz – przytaszczyłam do domu stację parową. Tego dnia (piątek) zrobiłam 24 953 kroki!

Bo ja teraz wszystko o sobie wiem:

Zamarzyłam o tym gadżecie po  przeczytaniu wpisu Pimposhki, córka uhonorowała moje urodziny. I mam!

A babciuję tradycyjnie:

I mniej „tradycyjnie”. Byłam w kościele przerobionym na pocztę i klub dla dzieci.

Z drugiej strony – jest taki obraz mam go przed oczami (ale nie mam jak zapytać Gumisia, ona by wiedziała kto go namalował i kiedy): wnętrze katedry, a w niej tętniące życie miasta, na pierwszym planie pies, obok kupcy.  

Zakończył się tegoroczny konkurs Scope100. W porównaniu do zeszłorocznej edycji, w tym roku –  poza jednym filmem – wszystkie były warte obejrzenia. Nie wiem jaki film zostanie wybrany – gdyby to ode mnie zależało, nie wskazałabym zwycięzcy.  Każdy z nich miał „cuś”, ale żaden nie miał tego „cusia” więcej. 

Tyle, że się w tym roku nie popisałam. Wszystko przez to, że z niczym się czasowo nie wyrabiam i zostawiam na ostatnią chwilę. Czasami nie udaje mi się wyrobić na zakręcie – w przypadku Scope nie zdążyłam wkleić oceny jednego filmu (The Apostate). Słusznie założyłam, że z powodu awarii (ostatniego dnia, przez ponad godzinę strona nie działała), będzie wszystko o tę chwilę przedłużone, ale zapomniałam, że w Londynie mam godzinę mniej.


Chevalier

Ze wszystkich filmów w tegorocznej edycji Scope ten film ma chyba największy „potencjał dystrybucyjny”, Kilku mężczyzn spędzających urlop na łódce na Morzu Śródziemnym postanawia urządzić zawody, który z nich jest najlepszy (łącznie z mierzeniem siusiaków) Tylko zabrakło pomysłu – kilka fajnych scen to za mało, by wypełnić cały film. Najbliżej mu do komedii, ale jak na komedię, zbyt toporne. Dramat też nie. Pokazanie na obrazkach że chłopcy emocjonalnie zatrzymują się na poziomie 12-14 latków jest mało odkrywcze. Można powiedzieć o tym w dużo ciekawszy sposób.   

Peur de Rien 

Film o dojrzewaniu, ambitnej dziewczyny z Libanu, której z powodzeniem udaje się znaleźć swoje miejsce w Paryżu. Główna bohaterka stara się „zalegalizować” swój pobyt studiując, od pierwszego dnia w Paryżu nie ma żadnych problemów adaptacyjnych – porównywanie z obecną falą imigracyjną nie ma sensu Ładna bajka o życiu, w której nawet gdy po drodze zdarzają się przykre sytuacje, wszystko dobrze się kończy. Morał z tej bajki jest taki, jak we wszystkich bajkach o księżniczkach, że trzeba być ładną i ładnie się uśmiechać. A ładne bajki ogląda się z przyjemnością. Inna sprawa, że szybko się je też zapomina.

Mediterranea

Trudno powiedzieć, na ile film jest dobry, a na ile sam temat – nielegalna imigracja z Afryki do Europy – ciekawy, Na pewno na tle innych, obejrzanych filmów niebanalny. Film niby udaje,że film przedstawia racje „obu” stron (może na poziomie faktów dałoby się to jeszcze obronić, ale na poziomie emocji już raczej nie), Z tym że nie jest to dokument więc trudno czynić z tego zarzut. Reżyser chyba chciał za dużo opowiedzieć – stąd zbyt wiele jest w tym filmie porwanych wątków, nie zakończonych scen. Ale równoważy to bardzo dobre aktorstwo I tempo. Film bardzo dobrze się ogląda. Zważywszy na temat, film jak najbardziej na czasie. Prawdopodobnie filmów na ten temat będzie coraz więcej, ale chyba nie w tak w sumie sielsko-łagodnym klimacie. I to co jest jego zaletą,może stać się wadą. Dynamika tego zjawiska jest tak duża,że za kilka miesięcy – a wtedy by był wprowadzany na ekrany -mógłby trącić myszką I w swojej wymowie całkowicie rozmijać się z nastrojami widowni. A znowu nie jest takim arcydziełem, by „mimo wszystko” się obronić.

El Apostate

Wygląda na to, że dwa topowe tematy filmowe to nielegalna imigracja i niedojrzałość mężczyzn. Tu patrzymy jak boryka się z życiem trzydziestokilkuletni wieczny student, który czując potrzebę „samookreślenia” postanawia dokonać aktu apostazji. Tyle, że jest to jeszcze jedna rzecz, która mu nie wychodzi. Ci którzy pójdą na film zwabieni tytułem, mogą poczuć się rozczarowani – nie jest on w żadnym wypadku obrazoburczy. Film-fotografia problemu wiecznych chłopców ładnie o tym opowiada, nie siląc się na analizę tego zjawiska. Adresowany do wszystkich, bo obok każdego z nas żyje nie jeden wieczny chłopiec. A że miło się ogląda, będzie się podobać.

 

komentarz do atakującej  mnie rzeczywistości 

Anegdota ze wspomnień Szymona Kobylińskiego

Występują: jego kilkuletni syn  Maciek i żona Danka 

Maciek pochwalił się mamie, że uwolnił muchę z pajęczyny. Na co matka opowiedziała mu jak to pajączek cały dzień plótł tę sieć, wiatr mu ją zrywał, a on słaniając się z głodu poprawiał nitki, A gdy już  wreszcie skończył robotę i w sieć złapała się mucha, nie zdążył jej zjeść, bo przybiegł chłopiec i ją z tej sieci uwolnił.

Zasępił się Maciek i zawołał: to ja mu teraz dziesięć much złapię!

Na co matka opowiedziała mu o muszce, jak to gdy gdy zaplątała się w pajęczą sieć, z przerażeniem myślała o czekających  na nią w domu dzieciach, jak sobie bez niej dadzą radę …  i dalej w tym klimacie snuła swoją opowieść o muszce…

Maciek zadumał się i po dłuższym namyślę zakrzyknął: Wiem co zrobię. Zapomnę tym!  

Darowany dzień

Pojechałam dziś rano na lotnisko, gdzie po odstaniu 20 minut w kolejce jak podałam pani paszport, dowiedziałam się, że pomyliły mi się dni …

Na urodziny dostałam trochę konfitur do herbaty, robiąc zakupy na wyjazd, kupiłam cudowny kubeczek-zaparzaczkę (podają tak herbatę w kilku sieciówkach i bardzo mi się to podoba):  


O urodzinach mogę napisać tyle, że się odbyły: jak zawsze kameralnie, najbliższe ciotki i jeden ciotek. Postawiłam na stole dużo żarcia, był i tort ze świeczkami, ale zdjęć niestety nie ma, bo zostały zrobione komórką i przez pomyłkę je wykasowałam. Chwilę później Gugiel mi powiedział, że nie mam szans na to by je odzyskać. I nawet gdybym dotarła do tych, którzy potrafią to zrobić, to nie byłoby mnie stać na ich usługi. 

Z tym, że jak synek przesłał mi zdjęcie co on przygotował na kolację, to przestałam już być taka dumna z tego co postawiłam na stole.

Z rzeczy bardziej poważnych: napisałam do e-sądu wniosek o przywrócenie terminu do zgłoszenia sprzeciwu i zgłosiłam (tzn. moja mama zgłosiła) sprzeciw. 
Jak już kiedyś pisałam, moja mama padła, tak jak i wiele innych starszych osób ofiarą oszukańczych praktyk firmy Polska Energia Pro. Działający przy Prezydencie Wwy Rzecznik Praw Konsumenta skierował w ich imieniu sprawę do sądu, toczy się powoli, w sierpniu była jedna rozprawa, w styczniu będzie kolejna. A tymczasem firma, nie czekając co w tej sprawie orzeknie warszawski sąd, skierowała sprawę do e-sądu w Lublinie, który wydał nakaz zapłaty. Mama wyroku nie oprotestowała, bo o nim nie wiedziała (twierdzi, że nie było żadnego awiza i ja jej wierzę). Nakaz dostał komornik i wszczął egzekucję. Teraz, aby odkręcić wyrok sądu musiałby zostać przywrócony termin do wniesienia protestu, a tu za bardzo nie ma jak udowodnić, że nie było awiza. Jak by sąd przywrócił termin jest duża szansa, na wstrzymanie egzekucji komorniczej, bo firma skierowała sprawę do sądu, mimo że w innym sądzie toczyło się już postępowanie w tej sprawie. Jeżeli jednak to się nie uda i mama będzie musiała zapłacić, to nawet jak kiedyś wygra w sądzie tę sprawę, ściągniętych przez komornika pieniędzy już nie odzyska. Niezależnie od tego, jakoś dziwne jest to, ze zjawisko „wirtualnego awizo”, występuje głównie w tego typu wezwaniach.

Trochę zachęcona przez jedną z ciotek poszłam na The Big Short.
Bardzo ciekawy film przedstawiający kulisy kryzysu finansowego w 2008 roku.
Przede wszystkim jest rewelacyjnie zagrany – dzięki temu, obserwując głównych bohaterów udawało mi się coś rozumieć z tego gąszczu interesów, spekulacji, finansowych terminów. Wprawdzie co jakiś czas, kolejny celebryta, w formie teledysku wyjaśnia na boku giełdowe mechanizmy i terminy, ale za dużo tego by to do końca ogarnąć.
Na szczęście nie jest to konieczne, by docenić film. 
Reżyser przekonał mnie, że do swojej wizji Wall Street, prawdopodobnie tak, albo bardzo podobnie to wyglądało w latach 2006-2008. Nieliczni wprawdzie widzieli ku czemu nieuchronnie to zmierza, ale zbyt wielu zarabiało na tym krocie, by można było zatrzymać pędzący ku przepaści system. Nikt też nie chciał wierzyć posłańcom złych wieści. A ci co wierzyli, widzieli w tym szansę na kolejny interes. To co budzi zaufanie, to brak czarno-białych charakterów czy sprawiedliwego, który walczy ze złym systemem. W ogólnym rozrachunku bardzo ponury obraz środowiska, które zarządza światowymi finansami.  

W Scope zostały mi jeszcze cztery filmy do obejrzenia. Na razie nie mam żadnego filmu, który by mi się podobał. Tylko w jednym, tureckim Frenzy, zauważyłam drobny element jakiegoś „cuś”.

Frenzy pokazuje bardzo brzydki świat slumsów Istambułu. Zagrożenie terroryzmem zniszczyło ludzkie więzi, wszyscy się wszystkich boją, są skrajnie podejrzliwi. Widz tez nie wie co jest prawdą, a co projekcją chorej wyobraźni i być może i paranoi, głównego bohatera. Bardzo ciężko się ten film ogląda. Albo kolejne odsłony paranoi głównego bohatera, albo przerywnik: odstrzał bezpańskich psów na wysypisku śmieci. Gdyby nie to, ze oglądałam ten film w ramach Scope, to bym wyłączyła.  
Z drugiej strony obawiam się, że film jedynie nie upiększa rzeczywistości i to naprawdę tak to tam wygląda. 

Drugi film jest za to bardzo piękny, popis operatorskiej wirtuozerii. Tyle, że moim zdaniem nic więcej. Dziwna wioska nad morzem zamieszkała przez matki z synami. Prawdopodobnie wszystko coś symbolizuje, film-zaproszenie do interpretacji co reżyser miał na myśli. Ale trzeba mieć na to ochotę, Ja nie miałam. Podziwiałam jedynie piękne zdjęcia. Onitryczna metafora  czegoś, nad czym nie miałam ochoty się zastanawiać.

Dla Tess – jest komisarzem wystawy – poszłam do ŻIH na połączony z promocją albumu wernisaż wystawy Świat utracony

Polecam, bo zdjęcia przepiękne, nie znałam ich, nie jest to kolejna wystawa tego, co już wielokrotnie było wcześniej pokazywane. Jednak czarno-białe mają niepowtarzalny urok. 

I czeka mnie decyzja gdzie (wstępnie myślę o blogspocie) emigrować z bloxa. Zgłosiłam adminom bloxa poszatkowanie bloga i zniknięcie około 1/5 zdjęć, a oni napisali, że się temu przyjrzą i cisza …

Przeczytane (1)

Rok zaczęłam od przeczytania fajnej książki. ‚

XIX-XX wiek: losy bogatej żydowskiej rodziny opowiedziane poprzez losy kolejnych właścicieli kolekcji netsuke, czyli mocowanych do kimona miniaturowych rzeźb (zanim wzięłam do ręki te książkę, nawet nie wiedziałam że coś takiego istnieje) Ten który stworzył tę kolekcje, Charles Ephrussi był jednym z dwóch pierwowzorów Swana Prousta. Jego przyjaciel, hrabia Robert de Montesquiou sprawił sobie żółwia:

którego skorupę kazał inkrustować drogimi kamieniami, tak by zwierzę, poruszając się wolno po perskim dywanie, dodatkowo wzbogacało jego wzór.

Z Paryża kolekcja pojechała jako prezent ślubny do Wiednia, gdzie „przeżyła” wojnę w sienniku dawnej służącej. Przy okazji, znalazłam kolejny dowód, na to czym się kończy brak reakcji:

W roku 1989. kiedy netsuke dotarły do Wiednia, niektórzy członkowie Reichsratu uważali, że zabicie Żyda winno się nagradzać tak jak tępienie szkodników. Żydzi byli wszelako zdania, że nie należy reagować nawet na najbardziej bulwersujące wypowiedzi.

Po wojnie pojechała do Tokio, a dziś stoi w londyńskim mieszkaniu autora książki. Najbardziej wstrząsające są rozdziały opowiadające o latach trzydziestych w Austrii. Najnudniejsze – z mojego punktu widzenia – rozważania o sztuce.

 

A jeszcze w starym roku, skończyłam słuchanie wspomnień Szymona Kobylińskiego.


Wspomnienia – zbiór anegdot, miło się je słucha, ale niestety chwilę po wysłuchaniu, już niczego pamięta. Chyba wszystko przez to, że kolejne rozdziały luźno się ze sobą łączą – tekst przypomina naszpikowany bakaliami keks: każda anegdotka ciekawa, ale w całość się to nie skleja.

Poszłam do biblioteki i wypożyczyłam analog, ale tym razem nie dało się tego czytać.Tak jak jestem przeciwnikiem „przykrawania” książek by pasowały do formatu audiobooka, tak w tym przypadku to akurat nie było takie głupie. W wersji tradycyjnej anegdoty trzeba z tekstu ‚wydłubywać”.  

Słowem i tak źle i tak niedobrze. Ale niektóre anegdoty wyborne.