Al-Kalina

Al-Kalina, czyli zrobione na Szarotkach twarzowe zdjęcie kobiety w pewnym wieku

 

Jeżeli chodzi o druty mam zwyżkę formy, czyli cały koszyk pomysłów, a czas pokaże jak będzie z ich realizacją.

Bo czasu brak – jest co robić. 


Za grosz nie ma we mnie wiary, że to coś da. Ale taki Marsz dla puszczy to też i piknik towarzyski, okazja do spotkania znajomych, posiedzenia wieczorem w jakiejś knajpie na chodniku i popicia wina.  

Rzutem na taśmę, w ostatni dzień zwolnienia wymieniłam w kuchni zlew. Blat to zbrojony beton, więc demolka była absolutna.

Na razie posprzątałam kuchnię

I po wielu latach mam wreszcie niecieknący, łatwy w utrzymaniu, nie zachodzący teiną zlew


Popsuł mi się telewizor, co oznacza koniec z oglądaniem Netflix’a na kanapie. Z uwagi na pomysły z abonamentem nowego telewizora nie kupię, dużego monitora też nie, bo są jakoś absurdalnie drogie (50 calowy telewizor można dostać już za tysiąc złotych, monitor tej wielkość i kosztuje 8 razy więcej).

A do sprzątania, czy prac w ogrodzie polecam takie trzymadełko, idealne do słuchania audiobooków.

203

dobra książka 

 Krzyżyk niespodziany. Czas Goralenvolk Paweł SmoleńskiBartłomiej Kuraś 

  

Bardzo ciekawy reportaż o jeszcze jednej, ukrytej pod dywanem, karcie historii. Trudno wpasować Goralenvolk (Kenkarty z literą „G” przyjęło około 20 procent ludności Podhala) do obowiązującej układanki, w myśl której Podhale to matecznik arcypolskości. 

Na Podhalu też obowiązuje zmowa milczenia. Nie jest to trudne: świadkowie tamtych zdarzeń już nie żyją a i tak, ci co mieli najwięcej do powiedzenia zniknęli zaraz po wojnie, lub zostali zabici. Autorzy stawiają pytanie na ile wykonanie natychmiast po wojnie, bez sądu, wyroku na Wacławie Krzeptowskim, nie było po części uciszeniem niewygodnego świadka.

Historię Goralenvolk można próbować odtworzyć  jedynie na podstawie dokumentów – tak zrobili autorzy i trzeba przyznać, ze zrobili to umiejętnie, bo książkę się dobrze czyta, nie jest „przeładowana” źródłami. Fajny przykład na pogmatwanie polskiej historii, w której często, jak mówi jeden z bohaterów: „wszystko jest pioruńsko trudne”. 

W tle opowieść o góralskim znaku szczęścia, krzyżyku niespodzianym, który po wojnie był już tylko kojarzony ze swastyką i jako taki znienawidzony. Usunęli, czy ukryli go prawie ze wszystkich miejsc, ale np. został na kamiennym grobie Karłowicza. To nic, że zmarł w 1909 roku – sądząc z wygłaszanych przez turystów uwag, są przekonani, że mijają grób jakiegoś nazisty.


Wtedy. O powojennym Krakowie Joanna Olczak-Ronikier

 

W pewnym sensie kontynuacja książki W ogrodzie pamięci.

Po wojnie, matka i babką dostają pokój w kamienicy na Krupniczej w Krakowie. Cały dom zamieszkują literaci, nad nimi mieszka Gałczyński, przychodzi w odwiedziny Staff. Babka – wdowa po Jakubie Mortkowiczu wznawia działalność wydawnicza. Matka para się dziennikarstwem. Autorka, usiłuje, po wojennych przejściach (ostatnie dwa lata okupacji autorka spędziła oddzielona od rodziny w klasztorze) nadrobić stracone lata dzieciństwa.

Nostalgiczna opowieść o pierwszych latach powojennego Krakowa, która kończy się w momencie gdy nadciąga noc stalinizmu.

Ale też aż takiego wrażenia, jak W ogrodzie pamięci, ta książka na mnie nie zrobiła. 

Przepis na czapkę robioną enterlakiem

skrzat_ent_1001

skrzat_ent_1008

Pierwszy krok to decyzja ile ma być kwadratów i ile mają mieć oczek.

Moja czapka to 5 kwadratów po 11 oczek, czyli 55 oczek w obwodzie. Ciemna wełna to Kauni 6 ply (ryż), jasna Kauni 8 ply (dzersej).

skrzat_ent_1

Tu pojawia się pierwszy problem – czy zaczynać od ściągacza. Można, ale z uwagi na to że oczka idą na skos, to te 55 oczek w obwodzie  to za mało na ściągacz.  Z pojedynczej nitki wyszedł lichy i cienki. Dlatego zaczęłam metodą provisional cast-on, tak by potem móc dorobić ściągacz (wszystko o nabieraniu oczek oczek tu).  

Pierwszy rząd, po nabraniu zaplanowanej liczby oczek, robi się tak:

ent_1___start

Potem już klasyczny enterlac, tyle że w przypadku czapki nie trzeba martwić się o drugą nitkę, cały rząd robi się jedną. Nabiera się jednym drutem oczka, potem nabiera się drugim oczka które czekały na agrafce i dalej jak w etelarlac’ku, jak ktoś nie wie, jest o tym w poprzednim wpisie (moim zdaniem bardzo wygodne są druty skarpetkowe)

skrzat_ent_1001

skrzat_ent_1002

skrzat_ent_1003

skrzat_ent_1004

skrzat_ent_1005

Jedyne o czym trzeba pamiętać, to by gdy kończy się rząd danego koloru, nitka „została” na wierzchołku:

skrzat_ent_1006

Zostaje ściągacz, Ja zrobiłam podwójną wełną, „dodając jedno oczko” by ostatecznie po nabraniu liczba oczek była podzielna przez 4 (56). 

Jeszcze kwestia elastycznego zakończenia. 

skrzat_ent_1007


Bardzo dobrze sprawdziło się, jako zakończenie to, jak ktoś nie ma cierpliwości albo zraża go angielski, chodzi o to by za każdym razem, po przerobieniu oczka „przekręcić” go, zgodnie z ruchem zegara.

204

Cały tydzień dalej byczyłam się pod Grójcem w przepięknym, oddalonym, od ludzi i świata miejscu

W ciągu dnia Joluśka bawiła się w swoje renowacje


Ja robiłam na drutach – mam zamiar opisać przepis na tę czapkę, bo według mnie to prosty i fajny pomysł na wykorzystanie resztek (musiałam przeszukać sieć, m.in. dopiero po wypróbowaniu kilku sposobów na elastyczne zakończanie ściągacza, znalazłam, taki, który spełniał moje oczekiwania). 


Czasami ktoś nas odwiedzał


Ale generalnie czas mijał nam na nic nie robieniu – odblokowałam się do tego stopnia, że tak jak drzewiej bywało potrafiłam spać do pierwszej po południu. Patrząc wstecz, nie zrobiłam na tym zwolnieniu prawie nic z tego co planowałam i tylko mogę żałować, że tak szybko się skończyło.


Natomiast to co mnie zaskoczyło to sam Grójec. Dawno już nie widziałam, tak zapuszczonego miasteczka

 

Czas zatrzymał się tam w miejscu.

 

Pora wracać do rzeczywistości. Obserwowałam ją z pewnej odległości, ale według mnie, tego się już nie sklei.