
Panele ledowe są teraz wszędzie, w każdym sklepie. W Leroy Merlin kosztują 2/3 tego co w Ikei, w innych sklepach sporo drożej. Czym się różnią nie wiem. Kupiłam w Ikei, bo zawsze były tam dobre żarówki, podobno mają mnie przeżyć, ale aż takiego zaufania do ich długowieczności, jak zapewnia producent, nie mam.


Tak modne obecnie reflektorki zaplanowałam jedynie do oświetlenia krużganków brwinowskich. Na suficie widocznego z parteru korytarza będzie szyna z reflektorkami z Ikei.


W sypialniach na górze odstąpiłam od technicznego oświetlenia. W jednej postawiłam na klasykę:

Ponieważ przy takich lamach może i łatwo o nastrój, ale czyta się gorzej, ze ściany nad łóżkiem będą dodatkowo wystawały lampki do czytania, typu snake.

W pokoju wnuka postawiłam na kolor i zamówiłam lampę typu Pająk (gender, genderem, ale układając kolory zrezygnowałam nie tylko z białego, czarnego, szarego ale i pomarańczowego i różowego).

W jego pokoju są jeszcze dwa kinkiety. Jeszcze się zastanawiam, czy kupić dwie takie




W swojej części, tzw. Hobbitonie, mam zamiar wykorzystać trochę swoich starych lamp w tym moje witrażowe cudeńka, na czele z tą:

Z sufitu zwisać będzie moje jeszcze jedno „stare” Tiffany (szukałam dobrego zdjęcia, ale nie znalazłam). Tu też będą zmiany, m.in. postanowiłam pomalować na biało bambusową lampę z Ikei.

I zaszalałam kupując w Black Friday do swojej sypialni wielofunkcyjny kinkiecik:

Własna twórczość to zwisający z dachu żyrandol nad stołem w jadalni. Lampa będzie składana: trzy przydymione szklane klosze z Ikei złączone w jeden pałąk.

które będą wisieć na kablach, oprawkach i zawieszkach i innych niezbędnych częściach zakupionych w Bylight.

Na schody kupię kinkiet z zakrytym denkiem, optuję za tym, wolałabym coś większego, tylko nigdzie nic takiego nie mogę znaleźć.
Zaznaczyłam, że kinkiet Philips Gainsboro jest z aluminium, bo kupiłam go po odebraniu bolesnej kolejnej lekcji: nie warto patrzeć na zdjęcie, tylko na materiał z którego lampka jest wykonana. Kupiony z myślą o łazience plafon na zdjęciu wyglądał obiecująco, a po rozpakowaniu okazało się, że plastikowa srebrna otoczka jest tak brzydka, że lampa nadaje się tylko do kotłowni.


Miałam do wyboru: albo w miejscu gdzie miały być zamontowane obniżyć sufit dodając listwę, albo dać sobie spokój. Wybrałam to drugie. Na koniec dwie lampki zamontowane zostały w toalecie pod schodami, a jedna „została” bez przydziału. Z kolei lampki ścienne typu oczka, które mają małe trzpienie, zazwyczaj dają mało światła. Dlatego musiałam zrezygnować z trzech lampek, typu oczka, bo tak ładne by cieszyć oko swoją urodą nie były, a światła dawały symbolicznie.



Chyba nie tylko mnie się spodobał: w Jankach na półce był tylko jeden, a na infolinii Leroy Merlin dowiedziałam się, że jest to towar „wyprzedażowy” i nie ma go już ujętego w zestawieniach magazynowych. Z kolei w prywatnych sklepach, pomijając to, że kosztował dużo drożej, był tylko na zamówienie … Na szczęście dobrej duszyczce, która pomaga mi na finiszu, udało się upolować trzy reflektorki w Piasecznie i pan wykończeniowiec nie musiał czekać Z tym, że też nie jest tak, że lampka spełnia wszystkie wymagania: śrubka do montażu jest z boku i tym samym nie ma żadnych szans, by reflektorek obsadzić głębiej w suficie. Pocieszać się można tym, że dystans pomiędzy denkiem a sufitem jest bardzo mały. Tyle, że nic nie stało na przeszkodzie, by śrubkę do mocowania umieścić wewnątrz obudowy, obok żarówki.
Do lampki Philips Afzelia dodałam kwadratowy plafon (też aluminiowy) i w ten sposób „odfajkowałam” kolejną łazienkę (też nie wiadomo dlaczego nie pomyśleli o białej śrubce. taka mała rzecz, a jak cieszyłaby oko).


Ponieważ plafonów łazienkowych miałam już dosyć, do kolejnej łazienki kupiłam, po upewnieniu się, że długość kabla można dowolnie regulować, sufitowe lampy-kule.

i dwa, tak samo chromowato błyszczące, kinkiety do powieszenia nad dużym, długim lustrem.


Na zdjęciu się najlepiej nie prezentuje, ale zapewniono mnie, że będzie pasować do łazienkowych kul. Lampka Philips Afzelia nie ma przynajmniej pretensji do bycia lampeczką z „wyższej półki”, tak jak lampka Cleoni, która ma ten sam błąd konstrukcyjny i w dodatku dużo więcej odstaje od sufitu, odsłaniając mało estetyczną „elektrykę”.

Jeszcze nie wiadomo, czy zmieniony zostanie sposób mocowania oprawki, czy dodana będzie osłonka z metalowego paska pomalowanego na ten sam kolor co lampka. A te wszystkie utrudnienia, tylko dlatego, ze lampki Cleoni są z ceramiki i można je pomalować na dowolny kolor (w moim przypadku będą pomalowane w kolorze belki na której wiszą). W kuchni, poza lampkami Cleoni, będą jeszcze lampki pod szafkami (12V), oświetlenie w okapie, ale zastanawiam się czy na blacie kuchennym nie postawić dodatkowej lampy, tak mi się ona podoba.


To jest bardzo mądra lampa jest sterowana na pilota: zimno-ciepło i jasno-ciemno i pasowałaby do trzech kupionych już przeze nie paneli ledowych, na ścianę nad jadalnią (30 x 90), do salonu (60 x 60) i w korytarzu (30 x 30).

Panele ledowe są teraz wszędzie, w każdym sklepie. W Leroy Merlin kosztują 2/3 tego co w Ikei, w innych sklepach sporo drożej. Czym się różnią nie wiem. Kupiłam w Ikei, bo zawsze były tam dobre żarówki, podobno mają mnie przeżyć, ale aż takiego zaufania do ich długowieczności, jak zapewnia producent, nie mam.


Tak modne obecnie reflektorki zaplanowałam jedynie do oświetlenia krużganków brwinowskich. Na suficie widocznego z parteru korytarza będzie szyna z reflektorkami z Ikei.


W sypialniach na górze odstąpiłam od technicznego oświetlenia. W jednej postawiłam na klasykę:

Ponieważ przy takich lamach może i łatwo o nastrój, ale czyta się gorzej, ze ściany nad łóżkiem będą dodatkowo wystawały lampki do czytania, typu snake.

W pokoju wnuka postawiłam na kolor i zamówiłam lampę typu Pająk (gender, genderem, ale układając kolory zrezygnowałam nie tylko z białego, czarnego, szarego ale i pomarańczowego i różowego).

W jego pokoju są jeszcze dwa kinkiety. Jeszcze się zastanawiam, czy kupić dwie takie




W swojej części, tzw. Hobbitonie, mam zamiar wykorzystać trochę swoich starych lamp w tym moje witrażowe cudeńka, na czele z tą:

Z sufitu zwisać będzie moje jeszcze jedno „stare” Tiffany (szukałam dobrego zdjęcia, ale nie znalazłam). Tu też będą zmiany, m.in. postanowiłam pomalować na biało bambusową lampę z Ikei.

I zaszalałam kupując w Black Friday do swojej sypialni wielofunkcyjny kinkiecik:

Własna twórczość to zwisający z dachu żyrandol nad stołem w jadalni. Lampa będzie składana: trzy przydymione szklane klosze z Ikei złączone w jeden pałąk.

które będą wisieć na kablach, oprawkach i zawieszkach i innych niezbędnych częściach zakupionych w Bylight.

Przede wszystkim lampy dzielą się na:
- Prawdziwe lampy, które składają się z obudowy i z wymienialnej żarówki. Grupę można dalej dzielić na podgrupy (żarówki, oprawki itp.), ale z punktu widzenia użytkownika najważniejszy jest podział na lampy, w których producent przewidział możliwość włożenia mocnej żarówki, i na takie, w których max moc żarówki jest z góry określona i zazwyczaj nie jest ona zbyt wysoka.
- Świecące przedmioty, z wymienialnym źródłem światła, przy czym ta „wymienialność” jest mocno umowna. Kupując tego typu lampki należy mieć na uwadze, że szansa na kupienie żarówki ledowej pasującą do kilkuletniej „lampki” jest bliska zeru.
- Świecące przedmioty, z niewymienialnym źródłem światła. W zamian, w opisie technicznym obiecane jest 20, czasami 25 letnie bezawaryjne świecenie takiego ledowego cudu.
Problem w tym, że w zasadzie większość lamp na rynku to lampy ledowe, pewnie chodzi o to, by tak jak w przypadku sprzętu AGD, gdy przestana świecić, kupić nowe, a nie wymieniać żarówkę. Oferta na rynku nie powala. W marketach budowlanych, wszystko na jedno kopyto. To, że w Leroy Merlin, są też krótkie serie lampek zahaczających o średnią półkę, niewiele tu zmienia. W sklepach internetowych jest wprawdzie zdecydowanie lepszy wybór, ale jeżeli tylko coś wyrasta ponad poziom marketu, od razu jest dużo droższe. W dodatku na zwrot często dają tylko 14 dni, a pan elektryk potrafi wydać druzgocąca opinię dopiero po upływie tego czasu. Z kolei sklepy naziemne, jak tylko mają trochę inny asortyment, kreują się na nastawione na wypasionego klienta „salony”. W Wwie największy wybór jest chyba w Centrum Światła na Bartyckiej, ale też nie wszystkie lampki można „pomacać”, tak by po upewnieniu się, że pasują, wrócić do domu i kupić po niższej cenie.
Generalnie ten przydługi wstęp był, po to, by podkreślić, że nie było łatwo. Na wstępie opracowałam nierealny, bo bez właściwego „zgłębienia tematu” plan zakupów. Np. nie zdawałam sobie sprawy, że podstawowym pytaniem przy małych lampkach jest to, czy lampka jest na 12 V czy 230 V. Na przykład taka aluminiowa oprawka schodowa Britop kosztuje 45 zł, a wersja 230 v, którą kupiłam bo nikt mi nie powiedział, że takiej nie potrzebuję, dwa razy tyle.
Do lampek Britop udało mi się spasować wiszący też na ścianie schodów, tyle że wyżej, aluminiowy kinkiet Philips Gainsboro (jest teraz również i w ofercie Leroy Merlin).

Jego buźka idealnie pasowała do lampek schodowych, ale już po powieszeniu okazało się, że kinkiet nie nadaje się na schody, bo gdy idzie się po schodach do góry, odsłania brzydkie elektyczne „bebeszki” i dlatego wyląduje w wiatrołapie.

Na schody kupię kinkiet z zakrytym denkiem, optuję za tym, wolałabym coś większego, tylko nigdzie nic takiego nie mogę znaleźć.
Zaznaczyłam, że kinkiet Philips Gainsboro jest z aluminium, bo kupiłam go po odebraniu bolesnej kolejnej lekcji: nie warto patrzeć na zdjęcie, tylko na materiał z którego lampka jest wykonana. Kupiony z myślą o łazience plafon na zdjęciu wyglądał obiecująco, a po rozpakowaniu okazało się, że plastikowa srebrna otoczka jest tak brzydka, że lampa nadaje się tylko do kotłowni.


Miałam do wyboru: albo w miejscu gdzie miały być zamontowane obniżyć sufit dodając listwę, albo dać sobie spokój. Wybrałam to drugie. Na koniec dwie lampki zamontowane zostały w toalecie pod schodami, a jedna „została” bez przydziału. Z kolei lampki ścienne typu oczka, które mają małe trzpienie, zazwyczaj dają mało światła. Dlatego musiałam zrezygnować z trzech lampek, typu oczka, bo tak ładne by cieszyć oko swoją urodą nie były, a światła dawały symbolicznie.



Chyba nie tylko mnie się spodobał: w Jankach na półce był tylko jeden, a na infolinii Leroy Merlin dowiedziałam się, że jest to towar „wyprzedażowy” i nie ma go już ujętego w zestawieniach magazynowych. Z kolei w prywatnych sklepach, pomijając to, że kosztował dużo drożej, był tylko na zamówienie … Na szczęście dobrej duszyczce, która pomaga mi na finiszu, udało się upolować trzy reflektorki w Piasecznie i pan wykończeniowiec nie musiał czekać Z tym, że też nie jest tak, że lampka spełnia wszystkie wymagania: śrubka do montażu jest z boku i tym samym nie ma żadnych szans, by reflektorek obsadzić głębiej w suficie. Pocieszać się można tym, że dystans pomiędzy denkiem a sufitem jest bardzo mały. Tyle, że nic nie stało na przeszkodzie, by śrubkę do mocowania umieścić wewnątrz obudowy, obok żarówki.
Do lampki Philips Afzelia dodałam kwadratowy plafon (też aluminiowy) i w ten sposób „odfajkowałam” kolejną łazienkę (też nie wiadomo dlaczego nie pomyśleli o białej śrubce. taka mała rzecz, a jak cieszyłaby oko).


Ponieważ plafonów łazienkowych miałam już dosyć, do kolejnej łazienki kupiłam, po upewnieniu się, że długość kabla można dowolnie regulować, sufitowe lampy-kule.

i dwa, tak samo chromowato błyszczące, kinkiety do powieszenia nad dużym, długim lustrem.


Na zdjęciu się najlepiej nie prezentuje, ale zapewniono mnie, że będzie pasować do łazienkowych kul. Lampka Philips Afzelia nie ma przynajmniej pretensji do bycia lampeczką z „wyższej półki”, tak jak lampka Cleoni, która ma ten sam błąd konstrukcyjny i w dodatku dużo więcej odstaje od sufitu, odsłaniając mało estetyczną „elektrykę”.

Jeszcze nie wiadomo, czy zmieniony zostanie sposób mocowania oprawki, czy dodana będzie osłonka z metalowego paska pomalowanego na ten sam kolor co lampka. A te wszystkie utrudnienia, tylko dlatego, ze lampki Cleoni są z ceramiki i można je pomalować na dowolny kolor (w moim przypadku będą pomalowane w kolorze belki na której wiszą). W kuchni, poza lampkami Cleoni, będą jeszcze lampki pod szafkami (12V), oświetlenie w okapie, ale zastanawiam się czy na blacie kuchennym nie postawić dodatkowej lampy, tak mi się ona podoba.


To jest bardzo mądra lampa jest sterowana na pilota: zimno-ciepło i jasno-ciemno i pasowałaby do trzech kupionych już przeze nie paneli ledowych, na ścianę nad jadalnią (30 x 90), do salonu (60 x 60) i w korytarzu (30 x 30).

Panele ledowe są teraz wszędzie, w każdym sklepie. W Leroy Merlin kosztują 2/3 tego co w Ikei, w innych sklepach sporo drożej. Czym się różnią nie wiem. Kupiłam w Ikei, bo zawsze były tam dobre żarówki, podobno mają mnie przeżyć, ale aż takiego zaufania do ich długowieczności, jak zapewnia producent, nie mam.


Tak modne obecnie reflektorki zaplanowałam jedynie do oświetlenia krużganków brwinowskich. Na suficie widocznego z parteru korytarza będzie szyna z reflektorkami z Ikei.


W sypialniach na górze odstąpiłam od technicznego oświetlenia. W jednej postawiłam na klasykę:

Ponieważ przy takich lamach może i łatwo o nastrój, ale czyta się gorzej, ze ściany nad łóżkiem będą dodatkowo wystawały lampki do czytania, typu snake.

W pokoju wnuka postawiłam na kolor i zamówiłam lampę typu Pająk (gender, genderem, ale układając kolory zrezygnowałam nie tylko z białego, czarnego, szarego ale i pomarańczowego i różowego).

W jego pokoju są jeszcze dwa kinkiety. Jeszcze się zastanawiam, czy kupić dwie takie




W swojej części, tzw. Hobbitonie, mam zamiar wykorzystać trochę swoich starych lamp w tym moje witrażowe cudeńka, na czele z tą:

Z sufitu zwisać będzie moje jeszcze jedno „stare” Tiffany (szukałam dobrego zdjęcia, ale nie znalazłam). Tu też będą zmiany, m.in. postanowiłam pomalować na biało bambusową lampę z Ikei.

I zaszalałam kupując w Black Friday do swojej sypialni wielofunkcyjny kinkiecik:

Własna twórczość to zwisający z dachu żyrandol nad stołem w jadalni. Lampa będzie składana: trzy przydymione szklane klosze z Ikei złączone w jeden pałąk.

które będą wisieć na kablach, oprawkach i zawieszkach i innych niezbędnych częściach zakupionych w Bylight.

Przede wszystkim lampy dzielą się na:
- Prawdziwe lampy, które składają się z obudowy i z wymienialnej żarówki. Grupę można dalej dzielić na podgrupy (żarówki, oprawki itp.), ale z punktu widzenia użytkownika najważniejszy jest podział na lampy, w których producent przewidział możliwość włożenia mocnej żarówki, i na takie, w których max moc żarówki jest z góry określona i zazwyczaj nie jest ona zbyt wysoka.
- Świecące przedmioty, z wymienialnym źródłem światła, przy czym ta „wymienialność” jest mocno umowna. Kupując tego typu lampki należy mieć na uwadze, że szansa na kupienie żarówki ledowej pasującą do kilkuletniej „lampki” jest bliska zeru.
- Świecące przedmioty, z niewymienialnym źródłem światła. W zamian, w opisie technicznym obiecane jest 20, czasami 25 letnie bezawaryjne świecenie takiego ledowego cudu.
Problem w tym, że w zasadzie większość lamp na rynku to lampy ledowe, pewnie chodzi o to, by tak jak w przypadku sprzętu AGD, gdy przestana świecić, kupić nowe, a nie wymieniać żarówkę. Oferta na rynku nie powala. W marketach budowlanych, wszystko na jedno kopyto. To, że w Leroy Merlin, są też krótkie serie lampek zahaczających o średnią półkę, niewiele tu zmienia. W sklepach internetowych jest wprawdzie zdecydowanie lepszy wybór, ale jeżeli tylko coś wyrasta ponad poziom marketu, od razu jest dużo droższe. W dodatku na zwrot często dają tylko 14 dni, a pan elektryk potrafi wydać druzgocąca opinię dopiero po upływie tego czasu. Z kolei sklepy naziemne, jak tylko mają trochę inny asortyment, kreują się na nastawione na wypasionego klienta „salony”. W Wwie największy wybór jest chyba w Centrum Światła na Bartyckiej, ale też nie wszystkie lampki można „pomacać”, tak by po upewnieniu się, że pasują, wrócić do domu i kupić po niższej cenie.
Generalnie ten przydługi wstęp był, po to, by podkreślić, że nie było łatwo. Na wstępie opracowałam nierealny, bo bez właściwego „zgłębienia tematu” plan zakupów. Np. nie zdawałam sobie sprawy, że podstawowym pytaniem przy małych lampkach jest to, czy lampka jest na 12 V czy 230 V. Na przykład taka aluminiowa oprawka schodowa Britop kosztuje 45 zł, a wersja 230 v, którą kupiłam bo nikt mi nie powiedział, że takiej nie potrzebuję, dwa razy tyle.
Do lampek Britop udało mi się spasować wiszący też na ścianie schodów, tyle że wyżej, aluminiowy kinkiet Philips Gainsboro (jest teraz również i w ofercie Leroy Merlin).

Jego buźka idealnie pasowała do lampek schodowych, ale już po powieszeniu okazało się, że kinkiet nie nadaje się na schody, bo gdy idzie się po schodach do góry, odsłania brzydkie elektyczne „bebeszki” i dlatego wyląduje w wiatrołapie.

Na schody kupię kinkiet z zakrytym denkiem, optuję za tym, wolałabym coś większego, tylko nigdzie nic takiego nie mogę znaleźć.
Zaznaczyłam, że kinkiet Philips Gainsboro jest z aluminium, bo kupiłam go po odebraniu bolesnej kolejnej lekcji: nie warto patrzeć na zdjęcie, tylko na materiał z którego lampka jest wykonana. Kupiony z myślą o łazience plafon na zdjęciu wyglądał obiecująco, a po rozpakowaniu okazało się, że plastikowa srebrna otoczka jest tak brzydka, że lampa nadaje się tylko do kotłowni.


Miałam do wyboru: albo w miejscu gdzie miały być zamontowane obniżyć sufit dodając listwę, albo dać sobie spokój. Wybrałam to drugie. Na koniec dwie lampki zamontowane zostały w toalecie pod schodami, a jedna „została” bez przydziału. Z kolei lampki ścienne typu oczka, które mają małe trzpienie, zazwyczaj dają mało światła. Dlatego musiałam zrezygnować z trzech lampek, typu oczka, bo tak ładne by cieszyć oko swoją urodą nie były, a światła dawały symbolicznie.



Chyba nie tylko mnie się spodobał: w Jankach na półce był tylko jeden, a na infolinii Leroy Merlin dowiedziałam się, że jest to towar „wyprzedażowy” i nie ma go już ujętego w zestawieniach magazynowych. Z kolei w prywatnych sklepach, pomijając to, że kosztował dużo drożej, był tylko na zamówienie … Na szczęście dobrej duszyczce, która pomaga mi na finiszu, udało się upolować trzy reflektorki w Piasecznie i pan wykończeniowiec nie musiał czekać Z tym, że też nie jest tak, że lampka spełnia wszystkie wymagania: śrubka do montażu jest z boku i tym samym nie ma żadnych szans, by reflektorek obsadzić głębiej w suficie. Pocieszać się można tym, że dystans pomiędzy denkiem a sufitem jest bardzo mały. Tyle, że nic nie stało na przeszkodzie, by śrubkę do mocowania umieścić wewnątrz obudowy, obok żarówki.
Do lampki Philips Afzelia dodałam kwadratowy plafon (też aluminiowy) i w ten sposób „odfajkowałam” kolejną łazienkę (też nie wiadomo dlaczego nie pomyśleli o białej śrubce. taka mała rzecz, a jak cieszyłaby oko).


Ponieważ plafonów łazienkowych miałam już dosyć, do kolejnej łazienki kupiłam, po upewnieniu się, że długość kabla można dowolnie regulować, sufitowe lampy-kule.

i dwa, tak samo chromowato błyszczące, kinkiety do powieszenia nad dużym, długim lustrem.


Na zdjęciu się najlepiej nie prezentuje, ale zapewniono mnie, że będzie pasować do łazienkowych kul. Lampka Philips Afzelia nie ma przynajmniej pretensji do bycia lampeczką z „wyższej półki”, tak jak lampka Cleoni, która ma ten sam błąd konstrukcyjny i w dodatku dużo więcej odstaje od sufitu, odsłaniając mało estetyczną „elektrykę”.

Jeszcze nie wiadomo, czy zmieniony zostanie sposób mocowania oprawki, czy dodana będzie osłonka z metalowego paska pomalowanego na ten sam kolor co lampka. A te wszystkie utrudnienia, tylko dlatego, ze lampki Cleoni są z ceramiki i można je pomalować na dowolny kolor (w moim przypadku będą pomalowane w kolorze belki na której wiszą). W kuchni, poza lampkami Cleoni, będą jeszcze lampki pod szafkami (12V), oświetlenie w okapie, ale zastanawiam się czy na blacie kuchennym nie postawić dodatkowej lampy, tak mi się ona podoba.


To jest bardzo mądra lampa jest sterowana na pilota: zimno-ciepło i jasno-ciemno i pasowałaby do trzech kupionych już przeze nie paneli ledowych, na ścianę nad jadalnią (30 x 90), do salonu (60 x 60) i w korytarzu (30 x 30).

Panele ledowe są teraz wszędzie, w każdym sklepie. W Leroy Merlin kosztują 2/3 tego co w Ikei, w innych sklepach sporo drożej. Czym się różnią nie wiem. Kupiłam w Ikei, bo zawsze były tam dobre żarówki, podobno mają mnie przeżyć, ale aż takiego zaufania do ich długowieczności, jak zapewnia producent, nie mam.


Tak modne obecnie reflektorki zaplanowałam jedynie do oświetlenia krużganków brwinowskich. Na suficie widocznego z parteru korytarza będzie szyna z reflektorkami z Ikei.


W sypialniach na górze odstąpiłam od technicznego oświetlenia. W jednej postawiłam na klasykę:

Ponieważ przy takich lamach może i łatwo o nastrój, ale czyta się gorzej, ze ściany nad łóżkiem będą dodatkowo wystawały lampki do czytania, typu snake.

W pokoju wnuka postawiłam na kolor i zamówiłam lampę typu Pająk (gender, genderem, ale układając kolory zrezygnowałam nie tylko z białego, czarnego, szarego ale i pomarańczowego i różowego).

W jego pokoju są jeszcze dwa kinkiety. Jeszcze się zastanawiam, czy kupić dwie takie




W swojej części, tzw. Hobbitonie, mam zamiar wykorzystać trochę swoich starych lamp w tym moje witrażowe cudeńka, na czele z tą:

Z sufitu zwisać będzie moje jeszcze jedno „stare” Tiffany (szukałam dobrego zdjęcia, ale nie znalazłam). Tu też będą zmiany, m.in. postanowiłam pomalować na biało bambusową lampę z Ikei.

I zaszalałam kupując w Black Friday do swojej sypialni wielofunkcyjny kinkiecik:

Własna twórczość to zwisający z dachu żyrandol nad stołem w jadalni. Lampa będzie składana: trzy przydymione szklane klosze z Ikei złączone w jeden pałąk.

które będą wisieć na kablach, oprawkach i zawieszkach i innych niezbędnych częściach zakupionych w Bylight.

























