Przeczytane 2019.3


Niewyjaśnione okoliczności – Dr. Richard Shepherd

O medycynie sądowej postrzeganej jako wyrafinowana sztuka dochodzenia prawdy.
Autor to czołowy patolog angielski, tyle że ta „czołowość” wybija z każdej strony i szybko staje się nudna. Coś takiego mógł napisać tylko facet. Bo jakkolwiek różne są i lokatorki na tej ziemi, tak rozbuchane ego w parze z chromosomami XX w przyrodzie nie występuje i jeżeli istniałby kościół medycyny sądowej, autor z pewnością byłby w niej papieżem.
Ale może to być też wina tłumaczenia i denerwującego języka tych opisów.
Opis kolejnych przypadków, kryminalnych zagadek, które wraz z tym jak rośnie jego pozycja zawodowa, coraz częściej były opisywane na pierwszych stronach gazet.
Jest tu na tyle ciekawych rzeczy, że warto wziąć do ręki. Ale Godzina detektywów Jurgena Thotnwald to to nie jest

Komu bije Big Ben Milena Rachid Chebab

Zbiór reportaży o współczesnej Wlk. Brytanii.
Bohaterami kolejnych rozdziałów są ludzie, którzy z bardzo różnych powodów, wybijają się ponad przeciętność, rzucają się oczy. Czy reprezentują to co odchodzi (dziennikarstwo z Fleet Street) i to co nadchodzi (radykalny kaznodzieja).
Bardzo nierówna książka.
Są rozdziały bardzo ciekawe i przez które z trudem przebrnęłam.

Zbrodnie kościoła Giuseppe Staffa

Najważniejsze i najdonioślejsze „osiągnięcia” kościoła katolickiego na tym polu.Od mroków wczesnego średniowiecza: intryg, zbrodni i fałszerstw w jakich wykluwał się podział na kościół wschodni i zachodni, przez kolejne stulecia aż po Rwandę.
Jedno mnie zawsze dziwi, gdy o tym czytam. Chociaż nikt nie kwestionuje faktów i wielu w historii było tym delikatnie to określając „zniesmaczonych”, to w zasadzie jedynie kontra Lutra odniosła sukces (co z ty dalej zrobiono to już inna bajka).
Nie wiem tylko dla kogo jest tak książka. Z jednej strony autor zakłada, że czytelnik ma podstawową wiedzę o tle historycznym i zaledwie go szkicuje (pewnie i dlatego by zmieścić się w jednym tomie). Ale tak wyrobiony czytelnik, pewnie dużą część przedstawianych w tej książce faktów zna.
Z drugiej strony, ta książka to coś więcej niż tylko opisy zbrodni przetykane garściami zgrabnych anegdot i więc wyrasta ponad „pudelkową sieczkę”.
Takie podręczne kompendium. Ale sam temat wart głębszego zbadania.

Tydzień w nowym domu

Pomieszkałam przez tydzień w moim domu. Jak zwykle plany miałam, że ho, ho! A skończyło się na jednej książce, i nawet drutów do reki nie wzięłam. W domu też prawie nic nie zrobiłam. Jak już, robili to inni. Dzięki nim, bardzo powoli, ale odhaczane są kolejne pozycje, z listy rzeczy do zrobienia.
Między innymi w toalecie pod schodami są drzwi.

A moja szafa ma już uszy.

Ten oleander to jeden z nielicznych kwiatków, które przeżyły tułaczkę po znajomych.
Będę teraz odtwarzać, ale w „tradycyjnych” doniczkach. Łada dość skutecznie wybiła mi z głowy hydroponikę: dałam się przekonać, że drogo (odżywki) i wcale nie prościej. Dzięki Ładzie zaoszczędziłam też 700 złotych. Gotowa byłam w outlecie kupić sobie takie pudełko – wydawało mi się mniej pracochłonne niż akwarium, a równie ładne. Ale teraz już wiem, że zioła mają bardzo różne wymagania, Łada mnie przekonała, że tylko na obrazku tak chętnie rosną sobie razem.

Btw. nie pamiętam w której książce pisanej przez lekarza przeczytałam, że w pokojach lekarskich, w których przekazuje się bliskim kiepskie informacje, często instaluje się akwaria.

Napaliłam w kominku, rozwiesiłam pranie na tarasie.

Słowem może jeszcze go do końca nie oswoiłam tego domu, ale „poczułam”, że go mam.

Szafy stoją w zasadzie puste, a w komórce strach otworzyć drzwi. Z jednej strony, skoro od ponad roku obywam się bez upchniętych w tej komórce rzeczy, do niczego nie są mi tak naprawdę potrzebne. Z drugiej strony, wywalić z zamkniętymi oczami do kontenera nie potrafię.

Zaliczyłam też mega wpadkę.
Na stronie Ikei teoretycznie można sobie złożyć samemu np. szafę, ale tylko teoretycznie. Tak naprawdę jest do wyboru kilkanaście sztywnych zestawów, a zaplanować to sobie można co najwyżej klamki, albo nóżki. Jakiekolwiek odstępstwo w proponowanym zestawie oznacza konieczność udania się do sklepu (w tzw. plannerowi wizyty umawia się jak u dentysty, na konkretny dzień i godzinę).
Pani była bardzo miła, zamówiona przeze mnie szafa bardzo prosta (to o tę prostotę chodziło, wszystkie oferowane na stronie zestawy, mają całe mnóstwo niepotrzebnych dodatków). Szafa przyjechała w 61 kawałkach i nigdzie nie było napisane jaki będzie jej docelowy wymiar, Dopiero jak chłopaki ją złożyły, odkryłam że to nie tak miało być.

Zamówiona szafa miała mieć 220 cm (dwie 80-tki i jedna 60-tka). Ale widocznie pani w „planerowni” źle zrozumiała i dostałam jedną 80-tke i dwie 60-tki. Na rysunku ładnie wyglądało, dołączona do rachunku lista zamówionych części miała kilka stron i założyłam, ze obie z panią mówiłyśmy o tej samej szafie.
Moja wina, nie sprawdziłam. I teraz muszę oddać jedną 60-tkę i zamówić 80-tkę … Co oznacza nie tylko kłopot, ale i dodatkowe koszty (Ikea liczy sobie za transport jak za zboże).

Miałam też przenieść blog, ale na to też nie znalazłam w tym tygodniu czasu. Może w następnym tygodniu?

Dlaczego tobie się tak wiecznie coś przydarza

Mama zadała mi pytanie: Dlaczego tobie się tak wiecznie coś przydarza?

No właśnie.

Trwa batalia sądowa i prędko się nie skończy, następna sprawa sądowa dopiero na jesieni. Ale „rokuje”. ZUS do kapitału początkowego przyjął 101% średniej, na podstawie przedstawionych przeze mnie oryginałów zaświadczeń powinno mu wyjść 123%, gdyby sąd uwzględnił książeczkę ubezpieczalni byłoby 133 %, a gdyby jeszcze uznał świadectwa pracy i ksera pitów mogłabym „dostać”143 %. Czuję, mam szanse na 133%. A może i coś więcej?

Przy okazji sąd zgodził się z moją propozycją by w mojej sprawie zrezygnować z usług Poczty Polskiej.

Na tym polu zapowiada się kolejna batalia: jeżeli potwierdzą się moje podejrzenia, że poczta w Brwi wpadła na nowy pomysł i „doręcza” listy polecone wrzucając je po prostu do skrzynek, chyba jednak zdecyduję się na wystąpienie na wojenną ścieżkę.

Na razie napisałam do jednego z nadawców otrzymanych przeze mnie listów taki mail:

Dziś w skrzynce pocztowej znalazłam pęk listów poleconych, między innymi od Państwa firmy. W skierowanym do mnie liście widnieje takie zdanie: potwierdzenie odbioru (żółte potwierdzenie odbioru) będzie traktowane jako korespondencja odebrana. Zapoznałam się z przesłaną do mnie korespondencją, mimo że Państwo nie otrzymali żółtego potwierdzenia odbioru. Proszę tylko o potwierdzenie, ze nie dostali Państwo żółtego potwierdzenia odbioru. Bo jeżeli ktoś się na nim podpisał, jest to równoznaczne z tym, że doszło do fałszerstwa i zamierzam w taki przypadku podjąć stosowne kroki. Chciałabym przy okazji poinformować, że korzystanie z usług Poczty Polskiej, w Brwinowie jest działaniem pozbawionym jakiegokolwiek sensu i przysłowiowym wywalaniem pieniędzy w błoto. Poczta Polska w Brwinowie nie dostarcza listów poleconych. Tradycyjnych papierowych zawiadomień o przesyłkach nie dostarcza, bo nie ma listonoszy. Zawiadamianie sms-em też im nie wychodzi, bo system, który za to odpowiada co rusz im się wywala, a po przywróceniu nie powraca do poprzednich ustawień co oznacza, że zgubił nierozesłane zawiadomienia. Do tej pory Poczta odsyłała listy do nadawców, którzy mieli przynajmniej świadomość, że list nie został dostarczony. Najwyraźniej obecnie postanowili poradzić sobie z dostarczaniem listów poleconych wsadzając je do wiszących na płotach skrzynek. Ta nowa „praktyka” niesie z sobą jeszcze większe zagrożenia niż poprzednie

To nie wszystko. Nie tylko Poczta Polska jest z dykty. Bankomat też.

Poprosiłam bankomat o 400 zł, dał 380, ale powiedział światu (czyli systemom bankowym, że 400). Zgłosiłam, ale nie spodziewam się niczego. Zastanawiam się czy nie wrócić do okienka bankowego.

Nowy podatek bankowy?

 

Bardzo powoli, krok po kroczku realizuję program „urządzanie domu” W tym tygodniu, za pomocą pudełek z Jysku, poukładałam w szafce płyty CD. Kosztowało mnie to 110 zł, Stojaki do płyt były jedynie w Amazonie i najprostszy wariant kosztował trzy razy tyle. Na grupie na Fejsie poradzono mi skorzystanie z drukarni 3D. Sam wydruk formy nie byłby nawet drogi, ale pod warunkiem że przyszłabym z własnym projektem. Odpuściłam sobie. Doszłam do wniosku, że umiejętność projektowania 3D nie jest mi do niczego potrzebna..

 

Planowanie i tak mnie dopadło, przy okazji zakupu szafy Ikea.Z bliska wcale nie jest to takie piękne i przyjazne. Na stronie internetowej, w udostępnionym przez Ikeę programie jest tak naprawdę do wyboru kilka dodatkowych możliwości. Jeżeli nie chce się skorzystać z gotowych propozycji, trzeba jechać do sklepu. A tam … można się jedynie umówić na wolny termin. Ciekawe co ma zrobić mieszkaniec Płońska, czy Radomia?

Jak dla mnie blamaż.

Ale – i to się im chwali – można u nich dostać normalny czajnik, na którym można postawić czajniczek.


 

Poniżej symboliczny opis otaczającej nas rzeczywistości, (fragment artykułu Julisza Ćwielucha z Polityki)

 

 

Jeżeli chodzi o wyprowadzkę z bloxa.

W tym tygodniu siedzę na zwolnieniu i jest to jedna ze spraw jaką mam do „ogarnięcia”. Na dzień dobry muszę zatytułować wszystkie wpisy, bo tylko takie, z „tytułem”, widzą udostępnione przez Blox narzędzia do importu. Potem jeszcze grafika.

Ale do końca miesiąca się powinnam się z tym uporać.

 

Dylemat

Mam dylemat, które hasło ma większą nośność: ZUS twoja mać, czy Poczta twoja mać?

W środę sąd zadecyduje, czy uwzględni mój wniosek o przywrócenie terminu. Odwołałam się do sądu od decyzji ZUS o ustaleniu kapitału początkowego i po jakimś czasie dowiedziałam się że w mojej sprawie zapadł prawomocny wyrok. Sprawa toczyła się bez mojego udziału, bo nie dostałam żadnego powiadomienia. O rozprawie w środę też bym nie wiedziała, gdybym nie zadzwoniła do sądu. W aktach są nieodebrane, kierowane do mnie z sądu pisma. Jakiś czas temu zamówiłam na poczcie zawiadamianie o przesyłkach sms-em. Ale jak się przekonałam też nie można na tym polegać, poinformowano mnie, że tak się zdarza, bo „system się czasami zawiesza”.

Z drugiej strony, ZUS bardziej boli: wyliczył mi kapitał początkowy uznając trzy lata pracy w jednej ze szkół, ale nie uznając wysokości wykazanego wynagrodzenia. Za te lata policzył mi stawkę minimalną. Swoje stanowisko uzasadnił tym, że przedłożony przeze mnie dokument jest kopią.

W domu nie opuszcza mnie remont. Podobno jeszcze raz trzeba było pomalować belki w kuchni, siłą rzeczy znowu wydłużył się przez to czas oczekiwania na Wielki Dzień Zakończenia Remontu.

 

Ale generalnie w tym tygodniu powiało optymizmem. Był Pan z kamerką termowizyjną i powiedział, że nie jest źle. Sama to widzę, ale dopiero po wyregulowaniu okien, Szkoda tylko, że zrobiono to w marcu, w przeddzień termowizji, a nie w listopadzie.

Z pamiętnika wk … konsumentki 

Skycash

Jeżdżę do Brwi raz koleją (szybciej i z dworca mam 1,3 km) raz WKD (częściej, niezawodnie, ale do przejścia 1,8, w dodatku przynajmniej połowa drogi prowadzi przez teren niezabudowany). W dodatku nie codzienni, bo często dalej nocuję u mamy. Tym samym bilet miesięczny mi się nie opłaca. Kasy kolejowe to osobny temat – zazwyczaj nie miałam jeszcze biletu w ręku gdy pociąg wjeżdżał na peron i miałam do wyboru: czekać na następny, czy kupić w pociągu z dopłatą 6,8 za wypisanie.

 

Dla takich jak ja wymyślili aplikacje do kupowania biletów w telefonie. Do tej pory używałam bardzo wygodnej apki Skycash, ale pewnego dnia zażądała ode mnie danych osobowych – pesel. nr. dowodu. itp. Powołała się na regulację UE, co jest wierutna bzdurą bo dotyczy transakcji powyżej 50 euro. Mam nadzieję, że mało kto na to poszedł, ale pewnie byli i tacy co się na to nabrali. Skycash dał furtkę: napisali że jak ktoś przejdzie na płatność kartą to może tych danych nie podawać. Skoro dali taka możliwość to z nimi zostałam, bo sama apka jest fajna w obsłudze. Tyle, że po wyznaczonym dniu przestała ze mną gadać, cały czas żądając ode mnie danych w celu weryfikacji konta. Odcięłam mnie od wszystkiego, również od moich pieniędzy, które trzymałam w tzw. podręcznej portmonetce. Dużo ich nie było, niecałe 3 złote, ale grosz do grosza…. BOK tej firmy na maile nie odpowiada. Nie zdziwię się, gdy za jakiś czas przeczytamy o kolejnej aferze. Btw. Mpay jest równie przyjazną apką, a nie żąda danych.

Blogować będę. Na ten moment zakładam, że archiwum przeniosę na WordPress. A jeszcze nie wiem, czy bloga będę prowadzić tam czy na blogspocie, Musze mieć chwilę czasu by na spokojnie zobaczyć na czym ten WordPress polega.