Koniec !!!

Pomijając to, że:

  1. Brakuje jeszcze półek w moim saloniku, nie została wykończona szafka na tarasie, trzeba wymienić listwę w kuchni i porobić szereg akrylowo-malarskich „poprawek
  2. Muszę wymóc na poprawienie w raamach reklamacji przyłącza wodociagowego, albo znaleźć hydraulika, który to zrobi
  3. Pani od ogrodu nie odbiera telefonów
  4. Brakuje dwóch uchwytów od szafy i na razie Ikea nie ma ich w magazynie
  5. Brukarz nie zabrał całego gruzu i przestał odbierać telefony 
  6. Popsuła się spłuczka w toalecie pod schodami i muszę ją reklamować

REMONT uważam za zakończony !!!!

Ostatnim elementem było pozbycie się niepotrzebnych rzeczy z komórki. Przydała się do tego myjka parowa, która poległa z kretesem na podłodze w łazience na piętrze. Nie mam już więcej pomysłów jak mogłabym domyć tę podłogę. Rozważam reklamację – ale nawet jeżeli ją uznają, dadzą co najwyżej nowe płytki, skucie i położenie na mój koszt.

Rzeczy z komórki już za płotem i jak je wywiozą, będę mogła z czystym sumieniem głosić ideę „zero waste”.

Przy okazji wywożenia gratów, chłopcy kolejny raz chłopcy musieli pojechać naprawić kółko w taczce. Poprzednia moja taczka nie była wygodna, ale – do czasu, aż rdza przeżarła kółko – przynajmniej niezawodna. Wygląda na to, że trawersując prawo Kopernika: zła taczka wypiera dobrą taczkę.

Zakończenie remontu nie oznacza stagnacji, cały czas zmienia się wystrój, między innymi na miejscu całkiem porządnej szafki z sosnowego drewna, pojawiła się szara do kompletu

Z powrotem poczułam, że Brwi to moje miejsce na ziemi. Założyłam też klub miłośników Papugi Brwinowskiej

i oglądam na Twitterze twity o hodowaniu papugi od wyklucia się jej z trzymanego w ręku jajka

Przy czym w Brwi mieszka aleksandretta większa, a te brzdące to aleksandretty śliwogłowe.

W piątek kolejny raz zasiadłam z Joluśką śledzić losy bohaterów Gry o Tron. Po godzinie dałyśmy sobie spokój, nie udało nam się nawet doczołgać do końca pierwszego sezonu. Tam się tylko mordują, w przerwach uprawiając dość schematyczny sex. I tak odcinek za odcinkiem.

Następny wieczór był bardziej udany, Tym razem obejrzałam z Joanną Tylko nie mów nikomu. Nie spodziewałam się, że aż tak dużo osób wpadnie tego dnia na ten sam pomysł.

A na koniec mina kota sąsiada, gdy próbowałam mu wytłumaczyć, że ma sobie znaleźć inne hobby, bo ma wystarczająco dużo żarcia w misce by nie mordować ptaków na mojej działce,

Z pamiętnika mega wk … konsumentki

Z pamiętnika mega wk … konsumentki

Ikea blues

  1. Projektuję na stronie szafę, ale na koniec okazuje się, że w systemie Platsa, a jestem na niego skazana (bo tylko w nim skomponuję szafę 220 cm), takiej jak chcę w w necie nie zamówię.
  2. Jadę do Blue City, do planerowni, ale tam dowiaduję się, że za pierwszym razem to mogę co najwyżej się umówić. Stawiam się w planerowni o umówionej godzinie i zamawiam szafę. Pani nie może „wywołać’ z netu mojego projektu i musi zrobić go od nowa. Nie zauważam, że przy którymś kliknięciu myszą, zmienia się rozmiar szafy (z 220 cm na 200 cm).
  3. Przywożą szafę. Zamiast dwóch 80-tek i jednej 60-tki, dwie 60-tki i jedna 80-tka.
  4. Zabierają niepotrzebną 60-tkę i przywożą 80-tkę. Odkrywam, że brakuje dwóch uchwytów: jednego długiego, jednego krótkiego (60-tka z nadstawką miała tylko jedne drzwi).
  5. Kurier przywozi rączki, dwie długie. Płacę 50 zł (do końca nie wiem za co, bo uchwyty kosztują 30 zł, a kurier na terenie Wwy to koszt 15 zł), ale niech tam. Zależy mi na uchwytach.
  6. Kurier zabiera długie uchwyty, są zapakowane więc oddaję paczkę w całości.
  7. Kurier przywozi uchwyty, tym razem dwa krótkie, nie przyjmuję paczki.
  8. Dzwonię do reklamacji proponują mi, bym sobie sama zamówiła brakujące uchwyty. W międzyczasie na moje konto mają zostać zwrócone pieniądze, (mam nadzieję, że nie tylko 30 zł za uchwyty + 20 zł za kuriera). Proponują mi wprawdzie nagrodę pocieszenia – kartę upominkową do odebrania w Jankach lub Targówku, ale ja nie mam samochodu i tam nie bywam, więc odmawiam.
  9. Postanawiam wejść na stronę, kupić uchwyty i zapłacić za kuriera. Ale krótkich uchwytów brak ….

Wiem. Cheap furniture, cheap service. Napisałam do nich na Fejsie. Odpisali że przepraszają za niedogodności i mają nadzieję, że podobna sytuacja się nie powtórzy (czyt: mają nadzieje, że więcej nie będę ich klientem) .

DHL blues

Zapłaciłam za kuriera podwójnie by przywiózł paczkę 2 maja. Wyglądało na to, że mają zamiar dotrzymać umowy, potwierdzając to w mailu. Rano w dniu dostawy w kolejnym mailu jeszcze raz to potwierdzili, a w południe gdy sprawdzałam na stronie widniało: „przesyłka w doręczeniu”. Tyle, że gdy o 16 zadzwoniłam i zapytałam ile jeszcze mam czekać, pani mnie przeprosiła i powiedziała, że kurier dostarczy paczkę w przyszłym tygodniu …

Firma, w której dopłaciłam by dostawa była 2 maja, przeprosiła za niedogodności, ale do uwagi, ze dopłaciłam za dostawę konkretnego dnia się nie odniosła. Przykład idzie z góry: nie mam ich płaszcza i co im zrobię?

Geis blues

Patrz DHL blues.

Wakacje z wnukiem

Moje oczekiwania:

  1. łatwy dojazd: czyli pociąg + ok. 20 km taksówką lub autobusem
  2. zróżnicowane animacje, adresowane do troch większych dzieci, czyli nie zajęcia plastyczne, opowiadanie bajek i dyskoteki

Spędziłam kilka dni na przeszukiwaniu netu i takich wczasów nie znalazłam (drugi raz nad Gim nie chcę jechać). Wprawdzie niektóre ośrodki proponują „atrakcyjne animacje i dla starszych dzieci”, ale po przeczytaniu oferty okazuje się, że mają na myśli „salony” play station.

A poza tym sprzątam dalej komórkę:

cof_soft

i w nielicznych wolnych chwilach prowadzę życie towarzyskie.

Zrobili wreszcie przejście pod torami, tak, że tak jak przed laty mogłabym iść przez park na sobotni targ, po drodze wpadając do Staśki na herbatę.

dav_soft

Ale targ przeniesiono bliżej mojego domu, a Staśka wyniosła się do Broku. Poszłam tym przejściem do Łady, siedziałam w ogrodzie dwie godziny wypatrując papuga brwinowskiego, mogłam go posłuchać bo skrzeczał, ale nie pokazał się. Nie doczekawszy się Pana Papuga, zobaczyłam jaki mam kupić kompostownik:

Gabrysia jak co roku zorganizowała piknik z okazji rocznicy wejścia do Unii.

cof_soft

I wróciliśmy do grania w brydża. Tym razem u Agnieszki, u której właśnie przekwitała glicynia.

Mam ogrodowe dylematy.

Czy zainstalować podlewanie ogrodu? Spory wydatek, ale z uwagi na to, jak bardzo nie lubię podlewać, nawet brałam to pod uwagę. Zmroziło mnie to, że że nawadnianie musi być zasilane woda miejską, bo woda ze studni ma za dużo żelaza. A jak jeszcze dowiedziałam się, że do tego jeszcze dochodzą koszty corocznej konserwacji …

Co zasiać zamiast trawy? Trawa jest wymagająca, wodochłonna i trudna w utrzymaniu. Zwłaszcza na działce, na której rosną sosny. Ale nikt – ani firmy ogrodnicze, ani członkowie zielonych grup na fejsie nie ma pomysłu co w zamian. Barwinek, bluszcz? Ale na tym, nie rozłożę kocyka. A tak przy okazji: z prowadzonych na fejsie dyskusji wynika, że świadomość deficytu wody i tego, że będzie z tym coraz gorzej, jest zerowa. O ile jeszcze to, że utrzymanie trawy wymaga zachodu, było zrozumiałe, o tyle mój problem, że woda kosztuje i będzie kosztować coraz więcej, już nie. Wszyscy maja tę wodę za darmo i zakładają, że tak będzie na wieki.

Ale też i wiele z tego fejsa nowinek poznaję. Na przykład to:

Piszą, że rewelacyjnie zabezpiecza szyby i może nie trzy lata, jak zapewnia producent, ale okna długo pozostają czyste. Tyle, że mnie by urządzało zabezpieczenie szyb, nie tylko od zewnątrz, ale i od wewnątrz – myślę o czterech oknach dachowych, do których nie ma „normalnego” dostępu.

Drugi sezon True Detective mocno taki sobie (przez dwie minuty w jednym z odcinków występuje Weronika Rosati).

Teraz trzeci, na który ostrzę sobie zęby, bo po Green Book bardzo polubiłam Mahershala Ali.

Zakupowo

Powoli opróżniam komórkę. Naszła mnie taka refleksja, że wyrzuca się rzeczy (co jest zajęciem bardzo czasochłonnym i męczącym) tylko po to, by zrobić miejsce na nowe. W ten weekend wypakowałam jedną szafkę i już mam dosyć. Z przerażeniem myślę o kolejnych.

O mały włos nie przepłaciłabym tego sprzątania życiem: zapadł się pode mną właz do starego szamba, uskoczyłam w ostatniej chwili. Jakbym tam wpadła – a nie miałam przy sobie komórki – mogłabym wołać o pomoc w nieskończoność, szansa, że ktoś by usłyszał była bardzo mała. O tej porze, przy takiej pogodzie, wszyscy maja zamknięte okna.

Postanowiłam odpowiedzieć na apel i poić ptaki. A że koty sąsiadów traktują mój ogród jak własny, wstawiłam poidełko do karmnika. Nie wiem tylko jak teraz powiedzieć ptakom, że tam stoi dla nich woda.

Nie wszystko odkładam na stosik rzeczy do wyrzucenia. Np. rzeczy mojego wyjechanego synka, które przed remontem leżały na strychu, mam teraz zamiar umieścić w schowku pod schodami i aby uchronić przed robactwem postanowiłam popakować w plastikowe pudła (kolejna rzecz do kupienia …). Jak już zaczęłam przymierzać się do kupienia takich pudeł, wymyśliłam, że do kotłowni kupię pudło na rzeczy do prania pasujące wymiarem do wnęki, czyli o szerokości 60 cm i wysokości 50 cm. Pojemników do przechowywania jest całe mnóstwo: w OBI, Jysku, Ikei .. Ale wszystkie jak mają 60 cm szerokości, to wysokości max. 40 cm, a jak są wyższe, to i szersze. Na koniec znalazłam, ale ile mi to czasu zajęło …

Wynosząc się do mamy zabrałam ze sobą swoje radio, mama się do radia przywiązała, więc zamiast jej zabierać postanowiłam sprawić sobie nowe. Co ja się nachodziłam … są radio-budziki, są bumbox’y, czy malutkie kieszonkowe radyjka a’la kolibry, ale zwykłych tranzystorowych nie ma. Można jeszcze coś wybrać w outlecie na Allegro, ale sprzedają w nim radia powystawowe tylko z gwarancją sprzedawcy, wiec się nie zdecydowałam. Na koniec zamówiłam w Euro-Agd Grundiga, radio nie jest dostępne od ręki, trzeba czekać ok. 2 tygodni aż ściągną je do magazynu. Takie zwykle przenośne radio z antenką …

Biurko z krzesłem dla wnuka kupiłam nie widząc tych mebli na oczy. Pojechałam wprawdzie specjalnie w tym celu do salonu Ikei w Blue City, ale ani biurek, ani krzeseł na ekspozycji nie było. A poświęcać pół dnia na wyprawę do Janek mi się nie chciało.


W szafie dalej brakuje uchwytów (w tym tygodniu kurier przywiózł brakujące dwa uchwyty, w przyszłym jeden kurier je odbierze, drugi ma przywieźć te, o które chodzi). Razem w sprawie szafy, pięć spotkań z kurierem. Zważywszy, że w Ikei płaci się tylko za pierwszym razem, nie dziwię się, że mają tak wysokie koszty dostawy, Ciekawe, czy meble do wnuka uda im się przywieźć w komplecie za pierwszym razem.

Ale jak tak chodzę po sklepach, to mam wrażenie że to wszystko zaraz walnie. Poszłam do Rossmana po „mój” papier toaletowy, kosztował koło 18, jest po 23. Zajrzałam do Pepko, bo zamarzyła mi się druga suszarka do bielizny. Na co dzień służyłaby mi do wietrzenia pościeli, kosztowała 30 zł, kosztuje 40. Oglądam jakiś sprzęt, na stronie cena 1099, klikam by obejrzeć, wyświetla się 1279. Dzwonię i pytam o co chodzi i słyszę: jeszcze nie zdążyliśmy zmienić wszystkich cen.

Postanowiłam nie popełnić błędu mojej mamy, która zatrzymała się w analogowym świecie i teraz wszystko jest dla niej za trudne i iść z duchem czasu. Założyłam oddzielny segregator na instrukcje i powoli czytam je ze zrozumieniem. Za mną sprzęt grający i obsługa nowych funkcji w mikrofali. Teraz zgłębiam myjkę parową. Kupiłam ją z myślą o podłodze w łazience na górze, bo do tej pory aby nie myć tej podłogi, przed wejściem zdejmowałam kapcie i wchodziłam w skarpetkach. Ale myjka ma tyle końcówek że może jeszcze i do czegoś więcej się przyda?

Jak zglębię myjkę, wróćę do odkurzacza. Ma jeszcze więcej końcówek i funkcji.

Przyszedł czas by wybrać na półki na książki, które mają wisieć na ścianie za kanapą.

Półka snail z tworzywa sztucznego jest piękna, ale kosztuje 2,5 tysiąca

Są i dużo tańsze wersje, nie z tworzywa, tylko metalu i drewna, nie mają jednak już tego „cuś”. Po drugie obie te „ślimacze” wersje są dość małe.

Ale gdyby tak coś w tym stylu:

i na sąsiedniej ścianie, takie dwa kolorowe „ptaszki” …

Z tym, że muszę to skonsultować z moim designerem (czyli Joluśką), bo jak zauważyłam moje wariacje półkowe budzą mocno mieszane odczucia.

Gumiś przywiózł mi oddaną na czas remontu na przechowanie maszynę do szycia, kupiłam bezbarwną nitkę uniwersalną (całą bateria nici do szycia ciągle jest jeszcze nie odkryta w komórce) i zabrałam się za pogryzioną przez mole kamizelkę.

Teraz żałuję wyrzuconych w pierwszym gniewie pogryzionych przez mole swetrów. Nawet z tych, w których było za dużo dziur by nadawały się do cerowania, można było zrobić podusie. Złość jest złym doradcą.

dobry serial

Detektyw – sezon 1 (HBO GO)

Nie przepadam za serialami kryminalnymi, ale ten jest dobry, przynajmniej pierwszy sezon. Kilkanaście lat temu dwóch policjantów prowadziło na amerykańskiej prowincji śledztwo w sprawie zabójstwa na tle seksualnym. Jak to śledztwo przebiegało dowiadujemy się z retrospekcji: przebitek toczonego po latach przesłuchania. Film nie o dochodzeniu do prawdy, tropienie przestępcy jest jedynie pretekstem do opowiedzenia o szorstkiej przyjaźni bardzo od siebie różnych facetów.

Jutro zamykają blox. Nie spodziewałam się, że tak szybko się przestawię. Brakuje mi tylko kilku formatów, ale w końcu i je dostanę (zamówiłam u synka).

Na półmetku świąt

Pan brukarz sobie już poszedł. Był z tych myślących. Sam wpadł na to, by przeciągnąć kable pod pasami dojazdowymi (bo jak nie teraz to nigdy), dodał dodatkowy zawór wodny w piwnicy. I ponarzekał: jak mi powiedział, sytuacja w której to on, a nie klient dyktuje reguły gry, wcale go nie cieszy. Ma świadomość, że to eldorado jest tak chore, że skończy się tąpnięciem, on już jedne zaliczył w 2008 roku i więcej nie chce.

Skoro brukarz poszedł, wszczęłam poszukiwania ogrodnika. Powoli tracę nadzieję czy znajdę przed latem, a nie wiem czy jest sens sadzić w upał. Patrzę na cudze ogrody, ale nie szukam inspiracji. tylko podziwiam, teraz magnolie.

Moje zamówienie na ogród: jak najwięcej zieleni, jak najmniej roboty. Magnolia odpada. Nie dożyję już pięknego kwitnącego przez moment drzewa. A bez takiej nagrody nie warto przez resztę dni w roku mieć w ogrodzie suchy badyl.

Patrząc z mojej perspektywy, fachowcy są na wagę złota, czują się potrzebni i każdego dnia otrzymują informację zwrotną, że mają rację. Natomiast wbrew temu co niektórzy usiłują nam wmówić, Polska nie żyje strajkiem nauczycieli. Na koncercie pod Pałacem Kultury więcej chyba było wykonawców i znajomych królika, niż słuchaczy.

Jak chodziłam do szkoły średniej, około 14% uczniów uczyło się w liceum. Teraz w szkołach prywatnych i społecznych uczy się w Wwie 13,5% dzieciaków. Przypadek, że te liczby się pokrywają? Już nikt nie mówi o koszyku usług medycznych. Może nie będziemy mieli amerykańskich rakiet, ale amerykański system opieki zdrowotnej to już chyba niedługo. Na naszych oczach następuje wycofywanie się państwa z sektoru usług społecznych, a ludzie zachowują się tak, jakby ich to nie dotyczyło. W sumie dziwne.

Chyba że zawierzą cudom, np. plastrom tutmalin astral clean..

Wielki Piątek spędziłam rozdając na ulicach Wwy żółte żonkile.

Od początku dewizą akcji jest „Łączy nas pamięć”. W praktyce dzieli. Na tych co z uśmiechem pochodzą by przypiąć im żółty kwiatek i tych co jasno komunikują odwracając wzrok, co myślą o tej akcji. Ale też w tym roku nikt nie robił agresywnych min, przynajmniej na mojej zmianie.

Pierwszy dzień świąt spędziłam z Joluśką. Poszłyśmy na długi spacer, a ja, pod wpływem pytania mojej córki, uświadomiłam sobie, że trzy miasta ogrody nie łączy jedna wspólna infrastruktura ścieżek rowerowych. Tymczasem córa chciałaby jak przyjedzie, pojeździć z wnukiem po okolicy. Może mieć z tym problem. Dostałem zadanie: przeanalizować sytuację,


Każda wizyta Joluśki to inspekcja wykończeniowa. Mój zagłówek jej się nie spodobał, ale np. nie zauważyła (to i nie pochwaliła), że wymieniłam wykończenie żaluzji w salonie, bo denerwowały mnie białe listwy


Na koniec uzyskałam zaliczenie: Joluśka powiedziała, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Delektowałyśmy się w świątecznym nastroju oglądając pierwszy sezon Gry o tron. Jak dla mnie szału nie ma, znam lepsze seriale.

Nieprędko skończę oglądanie. Pomijając to, że ma 8 sezonów, umówiłam się z Joluśką, że będziemy go oglądały razem. A znowu tak często się nie spotykamy.

W moim odczuciu w te święta udało mi się znaleźć złoty środek w odwiecznej sernikowej sprzeczności: kalorie vs. smak.

Kubełek sernika zmiksowalam z mieszanką kompotową, dodałam do tego wiśnie i aby uniknąć przeładowanych cukrem galaretek, dodałam żelatynę i posłodziłam erytrolem. Joluśka, która oszukuje swój sernik na zimno, dodając do sera tarte jabłka z minimalną ilością rodzynek, przyznała, że mój sposób na „podkręcenie” smaku sera okazał się lepszy.