Przeczytane 2019.4

Sprawa Hoffmanowej Katarzyna Zyskowska

Sama sobie zrobiłam kuku biorąc tę książkę do ręki, bez przeczytania na okładce, że nie jest to reportaż, a tylko luźno oparta na faktach opowieść. Punktem wyjścia jest tzw. sprawa Kaszniców z 1925 roku – na Przełęczy Lodowej w Tatrach zginęło trzech mężczyzn. Nie był to żaden wypadek, umarli tak po prostu jeden po drugim. Towarzysząca im kobieta, żona jednego z nich, spędziła przy zwłokach ponad dwie doby zanim zeszła do doliny. Przyczyny śmierci nie ustalono. Jedyną poszlaką, że ktoś w tym maczał palce mogło być ewentualnie być to, że cała trójka przed śmiercią rozgrzała się łykiem koniaku, a kobieta nie piła. Ale też żadnej trucizny w ciałach zmarłych nie wykryto.

Autorka mocno popuściła wodze fantazji. W książce żona nie jest stateczną damą, ale byłą aktorką rewiową. Równolegle do opisu wydarzeń z 1925 roku, spotykamy ją ponownie wiele lat później w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywa od chwili wypadku.

Historia Kaszniców to jedna z nierozwiązanych tajemnic tatrzańskich. Historia Hoffmanowej to melodramatyczna powieść, z elementami Mniszkównej. Ale dzięki tej książce dowiedziałam się i o sprawie Kaszniców, wiec jakiś plus dodatni z przeczytania tej książki jest.

dobra książka

Broad Peak. Niebo i Piekło Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński

Kolejna górska tragedia, z tą różnicą, że wiadomo co się stało, do ustalenia pozostaje tylko kto jest winny.

Sprawa jest znana, każdy kto ja zna ma na ten temat swoje zdanie i przeczytanie tej książki, niezależnie od tego jakie ono jest, tylko go w nim utwierdzi. Trzeba przyznać autorom, ze odwalili kawał dziennikarskiej roboty i starają się, tak jak jest to możliwe, obiektywnie przedstawić racje obu stron. Przy czym rodziny poległych są w trochę bardziej uprzywilejowanej pozycji, słuch się ich uważniej, jednak tamci mają swoich dalej u swojego boku.

Rekonstrukcja zdarzeń, dziesiątki rozmów. A odpowiedzi na pytanie, czy gdyby poczekali, na kolegów którzy mimo późnej pory chcieli jeszcze wejść na szczyt, przeżyłaby cała czwórka, czy cała czwórka zginęła siłą, rzeczy brak.

Tragedia na Broad Peak była gwoździem do trumny polskiego alpinizmu, utrwaliła istniejący już wcześniej podział, tworząc mur wzajemnej nienawiści. Znany schemat i z tego co wiem, mimo upływu lat nic się nie zmieniło. Tylko nienawiść cosik jeszcze większa.

Ale sama książka to przykład rzetelnego, dobrego dziennikarstwa. Nawet jak kogoś nie interesuje himalaizm, dobrze opisany bulgot polskiego piekiełka.

Czas jak skarpetki nie do pary

Zawsze starałam się zrozumieć otaczającą mnie rzeczywistość. Ale się już nie da. Do tego co dzieje się za drzwiami nie pasuje już mój klucz poznawczy zakładający, że generalnie ludzie działają w swoim interesie. I nawet gdy przyjmując błędne założenia w krótszej perspektywie działają na swoją niekorzyść, w dłuższej, codzienna obserwacja uczestnicząca wymusza korektę. Tymczasem lud dalej głosuje na Wenezuelę+ (plus, bo o ile wiem tam przynajmniej jest woda). Jasne, jak kapłani nie wymodlą deszczów i staną chłodzone wodą z rzek elektrownie, nastąpi wahnięcie nastrojów społecznych. Ale jakby ździebko za późno. Już jest za późno.

Nie tylko ludzie wariują, przyroda też nie nadąża. Kolejny raz zakwitł mi grudnik. Tym razem w maju.

W domu, do tej pory jedyną rzeczą nie do ogarnięcia rozumem, było sekretne życie skarpetek. Miałam nawet kiedyś drzewko skarpetkowe, znalazłam tylko takie jego zdjęcie, tak wyglądało zaraz po zasadzeniu, potem miało zdecydowanie więcej „liści”.

Teraz doszła druga: brak czasu na emeryturze (wprawdzie formalnie przechodzę na emeryturę dopiero w tym tygodniu, ale już od trzech tygodni żyję jak emerytka i tak też się czuję). Dotychczas opowieści jak tego czasu na emeryturze brak, traktowałam jak bajki z mchu i paproci Tymczasem jedyne czego sobie nie wyobrażałam, to tego, że aż tak bardzo go nie ma. Nawet sobie narysowałam sobie grafik i wyszło mi czarno na białym, że nie ma prawa go być.

Niewiele się zmieni gdy dzieci wyjadą. Bo wprawdzie trochę robią zamętu, ale i sporo pomagają. Córka gotuje (przybyło 2 i idzie na 3).

Zięć odchwaszcza trwanik – fragmentami jest naprawdę nieźle.

Emerytalny brak czasu jest chyba przypisany do tego stanu. Wg. mojej córki rezerwą czasową jest komp i to przez niego każda herbata, zamiast 10 minut zabiera mi godzinę. Może bym i pomyślała o detoxie, gdyby nie to, że ciotki-emerytki, które odpalają kompa raz w tygodniu i poza Whatsappem nie korzystają z netu w komórce, też nie mają czasu.

I teraz nie wiem co będzie z moim orenburskim szalem? Plan był taki by zaraz po przejściu na emeryturę ruszyć z robotą. Wełna jest. Książka z wzorami kupiona. Profesjonalistkom zrobienie tego szala zabiera ok 200 godzin. Wytrawnym dziewiarkom niecały rok. A mnie? Na razie w moim Twistle-Covid doszłam do linii pach, czyli mniej więcej połowa za mną. Takie kamizelki to dobre dziewiarki popełniają w tydzień, może 10 dni.

Są i gorsze strony bycia na emeryturze. O płot zadbam sama (nie tylko wymienię sztachetę, również i pomaluję).

Nie oddam podszewki do wymiany w mojej ulubionej zimowej kurtce. Kupiłam czarną wstążkę i obszyję nią rozchodzące się szwy.

Brak czasu na emeryturze, to po części efekt pewnie wycofania się z zewnętrznych usług. Ale wszystkiego sama nie zrobię. Poza Bojarem, nie znam nikogo kto poprawił by fryzurę moich sosen.

dobry serial

Mesjasz (Netflix)

To może nie tyle jest dobry serial ile wart zobaczenia z uwagi na reakcję „religijnych wrażliwców”. Podobno to z tego powodu Netflix oświadczył, że nie będzie następnych sezonów. Idą czarne czasy, skoro takie lightowe filmidła, budzą aż taką reakcję.

Schemat ten sam co w Homeland: neurotycznie rozedrgana agentka CIA kontra współczesny świat. Tym razem na Bliskim Wschodzie pojawił się człowiek który wprawdzie nie mówi tego wprost, ale zachowuje się jak mesjasz i jako taki jest odbierany. Po doprowadzeniu do granic Izraela grupy uciekających z Syrii Palestyńczyków, nagle odnajduje się w Texasie, skąd wraz z zapatrzonymi w niego ludźmi kawalkadą samochodów najeżdża Waszyngton.

Całe mnóstwo ciekawych obserwacji. Wadą jest to, że serial jest do bólu przewidywalny i momentami mocno schematyczny. Mimo to postrzegany jako niebezpieczny. Myślę, że nie tyle chodzi o samego Mesjasza, ile o to jak przedstawieni są wierni, ich motywacja i głębokość wiary.

Niesamowity jest odtwórca tytułowej roli, jeżeli istnieje mesjanistyczna mimika, to on ją ma.

Problemy ciągle jeszcze I świata

Kupowanie żywności na zapas wymusiło zmianę lodówki, tym bardziej, że mój sześcioletni Elektolux, mimo naprawy, cały czas nie chciał zaprzestać produkowania denerwująco dużej ilości lodu i wody. Z tym, że tak samo jak przy zakupie poprzedniej lodówki, teraz też nie miałam dużego wyboru i nie mogłam kupić tego co chciałam, czyli dwuagregatowej A+++ (lodówki o takich parametrach mają minimum 190 cm wzrostu, a w mojej wnęce mieści się max 180). Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego wszystkie lodówki (podobnie jak pozostały sprzęt AGD) są tak naprawdę na jedno kopyto.

Lodówka przyjechała w sobotnie popołudnie, przed włączeniem do prądu, miała po podróży dwie godziny odpocząć, wyłączyliśmy więc odpowiedni korek, wstawiliśmy do wnęki i poszliśmy na zakupy. Po powrocie wyładowaliśmy ją po dach całym ogromem dóbr, włączyliśmy korek, a lodówka nawet nie mruknęła. Na szczęście okazało się, że spalił się bezpiecznik na tablicy, przyjechał pan elektryk i naprawił. Ale co by to było gdyby wina „leżała” po stronie lodówki? Starej lodówki już nie mieliśmy, została wywieziona.

Zmroził mnie też nowy system odbierania paczek z Inpostu, poczułam się obywatelem kraju Wielkiego Brata. Dawniej wpisywało się kod autoryzacyjny i było jakoś tak bardziej po „ludzku”, Teraz człowiek zbliża się do paczkomatu naciska w telefonie odpowiedni przycisk i paczkomat już wie, który boks ma otworzyć. By zadziałało trzeba mieć włączoną lokalizację, czyli robi to nie na poziomie: ja-paczkomat, ale: ja-satelita-paczkomat.

Nie tylko paczkomat jest w ciągłym użyciu. W Żabce odebrałam zrobiony album o wycieczce sprzed lat z Ańćką do Tunezji.

Czy jeszcze kiedyś wyjadę. A jeżeli tak, to kiedy? I czy na emeryturze będzie mnie na to stać?

A w tym tygodniu kurier przywiezie kupioną na Allegro szafkę nocną – jak będzie w stanie wymagającym jednak renowacji, Joluśka obiecała, że mi pomoże.

Szafka, swoim emeryckim designem idealnie pasuje do mojej sytuacji, jeszcze w tym miesiącu będę emerytką, poszły już stosowne wnioski. Martwi mnie teraz tylko jedno, czy w ślad za Danią, Brytania szybko nie odmrozi szkół. Bo wtedy oni wyjadą i z kim będę codziennie ćwiczyć? Wątpię czy sama będę to tak regularnie robić.

Dziś miałam też pierwsze konwersacje z angielskiego.

Słowem do dobrego człek się szybko przyzwyczaja …

dobry serial

Shtisel (Netflix)

Dawno nie widziałam tak dobrego serialu (2 sezony, każdy 12 odcinków). Serial już 6 lat, w 2019 roku miał być kręcony trzeci sezon, ale jakoś do tego nie doszło i teraz pewnie tym bardziej nikt o tym nie będzie myślał. A szkoda.

O rodzinie ortodoksów z jerozolimskiej dzielnicy Gaula (w porównaniu do Mea Shearim nieznacznie light). Główny bohater Shulem Shtisel jest nauczycielem w chederze, niedawno owdowiał, ale prawdopodobnie i wcześniej wywierał bardzo silny wpływ na swoje dorosłe już dzieci. A one starają dawać sobie same radę, ukrywając przed nim swoje kłopoty. Typowy rodzinny snuj. Ale że rzecz się dzieje w środowisku ortodoksów, bez momentów, z mała ilością gadżetów, za to z dużą ilością dialogów. Ale też i specyficznych: mało słów, dużo treści, żadnych pleplań.

Jak dla mnie mega wciągające.

W roli 15-letniej wnuczki Shulema rewelacyjna Shira Haas, której teraz po Unorthodox przepowiada się wielką karierę. I słusznie.

Bo Jack (drugi sezon)

Jestem już po dwóch sezonach. Drugi zdecydowanie słabszy. Ale według synka, serial staje się rewelacyjny dopiero od trzeciego sezonu, więc podobno czeka mnie teraz uczta, Mam nadzieję, ze się nie zawiodę

Ostatnia prosta

Postanowiłam zrobić życiowy zakręt i jeszcze w tym miesiącu przechodzę na emeryturę. Jedyne co może ulec zmianie, to kilkudniowe przesunięcie terminu: przez niedopatrzenie mój wniosek nie wyszedł poza mój wydział, a że pracując do 27 zdublowałabym w tym miesiącu emeryturę i pensję, być może zmienię datę w swoim wniosku. Jeszcze nie tak dawno miałam zrobić to w styczniu 2021 roku, ale otwartym tekstem zapowiedzieli zwalnianie osób w wieku emerytalnym, więć realnie przestałam mieć szanse na zrealizowanie tego planu. Przez moment zastanawiałam się nad lipcem (są wtedy korzystne przeliczniki), ale to z kolei oznaczało nerwowe śledzenie parlamentarnej biegunki legislacyjnej (co przynajmniej jest wykonalne) i spore ryzyko siupryzy w postaci niezapowiedzianego rozporządzenia PRM zmieniającego zasady urzędniczego przechodzenia na emeryturę.

Słowem weszłam na ostatnią prostą

Co będę robiła na emeryturze nie wiem. Raczej nie pójdę, tak jak planowałam, na kilka godzin tygodniowo do pracy, bo pracy nie będzie. Może zdecyduję się na wolontariat? Jednego mogę być pewna: bezpowrotnie skończył się trwający nieprzerwanie przez ostatnie 15-lat karnawał. To, że nie mnie jednej, nie pociesza. Ale tym będę się martwiła za czas jakiś.

Na razie mój dom przypomina ul. Święta spędzam tylko z dziećmi.

Zaraz po świętach zamierzam dołączyć do ćwiczeń (zważyłam się i od korony przybyło 2).

Do domu wróciłam z Milą i teraz toczy się między nami gra, ona usiłuje dostać się do kompostownika, ja buduję kolejną zaporę, ona wpada na pomysł jak ją sforsować, ja uszczelniam za pomocą kolejnego sprzętu, ona wpada … i tak cały czas tańczę z nią taniec głodującego jamnika, w przerwach wyciągając ją z innych „zakamarków (zdjęcie po prawej dokumentuje inspekcję worka z odpadami z tworzyw sztucznych).

Córka wyżywa się w ogrodzie. Niestety, ale czarno widzę zieleń trawy jak przyjdą upały – już teraz utrzymanie ogrodu wymaga hektolitrów wody, a co będzie dalej?

Mam też warzywniak, otoczony nikłej urody plastikowa zieloną siatką. Zastanawiam się, czy nie zamówić drewnianego korytka, na dnie położyłabym folię, i jak by mi znudziła uprawa warzyw, zawsze mogłabym posadzić w niej kwiaty.

Z tyłu za domem dzieci grały w kometkę i w położoną na ziemi siatkę zaplątał się jeż. Akcja uwalniania go z siatki trwała dość długo, jeż musiał być mega przerażony, ale nie było tego po nim widać, rozczulały złożone na brzuszku łapki.

Mam też na działce gniazdo grzywaczy, na szczęście nie pod dachem, ale na sośnie.

Twistle-covid rośnie bardzo powoli – odkąd wróciłam do domu nie mam za bardzo czasu na druty (ani na seriale). Czytam też bardzo mało.

Może rzeczywiście na emeryturze nie ma się na nic czasu?