Covid Home Style

Powoli uczę się żyć w nowej rzeczywistości. Jest słodko. W weekend zięć zawozi mnie do ciotek na wino, wieczorem odbiera. Czuję się jak nastolatka!

W domu został wdrożony ramowy plan dnia i nawet mnie samą (mimo, że byłam inicjatorką) zaskoczyło to, jak wiele pozytywnych zmian to przyniosło. Zgodnie z tym planem do moich codziennych obowiązków należy home schooling (z wyłączeniem matematyki, to wziął na siebie zięć). W Wlk. Brytanii wszystkie dzieci korzystają z jednej platformy: Oak National Academy i nie mają kontaktu ze swoją szkołą. Siłą rzeczy taki ogólnonarodowy program oznacza równanie w dół (to dlatego zrezygnowaliśmy z matematyki). Dla mnie jest to świetna możliwość poobserwowania brytyjskiego modelu edukacji. Zazdrość zbiera, gdy patrzy się na to, jak na każdym kroku nastawieni są na wychowanie świadomego obywatela. Angielski opiera się na przykładach z życia wziętych: fragmentach popularnych filmów, piosenek. W tym tygodniu uczyliśmy się o rapie, jako formie literackiej. Punktem wyjścia była ta piosenka. Jednocześnie nauczycielka angielskiego cały czas odwołuje się do książek, poleca kolejne warte przeczytania, czyta ich fragmenty. Zachowuje się tak, jak by to było dla niej oczywiste, że każde dziecko czyta (na szczęście mój wnuk czyta i to dużo). Niezależnie od tego bardzo duży akcent położony jest na poszerzanie słownictwa, w zasadzie na każdej lekcji, (nie tylko angielskiego) wprowadzane są nowe słowa z zakresu wykraczającego poza codzienne small talks. No i rozwaliła mnie przemowa ważnego przedstawiciela ministra edukacji – u nas nikt z oficjeli tak do dzieci nie mówi. Jasne, nie wszystko jest tak wspaniałe i np. na historii czuć smrodek patriotycznego wychowania, ale trzeba przyznać, że uchwytny dla bardziej wyczulonych nosów.

Synek przysłał mi świetnie zdjęcie ilustrację brytyjskiego nauczania historii.

Coś w tym jest.

Dziś mój wnuk uczestniczył na Zoomie w urodzinowym przyjęciu. Rozczuliłam się, gdy śpiewali solenizantowi Happy birthday. Wcześnie przeżywają generacyjną inicjację

Postanowiłam też przestać straszyć domowników (i siebie) swoim stylem na obszarpańca polegającym na donaszaniu spranych podkoszulek i teraz zakładam do legginsów takie podkoszulki (kupiłam w H&M):

Jest jedno ale, wagowo w tym stroju sky is the limit (a już mam prawie 4 kg więcej). To, że ćwiczę z córka godzinę dziennie (pomiędzy 9 a 10 rano) niewiele zmienia.

Powoli zabieram się za ogród. Na co dzień szaleje w nim córka i to jej zawdzięczam, że jest ładny jak nigdy dotąd. Nigdy nie miałam tak zielonej trawy.

Na Dzień Matki kupiłam sobie hamak, miał iść dziesięć dni, szedł dwa. Jest boski. Teraz jeszcze przydałoby się trochę słońca.

Z myślą o słońcu zasadziłam winogrona. Kupiłam je na Allegro i w pierwszej chwili nie wiedziałam co z nimi zrobić, bo nie przypominały kupowanych w sklepie sadzonek. Dzięki Ładzie (jest moim garden advisor), dałam radę.

W dalekiej przyszłości na moją moja winorośl mają się składać:

  • Winogron o Trojka Pawłowskiego
  • Winogron wielkoowoc Europlewien
  • Winogron wielkoowoc Furszietnij

I generalnie po raz pierwszy od dawna nie czuję obezwładniającej beznadziei tylko każdą czułką rejestruje rozsypującą się narrację. Obok gry nie mamy pańskiego płaszcza, pojawiła się kakofonia wzajemnie sprzecznych wyjaśnień. A to oznacza, że pożar zaczął dochodzić do dachu. Chichot historii, że to Kazik i ostatni gaszący w Trójce światło wywołali takie emocje. No ale po Rzeplińskim nie dziwi nic.

Przeczytane 2020.5

Agnieszka Osiecka. Tego o mnie nie wiecie Beata Biały

Kolejna książka o Agnieszce Osieckiej, wzięłam ją do ręki bez przekonania i sama byłam zdziwiona jak szybko mnie wciągnęła. Zapis rozmów z jej przyjaciółmi, często takimi którzy wiele razy o niej opowiadali i teraz zostali poproszeni by powiedzieć o czymś, o czym jeszcze nie mówili, albo mówili mało. Oczywiście nie do końca to wyszło, wiele anegdot i historii się powtarza, ale w czytaniu to nie przeszkadza. Jak dla mnie bardzo sprawnie napisana opowieść o PRL-u z ciekawą bohaterką na pierwszym planie.

A to coś co mnie bardzo zaciekawiło (fragment rozmowy z Barbarą Katarzyną Radecką):

Agnieszka napisała świetną sztukę Świnka, niezwykle aktualną, o tym, jak się zdobywa władzę za pomocą telewizji (…) Jest to historia mężczyzny, niezbyt wysokiego wzrostu i niezbyt atrakcyjnego, który niechcący wygrywa konkurs w telewizji. Cała Polska zakochuje się w nim przez to, że jest taki zwyczajny. Na koniec tej historii mężczyzna zostaje dyktatorem. ...

Google mi powiedział, że tekst sztuki został opublikowany w książce Do dna. Wybrane utwory sceniczne. Tom II. Ponieważ w bibliotece tego nie ma, kupiłam w Taniej Książce i ma przyjść pod koniec maja.

Co nas (nie) zabije. Największe plagi w historii ludzkości Jennifer Wright

Temat na czasie, tyle że podany stanowczo w „zbyt” przystępny i chyba niekoniecznie do końca rzetelny sposób. Nabrałam podejrzeń co do rzetelności, gdy zainteresował mnie temat tanecznej manii. Mało o tym wiedziałam, więc po przeczytaniu tego co miała na ten temat do powiedzenia autorka, wg. której :

Plaga taneczna zaczęła się całkiem niewinnie. W Strasburgu w lipcu 1518 roku niejaka Frau Troffea zaczęła tańczyć na ulicy (…) Trzeciego dnia z jej butów płynęła krew, ale kobieta nadal tańczyła. Gdyby robiła to, by zezłościć męża – który nawiasem mówiąc, sprawia wrażenie niezbyt fajnego – już dawno by przestała. Ludzie patrzyli na nią już raczej z przerażeniem niż ze zdziwieniem. Wkrótce dziesiątki innych osób miało z nieznanych przyczyn pójść w jej ślady …

Sięgnęłam do Wikipedii. A tam:

Najwcześniejszy znany przypadek wybuchu tanecznej plagi nastąpił w VII wieku (…) Jeden z pierwszych większych wybuchów tanecznej manii miał miejsce w Akwizgranie  w 1347 w Świętym Cesarstwie Rzymskim i szybko rozprzestrzenił się po Europie.

Drażnił mnie też niestrawnie infantylny język.

Ale też nie tak że przeczytanie tej książki uważam za stracony czas. Sporo w niej ciekawych historyjek. Jest np. coś przejmującego w opisie tego, jak umierał Guy de Maupassant (kiła).

Pisarz Guy de Maupassant stracił rozum w nieco łagodniejszy sposób, a w ostatnich dniach pytał wszystkich, czy nie wiedzą, gdzie podziały się jego myśli: „Nie widzieliście gdzieś może moich myśli?”. Wierzył, że są one jak motyle, które da się złapać, gdy przelatują obok, jeśli człowiek jest wystarczająco szybki.

Sapiens. Od zwierząt do bogów Yuval Noah Harari

Kolejna książka, której targetem nie jestem. Jak byłam młoda czytało się Desmonda Morrisa i jego Nagą małpę. Teraz czyta się Harrari.

O tym jak przez sto tysięcy lat maszerowaliśmy do punktu. w którym się obecnie znajdujemy, konsekwentnie podporządkowując i niszcząc wszystko co napotkaliśmy po drodze.

Dobrze się to czyta, ale po miesiącu nic już się z tego nie pamięta.

Kabaret Starszych Panów Monika Wasowska, Grzegorz Wasowski

Popłuczyny z popłuczyn. Materiał na artykuł, nie książkę. Ale też dla paru cytatów warto.

Pęduszko: Mundziu, jak się nie będziesz uczył, to cię wydziedziczę ze spuścizny duchowej.

Zwracam uwagę, że Jubileusz jest wprawdzie okazją do krytyki, ale takiej, w której Jubilatowi wytyka się jedynie jego zalety.

Proszę Państwa, proszę nas nie pytać, na jakim gruncie stoimy, bo my w każdej chwili możemy usiąść.

Przełęcz Diatłowa. Tajemnica dziewięciorga Anna Matwiejewa

Pierwszy raz usłyszałam o sprawie Diatłowa. Bardzo ciekawa historia, w sumie to taki rosyjski Smoleńsk. Dopiero po przeczytaniu tej książki, przeczytałam ten artykuł. Polecam.

Samej książki nie polecam. Mało strawny mix literatury faktu (autorka cytuje źródła), melodramatu (śledzimy jak reaktywuje małżeństwo przebaczając mężowi zdradę) podlany sosem spirytualistycznego bełkotu (wszystkie ważne odkrycia i przełomy są zasługą duchów, które w odpowiednich momentach pojawiają się na jej drodze i zwracają jej uwagę we właściwym kierunku).

Z drugiej strony, gdybym nie przeczytała tej książki, nie dowiedziałabym się o sprawie Diatłowa …

Ogrodowo

Moim zdaniem za kilka lat ikoną tej chwili będzie zdjęcie policjantki z Głogowa, zbierającej rozrzucone na ulicy pakiety wyborcze. Może jego autor będzie po latach równie sławny jak Chris Niedenthal z Czasem Apokalipsy z 1981 roku?

Czyli cały czas siedzę na Twitterze, ale czuje jak coraz bardziej zasysa mnie dom. Jeszcze nie ma upałów, w studni jest woda, więc ogród wygląda pięknie.

Pod cisem zakwitły jakieś ładne suchulce:

Nawet mahonii po oberwaniu wszystkich chorych liści, zostało jeszcze kilka bez grzybicznych plam. Może nie wygląda imponująco, ale przynajmniej zdrowo.

Przechodząc do szczegółów już tak dobrze nie jest. Zasadzone przy furtce azale zakwitły, ale z tych pod sosnami jedna padła. dwie chorują.

Najlepiej sobie radzi dwunastoletnia azalia pod płotem, trochę zdziczała, ale dalej kwitnie.

Z rododendronami też tak sobie, z trzech zasadzonych pod sosnami, jeden cały czas dalej zastanawia się nad sensem życia. Wprawdzie mocno podlewany stoi prosto, ale pąków nie wypuścił.

Dobrze, że przynajmniej trójka pod płotem nie ma takich dusz rozdrapów.

Najgorzej z tradycyjnymi hortensjami, jedna padła, druga w zasadzie padła, (na zdjęciu za te hortensje robią sterczące badyle), pozostałe dwie też oka nie cieszą. Ledwo z tego bluszczu wystają. Pąków brak.

Ogródek córki też zaatakowało jakieś robactwo i ma problem, jak się tego pozbyć bez chemii. Moim zdaniem się nie da, ale może to ona ma racje? W każdym razem tymianki, aksamitki i mięty nie dały rady. Teraz ma być grany wywar z pokrzywy.

Na razie zapał ogrodniczy córki nie gaśnie. W tym tygodniu przewaliła kompost. Jakiś czas temu postanowiłam wdrożyć „dwukompóstwkę”, kupiłam drugi kompostownik, a dotychczasowy „zamknęłam”, będę go tylko co jakiś czas podlewać , tak by w przyszłym roku wyjąć z niego same dobro.

A kamizelki to chyba nigdy nie skończę. W tym tygodniu sprułam 7 cm i chwilowo jestem obrażona. A musiałam tak zrobić bo:

  1. Źle zaprojektowałam wzór. Trzeba było go tak przerobić by liczba motywów była parzysta, wtedy bez problemu by się ładnie na przód i tył podzielił
  2. A jak już popełniłam ten błąd, to nie powinnam kombinować, tylko pozostałe po podzieleniu kawałki motywów wyrabiać po bokach do końca.
  3. A tak listwa wyglądała tak źle, że trzeba było pruć

Przeżyłam też tym tygodniu konsumencki szok. Poczta w Brwinowie dostarczyła wysłane zwykłą poczta gazety z Anglii.

To chyba w ramach robienia sobie przedwyborczego PR. Inaczej tego sobie wytłumaczyć nie potrafię.

A na koniec świetny kawał, doskonała ilustracja tego co się nam serwuje.

Inna sprawa, że po raz pierwszy cień niepokoju się zakradł do mojej duszy. Te chorujące na coś podobnego do choroby kawasaki dzieci, to już trochę inna kategoria. To budzi mój lęk.

Pierwszy tydzień wolności

Czuję się tak, jakbym już od dawna była na emeryturze. W czwartek zadzwonili do mnie z pracy i nawet z pewnym zdziwieniem odkryłam do jakiego stopnia emocjonalnie się już od niej odkleiłam. W najmniejszym nawet stopniu nie zależy mi aby „moje dzieła” były kontynuowane. Zdaję sobie sprawę, że jak nie będą teraz odpowiednio naoliwiane, za jaki czas szybciej będzie zrobić coś od nowa i cieszy mnie to, że teraz nikt nie ma do tego głowy.

Gdy w nowej roli emerytki wróciłam do domu, przywitała mnie dekoracja (i równie słodkie ciasto)

Z tym, że wieczór świętowałam już z ludźmi bardziej w moim wieku (nawet jedną emerytką).

Przy okazji w domu bardzo, bardzo ekologów, miałam możliwość podpatrzeć jak wykorzystuje się opakowania od jajek i jak ładne mogą być skrzynki do warzywnych rozsad.

Ogródek warzywny mojej córki bujnie się rozrasta, ale do tej zielonej siatki dalej nie mogę się przekonać.

Warzywniaki w modzie. Sąsiad z naprzeciwka buduje gigantyczny, ponad 30-metrowy. Gdzie się nie rozejrzę widać, że surwiwalizm ma przed sobą kolosalną przyszłość. I na mój gust, ceny nieruchomości podmiejskich ostro pójdą w górę.

Przybył mi kolejny kamyczek w ogródku nielubienia Borysa Johnsona: myśli o tym, by już 1 czerwca odmrozić szkoły. Jak jeszcze u nas pod koniec maja otworzą przestrzeń powietrzną, będę bez szans. Polecą. A tak mi dobrze z tym jak jest.

Od przyszłego tygodnia zobowiązałam się, że teraz już codziennie będę studiować z moim wnukiem w Oak National Academy.

Życie rodzinne tak mnie absorbuje, że dłubie mało, może do wakacji skończę Twistle-Covid. Doszłam do wykroju pach i niewiele co udało mi się zrobić więcej. Teraz wiem, że trzeba było zrobić parzystą liczbę motywów, kombinowałam jak podzielić dziewięć motywów i nie jestem pewna czy dobrze wykombinowałam.

Oby obyło się bez prucia.

Mam pomysł na kolejny żakard: bardzo szeroki sweter, w kolorze ciemnego khaki z wrobionym żakardem z bardzo pstrokatej wełny, najchętniej takiej z jakiej zrobiłam kiedyś szal Pstrokacz, wzorem Nightingale.

Za wzór robi mój stary sweter z cienkiej dzianiny, taki żakardowy sweter aby się lał musiałby być dość cienki, ale plan jest taki, że chcę robić mało, a ambitnie. Wzór Nightingale wykorzystałam już kiedyś do zrobienia kamizelki. W ubiegłym roku zjadły ją mole, nie będzie się w mojej szafie dublował.

Za pamiętnika wk … konsumentki

Wniosek do ZUS wysłałam tradycyjnie (wysyłając epuapem pogubiły mi się załączniki). A na poczcie takie ogłoszenie:

Gdybym nie była emerytką wszczęłabym larum. A tak mam to gdzieś. Ale to nie jest kraj dla pracujących ludzi.

Mam też kolejny dowód na siłę papieru. Rękopisy nie płoną, a chmury znikają. Nie udało mi się znaleźć nic więcej niż jednozdaniową wzmiankę o strajku izraelskich lekarzy. Często o tym mówił Religa, stąd o tym wiedziałam. Dokładnie kiedy ten strajk miał miejsce nie wiem, na pewno przed 2000 rokiem, trwał wiele miesięcy i śmiertelność w Izraelu spadła wtedy o ok. 30%. Na mniejszą skalą podobne zjawisko zaobserwowano jeszcze potem kilkakrotnie. Kiedyś o tym czytałam, teraz jedyne co udało mi się znaleźć, to notatkę z 14.06.2000 w archiwum GW:

Lekarze strajkują już trzy miesiące, przyjdzie nam chyba zwinąć interes – martwią się przedsiębiorcy pogrzebowi w Izraelu. Izraelskie Stowarzyszenie Lekarzy protestuje przeciwko nowym czteroletnim kontraktom płacowym. W całym Izraelu odwołano setki tysięcy wizyt lekarskich i zabiegów operacyjnych. Okazuje się, że daje to dość zaskakujące skutki. Jak wynika z ogłoszonej w „British Medical Journal” ankiety przeprowadzonej wśród towarzystw pogrzebowych, liczba zgonów w okresie strajku spadła o 20-40 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem.

Bardzo ciekawa sprawa. Dlaczego nic nie można na ten temat znaleźć? Nie umiem szukać, czy „wyparowało’?