Powoli uczę się żyć w nowej rzeczywistości. Jest słodko. W weekend zięć zawozi mnie do ciotek na wino, wieczorem odbiera. Czuję się jak nastolatka!

W domu został wdrożony ramowy plan dnia i nawet mnie samą (mimo, że byłam inicjatorką) zaskoczyło to, jak wiele pozytywnych zmian to przyniosło. Zgodnie z tym planem do moich codziennych obowiązków należy home schooling (z wyłączeniem matematyki, to wziął na siebie zięć). W Wlk. Brytanii wszystkie dzieci korzystają z jednej platformy: Oak National Academy i nie mają kontaktu ze swoją szkołą. Siłą rzeczy taki ogólnonarodowy program oznacza równanie w dół (to dlatego zrezygnowaliśmy z matematyki). Dla mnie jest to świetna możliwość poobserwowania brytyjskiego modelu edukacji. Zazdrość zbiera, gdy patrzy się na to, jak na każdym kroku nastawieni są na wychowanie świadomego obywatela. Angielski opiera się na przykładach z życia wziętych: fragmentach popularnych filmów, piosenek. W tym tygodniu uczyliśmy się o rapie, jako formie literackiej. Punktem wyjścia była ta piosenka. Jednocześnie nauczycielka angielskiego cały czas odwołuje się do książek, poleca kolejne warte przeczytania, czyta ich fragmenty. Zachowuje się tak, jak by to było dla niej oczywiste, że każde dziecko czyta (na szczęście mój wnuk czyta i to dużo). Niezależnie od tego bardzo duży akcent położony jest na poszerzanie słownictwa, w zasadzie na każdej lekcji, (nie tylko angielskiego) wprowadzane są nowe słowa z zakresu wykraczającego poza codzienne small talks. No i rozwaliła mnie przemowa ważnego przedstawiciela ministra edukacji – u nas nikt z oficjeli tak do dzieci nie mówi. Jasne, nie wszystko jest tak wspaniałe i np. na historii czuć smrodek patriotycznego wychowania, ale trzeba przyznać, że uchwytny dla bardziej wyczulonych nosów.
Synek przysłał mi świetnie zdjęcie ilustrację brytyjskiego nauczania historii.

Coś w tym jest.
Dziś mój wnuk uczestniczył na Zoomie w urodzinowym przyjęciu. Rozczuliłam się, gdy śpiewali solenizantowi Happy birthday. Wcześnie przeżywają generacyjną inicjację
Postanowiłam też przestać straszyć domowników (i siebie) swoim stylem na obszarpańca polegającym na donaszaniu spranych podkoszulek i teraz zakładam do legginsów takie podkoszulki (kupiłam w H&M):

Jest jedno ale, wagowo w tym stroju sky is the limit (a już mam prawie 4 kg więcej). To, że ćwiczę z córka godzinę dziennie (pomiędzy 9 a 10 rano) niewiele zmienia.
Powoli zabieram się za ogród. Na co dzień szaleje w nim córka i to jej zawdzięczam, że jest ładny jak nigdy dotąd. Nigdy nie miałam tak zielonej trawy.

Na Dzień Matki kupiłam sobie hamak, miał iść dziesięć dni, szedł dwa. Jest boski. Teraz jeszcze przydałoby się trochę słońca.

Z myślą o słońcu zasadziłam winogrona. Kupiłam je na Allegro i w pierwszej chwili nie wiedziałam co z nimi zrobić, bo nie przypominały kupowanych w sklepie sadzonek. Dzięki Ładzie (jest moim garden advisor), dałam radę.

W dalekiej przyszłości na moją moja winorośl mają się składać:
- Winogron o Trojka Pawłowskiego
- Winogron wielkoowoc Europlewien
- Winogron wielkoowoc Furszietnij

I generalnie po raz pierwszy od dawna nie czuję obezwładniającej beznadziei tylko każdą czułką rejestruje rozsypującą się narrację. Obok gry nie mamy pańskiego płaszcza, pojawiła się kakofonia wzajemnie sprzecznych wyjaśnień. A to oznacza, że pożar zaczął dochodzić do dachu. Chichot historii, że to Kazik i ostatni gaszący w Trójce światło wywołali takie emocje. No ale po Rzeplińskim nie dziwi nic.



























