Weekend spędziłam w czterogwiazdkowym SPA

Wprawdzie w moim stanie, z niewielu uciech mogłam skorzystać. Ale zawsze coś jeszcze zostało …

Za to synek ze swoim siostrzeńcem (a moim wnukiem) rozrywek mieli huk.

Trochę gorzej z jedzeniem. Dla mnie za tłusto i za słodko. Wnuk nie zachwycał się „fancy food”, tylko chciał się po prostu nażreć.

Robi to bezkarnie, kształtem przypominając tyczkę.

Ten wyjazd do SPA to był pomysł córki, która wpadła do Brwi na kilka dni.

Miała bardzo fajny pomysł. Jednak jak jesteśmy razem we czwórkę w domu w Brwi, to nie to samo. Wyprowadziła mnie nawet do lasu.

Ale …. nie to żebym była czepliwa, ale w pokoju:
- brak szafek nocnych, ich rolę pełnią taboreciki,
- lampki nad łóżkiem zapalają (i gasną) „razem”, wyłączenie jednej z nich wymaga wykręcenia żarówki,
- nie ma lampek nocnych do czytania,
- nie ma górnego oświetlenia, które pozwoliłoby wieczorem oświetlić cały pokój.
i takie to cztery gwiazdki.
A tak poza tym, piekło zamarzło. Nie piję już mocnej czarnej herbaty. Bebzun mi rośnie (tzw. nawracające wodobrzusze), saturacja mi spada, chudnę w oczach. Z tym że nadal nie mam żadnych objawów. Słowem dzwon już bije, ale nadal go nie słyszę.















