Odrobina luksusu przed

Weekend spędziłam w czterogwiazdkowym SPA

Wprawdzie w moim stanie, z niewielu uciech mogłam skorzystać. Ale zawsze coś jeszcze zostało …

Za to synek ze swoim siostrzeńcem (a moim wnukiem) rozrywek mieli huk.

Trochę gorzej z jedzeniem. Dla mnie za tłusto i za słodko. Wnuk nie zachwycał się „fancy food”, tylko chciał się po prostu nażreć.

Robi to bezkarnie, kształtem przypominając tyczkę.

Ten wyjazd do SPA to był pomysł córki, która wpadła do Brwi na kilka dni.

Miała bardzo fajny pomysł. Jednak jak jesteśmy razem we czwórkę w domu w Brwi, to nie to samo. Wyprowadziła mnie nawet do lasu.

Ale …. nie to żebym była czepliwa, ale w pokoju:

  • brak szafek nocnych, ich rolę pełnią taboreciki,
  • lampki nad łóżkiem zapalają (i gasną) „razem”, wyłączenie jednej z nich wymaga wykręcenia żarówki,
  • nie ma lampek nocnych do czytania,
  • nie ma górnego oświetlenia, które pozwoliłoby wieczorem oświetlić cały pokój.

i takie to cztery gwiazdki.

A tak poza tym, piekło zamarzło. Nie piję już mocnej czarnej herbaty. Bebzun mi rośnie (tzw. nawracające wodobrzusze), saturacja mi spada, chudnę w oczach. Z tym że nadal nie mam żadnych objawów. Słowem dzwon już bije, ale nadal go nie słyszę.

„Nowoczesne terapie”

Kilka zdań na tematy okołoonkologiczne, o tym jak nie rozmawiać z chorym paliatywnie.

W tym tygodniu odezwało się do mnie kilka osób, które dowiedziały się o programie leczenia raka trzustki prof. Kielana i chciały mnie zainteresować/zachęcić do zgłoszenia się/przekonać że warto do nich zadzwonić, bo co to szkodzi itp. Robiły to z dobrego serca, z sympatii do mnie itp., ale …

  • Jak ktoś choruje na raka, to sporo o tym swoim raku wie, a to czego nie wie, wie jego rodzina, Dużo też wiedzą opiekującym się chorym lekarze. Jak już koniecznie ktoś czuje, że musi powiedzieć o nowej terapii, to lepszym adresatem jest rodzina,
  • Dla laika jeden rak trzustki podobny jest do drugiego. Nic bardziej błędnego. Typów tego raka jest bez liku. Tyle, że łacińskiej nazwy danego raka nikt na co dzień nie używa, bo jest ona istotna jedynie dla lekarzy. A to jest clue programu.
  • Chorzy w czwartym stadium raka (a taką etykietkę dostałam w październiku 2020 roku), o ile są w dobrym stanie ogólnym, są od momentu otrzymania takiej diagnozy potencjalnymi kandydatami do badań klinicznych. Z tym, że do konkretnych badań rekrutuje się chorych, których rak ma coś ze sobą „wspólnego”, najczęściej taką samą mutację (ale pewnie nie tylko). Jakiś czas temu pisałam, że mój rak okazał się na tyle rzadkim przypadkiem, że nie mam szans na załapanie się na badanie kliniczne. A gdyby jednak ktoś postanowił poświęcić uwagę czemuś takiemu, to może nie ja, ale moja córka wiedziała by o tym na pewno.

Niezależnie od tego jest jeszcze coś takiego jak decyzja chorego. Przecież to nawet z daleka widać, czy po zakończeniu chemii skierowałam kroki do cudotwórców/ znachorów/szeptuch czy machnęłam na wszystko ręką i powiedziałam: niech się dzieje.

Jest bardzo wiele, bardzo niesprawiedliwych rozwiązań, dyktowanych lekarzom przez Ministerstwo Zdrowia o których wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Ale dotyczą one chorych na raka, u których wykryto go we wcześniejszym stadium. Chorzy paliatywni nie są jeszcze najgorzej zaopiekowani. Chociaż i tu widzę, jak z braku pieniędzy opieka paliatywna powoli się się sypie.

A tak to po którymś telefonie poczułam, że nie ma się do mnie zaufania, że mam pełne podstawy przypuszczać, że dzisiejsza medycyna nie potrafi mi pomóc. Może marudzę. Może rację ma mój synek, który ostatnio odkrył, że przy jego problemie: umiera mu matka, moje problemy nie wyglądają poważnie.

Trollatrolla poskarżyła się, że jej kot na wiosnę trochę za bardzo szaleje. Poradziłam jej CatTV, ale jej kot zamiast się uspokoić, zaczął polować na ptaszki na ekranie. Pochwaliłam koty córki.

Ale podobno u córki też to tak pięknie, jak na tym zdjęciu nie wygląda.

Była u mnie Łada i pokazała piękny dziecięcy sweterek.

Kiedyś też robiłam ładne rzeczy. Nie wiem czy jest tu jeszcze ktoś kto pamięta Kapuścianą czapkę. Ponownie odkrył ją mój synek

dobry film

Dobry Agent (Netflix)

Stare (2006 roku) dobre kino. Połowa XX wieku. Oparta na faktach historia szpiega, który w połowie XX wieku był jednym z kluczowych rozgrywających w amerykańskim wywiadzie. Film nie ma nic wspólnego z atmosferą filmów z Bondem, ale jest warty obejrzenia.
No i ta obsada.

Cyprysik

Tydzień, z tego dwa dni u mamy, spędziłam rodzinnie.

Przedtem się odpowiednio do tego rodzinnego tygodnia przygotowałam.

(na zdjęciu trochę wypuczniłam mój benzun, w rzeczywistości jest jednak teraz trochę mniejszy, przynajmniej na razie).

Pierwszego dnia mama miała za zadanie pójść ze mną na spacer. Miałam do wyboru: cmentarz powązkowski lub żydowski. Wybrałam ten drugi i poszłam na grób Zosi.

Zosię pochowano na wydzielonym dla „współczesnych” pogrzebów fragmencie cmentarza żydowskiego. Działkę, (mniej więcej 40×80 metrów), przygotowano w ten sposób, że wyrównano teren i usunięto z niej wszystkie drzewa, krzewy i krzewinki. Gdy chowano Zosię, przypominała nie do końca ogarnięty, zachwaszczony trawnik. Dziś grobów jest dużo, dużo więcej, ale w oczy rzucają się … cyprysiki. Ludzie zaczęli nimi grodzić „swoje” działki. Efekt widoczny na zdjęciu – grób Zosi powoli jest opanowywany przez posadzone wokół sąsiedniego grobu krzewy. I tak jest w wielu przypadkach. Bo cyprysiki, gdzie jak gdzie, ale tu szybko rosną. Dziwię się, że nikt nie protestuje.

O co chodzi z tą miłością do cyprysików?

(zdjęcie zrobiłam zimą, jak byłam u Ańćki na wsi).

W ramach pakietu rodzinnego, używając szantażu „na mamusię”, zmusiłam córkę do pójścia na zakupy. I tu poległam Przez pierwsze dwie godziny córka tuptała za mną i jak mantrę powtarzała: Mamuś, jak jesteś zmęczona to powiedz. Po dwóch godzinach zbuntowała się i odmówiła dalszej współpracy. A „przerobiłyśmy” tylko Klifa i kawałek Arkadii. Wszędzie taki sam syf. Przerażające, jak nie ma na czym oka zawiesić. W nagrodę, że dałam się wyciągnąć ze sklepu, córka zaprosiła mnie na sushi. Wzięłyśmy też i mamę.

Po skończonym posiłku kelnerka zapytała mamę: Smakowało? A mama na to z pełną dezaprobatą: Nie, do czegoś takiego nie jestem przyzwyczajona.

W niedzielę dom wypełnił się cała gromadą ludzi, a że byli w wieku moich dzieci to przyjechali i ze swoimi dziećmi. Było głośno i wesoło.

Poczułam też wiosnę i postanowiłam zmienić kolor włosów – (zainspirowało mnie umieszczone przez Magdę z Szarotek zdjęcie na Fejsie).

Słowem, bez nabrzmiałego od wody brzucha żyje się dużo, dużo lepiej. Zobaczymy jak długo tak się da.

Dokładnie cztery lata temu …

Facebook nie zapomina. Dokładnie cztery lata temu byłam w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. W naszej wędrówce przez Bali, synek z Łosiem stanęli w jakimś stosunkowo mało uczęszczanym miejscu Weszłyśmy z Joluśką na górę by na przeciwległej stronie wąwozu zobaczyć obłędne wodospady. Zeszliśmy na dół i nawet udało nam się wykąpać w stworzonym przeze wodospad jeziorku. Pamiętam to jak dziś.

Wieczorem tego dnia nocowaliśmy gdzieś w górach, w wynajętej wilii …

Dokładnie cztery lata temu … Więc jakby ktoś coś, wojna, nie wojna, jechać póki można.

W tej obecnej rzeczywistości Joluśka robi za weekendową opiekunkę, a moje życie, w sporym uproszczeniu, sprowadza się do dylematu przed snem: spory haust kropelek CBD, buch marihuany czy środek nasenny?

A i tak czuję się lepiej, bo w tym tygodniu pan doktor wbił igłę i z mojej otrzewnej wylał 7,5 litra wody.

(zdjęcie mocno przycięte i photoshopowane: mam dalej dobry brzuch, ale i kilka blizn po operacjach, które zamalowałam).

Niestety benzun już zaczął odrastać.

Drzwi dalej się nie domykają. Odkryłam, że potrzebuję dogoterapii. Tę potrzebę zaspokaja Melisa Łady (w rzeczywistości jest jeszcze piękniejsza).

Obejrzałam na Netflixie trzy bardzo kiepskie filmy.

Trzech Chrystusów Oparty na faktach. USA, lata 50-te. Robert Gere jako psychiatra poszukujący innej, niż bolesne elektrowstrząsy, metody leczenia schizofreników. Swoje badania koncentruje na trzech mężczyznach z państwowego prowincjonalnego szpitala. Mieszkają w jednej sali i każdy z nich uważa się za Chrystusa.

Film okazał się nudny nawet dla osoby zawodowo zajmującej się terapią.

Lykkevej Miał być pogodny duński snuj obyczajowy. Wyszła, nieznośnie przewidywalna nudna bajka. Mąż odchodzi do młodszej. Ona się wyprowadza. I w nowym miejscu poznaje nowych przyjaciół, dogaduje się z nastoletnią córką i oczywiście spotyka królewicza.

Najmro Dawid Ogrodnik jest Najmrodzkim, Robert Więckiewicz usiłującym go złapać milicjantem. Chwalą ten film za lekkość i humor. Nie dostrzegłam. Mało za to nie ogłuchłam od bardzo głośnej muzyki z lat osiemdziesiątych.