Kolejna koza

Jeszcze do końca nie uporałam się z remontem (lista rzeczy do poprawienia może nie jest długa, ale jednak jest) i zamiast dać sobie na luz, wzięłam się za ogród.

Jest ładnie – ale z tzw. perspektywy.

Z detalem już gorzej. I nawet nie chodzi i krzaczki, które przechodzą okres adaptacyjny.

Ale o trawę. A raczej o to co miało być trawą, a nią nie jest. Mniej więcej 1/4 ogrodu przed domem zaatakowało dzikie proso, zwane czasami chwastnicą.

I teraz trzeba tę cholerę na kolanach wyskubać. Czyli zamiast książek, drutów i innych przyjemności, ciężka polna orka.

Przetrenowałam za to inny sposób na uniknięcie zbędnego wysiłku: obiad rodzinny zamówiony do domu. Zalogowałam się na pyszne.pl, dowiedziałam się, że w Brwinowie jest gruzińska knajpa, zamówiłam i cały wysiłek potrzebny do wyprawienia obiadu rodzinnego na 11 osób sprowadził się do włożenia naczyń do zmywarki.

Jak co roku poszłam na Marsz pamięci.

Tym razem bohaterem był Władysław Szlengel. Na koniec zaproszono na koncert. Myślałam, że jego przeboje zagra kapela w stylu syna Młynarskiego, autor Ada to nie wypada kojarzył mi się z takim klimatem. Tymczasem na scenę wyszła kapela heavy metalowa. Nie dało się tego słuchać.

W kinach nikanikuła. Z tęsknoty za kinem (bo raczej nie z chęci zobaczenia tego filmu), poszłam na drugą część I znowu zgrzeszyliśmy dobry Boże.

Miło się rozczarowałam. Wprawdzie przewidywalna do bólu i nie najbardziej lotna, ale przynajmniej śmieszna. A to ostatnie bardzo rzadko się udaje.

Na koniec moja przygoda z UPC (mnie śmieszy).

Usiłowałam się dogadać z UPS, a tam bot. Gada metaliczny głosem, wszystko chce załatwić sam, zadaje pytania i za nic nie chce przekierować do konsultnta. No się tak wpieniłam, że na kolejne jego pytanie krzyknęłam kurwa mać! I wtedy spokojny głos mnie poinformował: za chwilę zostaniesz połączony z konsultantem….

Reklamy

Przeczytane 2019.8

dobra książka

Chan al-Chalili Nadżib Mahfuz

Znalezione obrazy dla zapytania Chan al-Chalili Nadżib Mahfuz

Kair podczas drugiej wojny światowej. Bohater, 40-letni urzędnik, po części życiowa fajtłapa,  przeprowadza się razem ze swoimi rodzicami do Chan al-Chalili, dzielnicy świętych meczetów wierząc, że w ten sposób ucieknie przed bombardowaniem.

Takich jak on jest więcej i książka opowiada o wojennych losach mieszkańców tej dzielnicy: tych którzy tu mieszkali od zawsze i tych, którzy zamieszkali w niej na czas wojny.

Jest coś takiego w prozie Mahfuza, że wciąga już od pierwszych stron, zaczarowuje i gdy opowieść się kończy, czuje się żal, że można się jedynie domyślać, jak dalej potoczą się losy jej bohaterów.

Jeżeli o mnie chodzi, każda książka tego autora budzi mój zachwyt. Ta też.

Instrukcja dla pań sprzątających Lucia Berlin

Znalezione obrazy dla zapytania sprzątających Lucia Berlin

Tak jak nie lubię opowiadań, tak te dają się zjeść. Nie tylko dlatego, że są świetnie napisane. Chyba i dlatego, że razem tworzą całość, opowiadając o tym samych ludziach.

Opowiadania, fotografie zwykłych dni, codziennych zdarzeń. Bez początku, ani końca. Taki zapis ulotnych chwil.

Ameryka drugiej połowy XX wieku, Ta żyjąca na zasiłkach, pijąca alkohol, zaliczająca kolejne odwyki i borykająca się z chronicznym brakiem pieniędzy. Kłopoty z alkoholem, odwykiem …

Asymetria Lisa Halliday

Znalezione obrazy dla zapytania Asymetria Lisa Halliday

Debiutancka książka, która przez „Time”, „New York Times” została uznana za jedną z najważniejszych książek 2018 roku.  Jak dla mnie mocno na wyrost.

Składa się z trzech niezależnych części. Pierwsza to opowieści o romansie studentki ze starym pisarzem, który tak bardzo przypomina Philipa Rotha, że nie może być nikim innym. Druga opowiada o Amerykanie, irackiego pochodzenia, który podróżując do Iraku zostaje na Heathrow zatrzymany przez służby imigracyjne. Trzecia to wywiad z młodym pisarzem.

Z tego wywiadu fajny przykład jak religia robi ludziom wodę z mózgu:

Młody adept szkoły rabinicznej ma się żenić, więc idzie do mądrego starego rabina, takiego z brodą do ziemi, i mówi: „Rabbi, chciałbym wiedzieć, co jest dopuszczalne, a co nie. Nie chcę robić niczego, co zakazane. Czy będzie dobrze, jeżeli położymy się do łóżka, ja wejdę na swoją żonę i odbędziemy stosunek w tej pozycji?”. „Dobrze!”, woła rabin. „Zupełnie dobrze”. „A będzie dobrze, jeżeli ona przekręci się na brzuch i odbędziemy stosunek w tej pozycji? Kiedy będę na niej leżał, o tak?” „Dobrze!”, odpowiada rabbi. „Zupełnie dobrze. Doskonale”. „A jeżeli usiądę na brzegu łóżka, a ona na mnie, zwrócona twarzą w moją stronę, i zrobimy to w ten sposób?” „Doskonale! Zupełnie dobrze”. „A jeżeli zrobimy to na stojąco, zwróceni twarzami do siebie?” „Nie!”, woła rabin. „W żadnym wypadku! Wtedy byłoby to coś w rodzaju tańca!

Czas

Przeczytałam ostatnio wywiad, o tym dlaczego wszyscy narzekamy na brak czasu. A ja mam jeszcze punkty ujemne z tytułu wieku, tak że przynajmniej wiem dlaczego się nie wyrabiam.

Taka taczka.

Stara miała metalowe kółko, może i była niewygodna ale służyła bezawaryjnie przez kilkanaście lat. Ta, z gumowym kółkiem jest o niebo poręczniejsza, ale pod warunkiem że jest sprawna. Tymczasem od początku za każdym razem wymagała, by przed użyciem dopompowywać jej koło, aż w końcu kółko odmówiło współpracy. W sobotę zjeździłam pół Brwi w poszukiwaniu wulkanizatora: „Urlop”, „Nieczynne do odwołania” (na to, by zamieścić w Googlu stosowną informację nikt oczywiście nie wpadł). Pojechałam po pomoc do zakładu rowerowego, gdzie Pan mi wytłumaczył, że nie potrzebnie szukam wulkanizatora: mam chińskie kółko i nikt tego nie wulkanizuje. Pojechałam więc do sąsiedniego miasteczka po nowe kółko i kupiłam nie chińskie za dwa razy większe pieniądze. Kosztowało mnie to trzy godziny. Taczka z metalowym kółkiem nie wymagała takich poświęceń.

Albo wąż ogrodniczy

Sporo czasu mi zajęło upewnienie się, że złączki ogrodowe dzielą się na te, które:

  • są na półce w sklepie,
  • przeciekają,
  • nie pasują,
  • nie nadają się do niczego.

Inne złączki nie występują.

Też trochę jest i tak, że szwankuje i moja organizacja pracy. Platformy na których przyjechały rowery postanowiłam sprowadzić do postaci palet.

Z jedną, z tasakiem i siłą wątłych mięśni dałam sobie w końcu radę. Z drugą mocowałam się jak potępieniec i dopiero kominiarz uświadomił mi, że prędzej rozłupię deski, niż wyłamię te śruby. Poddałam się i poszłam po sąsiada pożyczyć śrubokręt krzyżykowy.

No i przez to wszystko mam mega opóźnienia w realizacji planu powrotu do dziergactwa. Nie mam się czym pochwalić, poza tym, że uratowałam difenbachię.

Yesterday

To nie jest dobry film. I mówię to ja, osoba zakochana w Beatlesach po uszy.

Po chwilowym blackoucie, z komputerów wykasowane są pewne hasła. Nie jest jasne dlaczego znikają też z pamięci ludzi. W każdym razie świat zapomniał między innymi o Beatlesach. Nasz bohater, początkujący muzyk, pamięta. I zaczyna lansować ich przeboje jako własne.

Kiepskie muzyczne romansidło. Nie wiem z czego się ludzie na widowni śmieli, ja czułam zażenowanie.

Na Twitterze znalazłam świetne pytanie: Wypierdalać” to z Nowego Testamentu, czy Starego? Dużo tam dobrych memów, kawałów rysunkowych. Ale sytuacja, w której tzw. „demokratyczna większość” jest very happy, bo na ich oczach, ich sąsiedzi dostają na ulicy łomot, wesoła nie jest. I nawet nie chodzi o to, że jakieś konsekwencje poniesie najwyżej ta czwórka, co pobiła dzieciaka. Chodzi o reakcję „sąsiadów”. I z tej sytuacji nie ma już powrotu do normalności.

O jedną kozę mniej!

Może nie jest dobrze, ale jest lepiej. Po trzech tygodniach krioterapii, od poniedziałku znów mam 2 godziny czasu do wykorzystania więcej. Rzeczy do zrobienia huk, deadline, czyli przyjazd córki, coraz bliżej, tak że na senne leniwe wakacje nie mam żadnych szans.

Zainaugurowałam piwniczkę wstawiając pierwszą plastikowa półkę, na której postawiłam 10 słoiczków z przetworami. Miejsca jest na dużo więcej (zawsze można też dokupić kolejną półeczkę) więc zamierzam rozwijać się dalej w tym kierunku.

Zawsze jak jestem u Agnieszki na brydżu podziwiam jej ogród. Mam nadzieję, że moja hortensja pnąca też się tak rozrośnie. Jak przyjmie się na jednej sośnie, zaproszę na następną. Byle tylko bluszcz jej tam nie stłamsił.

Po raz pierwszy zobaczyłam tez nową generację zabawek dla psów – zanim dostaną smakołyk, muszą pokombinować jak się dostać do środka

Odwiedziła mnie ciotka, która mi uświadomiła, że nawet jak ci mówią że jedziesz po bandzie, znajdzie się ktoś, dla kogo jesteś średniakiem. Z wielu rzeczy zrezygnowałam, by łatwiej było i ogarniać dom. Ale tak daleko jak ta ciotka się nie posunęłam: zlikwidowała bibliotekę, w szafce za szybą ma tylko najukochańsze książki, reszta w chmurze.

W Kawiarni Filozoficznej na Nowym świecie posłuchałam dyskusji o cenzurze. Dyskutowali: Joanna Hańderek, Feliks Falk, Konrad Szołajski i Andrzej Dominiczak.

Wesoło nie jest. Ale też trochę jest i tak, że „nasz” problem polega polega po części też i na tym, że oni mają sukcesy w zamykaniu nam ust, a to my byśmy chcieli zamknąć im usta. Jak słyszę jeżdżące po mieście szczekaczki (poprzednio antyaborcyjne, teraz anty LGBT) krew zalewa.

Po spotkaniu sięgnęłam po biblijną Księgę Powtórzonego Prawa. Wprawdzie, ponieważ ciężko się to czytało to szybko przełączyłam się na bryki, czyli strony z biblijnymi cytatami. Ale ze zdziwieniem odkryłam, że nie tylko Biblia (o czym zawsze wiedziałam) jest okrutna, ale i Nowy Testament ma „niezłe” kawałki.

Ewangelia wg św. Łukasza 14:26: Jezus mówi: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

W sumie to ktoś powinien ich przycisnąć ich do muru, niech w końcu powiedzą co trzeba brać dosłownie, co jako przenośnię i dlaczego.

dobry serial

Rok za rokiem

Losy angielskiej rodziny: wiekowa babcia + czwórka dorosłych wnuków. Poznajemy ich w 2019 roku i patrzymy co dzieje się z nimi i ze światem (nie tylko Wlk. Brytanią) przez następne 15 lat.

Strach się bać. Serial BBC, więc na osłodę jest spory kawałek melodramatu, przyprawiony angielskim humorem. Z tym że autorom zadrżała ręka i za wszelką cenę chcieli uniknąć filmu katastroficznego. Przypomniał mi się amerykański film The Day After, gdzie groza następnego dnia po wybuchu bomby atomowej polegała na tym, że na śniadanie nie było soku pomarańczowego. Tu też może z trudem, ale życie dalej biegnie przewidywalnym torem. Co przy tym chaosie, jest mało realne.

Z pamiętnika wk … konsumentki

Znów o tym samym czyli o poczcie. Kolejny raz przysłali mi swoje standardowe „wyjaśnienie”.

A ja żałuję, że wyrzuciłam listy polecone, które włożyli mi do skrzynki razem z przyklejonymi do nich „zwrotkami”. Zadzwoniłam do urzędu z którego je nadano z pytaniem, czy dostali zwrotkę. Nie dostali i Pani mi obiecała, że zapyta pocztę czy doręczyli, a jeżeli tak, to kiedy. Dostała odpowiedź, że doręczyli. W systemie jest odnotowana godzina doręczenia. O tyle śmieszno, że „doręczyli” mi w godzinach pracy. A nie miałam w tym czasie urlopu. Prokurator?