Coś optymistycznego:
Gumiś miał urodziny i moim zadaniem było kupienie mu prezentów:
– Biała siła, czarna pamięć. Poszłam do jednej księgarni, drugiej: nie było; wydało to Czarne, więc poszłam do Wrzenia świata ale tam też nie było (podobno ostatni egzemplarz sprzedali poprzedniego dnia); dopiero w kolejnej księgarni kupiłam i też był to ostatni egzemplarz
– Łaskawe Littell’a. Nie było już nigdzie na półce – pojedyncze tomy były jeszcze w magazynie, tak że przynajmniej mogłam zamówić
– Nowoczesność i Zagłada Baumana, chociaż były dwa wydania tej książki – wszędzie bez sprawdzania słyszałam „nie ma” – widocznie nie ja jedna o to pytałam. A na Allegro używane chodzą po stówie.
Więc ktoś jeszcze te książki kupuje.
Na Francuzów Warlikowskiego Gumiś zorganizował pójście „ławą”, ale przedtem (spektakl trwa 4,5 godziny) poszliśmy na obiad do jednej z ciotek. Drapiąc się na górę po schodach patrzyłam na drzwi – niektóre drzwi były oblepione naklejkami KOD-u, a na jednych, zamiast mosiężnej tabliczki było coś takiego

Było to otwarcie nowej siedziby Teatru Nowego. Klaskali władzom Warszawy. Ministra Kultury reprezentowała jego żona – z tym że oczywiście chodzi o Zdrojewskiego, nie Glińskiego … i takie tam zabawy. Natomiast sam spektakl wzbudził we mnie tzw. mieszane uczucia.

Dwa pierwsze akty – jak to u Warlikowskiego, przeplatanka luźnych scen i dłuższych monologów, w zrozumieniu pomagała znajomość W poszukiwaniu straconego czasu, dla tych co nie czytali rozdawana była ściągawka. Jak zawsze dobre aktorstwo. Moim zdaniem coś się wali w trzecim akcie. Patrząc na to, o czym jest ta sztuka – końcu pewnego świata – jest to akt najważniejszy, Zaczyna się mocnym akcentem, oskarżycielskim monologiem Macieja Stuhra, ale potem wszystko się rozsypuje. A ostatnie 10 minut – monolog Fedry – był dla mnie całkowicie nie zrozumiały. Aktorka wiła się po scenie i krzyczała, a już chciałam tylko iść do domu. Z tym że jest też możliwe, że w czwartej godzinie spektaklu, może byłam zbyt zmęczona by nadążać za tekstem.
Mam spory sukces, skończyłam kamizelkę – wełna to Cascade 220 (ciemny niebieski) i Malabrigo Rios.

U dołu wykończyłam pokazywanym ostatnio przez e-dziewiarkę paryskim wykończeniem. Teraz widzę, że wykończenie przy szyi i pachach też powinno być zrobione dżersejem po prawej stronie, ale nie chce mi się już pruć.

A teraz, ponieważ postanowiłam, że będzie to rok kamizelek, zabieram się za drugą – ma być to żakard, kolorowy wzór, na zielonym tle.













ad
t
