359

Bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Podniosły mnie na duchu. Jeżeli chodzi o kamizelkę – stwierdziłam, że nie będę pruła. W tym projekcie błędem było wybranie za mało kontrastowego tła. W następnym projekcie popełnię inny błąd. Taka moja karma. W tym tygodniu nie miałam czasu na robienie na drutach. Usiłowałam robić na urodzinach Jacka, ale jak siadłam do stołu, to bałam się że poplamię i odłożyłam na bok.

Mój synek, od dłuższego czasu przebywający w pd-wsch Azji poprosił mnie, bym przesłała mu – wykorzystując nadarzającą się okazję – jego podkoszulki. W niedzielę zniosłam ze strychu wyprałam i w poniedziałek przekażę umyślnemu.

Ale mam poczucie, że jest to wożenie przysłowiowego drewna do lasu.

Babcia trendsetterka 

Zaliczyłam kolejną dentystyczną stratę i to wymierną, bo o ile zęby dają za darmo, to porcelanowe korony już nie. Pani dentystka mi wytłumaczyła, że korony, mosty czy implanty to rzecz sztuczna, dziąsło się do tego nie „klei” i żadna szczoteczka tu nie pomoże. Musi być irygator. A jak już kupować, to tylko firmy Waterpik.


 

Kupiłam. Pogadałam z innymi, okazało się, że wiele osób ma tego świadomość. Dlaczego ja nie wiedziałam?

Nie wiedziałam też o istnieniu tzw. powieści graficznej. To jest coś więcej niż komiks.

Przekartkowałam, fajne.

Z pamiętnika wk … konsumentki 

Dawno już nie włączałam telewizji. Po tym jak „odpadła” TVP Kultura i zostało tylko Ale kino, siłą rzeczy było jeszcze mniej do oglądania. Dodatkowo irytowało mnie to, że jak chciałam coś obejrzeć, musiałam to wcześniej zaplanować, bo dekoder uruchamiał się 15 minut. Na infolinii NC+ powiedzieli mi, że jest uszkodzony. Jak poszłam go wymienić, dowiedziałam się, że dekoder jest dobry, a uszkodzona jest antena. Jak zawsze w takich sytuacjach, zaczęłam osiołkować i na koniec doszłam do wniosku, że do listopada (czyli do końca umowy) jakoś się przemęczę. Niestety coś się zmieniło (oczywiście na gorsze) i po 15 minutach, na ekranie pojawiała się jedynie informacja o konieczności podłączenia anteny. Ponieważ akurat zależało mi na tym, by telewizor był na chodzie, zawołałam Pana od Anteny, który powiedział, że tak na szybko wymieni konwerter (70 zł), ale trzeba przenieść antenę, bo tam gdzie jest, zanurzona w gałęzie sosen, nie będzie nigdy dobrze odbierać. Oczywiście chwilę po tym jak wyszedł, telewizor zamarł. W tej sytuacji aby oglądać filmy na Ale kino, musiałabym zapłacić za przeniesienie anteny. Przy czym nie mam żadnej pewności, że w nowym miejscu będzie lepiej. Poprzedni Pan od Anteny, mówił to samo co ten, przeniósł antenę w obecne miejsce, a potem przestał odbierać telefony. Popatrzyłam na Netfix – tam takich filmów jak lubię, nie ma. I tak poza tym, że do listopada muszę dalej płacić na pusto abonament, rzeczywistość zmusza mnie do odzwyczajenia się od oglądania filmów. A ja tak bardzo nie lubię być do czegoś zmuszana.

 

Rumuński Skarb, to dziwny film.

Powiedziałabym, że to po prostu kiepski film., ale dostał nagrodę w Cannes. Może i Smoleńsk Krauzego ma szansę? Dwóch sąsiadów jedzie na działkę, bo podobno dziadek jednego z nich zakopał na niej rodzinny skarb. Rozmawia jeden z drugim, a widz myśli pod nosem: no powiedz coś ciekawego. Idą, a widz nerwowo przebiera nogami – idźcie szybciej. Na końcu zakończenie, które pewnie w zamyśle ma mieć w sobie głębokie przesłanie, a moim zdaniem jest po prostu głupie.

Ale nie było to największe rozczarowaniem tygodnia. Ten zaszczytny tytuł przypadł przedstawieniu w Teatrze Narodowym.

Nieuczciwe odcinanie kuponów od Pana Tadeusza. Dobrze, że poszłam bo uchroniłam przed tym moja mamę. Dla niej byłaby trauma, dla mnie był to tylko stracony czas. Pomysł na sztukę jest taki, że aktorzy nie wypowiadają żadnych kwestii, tylko wydają z siebie bełkotliwe dźwięki, snując się po scenie w oparach mgły. Czasami patrzą w ekran na którym przelatują obrazy minionej chwały, wtedy zrywają się i tańczą pokracznego poloneza. 15 minut OK, ale 90? Reżyser chciał nam powiedzieć, że tańczymy chocholi taniec. Moim zdaniem, jak miał taką potrzebę mógł wystawić Wesele.

Pożar w burdelu Herosi transformacji i miecz Chrobrego też mnie nie zachwycił.

Z tym, że z nimi mam tak samo jak z filmami Woody Allena (z jego ostatnich, podobało mi się jedynie Blue Jasmine), nawet jak wiem że nakręcił kiepski film, idę na niego w pierwszym wolnym terminie. Więc chociaż: dykcja do bani (powinni pomyśleć prompterze), żarty bardzo różnej jakości (jak dla mnie zbyt dosłowne, odległość od kabareciku Olgi Lipińskiej liczy się latach świetlnych) a ciągnięte przez nich wątki z odcinka na odcinek stają się coraz nudniejsze, to raczej na pewno pójdę na kolejny.

Przeczytane (21)

dobra książka

Ulica Cioci Oli Aleksandra Domańska

Bardzo ciekawa i bardzo na czasie historia zaczadzenia Beli Frisz, dziewczyny z ortodoksyjnej rodziny, której pisany był los żydowskiej panny młodej, a która wybrała KPP. Słowem próba poszukania odpowiedzi, dlaczego przedwojenni Żydzi wybierali komunizm.

 

Punktem wyjścia jest to, że babcia autorki, Aleksandra Kozłowska ma – w ramach dekomunizacji patronów ulic – „stracić” małą uliczkę na Mokotowie. Ze strzępków źródeł historycznych autorka odtwarza jej życiorys. Przy czym nie usiłuje jej wybielić, tylko zrozumieć.

Wprawdzie czasami miałam wrażenie, ze autorka mruga do mnie: Znacie to, znamy, no to posłuchajcie, ale chwilę później łapałam się na tym, że to że ja to wiem, nie znaczy, że wszyscy. Młodych już raczej o tym w szkole nie uczą.

A przecież mechanizm zaczadzenia jest ten sam.

Dodatkową wartością jest to, że książka stanowi kapitalny zbiór cytatów bardzo przydatnych w dzisiaj toczonych sporach.

Już w XIX wieku pisano o tym, na czym oparli swoją władzę dyktatorzy XX wieku i na których usiłują wzorować się współcześni. Edward Abramowski, tekst z 1899 (cyt. za Cywińskiego Rodowody niepokornych).

Czy można sądzić, że powstanie ustroju komunistycznego mogłoby ominąć swoją poprzednią fazę rewolucji moralnej, że mogłyby się organizować instytucje komunistyczne, nieznajdujące w duszach ludzkich odpowiednich potrzeb, nie mając swej podstawy w świadomości ludu?” – pyta Abramowski i odpowiada kategorycznie, iż „przypuszczenie, że może zjawić się nowy ustrój społeczny bez rewolucji moralnej, jest absurdem.

O czasie tuż po wojnie moja Babcia opowiadała mi tak jak to jest w meldunku Bora-Komorowskiego:

Ludzie są zmęczeni wojną, do tych więc, którzy przychodzą, odnoszą się bez wrogości, choć nieufnie. Już parę miesięcy wcześniej, na początku 1944 roku, komendant AK, generał Bór-Komorowski pisał w raporcie: „Duże przesunięcia się światopoglądów na lewo. Silna radykalizacja, zwłaszcza wśród chłopów i uboższej inteligencji. Niemal powszechne żądanie kontroli społeczeństwa nad życiem gospodarczym, likwidacji skupienia dóbr w rękach prywatnych ponad określone minimum i uprzywilejowania jednostek oraz grup społecznych. Władza, która by próbowała zahamować ten proces, naraziłaby kraj na ciężkie wstrząsy! To dążenie mas hamowane jest znacznym zmęczeniem wojennym i okupacyjnym terrorem (cyt. wg: K. Kersten, Historia polityczna Polski 1944-1956)”.

O powojennej religijności, moja babcia opowiadała tak jak Myśliwski w Traktacie o łuskaniu fasoli

W nowy, lepszy świat wierzyłem – – bo stary, przyzna pan, to były same gruzy po wojnie. A właśnie dopiero po wojnie okazało się, czym była ta wojna, jak wielką przegraną nie tylko człowieka, także Boga. Wydawało się, że człowiek już się nie podniesie, że przekroczył swoją miarę, a Bóg nie potwierdził swojego istnienia. […] Nie tylko mnie się wydawało, że czas Boga minął.

Kolejne zdanie z tej książki Myśliwskiego, na które można się powołać w dyskusji o tzw. polityce historycznej:

Musimy dziedziczyć, w przeciwnym razie to, co się stało, będzie się wciąż powtarzać. Nie możemy z dziedzictwa wybierać sobie jedynie tego, co nas nie obciąża.

Klasa polityczna nigdy nie miała dobrej prasy. Tak o tym pisał Stefan Żeromski w Na probostwie w Wyszkowie:

Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jałowy biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszym dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów, najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów.

Gdy mówi się o klasie politycznej warto przypomnieć podobno ulubioną przypowieść Kelusa o Laozi,

Pięćset lat przed urodzeniem Chrystusa zaproponowano udział we władzy. I wiesz – opowiada Kelus – co zrobił wtedy ów taoistyczny mędrzec? Umył swoje uszy, a potem uszy osła, który także słyszał tę propozycję, i bez słowa odjechał w góry”

Zawsze można się pocieszać nabrać dystansu przypominając sobie przedwojenną opinię Antoniego Słonimskiego:

Pan Piasecki twierdzi, że Żydzi wymyślili komunizm. Jeśli się zważy, że Żydzi wymyślili też kapitalizm, wydawać by się mogło, że są w stosunku do nas skwitowani. Moglibyśmy również dodać, że Żydzi wymyślili także chrześcijanizm, ale nie komplikujmy sytuacji ideowej p. Piaseckiego” (cyt. wg: Marci Shore,Kawior i popiół…).

Ale warto też pamiętać o swoistym poczuciu humoru historii.

Tekst wypowiedziany na chwilę przed aresztowaniem przez najpokorniejszego z rewolucjonistów, Popowa: „ziarna rzucono było wiele. I dojrzewa tam ono, dojrzewa gdzieś. Dobrze wsłuchać się w szmer, a usłyszysz, jak rośnie ono, dojrzewa, młoda siła. Za dwa albo trzy lata, albo pięć nie poznamy tej naszej cichej, martwej Rosji”. Nie mógł wiedzieć, jak prawdziwe okaże się to proroctwo, wypowiadający je Popow.

Tyle roboty na nic

Jestem w kropce:

Za dużo zrobiłam, by teraz pruć. Ale źle dobrałam tło – fiolety tworzą mało kontrastowy pas. Nie wiem gdzie miałam oczy. Chyba jestem w najgorszym momencie: przede mną jeszcze cały szmat roboty, a już wiem, że dłubię kolejną drucianą porażkę.

Mam fazę na Brwi. Przypomniałam sobie, że wszędzie dobrze, ale samej w domu najlepiej. Po dłuższej przerwie znów kupuję rzeczy do domu  – w tym tygodniu przytargałam (niosąc na głowie, bo ciężki) leżak z Jysku:


Ten bażant za oknem nie jest u mnie po raz pierwszy – musi gdzieś niedaleko mieszkać:


Po trzech latach, po raz pierwszy zakwitł mi jaśmin:

Byłam na środzie Stawiszyńskiego w Ogrodzie powszechnym

Tym razem jego rozmówcą był Boguszewski. Nie należał w Niedzieli Filozofów do moich ulubionych. ale jako gruppie Stawiszyńskiego, poszłam i na niego. Wprawdzie bez szaleństw, ale czegoś się tam dowiedziałam, np. tego, że rozpoznawanie twarzy mamy zakodowane w genach. 

Obserwuję powolne obumieranie blogosfery. To co jeszcze dycha, przenosi się na fejsa i inne portale społecznościowe. Ale gdybym opublikowała na fejsie ten bardzo ciekawy fragmencik z czytanej przeze mnie teraz książki Ulica cioci Oli:

W Grupie Inicjatywnej byli między innymi Marceli Nowotko, Paweł Finder, Bolesław Mołojec i Jan Turlejski. (…) Jednak Nowotce i jego towarzyszom nie udało się wtedy opuścić tej ojczyzny, bowiem samolot spadł niemal natychmiast po starcie, a telegrafista Turlejski stracił życie. Zadziałała podsmoleńska mgła. Powiódł się dopiero drugi przerzut, w nocy z 27 na 28 grudnia 1941.

to by to chwilę później „wyleciało w kosmos”.

A ja ten blog traktuję jako pamiętnik. Zdaję sobie sprawę, że ostatnio jest wyjątkowo nudny, ale nawet jak się coś u mnie dzieje, to nie jest  „blogowalne”.  A i tak jak przejmą OFE i znacjonalizują Agorę pewnie nie tylko ja wyniosę się z bloxa …

Przeczytane (20)

dobra książka 

Białystok. Biała siła. Czarna pamięć Marcin Kącki

Książka z półki; znajomość obowiązkowa.

Białystok, ostatnie lata, w Polsce jeszcze rządzi PO. Z zalewającą Podlasie brunatną falą walczą straceńcy, bezsilnie patrząc, jak coraz bardziej sami, powoli muszą ustępować pola. Nóż się w kieszeni otwiera.

Teraz, gdy rządzi PIS, brunatni weszli dumnie ze swoimi sztandarami do katedr. Jest to zmiana. Ale czy na pewno aż tak zasadnicza? Ci, którzy usiłowali się im przeciwstawić, już wtedy byli sami. 


Po tej książce Kąckiego szukałam relaksu. Ale Tożsamość Kundery mi go nie była najlepszym wyborem. 

Moim zdaniem książka jest po prostu słaba. Jak to u Kundery. Ona, on i lekkie poplątanie. Ale bez tego wdzięku co drzewiej bywało. I to poplątanie takie jakieś nudne, w zasadzie sprowadzające się do myśli kłębiących się w głowach bohaterów. Ona w wieku „zamykających się drzwi”, wpada w popłoch gdy odkrywa, że powoli zaczyna być postrzegana jako  „niewidzialna”. On wciela się w postać ukrytego wielbiciela i pisze do niej listy. A czytelnik obserwuje, jak działania podejmowane by scementować związek, coraz bardziej go kruszą.