Przeczytane (21)

dobra książka

Ulica Cioci Oli Aleksandra Domańska

Bardzo ciekawa i bardzo na czasie historia zaczadzenia Beli Frisz, dziewczyny z ortodoksyjnej rodziny, której pisany był los żydowskiej panny młodej, a która wybrała KPP. Słowem próba poszukania odpowiedzi, dlaczego przedwojenni Żydzi wybierali komunizm.

 

Punktem wyjścia jest to, że babcia autorki, Aleksandra Kozłowska ma – w ramach dekomunizacji patronów ulic – „stracić” małą uliczkę na Mokotowie. Ze strzępków źródeł historycznych autorka odtwarza jej życiorys. Przy czym nie usiłuje jej wybielić, tylko zrozumieć.

Wprawdzie czasami miałam wrażenie, ze autorka mruga do mnie: Znacie to, znamy, no to posłuchajcie, ale chwilę później łapałam się na tym, że to że ja to wiem, nie znaczy, że wszyscy. Młodych już raczej o tym w szkole nie uczą.

A przecież mechanizm zaczadzenia jest ten sam.

Dodatkową wartością jest to, że książka stanowi kapitalny zbiór cytatów bardzo przydatnych w dzisiaj toczonych sporach.

Już w XIX wieku pisano o tym, na czym oparli swoją władzę dyktatorzy XX wieku i na których usiłują wzorować się współcześni. Edward Abramowski, tekst z 1899 (cyt. za Cywińskiego Rodowody niepokornych).

Czy można sądzić, że powstanie ustroju komunistycznego mogłoby ominąć swoją poprzednią fazę rewolucji moralnej, że mogłyby się organizować instytucje komunistyczne, nieznajdujące w duszach ludzkich odpowiednich potrzeb, nie mając swej podstawy w świadomości ludu?” – pyta Abramowski i odpowiada kategorycznie, iż „przypuszczenie, że może zjawić się nowy ustrój społeczny bez rewolucji moralnej, jest absurdem.

O czasie tuż po wojnie moja Babcia opowiadała mi tak jak to jest w meldunku Bora-Komorowskiego:

Ludzie są zmęczeni wojną, do tych więc, którzy przychodzą, odnoszą się bez wrogości, choć nieufnie. Już parę miesięcy wcześniej, na początku 1944 roku, komendant AK, generał Bór-Komorowski pisał w raporcie: „Duże przesunięcia się światopoglądów na lewo. Silna radykalizacja, zwłaszcza wśród chłopów i uboższej inteligencji. Niemal powszechne żądanie kontroli społeczeństwa nad życiem gospodarczym, likwidacji skupienia dóbr w rękach prywatnych ponad określone minimum i uprzywilejowania jednostek oraz grup społecznych. Władza, która by próbowała zahamować ten proces, naraziłaby kraj na ciężkie wstrząsy! To dążenie mas hamowane jest znacznym zmęczeniem wojennym i okupacyjnym terrorem (cyt. wg: K. Kersten, Historia polityczna Polski 1944-1956)”.

O powojennej religijności, moja babcia opowiadała tak jak Myśliwski w Traktacie o łuskaniu fasoli

W nowy, lepszy świat wierzyłem – – bo stary, przyzna pan, to były same gruzy po wojnie. A właśnie dopiero po wojnie okazało się, czym była ta wojna, jak wielką przegraną nie tylko człowieka, także Boga. Wydawało się, że człowiek już się nie podniesie, że przekroczył swoją miarę, a Bóg nie potwierdził swojego istnienia. […] Nie tylko mnie się wydawało, że czas Boga minął.

Kolejne zdanie z tej książki Myśliwskiego, na które można się powołać w dyskusji o tzw. polityce historycznej:

Musimy dziedziczyć, w przeciwnym razie to, co się stało, będzie się wciąż powtarzać. Nie możemy z dziedzictwa wybierać sobie jedynie tego, co nas nie obciąża.

Klasa polityczna nigdy nie miała dobrej prasy. Tak o tym pisał Stefan Żeromski w Na probostwie w Wyszkowie:

Polska żyła w lenistwie ducha, oplątana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jałowy biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszym dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów, najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów.

Gdy mówi się o klasie politycznej warto przypomnieć podobno ulubioną przypowieść Kelusa o Laozi,

Pięćset lat przed urodzeniem Chrystusa zaproponowano udział we władzy. I wiesz – opowiada Kelus – co zrobił wtedy ów taoistyczny mędrzec? Umył swoje uszy, a potem uszy osła, który także słyszał tę propozycję, i bez słowa odjechał w góry”

Zawsze można się pocieszać nabrać dystansu przypominając sobie przedwojenną opinię Antoniego Słonimskiego:

Pan Piasecki twierdzi, że Żydzi wymyślili komunizm. Jeśli się zważy, że Żydzi wymyślili też kapitalizm, wydawać by się mogło, że są w stosunku do nas skwitowani. Moglibyśmy również dodać, że Żydzi wymyślili także chrześcijanizm, ale nie komplikujmy sytuacji ideowej p. Piaseckiego” (cyt. wg: Marci Shore,Kawior i popiół…).

Ale warto też pamiętać o swoistym poczuciu humoru historii.

Tekst wypowiedziany na chwilę przed aresztowaniem przez najpokorniejszego z rewolucjonistów, Popowa: „ziarna rzucono było wiele. I dojrzewa tam ono, dojrzewa gdzieś. Dobrze wsłuchać się w szmer, a usłyszysz, jak rośnie ono, dojrzewa, młoda siła. Za dwa albo trzy lata, albo pięć nie poznamy tej naszej cichej, martwej Rosji”. Nie mógł wiedzieć, jak prawdziwe okaże się to proroctwo, wypowiadający je Popow.