W tym tygodniu obchodziłam pierwsze urodziny mojego raka.
Moja mama (rocznik 1934) obchodziła je tak.

Na mojej mamie to, że pojawiła się na wallu Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, nie zrobiło dużego wrażenia, ale to że wnuczek napisał, że ma najfajniejszą babcie na świecie, już tak.
Tymczasem ja, poza mało pomysłowym wyjściem do knajpy z Joluśką, poszłam na zakupy. Zaczęłam od COS (dżinsy), skończyłam na mokotowskich lumpexach (podomka).

Odwiedziłam też stare kąty, m.in. wpadłam do fryzjera.

I na koniec dnia padłam ze zmęczenia.
Miałam prawo. W tym tygodniu zostałam inwalidką I grupy. Dostanę 220 zł dodatku do emerytury, mogę jeździć po Wwie za darmo i co najważniejsze – już w poniedziałek odbieram kartę parkingową.
Hospicjum się nie odzywa. Odezwała się za to pomoc społeczna. Bardzo miła, bardzo fajna kobieta. Zadowolona, że opiekę nade mną „przejmuje” hospicjum.
Z warszawskiego spaceru. PGiNG wywłaszczyło jedną z mokotowskich działek i postawiło na niej swoją budkę, Co zrobiło najpierw? Wyrwało wszystko co zielone.

Dlaczego oni tak nienawidzą tej zieleni?
Tydzień zakończyłam mocny akcentem, 4-godzinnym spektaklem Odyseja.

Warlikowski dla przedszkolaków. Po raz pierwszy od dawna w całości zrozumiałam jego sztukę. Główne motywy to powrót Odysa i historia Izoldy Regensberg, bohaterki jednego z opowiadań Hanny Krall. Odys nieśmiertelność odrzuca, Izolda, jej pragnie (chciała by w filmie nakręconym na podstawie jej biografii, zagrała ją Elisabeth Taylor).
Uczta dla ducha i ucha. Chyba jedyny teatr w Warszawie, który zwłaszcza to ostatnie, gwarantuje.
dobry film

Crescendo – austriacki dyrygent zostaje poproszony o stworzenie orkiestry z młodych Palestyńczyków i Żydów, którzy mieliby zagrać wspólnie na jednej z charytatywnych gal.
Film nie powtarza wszystkich, używanych w tym przypadku klisz. A że kilka jednak tak? Cóż, taki temat.
Rodzina nuklearna to trzyczęściowy dokument o tworzącej rodzinę parze lesbijek, wychowujących swoje dwie córki. Nakręciła go jedna z tych córek, która powraca do bardzo traumatycznego doświadczenia tej rodziny, gdy o swoje prawa upomniał się jej ojciec biologiczny.
Dokument nie jest dobry jako film (można mieć do niego pod tym względem sporo uwag), ale po jego obejrzeniu ma sie sporo pytań, trudno powiedzieć kto miał racje w tym sporze. I czy musiało się to tak skończyć, jak się skończyło. A o to przecież w dokumencie chodzi.
Obejrzałam też jeszcze jeden film o Bliskim Wschodzie. Ani dobry, ani zły. Klasyk w swoim gatunku.

Bejrut. Jeszcze niedawno było to tętniące życiem miasto. Tak zapamiętał je Amerykanin, który przyjeżdża do niego po 10 latach. tym razem po to, by z jedną ze stron konfliktu negocjować wydanie porwanego Amerykanina.
Klasyka tego typu filmów. Dobry Amerykanin przeciwko złym ludziom (w tym i kilku pracownikom ambasady USA).
Jeszcze jeden dokument, ale nie polecam.

Feministki, co sobie myślały. Feministki z lat 70-tych XX wieku wspominają swoja młodość. Opowiadają jak potoczyło się ich dalsze życie.
Nudne i rozwlekłe..






























