W tym tygodniu, wykorzystując to, że synek jeszcze był w Warszawie, zaprosiłyśmy go na spotkanie „grupy wietnamskiej”. Po pomyślnym zaliczeniu pierwszego etapu (szczepienia) przyszedł czas na podjęcie decyzji: wiza czy promesa i wybór ubezpieczenia. Zaczęłyśmy też opracowywać plan podróży.

Synek wskazał nam miejsca, gdzie można wykupić tanie ubezpieczenia, ale okazało się że są tam propozycje tylko dla osób do 59 r. ż, dla osób w naszym wieku nie było żadnej. Coraz częściej spotykam się z komunikatem: po co ty tutaj, jesteś dla nas za stara!
Opowiadając po kolei co mamy zrobić po przylocie do Sajgonu, dowiedziałyśmy się, że mamy sobie kupić karty telefoniczne. Bez uzgodnienia, wszystkie chórkiem na raz powiedziałyśmy, że kupimy jedną, bo po co nam trzy.
Tomek zignorował naszą odpowiedź i dalej ciągnął swoją opowieść. Gdy z tego co mówił wynikło że według jego założeń wszystkie mamy w telefonach lokalne karty, poprawiłyśmy go, że nie wszystkie, tylko jedna.
Kiedy kolejny raz się to powtórzyło, synek spojrzał na nas wielkimi oczami i zapytał, dlaczego przy tych wszystkich kosztach, które gotowe jesteśmy ponieść, uparłyśmy się by oszczędzić akurat na zakupie karty.
Nie przyszło mu do głowy, że żadnej z nas nie chodziło o te 40 zł, tylko o to że wiąże się to z koniecznością wymieniania karty.
Zanim pojadę do Wietnamu, urodzinowy weekend spędziłam na zaprzyjaźnionej mazowieckiej wsi.
Opowiadając po kolei co mamy zrobić po przylocie do Sajgonu, dowiedziałyśmy się, że mamy sobie kupić karty telefoniczne. Bez uzgodnienia, wszystkie chórkiem na raz powiedziałyśmy, że kupimy jedną, bo po co nam trzy.
Tomek zignorował naszą odpowiedź i dalej ciągnął swoją opowieść. Gdy z tego co mówił wynikło że według jego założeń wszystkie mamy w telefonach lokalne karty, poprawiłyśmy go, że nie wszystkie, tylko jedna.
Kiedy kolejny raz się to powtórzyło, synek spojrzał na nas wielkimi oczami i zapytał, dlaczego przy tych wszystkich kosztach, które gotowe jesteśmy ponieść, uparłyśmy się by oszczędzić akurat na zakupie karty.
Nie przyszło mu do głowy, że żadnej z nas nie chodziło o te 40 zł, tylko o to że wiąże się to z koniecznością wymieniania karty.
Zanim pojadę do Wietnamu, urodzinowy weekend spędziłam na zaprzyjaźnionej mazowieckiej wsi.

Pierwszego dnia przyjechała Agnieszka i upiekła udziec barani. Najlepsze z tego było takie coś do mięsa z czerwonych mirabelek, które udawało sos żurawinowy, ale nim nie było, tylko miało taki kolor. Bo baranina jest jednak bardzo specyficzna.

Drugiego dnia zmienił się zestaw gości, też było dużo jedzenia, ale ponieważ z tego kompletu gości nie udało się wykroić czwórki do brydża, podjęto próbę znalezienia czegoś co można by obejrzeć w telewizji. Mimo dobrych chęci, naprawdę nic nie udało się znaleźć. Jeżeli to ludziom nie przeszkadza, to ja już nic nie rozumiem.
Po Wietnamie chyba przymierzę się do Netfix’a – obejrzałam jeden odcinek Królowej i nabrałam apetytu.
Po Wietnamie chyba przymierzę się do Netfix’a – obejrzałam jeden odcinek Królowej i nabrałam apetytu.
dobry film
Tymczasem zaczęłam nowy rok od dobrej włoskiej tragikomedii (sic!)

Siedmioro przyjaciół (klasa średnia, kilka lat po 30-tce) siada do kolacji. Po części z nudów, po części bo do tego miejsca doprowadziła ich rozmowa postanawiają położyć swoje komórki na stół i tego wieczoru odbierać je razem.
Świetne dialogi, fajne obserwacje.
Do paru rzeczy można się doczepić – jest kilka niepotrzebnych uderzeń w wysokie „c”. ale generalnie warto zobaczyć.
Jest w tym filmie coś z klimatu starego Woody Allena.
Na następny film poszłam, bo dostałam, jako prenumerator Gazety, darmowy bilet.

Bohaterowie są młodzi, bogaci (występujący w tym filmie nauczyciele wygrywają kumulację i też stają się bogaci) i żyją w pięknych wnętrzach.
Ale okazuje się, że to nie oznacza, ze nie mają problemów.
Nawet niektórzy chorują!
I nie da się tego wyleczyć.
Ale jest przyjaźń ..
I ona pomaga.
Jedyne co warto odnotować, to że nie wszystkie dialogi były drętwe.