338k

Goodreads mnie podsumował:

Zabierając się za czytanie książki, coś tam zawsze o niej wiem, stąd rzadko kiedy totalnie się nacinam.  Ale też  zważywszy na to, że  nie czytam przypadkowych książek,  liczba  otagowanych   jako „dobre”, nie powala. Wprawdzie w tym roku za tak naprawdę dobre uznałam dwa razy więcej książek, niż w zeszłym, albo może tylko lepiej wybierałam, albo na starość stałam się bardziej wyrozumiała:

Ale poza tym, że przeczytałam w tym roku wyraźnie mniej, to ani w digitalizacji, ani gotowości wyjścia poza swój krąg kulturowy, jakichkolwiek zmian nie widać.
 
Kotan. Czy mnie kochasz Przemysław Bogusz

Moim zdaniem autor tego tematu nie udźwignął. Miałam wrażenie jakby się przeraził prawdy, którą może nie tyle odkrył, bo pewnie wcześniej się jej domyślał, ale z którą, gdy inni nie zaprzeczyli, nie wiedział co zrobić. Kotan był postacią kontrowersyjną i jak to z takimi postaciami często bywa, ma niepodważalne zasługi i naprawdę dużo ludzi zawdzięcza mu życie. Z drugiej strony robił też bardzo wiele złych rzeczy. Przeszkadzało mi, że gdy przychodził czas by opowiedzieć o tych drugich, autor chował się za innymi, przytaczał ich słowa, starając się tego nie komentować. Brakowało mi też próby pokazania jakie konsekwencje przyniosło zabetonowanie przez Kotana, podejścia do wielu problemów społecznych (w wielu przypadkach ten wzorzec obowiązuje do dziś). Słowem ciekawy temat, ale jak dla mnie przedstawiony zbyt powierzchownie. Z tym, że mogę nie być obiektywna. Sporo wiem na ten temat i sama pewnie coś mogłabym do tej opowieści dodać.
Nienachalna z urody Maria Czubaszek

Książka-podsumowanie, wiele się z niej nie dowiedziałam, bo jakie miała poglądy na wszystko wiedziałam i bez przeczytania tej książki. Znałam też większość przytoczonych w tej książce anegdot. Ale nie wszystkie pamiętałam. Na przykład tę, bardzo aktualną i na czasie:
Pamiętam takiego wiceministra kultury Janusza Wilhelmiego. To właśnie on wykończył nasz program radiowy w Trójce. I przy jakiejś okazji, wspominając dawne czasy, wyraziłam się o tym panu, uważam, że całkiem zasłużenie, per skurwysyn. Ale on nie żyje! – żachnął się jeden z moich kolegów. I co z tego, że nie żyje; mówię, jaki był za życia – odparo­wałam. Kolega nie był przekonany
Słowem pudełkowe ble ble ble. Ale przynajmniej miło się czyta.  A tego nie mogę powiedzieć o kolejnej książce.
Grzybowska 6/10 Aleksandra Domańska

Bardzo mi się podobała jej Ulica cioci Oli, Kolejna jej książka może nie jest tak dobra jak tamta, ale też warta przeczytania.
Punktem wyjścia jest pytanie o przeszłość miejsca w którym, w zbudowanym w latach 60-tych bloku, od kilkudziesięciu lat mieszka mama autorki. Ulica Grzybowska była i przed wojną i z przedwojenną książką telefoniczną w ręku łatwo można ustalić, kto wówczas mieszkał pod numerem Grzybowska 6, 8 i 10. Tyle, że w oparciu o źródła historyczne trudno się coś więcej dowiedzieć o ich losach – większość z nich zginęła w Treblince. I pewnie by ta książka nie powstała gdyby nie to, że Grzybowska 10 należała do bogatego Żyda, Samuela Glassa, który miał tu tylko skład żelazny. Sam mieszkał z rodziną gdzie indziej (m.in. w swojej kamienicy przy A. Róż 7) i w tym przypadku, na podstawie przedwojennych źródeł, można było po części zrekonstruować ich losy. Dalsze ich dzieje udało się opowiedzieć dzięki temu, że autorce udało się w Izraelu odnaleźć wnuka Samuela, Jerzego Glassa. Podczas wojny mieszkał na Grzybowskiej 10 razem ze swoim ojcem i trzykrotnie „pozytywnie” przeszedł selekcję na Umschlagplatz. Nie tylko opisane w książce dzieje rodziny Glassów są smutne.
W tle równie dołujące rozważania, o świecie myśli który stał się fundamentem, na którym zbudowano nazizm. Dużo odwołań do wydanej przez PIW książki Modris Eksteins, Święto wiosny. Wielka wojna i narodziny nowego wieku
(…) można by – w wielkim uproszczeniu – powiedzieć tak: o ile pierwsza wojna światowa zainspirowana między innymi okrzykami awangardowych artystów, że „sztuka jest wojną”, stała się swoistym dziełem sztuki, „teatrem wojennym”, w którym rzesze statystów poruszały się w jakimś koszmarnym pląsie, o tyle teraz nie trzeba już było sztuki; „totalne dzieło sztuki” nie wymagało już sceny operowej – to życie stało się sztuką. Każdy chętny mógł się czuć bohaterem tego „dzieła sztuki”, w myśl Nietzscheańskiego hasła: „żyj niebezpiecznie”, co oznaczało świadomie generować sprzeciw i opór, przekraczać akceptowane normy moralne, nigdy nie akceptować status quo, prowokować ciągły konflikt. „Nazizm jest – według słów Hitlera – doktryną konfliktu” – pisze Eksteins. Nikt wszak nie zmuszał Niemców do tego, by stali się nazistami. Ich przyciągnęła siła tego ruchu. Obrzędy, propaganda, sztandary, akcesoria, mundury, pochody, pozdrowienia, skandowane hasła. „Nazizm był kultem – pisze Eksteins. – Oddziaływał wyłącznie na emocje. Atakował zmysły, głównie wzrok i słuch. Słowo mówione wyparło słowo pisane. Dramat, muzyka, taniec, a później radio i film zajęły miejsce przed literaturą. Nazizm był od początku wielkim widowiskiem”. „Świętem wiosny”… Mit zajął miejsce historii, mit, czyli „historia, jaką wszyscy już znają”. „Taka historia staje się wyłącznie narzędziem teraźniejszości”
 
Fynf und cfancyś Michał Witkowski

Dla koneserów i wielbicieli prozy Witkowskiego. Moim zdaniem Lubiewo powalało, Drwal trzymał konwencję, a Fynf und cfancyś to jedynie popłuczyny. Ale też – jak kogoś nie odstręcza obsceniczność jego prozy – daje się czytać. Tym razem bohaterowie z Lubiewa: Michaśka i Dianka jadą na Zachód by tam uprawiając najstarszy zawód świata, dorobić się majątku. Bo jak to celnie zauważa Witkowski:  Biedak marzy o pracy i małych pieniądzach, nędzarz – tylko o milionach!