Znów jestem tam gdzie zawsze.
Z tym, że tym razem po raz pierwszy lecieliśmy tylko we dwoje samolotem. Do tej pory nawet nie zauważyłam na Okęciu tego miejsca – bardzo się przydaje.

Wyparty przez smartfony, na co dzień bezużyteczny, tablet dalej jest nieoceniony w samolocie – czytanie dziecku kiepsko wychodzi, jest za głośno.

Do zabawek, którymi bawi się mój wnuk nie dorastam. W czasach mojego matkowania, było już Lego Technic, ale skomplikowanych klocków moje dzieci nie miały. Inna sprawa, że tamto Lego, z możliwością budowania pojazdów nakręcanych na klucz było według mnie bardziej pomysłowe, niż to dzisiejsze. 
A to akwarium, w którym mój wnuk hoduje robaki. Zgodnie z instrukcją obsługi, po 4 tygodniach powinno się wymienić „załogę”. Tyle, że w parku trudno je znaleźć. Po przeczytaniu Preparatora wiem, że najlepiej poszukać na cmentarzu. Ale jakoś niechętnie myślę o takim rozwiązaniu.

W każdym razie rzuciłam się w wir babciowania i na nic innego nie mam czasu.