587

Styczeń 2014 z głowy. Niby to 1/12 roku, ale jest coś w tym co mówi Szczepan (wiejski sąsiad Ańćki), że jak ma się coś zrobić, to trzeba z tym zdążyć do nocy świętojańskiej, bo potem to już tylko Zaduszki, Boże Narodzenie i koniec roku.

Z drutami stoję w blokach startowych z czarnym swetrem o roboczej nazwie Pianino, dopinam już w głowie ostatnie rozwiązania konstrukcyjne. Nie wiem czy wyjdzie mi to, co zaplanowałam – pocieszam się tym, że start jest tak skomplikowany, że potem już będzie tylko łatwiej (drutujące z tego schematu powinny się zorientować w czym problem).  


Odtwarzam zgubioną czapeczkę, w tamtej denerwował  mnie wysoki ściągacz, w tej zrobiłam krótszy i już widzę, że tamto rozwiązanie było lepsze. To nie pierwszy raz, gdy te pierwsze, nie dopracowane rozwiązania, okazują się na koniec lepsze, niż te następne, w których wykonanie jest lepsze, ale z których duch po drodze uleciał. 

 

 

Z pamiętnika wk … konsumentki

Podobno mają skontrolować Koleje Mazowieckie – nawet jeżeli, to zostaną uniewinnieni, winę zrzucą na kolegę zarządzającego torami i na tym się skończy, Bo tak jak i wielu innych sprawach, tu też chodzi tylko o to by gonić króliczka, a nie by go złapać.

W tym tygodniu dzwoniąc na informację kolejową (tego dnia powrót do domu zabrał mi 3 godziny 15 minut) usłyszałam, że: 

„pociągi jadą jeden za drugim, i dlatego dopiero jak pojadą te przed Panią, Pani pociąg pojedzie”,

„dyżurny ruchu powiedział, że gdyby miał się zajmować opóźnieniami, to by mu czasu na pracę nie starczyło”.

Te 20 postulatów to była ściema, wystarczył jeden: zlikwidowanie samochodów służbowych (przy równoczesnym odcięciu możliwości „przerzucenia” się na samoloty”). Ale kto był wtedy taki przewidujący?  

Z pamiętnika uśmiechniętej konsumentki

Gdyby mi ktoś kilkanaście lat temu powiedział, że na starość polubię Tepsę … W sobotę późno wieczorem zgłosiłam, że przestał mi działać telefon i net. Następnego dnia już o 11 był w moim domu monter, wymienił popsute gniazdko, telefon zadzwonił, ale router za nic nie chciał się odezwać. Co było robić, poszłam do pobliskiej galerii handlowej, kupiłam nowy router i przy pomocy pani na Infolinii go skonfigurowałam. Łatwo nie było, bo dopiero po godzinie doszłyśmy do wniosku, że skoro wszystko jest dobrze ustawione, a netu nie ma, to może przyczyną jest to, że system nie rozpoznaje nowego hasła (zostało zmienione, bo poprzednie było zapisane w kilku wersjach i nie pamiętałam, która jest właściwa). Pani jeszcze raz zmieniła hasło i znów mam net.


Stację parową oddałam do serwisu Philipsa, gdzie można mi było wmówić wszystko. Tymczasem po kilku dniach zadzwoniono, że żelazko jest do odebrania, była to wina sznura i sami się śmieli z tego, że doszli do tego dopiero po wyeliminowaniu wszystkich innych możliwych usterek.  

Jestem z tych, co nie panują nad rzeczami: gubię, zostawiam, odkładam w dziwne miejsca. Potem większość z nich się odnajduje. Tak mam, i jeżeli ktoś się tym przejmuje, to moje otoczenie, nie ja. Pilnuję tylko kilku rzeczy i dopóki przestrzegam wymyślonych dla nich „procedur” jest ok. I tak torebka musi mieć zewnętrzną kieszeń, w której trzymam bilety miesięczne. Tyle, że jak zaczęłam do tej kieszeni wkładać też i komórkę, było tylko kwestią czasu kiedy je zgubię. Kartę miejską można bez problemu odtworzyć, gorzej z biletem na pociąg. Ale ponieważ pisałam ostatnio reklamację, mam jego skan, więc może i z tym biletem coś by się udało zadziałać. Zaczęłam od Karty Miejskiej, pojechałam na stację Metro Centrum, w pierwszym punkcie była spora kolejka (tak na pół godziny stania), w drugim oddalonym od pierwszego o 50 metrów, nie było nikogo. Pani wklepała moje dane do systemu i z uśmiechem poinformowała, że moje bilety czekają na mnie na sąsiedniej stacji metra. Przyjemna strona życia na informatycznej smyczy.

W przypadku tego filmu, nie pozostaje nic innego niż spuścić zasłonę milczenia.

 

Nawalanka, goni nawalankę. Walki przebiegają podobnie jak w kreskówkach Disney’a i już po 15 minutach staje się to przeraźliwie nudne. Może gdybym poszła na 4D byłoby lepiej, bo przynajmniej technika by mnie urzekła? Na to 4D wybierałam od momentu, gdy w radio usłyszałam, że jest coś takiego w Arkadii i jest to jedna z 20 takich sal na świecie. Ale zanim się zebrałam, to w przeznaczonej do tego sali zaczęli grać Ja, Frankenstein i do Hobbita nie wrócą. Ostatnia część za rok, może do tego czasu zapomnę. 

Kolejny film z zupełnie innej bajki

 

Czy aż Złota Palma Cannes, to nie wiem i porównywanie do Hanekego, uważam za przesadę.

Film o dojrzewaniu tytułowej Adele. Poznajemy ją gdy ma 15 lat, pierwsze doświadczenia seksualne ze starszym kolegą ze szkoły, potem związek ze starszą o kilka lat studentka malarstwa. Rozstajemy się gdy ma około 20 lat i jest świadomą siebie kobietą.

Wszystko pokazane jest na tym filmie bez retuszu – jak seks to bez skrótów i mrużenia oka kamery, jak płacz, to z glutami z nosa.  Klimatyczne. I chociaż mogłoby trwać trochę krócej, to też i nie jest tak, że te 3 godziny trudno na tym filmie wysiedzieć.

Zagrane tak naturalnie, że dech zapiera. Pewnie jeszcze nie raz będzie głośno o odtwórczyni głównej roli.