NPPD – czyli nigdy nie dojadaj po dziecku. Złamanie tej zasady, plus wcześniejszy powrót do alkoholu (np. wczorajsze dwie butelki wina to 1000 kcal) kosztowało mnie 4,5 kg to przodu. Boli. Tym bardziej, że już witałam się z gąską i byłam w połowie drogi do wciśnięcia się w stare Lewisy. Z drugiej strony mam spory problem z zastosowaniem się do zasady NNPD, bo jak wiele osób wychowanych przez osoby, które przeżyły wojnę, nie do przeskoczenia jest dla mnie wdrukowana przez babcię zasada NNWJ (nigdy nie wyrzucaj jedzenia).
Mój wnuk, podobnie jak kiedyś mój syn, kocha zwiedzać. Pojechaliśmy więc do Malborka zobaczyć największy na świecie zamek z cegieł.

Spędziliśmy też tam popołudnie w Dinoparku, o którego istnieniu dowiedziałam się od wnuka.

Wprawdzie trochę już wyrósł z ruchomych makiet smoków i dinozaurów (pamiętam jego zachwyt gdy zobaczył makietę T-rexa w National History Museum, ale za to bardzo mu się spodobało odkopywanie w piaskownicy szkieletu dinozaura.

Po powrocie z Malborka wnuk był tak nakręcony na dalsze zwiedzanie, że gdy dowiedział się że w Wwie jest Zamek Królewski, koniecznie chciał go zobaczyć, Nie zraziło go to, gdy uprzedziłam go, że to raczej pałac, nie zamek i okazało się, że to ja go nie doceniłam – chodził ze słuchawkami na uszach i sadząc z zadawanych przez niego dodatkowych pytań, uważnie tego słuchał.

Następnym razem umówiliśmy się na zwiedzanie Krakowa i Wieliczki.
Jak już byliśmy na Starym Mieście poszłam z nim na lody koło Barbakanu. A tam szok. Upał, środek lata, a lodziarnia pusta.

W spadku po wnuku została mi na komputerze fajna darmowa gra, City mania. Na początku nie wiedzieliśmy co i jak i dokupywaliśmy żetony, ale potem, jak połapaliśmy się co i jak, zrozumieliśmy, że nie jest to konieczne. Polecam. Ciekawe czy uda mi się od tego odspawać – jak na razie czarno to widzę, wnuk wyjechał, a druty i Kindle dalej leżą odłogiem.

Od jutra wdrażam powrót kolejny plan naprawczy. Ale już teraz powoli wtapiam się w rzeczywistość alternatywną. Bo dzieje się w niej wiele i ciekawie.
W sobotę byłam na świetnym spektaklu: Wbrew swojej woli, Grupy Supermarket.

Dwa monodramy. Pierwszy na podstawie Spowiedzi Całka Perehodnika, drugi na kanwie historii Alexa Kurzema, białoruskiego żydowskiego siedmiolatka, który cudem ocalały z rzezi swojej rodzinnej wioski, został przygarnięty przez dowódcę komanda Waffen SS, został najmłodszym żołnierzem III Rzeczy, gwiazdą niemieckich filmów propagandowych … itd. Gdy po wyjściu gadaliśmy o tym co zobaczyliśmy, niektórym przeszkadzało to, że drugi monogram miał momenty kabaretowe, przez co „przyćmił” grozę opowieści Perehodnika. Ale jeżeli chodzi o mnie wyszłam zachwycona tym jak to było zrobione i jak zagrane.
Spektakl odbył się w ramach obchodów 75-rocznicy likwidacji otwockiego getta.

W rzęsistym deszczu odsłonięto tablicę, złożono wieńce na pamiątkowym kamieniu w otwockim lesie. Miejscowych było bardzo mało. Chyba nie tylko dlatego, że padał deszcz.
A u Gumisia widać światło w tunelu – remont jest na tyle opanowany, że mogę się już tam zwalać na weekend.



















