182

Dotarłam w końcu na Szarotki. Zamówiona w Danii wełna jeszcze nie dotarła, więc nie mogłam się pochwalić swoimi planami. Zobaczyłam co robią inni i zachorowałam na takie rękawiczki. Musiałabym je tylko mieć na tasiemce, co by nie zgubić.

Nie tylko Szarotki wróciły. Podobnie weekendowe brydże. U Agnieszki czeka na swój dom podrzucony do ogrodu kot – idzie zima, wiec wyrzucenie na dwór mu nie grozi.

A na dorocznym spotkaniu absolwentów po raz pierwszy od wielu lat wypiłam butelkę wina. W tej sytuacji uznałam, że po tym jak jesienią 2015 roku, po 30 latach pełnej abstynencji wypiłam kieliszek wina, to – tak jak to określił Kisiel – „urządziłam się w dupie”.
Dotarłam do Zachęty na wystawę Marii Anto. Pamiętam jej pracownię z pierwszej połowy lat 70-tych i stojące tam obrazy. Znałam sportretowane na nich osoby.

Tyle, że jeżeli nawet taki prostaczek jak ja widzi w nich zapożyczenia, to do historii z tym malarstwem nie przejdzie. A o jej życiu można by napisać ciekawą książkę.
Przy okazji, na sąsiednich wystawach zwróciłam uwagę na  zwróciłam uwagę na ciekawy pomysł na  osiedle mieszkaniowe.
Niebanalny sposób wykorzystania niepotrzebnych już rzeczy (inspiracja była konieczność „opróżnienia” mieszkania po zmarłym członku rodziny),
A ten obraz skojarzył mi się z Marszem Niepodległości.
Z cyklu jak przetrwać
Jedna z moich ciotek uważa że pomaga zaproponowana przez Andrzeja Stasiuka w Magazynie świątecznym metoda wizualizacji
Ja staram się pocieszać Raczkowskim.

Ale jak widzę coś takiego, to powiedzieć, że mnie to wkulsonia, to mało.

W tym klimacie  to tamte, minione czasy wspomina się z łezką w oku. Film Młynarski – piosenka finałowa wspomaga tylko ten nostalgiczny nastrój.
Przynajmniej inteligencja była wówczas w cenie. Film jest dobrze zrobiony. Zrobić coś co się dobrze ogląda, wykorzystując do tego zgrany do bólu schemat, czyli ostatni wywiad z Młynarskim poprzetykany wspomnieniami o nim i fragmentami jego występów, jest sporą sztuką. 
 

183

Przez cały tydzień padał deszcz, miałam więc nadzieję na cudowny weekend. Niestety zrobiła się ładna pogoda i nie miała wyjścia, musiałam wziąć do ręki grabie

Zrobiłam remanent w zaczętych robótkach.

Miał być letni Miro. Ale raz że wyszedł za wąski, dwa, że zszywana bawełna paskudnie wychodziła. Trzy że to robota na lato.

 

Miała być bordiura, w której na rogach miał być wzór, a nie „marszczenie”. Projekt był tak ambitny, że też czeka na lepsze czasy.


W tej z kolei  kamizelce całe obramowanie miało być zrobione na okrągło, bez zszywania. Wiele było podejść zakończonych spruciem i chwilowo mam dosyć.

Nie mam też pomysłu na te wełny.


I dlatego, przypomniałam sobie o tym wzorze. 

Sam wzór kosztuje 11$, dwa razy wiecej niż standardowy. Wełnę też propoują z górnej półki – Brooklyn Tweed, na sweter potrzebowałabym 17 motków, a jeden motek tej wełny „chodzi” za 62 złote. Zapytałam fejsbuczka czym można zastąpić, dostałam namiary na cudowne strony i zdecydowałam się na taką wełnę. Z kilkudziesięciu kolorów wybrałam trzy i teraz z tych trzech nie umiem wybrać. 

 

Twój Vincent

Opowieść o van Goghu, jego ostatnich dniach, szukaniu odpowiedzi dlaczego się zabił. Ale nie tyle ważna jest tu fabuła, ile technika. Film – ciekawostka złożona z  65 000 obrazów namalowanych farbą olejną na płótnie przez ponad 100 malarzy w konwencji naśladującej. twórczość van Gogha. Podobno pierwsza pełnometrażowa animacja malarska. Warty obejrzenia. Bo wprawdzie nie jest to żadne arcydzieło, ale coś zupełnie innego. Miałam skojarzenie z powieścią graficzną.   

Po tamtej stronie

Po tamtej stronie to komedia, z gatunku „dla koneserów.” Współczesna Finlandia przedstawiona jako świat nierzeczywisty. Ludzie z groteski. Sprzęty z lat 60-tych. Tyle, że problemy współczesne. Uchodźcy (główny bohater jest  z Aleppo). Na ulicach naziole z nożami.  Ale że to komedia, więc ludzi dobrej woli jest więcej. Nie lubię filmów w których wszystko jest programowo szpetne i odrażające. A taki jest ten film. 

 

Z pamiętnika wk… konsumentki, czyli bliskie spotkanie z państwową służbą zdrowia

Wybieram się z Ańćką do sanatorium. Ona już ma skierowanie, ja jeszcze nie. Aby je dostać m.in. muszę mieć rentgen płuc. Wystawione przez lekarza rodzinnego w komputerze skierowanie, zawisło w sieci. Poszłam do wskazanej przychodni, ale tam akurat padła sieć i pani poprosiła mnie bym przyszła za pół godziny. Za pół godziny sieć już działała, ale rentgen się popsuł. Miałam dwa wyjścia – przyjść jeszcze raz, albo czekać. Skierowanie było tylko w komputerze, wiec nie mogłam z papierkiem pójść gdzie indziej. Awaria nie była poważna, po godzinie wznowiono badania. Tyle że muszę przyjść jeszcze raz. Tego by lekarz mógł zobaczyć wynik w sieci nie przewidziano. Trzeba osobiście odebrać wynik i mu go zanieść.

 

185

dobra książka

Tylko Lola Jarosław Kamiński



Pokręcona powieść o polskiej pokrzywionej rzeczywistości.

Tytułowa Lola to młoda Żydówka, która dusząc się w oparach przedwojennego antysemityzmu przystaje do anarchistów i wyjeżdża z przyjaciółką na hiszpańską wojnę. Z tej wojny udaje się wrócić jedynie tej przyjaciółce, Lidii Kowal, która nigdy nie pogodzi się z tą stratą. Potem, w PRL-u, staje się prominentną działaczką PRL-u i pod koniec życia wracając myślami do młodości zabiera się za pisanie wspomnień.

Wspomnienia Lidii Kowal są ważne dla drugiej bohaterki tej książki, Niny Molskiej, dziennikarki, której świetnie zapowiadającą się karierę złamał 1968 rok. Usiłuje ona znaleźć w nich odpowiedź na nurtujące ją pytania co do wydarzeń, w których uczestniczyła i których była świadkiem, a przy okazji odkrywa postać Loli, kobiety która i dla niej z jest ważna.

W tej książce jest coś z nastroju Idy. Podobnie jak w tamtym filmie, tak i w tej książce, bohaterkami są kobiety. Mężczyźni stanowią jedynie mało wyróżniające się z szarego podłoża tło. Z tym, że aby być sprawiedliwą, nie można pominąć tego, że tę bardzo kobieca powieść, napisał mężczyzna. Podobnie jak z kobietami udało mu się z 1968 rokiem. Nie przypominam sobie żadnej powieści o marcu 1968 roku – więc nawet jeżeli, nie była ona na tyle dobra, by mi weszła w pamięć (Msza za miasto Arras się nie liczy, bo odnosiła się do tych wydarzeń jedynie w podtekście). Tylko Lola jest pierwszą przeczytaną powieścią o tym czasie, która zapadła mi w pamięć i jeżeli przeczytam kolejną na ten temat, trudno będzie jej być lepszą od tej. Poprzeczka jest wysoko zawieszona.

 

Alfred i Ginerwa James Shuyler

Z posłowia dowiedziałam się, ze autor był na co dzień poetą i w tym momencie stało się dla mnie jasne skąd wyzierająca z każdego prawie zdania poetyckość tej książki. Ameryka tuż po wojnie. Tytułowy Alfred i Ginerwa to rodzeństwo, on ma około 8 lat, ona jest dwa, może trzy, lata starsza. Książka to zapis ich dziecięcej paplaniny, z której wylania się obraz nie tylko ich świata, ale też widzianego z tej perspektywy świata dorosłych. 

Tego typu książki, jak są dobre, określa się ‘urocze”.  I taka też jest ta książka

186

Będą mi robili chodnik – może i wyleją drogę asfaltem?


Powinnam się cieszyć, ale … każdy kij ma dwa końce. Jak jest chodnik, na właścicielu posesji spoczywa obowiązek odśnieżania.

Zajrzałam na dworzec. Coś tam jednak robią


W starym BUW-ie wydawnictwo Więź, z okazji wydania książki Między prawem i sprawiedliwością,  zorganizowało spotkanie z Adamem Strzemboszem.

Adam Strzembosz nigdy nie był bohaterem mojej bajki, ostatnią rzeczą którą można o nim powiedzieć, to że jest liberałem.  Ale odmóżdżenie poszło tak daleko, że suweren nie reaguje, nawet gdy tacy jak on usiłują go ostrzec. Jego zdjęcie pod pałacem prezydenckim w konkursie na zdjęcie-symbol ikonę dobrej zmiany nie zdobyło by pierwszego miejsca, ale bezdyskusyjnie zasługuje  na wyróżnienie.  

Gdy wchodził, sala przywitała go na stojąco długo bijąc mu brawa. Tak samo chwilę później został przywitany Bodnar, który na to spotkanie przyszedł ze sprawozdawcą ONZ, Diego Garcia-Sayan. Pewnie nie ja jedna na sali miałam poczucie deja vu. 

Od „nich” też ktoś przyszedł. Zadał kretyńskie pytanie, które w jego mniemaniu miało skompromitować profesora. Łatwo sobie poradził z odpowiedzią – każdy chciałby mieć tak przytomny umysł w wieku 86 lat. 

A w niedzielę byłam na koncercie zorganizowanym w poczekalni dworcowej w Grodzisku Mazowieckim.13 kobiet śpiewających, pieśni zaklęcia – na miłość, na zdrowie, dobrą podróż itp. Głownie a’capella, czasami przy akompaniamecie wiolonczeli i akordeonu, 

 

By nie zwariować, ludzie szukają odskoczni. Ale muzyka ludowa niziny środkowo-europejskiej do mnie nie przemawia. Nawet jak jest tak ciekawie i  tak świetnie zaśpiewana.

Na druciarskich blogach pisze się o „stasiu”(od angielskiego stash). Może nie mam tego dużo, ale też nie tak by szuflada była pusta. Słoiki  z kłębkami po przeszłych robótkach to rzecz oczywista, wyszłaby z nich niejedna czapka, czy rękawiczki,  Ale nie mam też pomysłu na to, co zrobić z wełen, których mam tyle dużo, że spokojnie starczyłoby na coś większego.


Na razie biję się z myślami, robić coś z tych wełen na siłę, czy kupić sobie kolejne kłębki. 

A posiadaczom Androida polecam IQ Mission,