O chasydzkich kobietach z Izraela. Pierwsze wydanie książki było w latach 90–tych, ale przygotowując kolejne wydanie autorka niewiele musiała uaktualniać. Świat chasydzkich kobiet z którymi autorka się spotykała, też się zmienia, ale znacznie wolniej niż nasz.
Lubię ten temat, więc dla mnie ciekawe. A napisane tak, że dobrze się czyta.
Patriotów 41 Marek Ławrynowicz
Dla miłośników serialu Dom. Podobny zamysł. Patriotów 41 to adres domu w podwarszawskim Miedzeszynie. Losy mieszkańców poczynając od lat powojennych.
Książka z gatunku snuj dla 15+. Szybko i przyjemnie się czyta. Tyle, że jak dla mnie trochę zbyt schematyczna i przewidywalna.
Gomora Artur Nowak, Stanisław Obirek
W zamyśle miała być tym czym Sodoma Matela, tyle że o polskim KK.
Rozczarowała mnie ta książka. Jak ktoś śledzi temat, niewiele się z niej dowie. Z ploteczkami też krucho, cytują tylko te, które już przedostały się do prasy. Np. jeżeli chodzi o arc. Jędraszewskiego, dowiedziałam się, że jest tajemnicą Poliszynela, kto jest jego partnerem i tylko czekać jak jakiś dziennikarz o tym napisze. Słowem, liczyłam na więcej.
Ale napisane sprawnie. Dobrze się to czyta.
Demon w Watykanie Franca Giansoldati
O Macielu Degollado i Legionach Chrystusa. Z faktami się nie dyskutuje i te autor przedstawia. Ale czy naprawdę można było o nich nie wiedzieć? Autor dopuszcza taką możliwość. Ja nie.
Książka zostawia niedosyt. Zraża też niezdarna próba wybielenia kościoła
Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej Katarzyna Czajka – Kominiarczuk
To nie książka, to kompendium wiedzy, więc przyjemności z czytania za dużej nie miałam. Za dużo faktów, nazwisk, za mało sklejających i dających oddech anegdot. Ale autorce należy się uznanie za całościowe potraktowanie tematu
Brakująca połowa dziejów Anna Kowalczyk
Dobra książka, tylko nie jestem jej targetem. Zbyt popularna, za mało naukowa. Sporo ciekawych faktów, opisów mniej znanych, lub wręcz nieznanych postaci kobiecych. Ale infantylizm języka drażni.
Przyszła zamówiona w Zeberce wełna. Kolor OK, choć mógł być bardziej zgaszony. Wzór niby wybrany, ale mam jeszcze czas na zmianę.
W starym roku chciałabym jeszcze zrobić czapkę dla córki.
Wnuk się rozkręca. Świat, w którym żyje i który uważa za normalny najlepiej moim zdaniem charakteryzuje fragment wywiadu z Andrusem w świątecznej GW.
W zeszłym tygodniu, chcąc mnie przekonać bym poszła z nim na demonstrację stwierdził: może to ostatnia demonstracja, na którą jesteś w stanie pójść?
W tym tygodniu poszliśmy do Michała na cmentarz. Przy wejściu pokłóciłam się z nim o znicze. Ja gliniane, on kolorowe. Sprawa była jednak dla mnie zbyt ważna by odpuścić i chwilę później szliśmy: ja z siatką z glinianymi zniczami, on za mną obrażony, coś tam mamrocząc. Doszliśmy do grobu, zapaliłam znicze.
A on scenicznym szeptem powiedział: gliniane znicze, zupełnie bez gustu. Ale trudno by babcia miała gust. Ktoś kto miał choinkę udekorowaną czarnymi bombkami nie ma gustu. Mały skunks pamiętał, że kiedyś rzeczywiście tak zrobiłam!
Duże i pyskate. Nie wiadomo tylko kiedy tak wyrosło. Ale dalej śliczne.
Tu oksfordzka debata z ukochanym wujkiem Tomkiem.
Synek siedzi na Bali i co jakiś czas przesyła nam zdjęcia bujnej przyrody. Zaczął karmić dwa okoliczne koty, a te natychmiast wprowadziły mu się do domu. Debaty z siostrzeńcem są dla niego trochę męczące, mój syn ma serce po lewej stronie, a wnuk po prawej, więc takie debaty można prowadzić bez końca.
dobry film
Na Nie patrz w górę byłam w kinie.
Patrząc na wpisy na Twitterze film robi na Netflixie furorę.
Przerysowana komedia o świecie rządzonym przez social media. Za pół roku w Ziemię ma uderzyć kometa. Dwóch naukowców (Jennifer Lawrence i Leonardo di Caprio) chce zainteresować prezydenta USA (Maryl Streep). Okazuje się, że nawet koniec świata jest tylko jeszcze jednym tematem do politycznej obróbki.
Jak dla mnie to sztuka zrobić film, który w święta może oglądać cała rodzina, a nie przypomina formatem żadnej z tych dorocznie odpalanych kretyńskich opowieści świątecznych.
Po raz pierwszy |Święta organizował Anka. Zmianę było widać na pierwszy rzut oka.
A poza tym: spacery, Scrabble.
No i mróz. Zdjęłam kwiaty z parapetu. Patrząc na niektóre, chyba za późno się na to zdecydowałam.
Poniżej publikuję wpis o książkach. Piąty w tym roku. Będzie jeszcze szósty. Moje czytanie jest odwrotnie proporcjonalne do liczby kupowanych książek.
Do końca roku 10 dni, mam nadzieję że uda mi się wszystkie przeczytane w tym roku książki wymienić. Nie jest to tak trudne zadanie, bo czytam zdecydowanie mniej niż kiedyś i nie jest ich aż tak dużo. Dziś część pierwsza.
Biografie
Człowiek który wiedział za dużo. Dlaczego zginęli Jaroszewicze Monika Góra
O zabójstwie małżeństwa Jaroszewiczów i późniejszym śledztwie. Nie jest w ścisłym sensie biografia, ale dużo w niej o życiu Piotra Jaroszewicza. Człowieka, który wiedział bardzo dużo, ale czy za dużo?
Jeżeli chodzi o ten aspekt to nic nowego się nie dowiemy. Nawet jeżeli przestępcy zostawili ślady, to w pierwszych godzinach śledztwa starannie je zadeptano. Ten sam schemat, co przy morderstwie Marka Papały. Może, że nie było to celowe działanie, tylko ich ciamajdowatość. Ale to, że są tak mało profesjonalni to już przypadkiem nie jest.
dobra książka
Jenny Marks czyli żona diabła Françoise Giroud
Biografia żony Karola Marksa. łatwego życia z człowiekiem, który czuł się za wielki by pracować jak zwykli ludzie nie miała.
AMarksowi nie chodziło o byle co! Ten facet lubił rzeczy piękne i dobre: piękne lokale, dobre wina, dobre cygara. Miał stałą zasadę postępowania: należy wydawać więcej, niż się ma. Przyjmuje nawet datki zbierane na jego rzecz wśród ubogich. To nie sentymentalny socjalista, któremu serce się kraje na widok cierpień klasy robotniczej. Nigdy nie wszedł do mieszkania robotnika. Współczucie jest mu raczej obce. A poza tym to intelektualista czystej krwi. Sentymentalny socjalizm niektórych spośród jego współczesnych – na przykład poczciwego, pełnego samozadowolenia Proudhona – budzi w nim szyderczy śmiech. Traktuje on klasę robotniczą globalnie i pod jednym kątem widzenia: musi być zdolna do akcji rewolucyjnej, by zawładnąć środkami produkcji.
Ciekawa, a w dodatku fajnie napisana. I aktualna! Warto przeczytać by zrozumieć zwolenników partii Razem.
dobra książka
Rodzinna historia lęku Agata Tuszyńska
Historia rodziny Agaty Tuszyńskiej napisana po tym, jak dowiedziała się że jest Żydówką. Lubię takie spokojne ballady o życiu, przemijaniu kolejnych pokoleń, anegdot i historii których pełne jest życie każdego człowieka. W dodatku, Tyszyńska gwarantuje to, że będzie się to dobrze czytać.
Pamiętnik Paweł Jasienica
Kiedyś była taka moda by robić fiszki z przeczytanych książek. Pamiętnik Jasienicy jest jedną wielką fiszką – w zasadzie każdy akapit zawiera bajecznie ciekawą informację. Tyle, że po pewnym czasie od tych informacji zaczyna się w głowie kręcić.
Słowem książka nie nadaje się do czytania w ebooku/audiobooku, bo za wiele z tego przelatuje przez głowę i nie ma jak uchwycić.
Szaflarska. Grać aby żyć Katarzyna Kubisiowska
Książka o Szaflarskiej – aktorce. O reszcie tyle ile trzeba by nie zgubić wątku. Złapałam w tej książce wielką nielogiczność. Autorka przedstawia Szaflarska, jako kobietę która nigdy nie miała problemu z tym co wybrać, bycie aktorką zawsze było ważniejsze od grania innych ról społecznych. Z drugiej strony, Szaflarska miała bardzo dziwną linię kariery: grała jak była bardzo młoda i bardzo stara (po 75 roku życia). W „środku” była na etacie w teatrze ale na scenie głownie statystowała. Miała więc czas na życie społeczne. Ale o tym co wtedy robiła w książce niewiele, te lata skwitowane są opisem gdzie i u kogo grała. Natomiast to co stało się w jej życiu gdy poznała Grzegorza Jarzynę i zaczęła grać u niego w teatrze to niesamowita opowieść o tym jak starość potrafi być piękna, pełna podróży, przygód i przyjaźni. Aż się wierzyć nie chce, że czytamy o kobiecie w latach 80+ i 90+. Dla tej części warto tę książkę przeczytać.
Jak nie zabiłem własnego ojca i bardzo tego żałuję Marek Pakuła
Przeczytałam, że w tej książce Marek Pakuła opowiada, jak opiekował się umierającym na raka trzustki ojcem. Postanowiłam zobaczyć jak moja choroba „wygląda” od strony dzieci. Pod tym względem książka nie spełniła moich oczekiwań: ojciec Pakuły umierał standardowo, czyli w miarę szybko. Sam autor uważał, że tą książka zapoczątkuje dyskusje na temat eutanazji. Tu wykazał się naiwnością. W tej sprawie w Polsce obowiązuje zasada ciszej budiesz dalsze jedziesz.
Na koniec mój synek przeczytał i napisał: straszna. A to dla nich ją przeczytałam.
dobra książka
Marlene Dietrich. Prawdziwe życie legendy kina Maria Riva
Nie skończyłam jeszcze tej książki – jestem w połowie. Książka ma ponad 950 stron a każdy akapit jest ciekawy. Jestem pod nieustającym wrażeniem.
Maria Riva, jej jedyna córka, od dziecka pełniła rolę asystentki/pierwszej damy na dworze matki. Sytuacje rodzinna miała dość nietypowa. Ojciec ja spłodził i przestał sypiać z jej matka. Żył z inną kobieta. Jednocześnie przeze 50 lat był jej mężem, przyjacielem, opiekunem, doradcą podatkowym i razem ze swoją kobietą stanowili część dworu Marlena Dietrech. Marlena żyła swoją sztuką, w przerwach romansując z kim popadnie. Córka jeszcze przed skończeniem 6 lat zaczęła w swojej pamięci dokumentować życie dworu i po latach potrafiła w zadziwiająco szczegółowy sposób o tym opowiedzieć.
Książka, o której spokojnie można mówić na comiesięcznych spotkaniach dyskusyjnego klubu książkowego, rok, albo i dłużej. tyle jest w niej wszystkiego.
Mimo, że jestem dopiero w połowie, naprawdę polecam!
Mam o kolejne trzy miesiące (następny tomograf pod koniec lutego) przedłużony termin ważności. Rak dalej stoi w miejscu, ani regresu, ani progresu. Wszyscy mówią, ciesz się, a ja jakoś dziwnie osowiała. Bo za cholerę nie wiem czym się mam tu cieszyć. Z celi śmierci mnie nie wyprowadzono. Powiedzieli, że za jakiś czas po mnie przyjdą, nic poza tym. OK. Tak naprawdę wszyscy zaraz po urodzeniu trafiamy do takiej celi. Ale – to już wiem – dopóki nie usłyszy się wyroku, świadomość własnej śmiertelności nie ma aż tak złowieszczego znaczenia.
A to nie wszystko. Są jeszcze ludzie wokół. Moje dzieci, wprawdzie się nie skarżą, ale … jeżeli to ja ponoć jestem odpowiedzialna za to, że jedna moja ciotka od ponad roku leci na mocno zwiększonych dawkach psychotropków, a druga ciotka tylko z mojego powodu zawiesiła plany przejścia na emeryturę, to wolę nie myśleć co się w główkach moich dzieci przewala.
Na razie mija rok od śmierci Michała. W sobotę, w jakimś bardzo alternatywnym miejscu na Pradze jego przyjaciele w poezji urządzili wspominkowe spotkanie połączone z konkursem jednego wiersza. Moja córka poszła tam z moją mamą i synem. Mojej mamie nie przeszkadzało miejsce, stroje, wulgarny język, ale … dykcja. Wierzyła, że gdyby mówili wyraźniej zrozumiałaby alternatywny bełkot, zwany współczesną poezją.
Jest naprawdę niezła.
A mój wnuk jest więcej niż dzielny. Tego dnia wyszedł z domu o 9 rano. Pierwsze 1,5 godziny spędził w poczekalni dentystycznej, czekając na matkę. Potem towarzyszył w jej zakupach, siedział w knajpie gdy spotykała się z koleżankami, a na koniec robił za rodzinę na wspominkowym spotkaniu. Wrócił po 22. Jednak to wygodne mieć dziecko bez żadnego „dys”, które potrafi cały dzień spędzić na czytaniu książki.
Następnego dnia też miał sporo zajęć.
Rodzinny obiad
Mam na kolanach jego siostrę cioteczną. Tak się porobiło, że mała chciała siedzieć na moich kolanach. Miłe.
A potem demonstracja.
Ale bum cyk cyk. Jak oni nie zmienią formuły tych demonstracji, to za chwile będzie na nich tylko policja. Przemawiają, jakby mieli coś ciekawego do powiedzenia. Zero śmiechu, muzyki. Co z tego, że te polityczne przemowy krótkie, jak każdy chce zabrać głos?
A tak poza tym, to zimno. Mila śpi u Joanny razem z kotkiem.
Ja jeszcze niechętniej niż dotąd, chodzę na spacery.
Ale burmistrz mnie rozczulił. Obok znanego już z poprzednich zim pingwina i misia, dokupił następnego misia.
Podziwiam ludzi, którzy jeszcze chcą się bawić w samorządy – o ile na poziomie centralnym łatwo odciąć się od suwerena, to na poziomie gminy nie za bardzo. Jak tak poczytam, co lud na forum gminnym wypisuje, to guzik mnie obchodzi to, że mają niski kapitał kulturowy nie ze swojej winy. Nie mam lewicowej duszy i już się tego nie zamierzam wstydzić.
Ale skoro świadomość, kto mnie wokół otacza ma mnie do końca nie przytłoczyć, muszę wrócić do swojej mantry, czyli drutkowania.
Kamizelka to pieśń przyszłości, ale „się robi”.
Szybciej powstanie chusta. Łada przyniosła swoje święte księgi estońskich chust. Wzór wybrany. Mam nadzieję, że tym razem z wełną nie będzie wielkiej wtopy i kolor jakoś Ani podpasuje. Tym razem kierowałam się nie tym co na ekranie, ale tym jak brzmi opis. Zgodnie z nim to nie żadne orange, ale miodowy.
Jutro Powązki, rocznica śmierci Michała. Pojutrze obiecałam wnukowi Spider-Mana. A potem jakoś dożyje do świąt. Następna chemia dopiero 29 grudnia.