131

Wakacyjne czytanie, czyli cztery książki, których przeczytanie można sobie spokojnie darować

Ekomąż i Ekożona Michał Vieweght

 

Do Michała Vieweght mam sentyment, bo kilka dobrych scenariuszy napisał. Zelence do pięt nie dorastał, ale poniżej pewnego poziomu nie spadał.

Jak widać do czasu. O ile Ekomąż ma jeszcze chwilami przebłyski humoru, to w Ekożonie jest już tylko odgłos heblowanych desek. Tyle, że ponieważ zaczęłam czytanie od Ekomęża, przekonałam się o tym na koniec.

Miało być satyra na współczesne kobiety, które niczym wampiry energetyczne wypijają z biednych samczyków ostatnie soki, a wyszła żenua.

Księżniczka z lodu Camilla Läckberg



Nie jestem w stanie zrozumieć popularności skandynawskiej powieści kryminalnej. Jak w każdym kryminale jest trup. W tym przypadku młodej, dobrze ustawionej życiowo kobiety. Jej ciało znajduje w jej letnim domu na zabitej dechami wsi, z której pochodzi i w którym spędza jedynie weekendy.

Ani dochodzenie do tego kto zabił nie jest intrygujące, Ani cała otoczka obyczajowa nie wciąga. Nudy na pudy. A ludzie czytają, dają gwiazdki. Może tylko ja nic w tym ciekawego nie widzę.

 

Ostatni ślad Charlotte Link



Kolejny „skandynawski” kryminał był jeszcze gorszy. Bo do wszystkich zastrzeżeń jakie miałam do poprzedniej książki, doszedł jeszcze jeden: nasuwające się już od połowy książki jedyne słuszne rozwiązanie, które na ostatnich stronach nikogo (może z wyjątkiem samej autorki) nie zaskakuje.

132

Coś mnie gryzie. Może nie mogę sobie dać rady z jakimś bardzo wrednym wirusem, może uciekam w chorobę od przytłaczającej mnie rzeczywistości.

Bo tu nic nie może iść tak, jak jest umówione. Pan Adwokat powiedział, że jak wrócę z Portugalii będzie miał napisany wniosek, bo bardzo ważne jest bym natychmiast po przyjeździe zaniosła go do sądu. Ale tak było przed wyjazdem. Po przyjeździe ma wyłączony telefon,  nie odpowiada na maile … 

Solid Security wzięło jak za zboże za reinstalację systemu. Jak po raz pierwszy system przestał działać, naprawili w ramach gwarancji. Za drugim razem nie zerwałam się z pracy, przyszedł monter, otworzył mu wykonawca ale za nim nie łaził, wiec niepokojony niczym monter podłączył przedłużaczem centralkę do innego gniazdka i sobie poszedł. Po dwóch tygodniach Solid Security przysłało fakturę na 160 zł.  Czyli zaczynam kolejną zabawę z pt. reklamuję fakturę w Solid Security …

Więc jak pomyślę o zbliżającym się etapie odbiorów, wyłańczania, urządzania … W tym tygodniu jak była w Brwi to nawet zdjęć nie zrobiłam ..

Sobotę spędziłam u Joanny. Po raz pierwszy miałam na sobie moje enterlackowe getry. Na targu kupiłyśmy gruzińskie pierogi, wypiłyśmy sporo wina

I dowiedziałam się, że trzeba kupować jogurt nadbużański. Rzeczywiście pyszny.

Kler

Rację mają ci, co mówią że to nie jest dobry film, tylko dobra, warta obejrzenia publicystyka.

Nic nowego, ani odkrywczego w tym filmie nie ma. Jak dla mnie, to kościół ma tam w kilku miejscach wystawioną laurkę – księża są może i grzeszni, ale „jacyś”. Jak się posłucha tego co mówią występujący w necie, nie jest to obowiązująca norma. 

Film jest za gęsty, może lepszy byłby serial? Przy takim nagromadzeniu wątków, w dodatku gdy w zasadzie w każdej scenie ważne jest co wisi na ścianie, co leży na stole, itp., nie ma możliwości by to wszystko „wyłapać”. Zwłaszcza, że jak w każdym polskim filmie, dźwięk jest do bani. Mnie bardzo pomogło to, ze poszłam do Muranowa na projekcję english friendly i niejednokrotnie mogłam się wesprzeć angielskimi napisami. 

Nie zachwycam się też Joanną Kulig. Natomiast Janusz Gajos jak zawsze wymiata ….

B1005

Pierwszą i najmocniejszą wpadkę zaliczyłyśmy jeszcze przed wyjazdem. Wszystko przez to, ze że bilety kupowałam na komputerze Ańćki: ponieważ nie pamiętałam hasła do swojego gmaila, podałam jej adres internetowy, ale nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że Ańćka nie sprawdza spamu.

W dodatku, gdy po kilku miesiącach dwa dni przed wyjazdem Ańćka napomknęła, że nie udało jej się nas odprawić on-line, puściłam to mimo uszu.

Bomba wybuchła dopiero gdy późnym wieczorem jechałyśmy do jej wiejskiej chaty (łatwiej stamtąd dojechać do lotniska w Modlinie) i jej będący prawie cały czas w podróży brat, zwrócił nam uwagę, że jeżeli nie odprawimy się na stronie, to za odprawę na lotnisku zapłacimy więcej niż za sam bilet. I jak już zaczął wszystko sprawdzać, okazało się,  że takiego lotu jak jest na naszym bilecie w rozkładzie nie ma. Jedyne co nam potrafił poradzić, to byśmy były grubo przed czasem na lotnisku, bo dopiero na dwie godziny przed odlotem nie ma już możliwości dokonania odprawy on-line.

Następnego dnia na stoisku Ryanair’a dowiedziałyśmy się, że:

  • „nasz” samolot do Brukseli wylatuje ponad godzinę później i przestał być kompatybilny z samolotem biletem do Porto. To dlatego kiwi.com, za pośrednictwem którego kupowałyśmy bilety, nie przekazało kodów do odprawy on-line;

  • jedyne w czym nam Raynair może pomóc to dać hasła do odprawy on-line na lot do Brukseli (z czego skwapliwie skorzystałyśmy);

  • szansa, że zdążymy się przesiąść na samolot do Porto jest bardzo mała, bo zwyczajowo potrzeba na to więcej niż 20 minut;

  • ponieważ bilet kupowałyśmy na stronie kiwi.com, Raynair nie ponosi odpowiedzialności za to, że po przesunięciu godziny lotu, nie zdążymy na kolejny samolot.

Kiwi.com też umyło ręce, już trzy miesiące wcześniej informowało o zmianie godziny odlotu i proponowało inne połączenia. To, że Ańćka nie zaglądała do spamu i dowiedziałyśmy się o wszystkim w dniu odlotu nie było ich winą.

Zaproponowano nam inne połączenia, ceny były dość porażające, na szczęście synek w dalekiej Azji znalazł wylatujący następnego dnia o świcie samolot z Brukseli do Porto za jedyne 70$ od osoby.

W samolocie do Brukseli pomyślałam sobie, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i już widziałam siebie spacerującą uliczkami Gandawy. Po przylocie znalazłyśmy się w niewielkiej hali lotniska Charleroi, gdzie właśnie w drugim rogu rozpoczęto boarding samolotu do Porto. Stanęłyśmy na końcu kolejki, Ańćka podeszła do pracownika obsługi, opowiedziała mu o naszej sytuacji i ten wypisał nam „modern boarding card”:

 

Z tym, że byłam już tak przywiązana do spacerowania uliczkami Gandawy, że nie do końca wiedziałam czy się z tego cieszyć.

Następną wpadkę zaliczyłyśmy po trzech dniach. Ten dzień w Porto spędziłyśmy nad Atlantykiem. Gdy wieczorem wróciłyśmy do miasta, wypoczęte i szczęśliwe na deptaku Rebeira raczyłyśmy się porto i do hostelu wróciłyśmy w bardzo dobrym humorze, bardzo późnym wieczorem. I jakież było nasz zdziwienie, kiedy okazało się, że w Porto zabukowałyśmy dwie noce, nie trzy, w hostelu nie ma wolnych pokoi i  jedyne w czym mogą nam pomóc do skierować nas do innego, znajdującego się daleko od centrum, hostelu.

I tak wylądowałyśmy w nocy, z walizkami na bruku. Tyle, że na tyle szybko udało nam się znaleźć inny pokój, że ilość wypitego wina nie pozwoliła nam w pełni uświadomić sobie, że mamy kłopot.

Następnego dnia. po zwiedzeniu Coimbry, poszłyśmy kupić bilety do Tomaru – marzył nam się dzień w klasztorze templariuszy, a  potem wieczorny przejazd do Lizbony. A tu brzdęk: okazało się, że z Coimbry do Tomaru jedzie jeden pociąg dziennie i to popołudniu. W Portugalii – czego wcześniej nie sprawdziłyśmy – trzeba ulokować się w dużym mieście i z niego „gwiaździście” zwiedzać okolicę.  Pomysł by skakać ruchami konika z miasta do miasta szachowego jest do zrealizowania jedynie samochodem.
Ponieważ nie udało nam się pojechać do Tomaru, tym bardziej zależało nam na zobaczeniu Sintry. Nauczone doświadczeniem, dzień przed zaplanowanym zwiedzaniem tego oddalonego o 30 kim od Lizbony miasteczka, poszłyśmy wieczorem dowiedzieć się o godziny odjazdów pociągów. Zamiast tego dowiedziałyśmy, że następnego dnia jest ogólnokrajowy strajk i żadnych pociągów nie będzie. W informacji turystycznej podano nam godziny odjazdów autobusów, gdy poszłyśmy sprawdzić z którego przystanku odchodzą nikt tam o takich autobusach nie słyszał, ale uznałyśmy, że kierowcy autobusów miejskich nie muszą mieć żadnej wiedzy o autobusach podmiejskich.
Jak łatwo można się domyśleć, rano okazało się, że żadnych autobusów do Sintry nie ma. Musiałyśmy wyglądać naprawdę żałośnie i kolejna, zaczepiona przez nas osoba, postanowiła nam pomóc. Był to młody, gorąco popierający strajk mężczyzna, który jednocześnie zapewnił, że wg niego należy minimalizować koszty jakie ponoszą zwykli ludzie w słusznej walce z okropnym rządem. Przedstawił się jako komunista, co zupełnie mnie nie zdziwiło ponieważ poza ujmującym uśmiechem, wyglądał jak rasowy hipster i trzymał w ręku Iphona. Okazało się, że strajk strajkiem ale z różnych lizbońskich dworców, zgodnie ze stworzonym tylko na ten dzień rozkładem, odchodzą pociągi do Sintry. Tyle że jest to informacja „dla wtajemniczonych”. I tak, dwie godziny później, ale wylądowaliśmy w tym cudownym, pełnym zabytków miasteczku.
 

Co zrobiło na mnie największe wrażenie:

Biblioteka Joachimów w Coimbrze. Klimat z Imienia Róży do n-tej potęgi
 

Podobno jedna z najpiękniejszych księgarni świata, Livraria Lello,  też zrobiła wrażenie, ale już nie takie

Średniowieczny miejski cmentarz w podziemiach kościoła Trzeciego Zakonu św. Franciszka.

W średniowieczu nie było miejskich cmentarzy, tylko prywatne i pod kościołem znajdował się jeden z nich. Idzie się po drewnianych włazach do grobów, na ścianach napisy nagrobne, widać że niejednokrotnie nadpisywano jedne na drugie, w jednym miejscu, przez szybę w podłodze można popatrzeć na stos kości.
 Luz i atmosfera, spacer uliczkami Rebeira do Porto, a potem picie wina w knajpach na brzegu Duarte.
 

Co mi się nie podobało:

Jedzenie

Mało urozmaicone i mało smaczne

Na obiad dwa rodzaje zup do wybory: jarzynowy krem, albo bardzo tłusta, oleista rybna zawiesina. Na drugie głównie smażone w oleju tłuste ryby (przede wszystkim dorsz, lub sardynki). Warzyw brak. W wersji dla turystów serwują surówki, które okazują się kilkoma listkami sałaty udekorowanymi tartą marchewką (w wersji bardziej wykwintnej z kawałkami pomidora).

Słodycze, w tym słynne ciastko „nata” są przeraźliwie słodkie i wcale nie aż tak smaczne. A z kawą też różnie bywa, kilka razy zamiast zamówionego  cappucino, dostałam latte, w wersji mleko o smaku kawy. 

 

Sztuczne kwiaty.

To że stroją nimi ołtarze to pikuś. Gorzej, że takie „wiązanki” leża pod pomnikami, czy nawet „rosną” w okiennych donicach.

Kolaże tradycji i nowoczesności

Kuły w oczy: np. nowoczesne organy w przepięknym kościele w klasztorze Hieronimitów

Albo śmieszyły, z tym że z lekkim smaczkiem irytacji, jak te urządzenie do zapalania wotywnych świeczek na odległość:


133

Plan mam taki:

  • pomiędzy 8 a 12 października: podłoga na górze
  • pomiędzy 15 a 19 października: podłoga na dole, a może i drzwi?
  • 21 października zwiezienie rzeczy
  • potem malowanie
  • oświetlenie, koza

i mogę się sprowadzać

Wprawdzie Gabrysia jak obejrzała stan robót:


wyraziła wątpliwość, czy święta spędzę w domu. Ale ona jest małej wiary.

Schody mają już wszystkie barierki


W kuchni są płytki


W mojej łazience też

Rozpoczął się sezon spotkań. Gościem Filozofii w ogrodzie był Arkadiusz Stempin, historyk i politolog z Uniwersytetu we Fryburgu.

Było o tym, czy historia naprawdę się powtarza, czy zdąża do jakiegoś celu i czy da się w niej wykryć jakieś szczególne prawidłowości. Słowem, czy w dziejach tkwi jakaś logika i czy historiozofia jest możliwa.

Ciekawe.

Z pamiętnika wk … konsumentki

W tym tygodniu m.in. walczyłam z:

Kurierami

Dzwonię do nich rano, chce by towar był dostarczony dopiero następnego dnia  i dowiaduję się, że nie mogę ustalić terminu dostawy, bo towar nie został jeszcze wydany z magazynu. Dwie godziny później kurier jest pod domem. Dzwonię i  pytam dlaczego nikt nie uprzedził. Pani nie rozumie i tłumaczy mi, że po to by uniknąć takich sytuacji jest opcja zmiany  terminu dostawy. Nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego tego nie zrobiłam.

PayPalem

Ja do nich, ze musiałam zrezygnować z Netflixa, bo nie opłacili mi abonamentu za wrzesień. A oni do mnie, że gdzie jest problem, przecież za  sierpień opłacili …

OleOle

Nie mogłam opłacić zamówienia na ich stronie. Na infolinii nie wiedzieli dlaczego, trenowaliśmy różne rozwiązania, z mojego konta nie można było przejść na stronę płatności. Wszyscy bezradni. Nie tylko konsultanci, dział techniczny również. Ponieważ było u nich 200 zl taniej, się uparłam i na koniec sama wpadłam o co chodzi. Jak usunęłam w ustawieniach mojego konta, wygenerowany na podstawie poprzednich płatności „preferowany sposób zapłaty, poszło. Napisałam im, gdzie i jak maja błąd na stronie. A co zrobiło OleOle? Napisało opryskliwy list-instruktaż jak należy płacić przez Internet.

ZUS

Byłam u adwokata. Lekko nie będzie. Jeżeli jest szansa na wygranie z Zus-em to tylko w sądzie. Ale i tak wszystko zależy od tego, czy pracownikowi archiwum będzie się chciało poszukać. Bo papiery są. I to pewnie nie w jednym miejscu. Tyle, że najłatwiej powiedzieć że ich nie ma. 

Solid Security

Zakończyłam z nimi jedną wojnę – w końcu przesłali mi zestawienie obrotów na moim koncie. Ale kolejną naprawę wykonali nie w ramach gwarancji, co uznałam za hucpę 

Żona


Na ten film poszłam dla Glen Close. Oczekiwałam więcej niż dostałam. Amerykański pisarz dostaje Nobla  razem z żoną i synem jadą do Oslo na uroczystość wręczenia nagrody. Powoli odkrywamy kolejne rodzinne tajemnice, które coraz bardziej nie przystają do odgrywanej publicznie roli czcigodnego laureata.

Tyle, że jak na na amerykański film, wyjątkowo drewniane dialogi. I mało prawdopodobne, zupełnie do mnie nie przemawiające chłodne i godne zachowanie uczestników dramatu. Gdyby nie Glen Close, nie dał by się tego oglądać. 

 

Zama

Zamorska kolonia Portugalii. Urzędnik chce się zasłużyć i wrócić do kraju. Swój pobyt w kolonii traktuje jako dopust boży. Ale tak się składa, że na tym czekaniu mija mu życie.

Bardzo ładny fresk historyczny. Ale taki trochę film o niczym

Kamerdyner

Przepięknie sfilmowana opowieść o Kaszubach. Poza główną bohaterką, która drażniła mnie swoimi wyłupiastymi oczami – dla mnie wyglądało to tak, jakby nie mieściły się jej w oczodołach zbyt grube szkła kontaktowe, świetnie zagrane (Radwan, Gajos, Szyc, Olbrychski itd.).

Ale … film  rozpoczyna się w 1900 roku i kończy w 1945. I ten moment, w którym ten film się urywa podważa całą jego wiarygodność i robi się z tego piękna bajka na 100-lecie niepodległości. Dopiero pokazanie tego, co doświadczyli Kaszubi po wojnie dopełniło by opowieść.