Cusp of spring shawl

O tym, że to będzie szal zadecydował wyjazd. Do tej pory zawsze w drodze robiłam szale. Teraz zaczynam kombinować, że może czas na skarpety? Szali ci u mnie dostatek.

Mój Cusp of spring wyszedł duży.

I taki trochę topornie gruby.

Gdyby był robiony z zalecanej we wzorze wełny byłby mniejszy i bardziej zwiewny. Ale jedyną wełną w pastelowych kolorach i rozsądnej cenie była Karisma Dropsa. No i wyszło jak wyszło.

Szał jest robiony francuzem na przemian ze ściegiem mozaikowym. Po drugiej stronie, zaleca podwieszanie nitek do oczek w następnych rzędach, tak by luźno nie zwisały.

To już mój drugi szał robiony tą techniką. Ten pierwszy jest z szetlandu – z cieńszej wełny, to i lepiej wyszedł.

W jednym punkcie odeszłam od wzoru: w pierwszych mozaikach, przybierając z boku oczka, zamiast cząstkowo wyrabiać wzór, robiłam „paseczki”. Tak jak to jest zalecane we wzorze zrobiłam dopiero ostatnią mozaikę (zdjęcie po prawej) i tak jest chyba lepiej.

Jest jeden ciekawy myk w tym wzorze do wykorzystania.

Start w dolnym rogu

Sekcja 1

1 rząd: oczka prawe, 2 rząd: oczka prawe, 3 rząd: Kfb, potem oczka prawe, 4 rząd: oczka prawe

aż będzie 49 oczek

Sekcja 2

1 rząd: Kfb, potem oczka prawe,, 2 rząd: oczka prawe, 3 rząd: Kfb, potem oczka prawe, 4 rząd: oczka prawe

aż będzie 140 oczek

Sekcja 32

1 rząd: Kfb, potem oczka prawe,, 2 rząd: oczka prawe Kfb, 3 rząd: Kfb, potem oczka prawe, 4 rząd: oczka prawe

aż będzie 248 oczek

i wychodzi trójkąt.

Dlaczego tobie się tak wiecznie coś przydarza

Mama zadała mi pytanie: Dlaczego tobie się tak wiecznie coś przydarza?

No właśnie.

Trwa batalia sądowa i prędko się nie skończy, następna sprawa sądowa dopiero na jesieni. Ale „rokuje”. ZUS do kapitału początkowego przyjął 101% średniej, na podstawie przedstawionych przeze mnie oryginałów zaświadczeń powinno mu wyjść 123%, gdyby sąd uwzględnił książeczkę ubezpieczalni byłoby 133 %, a gdyby jeszcze uznał świadectwa pracy i ksera pitów mogłabym „dostać”143 %. Czuję, mam szanse na 133%. A może i coś więcej?

Przy okazji sąd zgodził się z moją propozycją by w mojej sprawie zrezygnować z usług Poczty Polskiej.

Na tym polu zapowiada się kolejna batalia: jeżeli potwierdzą się moje podejrzenia, że poczta w Brwi wpadła na nowy pomysł i „doręcza” listy polecone wrzucając je po prostu do skrzynek, chyba jednak zdecyduję się na wystąpienie na wojenną ścieżkę.

Na razie napisałam do jednego z nadawców otrzymanych przeze mnie listów taki mail:

Dziś w skrzynce pocztowej znalazłam pęk listów poleconych, między innymi od Państwa firmy. W skierowanym do mnie liście widnieje takie zdanie: potwierdzenie odbioru (żółte potwierdzenie odbioru) będzie traktowane jako korespondencja odebrana. Zapoznałam się z przesłaną do mnie korespondencją, mimo że Państwo nie otrzymali żółtego potwierdzenia odbioru. Proszę tylko o potwierdzenie, ze nie dostali Państwo żółtego potwierdzenia odbioru. Bo jeżeli ktoś się na nim podpisał, jest to równoznaczne z tym, że doszło do fałszerstwa i zamierzam w taki przypadku podjąć stosowne kroki. Chciałabym przy okazji poinformować, że korzystanie z usług Poczty Polskiej, w Brwinowie jest działaniem pozbawionym jakiegokolwiek sensu i przysłowiowym wywalaniem pieniędzy w błoto. Poczta Polska w Brwinowie nie dostarcza listów poleconych. Tradycyjnych papierowych zawiadomień o przesyłkach nie dostarcza, bo nie ma listonoszy. Zawiadamianie sms-em też im nie wychodzi, bo system, który za to odpowiada co rusz im się wywala, a po przywróceniu nie powraca do poprzednich ustawień co oznacza, że zgubił nierozesłane zawiadomienia. Do tej pory Poczta odsyłała listy do nadawców, którzy mieli przynajmniej świadomość, że list nie został dostarczony. Najwyraźniej obecnie postanowili poradzić sobie z dostarczaniem listów poleconych wsadzając je do wiszących na płotach skrzynek. Ta nowa „praktyka” niesie z sobą jeszcze większe zagrożenia niż poprzednie

To nie wszystko. Nie tylko Poczta Polska jest z dykty. Bankomat też.

Poprosiłam bankomat o 400 zł, dał 380, ale powiedział światu (czyli systemom bankowym, że 400). Zgłosiłam, ale nie spodziewam się niczego. Zastanawiam się czy nie wrócić do okienka bankowego.

Nowy podatek bankowy?

 

Bardzo powoli, krok po kroczku realizuję program „urządzanie domu” W tym tygodniu, za pomocą pudełek z Jysku, poukładałam w szafce płyty CD. Kosztowało mnie to 110 zł, Stojaki do płyt były jedynie w Amazonie i najprostszy wariant kosztował trzy razy tyle. Na grupie na Fejsie poradzono mi skorzystanie z drukarni 3D. Sam wydruk formy nie byłby nawet drogi, ale pod warunkiem że przyszłabym z własnym projektem. Odpuściłam sobie. Doszłam do wniosku, że umiejętność projektowania 3D nie jest mi do niczego potrzebna..

 

Planowanie i tak mnie dopadło, przy okazji zakupu szafy Ikea.Z bliska wcale nie jest to takie piękne i przyjazne. Na stronie internetowej, w udostępnionym przez Ikeę programie jest tak naprawdę do wyboru kilka dodatkowych możliwości. Jeżeli nie chce się skorzystać z gotowych propozycji, trzeba jechać do sklepu. A tam … można się jedynie umówić na wolny termin. Ciekawe co ma zrobić mieszkaniec Płońska, czy Radomia?

Jak dla mnie blamaż.

Ale – i to się im chwali – można u nich dostać normalny czajnik, na którym można postawić czajniczek.


 

Poniżej symboliczny opis otaczającej nas rzeczywistości, (fragment artykułu Julisza Ćwielucha z Polityki)

 

 

Jeżeli chodzi o wyprowadzkę z bloxa.

W tym tygodniu siedzę na zwolnieniu i jest to jedna ze spraw jaką mam do „ogarnięcia”. Na dzień dobry muszę zatytułować wszystkie wpisy, bo tylko takie, z „tytułem”, widzą udostępnione przez Blox narzędzia do importu. Potem jeszcze grafika.

Ale do końca miesiąca się powinnam się z tym uporać.

 

Dylemat

Mam dylemat, które hasło ma większą nośność: ZUS twoja mać, czy Poczta twoja mać?

W środę sąd zadecyduje, czy uwzględni mój wniosek o przywrócenie terminu. Odwołałam się do sądu od decyzji ZUS o ustaleniu kapitału początkowego i po jakimś czasie dowiedziałam się że w mojej sprawie zapadł prawomocny wyrok. Sprawa toczyła się bez mojego udziału, bo nie dostałam żadnego powiadomienia. O rozprawie w środę też bym nie wiedziała, gdybym nie zadzwoniła do sądu. W aktach są nieodebrane, kierowane do mnie z sądu pisma. Jakiś czas temu zamówiłam na poczcie zawiadamianie o przesyłkach sms-em. Ale jak się przekonałam też nie można na tym polegać, poinformowano mnie, że tak się zdarza, bo „system się czasami zawiesza”.

Z drugiej strony, ZUS bardziej boli: wyliczył mi kapitał początkowy uznając trzy lata pracy w jednej ze szkół, ale nie uznając wysokości wykazanego wynagrodzenia. Za te lata policzył mi stawkę minimalną. Swoje stanowisko uzasadnił tym, że przedłożony przeze mnie dokument jest kopią.

W domu nie opuszcza mnie remont. Podobno jeszcze raz trzeba było pomalować belki w kuchni, siłą rzeczy znowu wydłużył się przez to czas oczekiwania na Wielki Dzień Zakończenia Remontu.

 

Ale generalnie w tym tygodniu powiało optymizmem. Był Pan z kamerką termowizyjną i powiedział, że nie jest źle. Sama to widzę, ale dopiero po wyregulowaniu okien, Szkoda tylko, że zrobiono to w marcu, w przeddzień termowizji, a nie w listopadzie.

Z pamiętnika wk … konsumentki 

Skycash

Jeżdżę do Brwi raz koleją (szybciej i z dworca mam 1,3 km) raz WKD (częściej, niezawodnie, ale do przejścia 1,8, w dodatku przynajmniej połowa drogi prowadzi przez teren niezabudowany). W dodatku nie codzienni, bo często dalej nocuję u mamy. Tym samym bilet miesięczny mi się nie opłaca. Kasy kolejowe to osobny temat – zazwyczaj nie miałam jeszcze biletu w ręku gdy pociąg wjeżdżał na peron i miałam do wyboru: czekać na następny, czy kupić w pociągu z dopłatą 6,8 za wypisanie.

 

Dla takich jak ja wymyślili aplikacje do kupowania biletów w telefonie. Do tej pory używałam bardzo wygodnej apki Skycash, ale pewnego dnia zażądała ode mnie danych osobowych – pesel. nr. dowodu. itp. Powołała się na regulację UE, co jest wierutna bzdurą bo dotyczy transakcji powyżej 50 euro. Mam nadzieję, że mało kto na to poszedł, ale pewnie byli i tacy co się na to nabrali. Skycash dał furtkę: napisali że jak ktoś przejdzie na płatność kartą to może tych danych nie podawać. Skoro dali taka możliwość to z nimi zostałam, bo sama apka jest fajna w obsłudze. Tyle, że po wyznaczonym dniu przestała ze mną gadać, cały czas żądając ode mnie danych w celu weryfikacji konta. Odcięłam mnie od wszystkiego, również od moich pieniędzy, które trzymałam w tzw. podręcznej portmonetce. Dużo ich nie było, niecałe 3 złote, ale grosz do grosza…. BOK tej firmy na maile nie odpowiada. Nie zdziwię się, gdy za jakiś czas przeczytamy o kolejnej aferze. Btw. Mpay jest równie przyjazną apką, a nie żąda danych.

Blogować będę. Na ten moment zakładam, że archiwum przeniosę na WordPress. A jeszcze nie wiem, czy bloga będę prowadzić tam czy na blogspocie, Musze mieć chwilę czasu by na spokojnie zobaczyć na czym ten WordPress polega.

Zamykają Bloxa

W zasadzie spodziewałam się tego od 2016 roku, kiedy zaczęło być słychać, widać i czuć, jak przestali rozwijać ten segment. Z miesiąca na miesiąc, obserwując jak kolejne popularne blogi przenosiły się na inne platformy, coraz mniej rozumiałam, dlaczego dalej do tego dokładają.
Nikły odzew i cienki pisk protestujących stanowi tylko dowód, że zostały tu prawie same pamiętnikarskie niedobitki.
Blox proponuje przeniesienie się na platformę WordPress, oferuje skrypty. Ci co poszli tą drogą piszą, że tylko tekst łatwo się kopiuje, z fotami gorzej. Ale prawdopodobnie jakiś łapski bloxer i na to wpadnie
Przeczuwając nieuniknione zamknięcie Bloxa trzy lata temu założyłam, bloga na Blogspocie, miałam wtedy taki plan by się tam przenieść, nic z tego nie wyszło, ale sporą część bloga od 2016 roku mam tam skopiowaną. Więc jeżeli nie porzucę blogowania, a pewnie nie, to się tam przeniosę. Muszę tylko nauczyć się obsługiwać coś więcej, niż kilka podstawowych funkcji.
Tyle, że Blogspot ma jedną podstawową wadę – prowadzi go Google, które ma zwyczaj porzucać swoje najlepsze aplikację, znienacka przestaje je wspierać, chwilę później zamyka, nie dając nic w zamian. Tak było w w przypadku Google Reader, czy Picasy (tu zaproponowali badziewne, pozbawione najważniejszych funkcji, czyli operacji na wielu zdjęciach naraz, Google Photo.
Byłam na kolejnym cywilnym pogrzebie w formacie: spotkanie przy bramie i marsz do miejsca pochówku. Tym razem były też obecne i pewne elementy ceremonii: muzyka, mikrofon aby żegnający słyszeli słowa pożegnania, najbliższa rodzina nie musiała stać, było kilka krzeseł pod postawionym na drodze namiotem.

Tyle, że jednak wspólne posłuchanie o zmarłym lepiej wychodzi w pomieszczeniu. Nawet jak jest pogoda.
Domów pogrzebowych jest mało i  rodziny, nie chcąc brnąć w koszty wybierają tak „okrojony” format. Szkoda, że kaplice cmentarne nie są użyczane do pogrzebów cywilnych.
No i niestety jadłam nie tylko na stypie:

Na ostatnim, ostatkowym przyjęciu, wyjęłam druty:’
Jak nie przyspieszę z tym szalem, do końca roku nie skończę.
Po chwili przerwy, reaktywuję program dom. W tym tygodniu znowu przychodzi ekipa.
Ale w sercu cały czas go noszę, myśląc jak otaczającą mnie pustkę rozsądnie zapełnić, unikając przy tym zagracenia. Łatwo nie jest. Nawet tak wydawałaby się prosta rzecz jak ułożenie płyt CD w szufladzie. Najbliższy sklep amazon.de. Cena lekko powala. Szukam dalej, bo 280 zł za trochę plastiku umożliwiające ułożenie 120 płyt to trochę dużo.

Może dlatego po raz pierwszy w życiu kupiłam durnostojkę. Uważam, że mój wielkanocny zając (ksywa: Bezczelak) cudownie będzie się komponował z białymi doniczkami.

Byłam bardzo zainteresowana tym spotkaniem:

Wejściówki miały być wydawane w piątek od godziny 12. Wysłałam mamę, była o 12.30. Po wejściówkach nie było już śladu. Rozeszły się w kilka minut. 
No i mam problem z laptopikiem. Starutki jest i wywala się przy aktualizacji 1803. 62% i klops. Jedyne co potrafię, to jak znów zaczyna aktualizować, wyłączam w Menadżerze  coś co energicznie pracuje i co podejrzewam jest silnikiem aktualizacji. Ale działa to tylko przez jakiś czas. Windowsy mnie starszą;
Ale ponieważ  nie daję się tak łatwo zastraszyć, znów same z siebie zaczynają się aktualizować komputer się kolejny raz zwala i wracam do punktu wyjścia.