Finalizowanie remontu idzie jak po grudzie. Tydzień wprawdzie zaczął się obiecująco i na poniedziałkowym spotkaniu dogadałam się w sprawie uszczelnienia okien (regulacja, wymiana uszczelek). Ale wszystkie pozostałe zaplanowane na ten tydzień sprawy „nie wypaliły”.
W życiu osobistym podobnie. Na wcisk zapinam się w ostatnie spodnie. A tu w tym tygodniu: pożegnanie koleżanki w pracy, stypa, nasiadówa w knajpie i sobotni bankiet. Na wszystkich tych spotkaniach wystąpi zastawiony stół. A silnej woli to ja nie mam. I jak tu realizować plany?
Nowa świecka tradycja. Gość w dom, a w zębach symbol nienawiści

Bo napędzani ciekawością jak wygląda to, o czym na okrągło przez cały rok gadałam goście suną i dary przynoszą zmyślne. Moim zdaniem trudno będzie przebić Agnieszkę. Do mojej kolekcji jej ceramicznych cudeniek (zrobiłam fotę, bo pisząc uświadomiłam sobie, że nie stoją w gablocie, są używane, więc w każdej chwili może im się coś stać):

doszła wspaniała misa.
Z kolei Joluśka, jako designer łazienki, przyniosła lustro vintage. Będzie jeszcze pomalowane, ale już jest cudne. Zauważyła je u swojej znajomej i namówiła ją, by jej odsprzedała.

Sama też mam w Onenote listę rzeczy do kupienia i bardzo powoli, ale kupuję kolejne pozycje z listy. Na przykład młynek do przypraw.

Podpatrzyłam takie wykorzystanie młynka do kawy u Gabi. Ale jakoś u niej lepiej mieli. Może z czasem się wyrobi.
dobry film
Faworyta

Widziałam Zimną Wojnę, Romę a teraz Faworytę. Nie wiem czy z tych trzech ten najbardziej nie zasługuje na Oskara. Nawet nie dlatego, że jest aż tak dobry. Ale dlatego, że jest trochę inny.
Z jednej strony: film historyczny, angielski dwór królewski czyli pałac, kostiumy. Z trudem dokopałam się w Guglu o jaką konkretnie królową chodzi, ale film ociera się o postacie i zdarzenia historyczne.
Z drugiej reżyser to Jorgos Latnimos, (Kieł, Lobster), który mimo, że swój najnowszy film kręcił w Hollywood, aż tak bardzo się nie zmienił.
Królowa (Olivia Colman), jest schorowana, zdziecinniała i mocno oderwana od rzeczywistości. Za jej decyzjami stoi Marlborough (Rachel Weisz), królewska przyjaciółka, dama do towarzystwa i kochanka. Jej pozycja pozostaje niezachwiana do czasu, aż na dworze pojawi się jej daleka krewna, Abigail (Emma Stone). Zaczyna się walka o względy królowej. A zawodniczki to najwyższa liga.
Koncert gry aktorskiej. Olivia Colman wymieniana jest prawie jako Oskarowy pewniak.
Ale pomijając to, jest i w tym filmie mroczna przewrotność i absurd do jacich przyzwyczaił swoich widzów Jorgos Latnimos.
Vice

Tak dobry jak Big Short, tego reżysera to ten film nie jest.
Vice to na pewno bardzo ciekawy film: odsłania kulisy amerykańskiej polityki, opowiada o jednym z jej głównych aktorów Dicku Cheneyu, ale czegoś mu brak. Może chodzi o to, że Dick Chenney pozostał dla mnie zagadką? Zamiast go zrozumieć (co w żadnym wypadku nie oznacza to polubić) przede wszystkim podziwiałam kunszt charakteryzatorów, którzy na planie dobrze radzą sobie z dodawaniem i odejmowaniem lat.
Z drugiej strony, może było to rozwinięcie zdania jakie pada na początku filmu, że siłą tego polityka była małomówność i skrytość.
W każdym razie po obejrzeniu tego filmu dalej nie rozumiem dlaczego tak bardzo zależało mu na rozpętaniu wojny na BW i dlaczego tak łatwo udało mu się to przeforsować pompując spreparowane fakty.
No i jak zawsze gdy mowa o kulisach polityki poznajemy sprężynę, która go nakręcała: żonę Luynne. Film o niej chyba byłby ciekawszy niż o nim. Zwłaszcza, że wszyscy faceci, na czele z Bushem, to mało lotne misie z bardzo dużym ego.
dobry film
Sny wędrownych ptaków

Ach gdzie te czasy, gdzie krytycy wypowiadali swoje sądy, ludzie toczyli dyskusje i szli do kina by sprawdzić kto miał racje.
Dziś w tej internetowej ciszy co i rusz niepostrzeżenie przechodzi przez ekrany kolejny dobry film.
Taki jak ten.
Kolumbia, koniec lat 70. Na pustynnych rubieżach, w córce bogatego rodu zakochuje się ubogi chłopak. Rodzina dziewczyny, by go zniechęcić, podaje zaporową cenę. Ale w tym samym czasie w okolicy pojawiają się Amerykanie, zainteresowani eksportem marihuany.
Opowieść o powstawaniu kolumbijskiego narkobiznesu. Na samym początku ubodzy pasterze, plantatorzy kawy, których życie toczy się wokół pradawnych rytów. Potem sytuacja się coraz bardziej „cywilizuje” i patrzymy jak powoli ich świat odchodzi w niebyt. Pod koniec filmu pada słowo Medelin.












