Nie kuś losu

Myślałam, że nie może być gorzej. Myliłam się. W poniedziałek przyjechał doktor paliatywny, zobaczył mnie w stanie kiepskim, uznał, że nie będzie czekał z odciąganiem wody i zrobił to tego dnia. Okazało się to tym razem trudniejsze, wyszło, ale już nie będzie szansy na następne w warunkach domowych. Odciągnięcie wody spowodowało kryzys i przestałam chodzić. Na szczęście przyjechała Anka, więc jestem podwójnie zaopiekowana. Ale wolałabym być mniej zaopiekowana i chodzić.

Niechodzenie jest czymś strasznym. Chociaż można mnie zawieść na przyjemną wycieczkę. Na taras.

Ciotki mnie odwiedzają a Ja po trzydziestu minutach mam dosyć i patrzę na nie śpiąco.

Umieranie jak ma się silny organizm jest dość nudne.

Skafander motyla

Jak odchodziłam z Wawelskiej, to w ramach pocieszenia usłyszałam, że oznacza to koniec z rannym wstawaniem na chemię, badaniami co dwa tygodnie, tomografem co trzy miesiące … Będę sobie teraz spokojnie siedziała w domu, patrzyła na kwiatki, krzyczała na koty sąsiada, spała. Aż przyjdzie wiadomy koniec. W sumie wyglądało to kusząco.

Tymczasem w rzeczywistości …

Niemal od razu życie zaczęło mi upływać w w rytm narastającego wodobrzusza. W jednym tygodniu miałam spuszczaną wodę, W drugim czułam się jako tako, W trzecim coraz, gorzej. w czwartym miałam duszności. I tak w koło Macieju.

Do tego, na kolejnych badaniach krwi (siostra przychodzi do domu) stwierdzono, że mam podwyższoną bilirubinę i 31 maja mam czwartą z kolei wymianę protez dróg żółciowych. I tak dobrze, że takim zdechlakom jak ja robią operację na NFZ w prywatnym szpitalu.

Ale teraz chodzi o o to by jak najdłużej z tym brzuchem wytrzymać. Dojscie do salonu to max. A tak to leżę jak ten facet w skafandrze motyla. Film polecam

Bez czarnej herbaty

Przez całe moje życie podstawowym napojem była dla mnie czarna, prawdziwa herbata. Gardziłam wynalazkami: typu herbaty Lipton (i „niżej”), kolorowymi klonami: czerwoną białą zieloną, z bergamotką. Herbata musiała być mocna i bez żadnych dodatków (no najwyżej kardamon). Piłam ją od rana do późnej nocy. Była nie do zastąpienia: na wszelkie włóczęgi zabierałam zawsze ze sobą „swoją” herbatę i grzałkę na wypadek gdyby nie było w pokoju czajnika.

I nagle … zaczęłam do herbaty wsadzać cytrynę, potem coraz więcej cytryny by na koniec stwierdzić, że herbata jest be … Synek stwierdził, że to go dopiero przekonało, że jest za mną bardzo źle.

I teraz piję wodę z cytryną na zmianę z rozcieńczoną coca-colą zero z cytryną (nigdy nie piłam coca-coli, teraz nie wiem czemu zaczęła mi smakować).

Przy czym z żywieniem jestem gorsza niż małe dziecko. Dopiero jak coś zobaczę na talerzu, mogę wypowiedzieć czy to zjem. Raczej na wszystko mówię „nie”, ale dzieci próbują. Żal mi ich. Żadne z nich nie było tak rozkapryszonym niejadkiem.

Ogarnia mnie coraz większa wściekłość … bo z boku patrząc jak na razie nie mam za bardzo na co narzekać, bo nic mnie nie boli i takie tam. Tyle, że wezmę prysznic i cała jestem zasapana – bebzun odrósł po dwóch tygodniach, ale saturacja jest ok, więc nikt mi go nie przekłuje…

W tym tygodniu weszłam z moimi dziećmi w ostry spór ideologiczny. Poszło o trawnik. Ania wymarzyła sobie kwietną łąkę, Zadowoliłby ją nawet taki trawnik jak jest u sąsiada.

Tomek był jak najbardziej za, bo to oznaczałoby, że nikt by od niego niczego nie chciał.

Ja się uparłam na koszenie. Poddali się gdy oświadczyłam, że moim przedśmiertnym marzeniem jest położyć się w hamaku przy skoszonej trawie>

A poza tym za oknem toczy się normalne życie. Joluśka pojechała na Lanzarotę i nie jest nią zachwycona. Może gdyby była ze mną byłoby inaczej? Ańcka już po operacji barku. Gracjana, sądząc z zamieszczanych w relacjach zdjęć, tak jak przypuszczałam jest zachwycona Bali. W Londynie kot bengali znów zaatakował. Może będzie z tego większa afera, bo ofiara była operowana w szpitalu. A mój wnuk wygrał ze swoją drużyną jakiś ważny mecz.

I tylko suweren zachowuje się nieprzewidywalnie. Inflacja 12,5% go nie ruszyła. Może jak dojadą do 70%, jak w Turcji, coś zauważy?

On poleciał, ona przyleci, a chwasty mają rosnąć

Pierwsze dni tygodnia zdominowały rozmowy na temat ewentualnego zamknięcia polskiego nieba. Wyszło na to, że też byłabym nieźle poszkodowana – w zaproponowanym przez nich rozwiązaniu, Anka musiałaby latać do mnie na weekendy w środku dna, czyli brać dwa dni urlopu. To co było w tym wszystkim ciekawe, to, to że Anka była jedyną osobą, która uważała że na to się nie odważą. Wszyscy pozostali (to nie przypadek, że mieszkańcy tego kraju), brali taką ewentualność poważnie pod uwagę. No ale polecieli, w tym mój syn, który właśnie podziwia Sztokholm.

Następni zaraz polecą, np. Łoś z Gracjaną na Bali. Jak ja im zazdroszczę! Przed wyjazdem przywieźli mi tulipany w tak obłędny kolorze, że cały czas nie mogę przestać się zachwycać.

W ogóle to był tydzień fajnych prezentów. Od Olki dostałam kubek tak wielkiej urody, że do tej pory jeszcze ani razu się z niego nie napiłam, tylko się w niego wgapiam. Z kolei Leny przyniósł mi do teatru przesłodką kartkę.

Bo byłam w teatrze na próbie generalnej Drakuli (z tym, że tylko na pierwszym akcie). Na przerwie Ańćka się przyznała, że dzwonili do niej ze szpitala i kazali jej się stawić o 19, bo następnego dnia jest zapisana na operację. Wytłumaczyłam jej, że o 23 nikt do szpitala jej nie przyjmie i musi się wyrychtować tak, by być tam przed 21.

Gdyby ta pierwsza część mnie porwała, to bym może i została. Ale jak dla mnie był to przerost formy nad treścią, Bez dokładnej znajomości libretta trudno było zrozumieć sceny zbiorowe. Kilka solówek było naprawdę dobrych, ale ja i tak jak stara zrzęda siedziałam i co jakiś czas mruczałam pod nosem: miało być równo, ale nie było.

Gdy wyszło słonko, wpadłam na genialny pomysł by może kogoś wziąć do ogrodu by wypielił te cholerne chwasty.

Dowiedziałam się, że chwasty mają rosnąć, bo np. taki znienawidzony przeze mnie mlecz, wystarcza dwóm trzmielom! A że mnie te mlecze wku ….? Who cares?