164

Wnuk po raz pierwszy sam przyleciał do Wwy. W przydziale dostałam jedno popołudnie i kawałek weekendu. Szukając fajnych zajęć poszłam z nim do Muzeum Narodowego na zajęcia Sztuka dla wnuka

Bardzo fajne, uwrażliwiające na sztukę zajęcia. Tym razem pani pokazała dzieciakom kilka XIX wiecznych obrazów, przy okazji opowiadając o Parysie i Helenie, Hamlecie, Barbarze Radziwiłównej, no i oczywiście o bitwie pod Grunwaldem. Gdyby wnuk mieszkał w Wwie, systematycznie bym tam z nim chodziła. Na marginesie – jako jedyny miał zegarek. Potem dowiedziałam się, że dzieci już nie tylko nie noszą zegarków, ale i na tych tradycyjnych, często nawet i w IV klasie, się nie znają. A przecież większość miejskich zegarów dalej ma wskazówki …

Pojechałam też z wnukiem na wieś

 

W pierwszej chwili miłe zaskoczenie. W przedziale 2 klasy PKP Intercity tylko 6 miejsc, wnuk zatopił się w książce i byłoby dalej miło, gdyby nie przyszedł konduktor i zażądał okazania legitymacji szkolnej. Wnuk ma 6 lat, w żadnym wypadku nie wygląda na 16, więc kupując bilet założyłam, że ulga na dziecko należy mu się jak psu kość. Licząc na to, że wnuk nie pochwali się że chodzi już do III klasy, odpowiedziałam, że nie mam legitymacji, bo ma dopiero 6 lat i jeszcze nie chodzi do szkoły. Konduktor nie odpuścił i powiedział, że skoro ma 6 lat, to chodzi do zerówki. Ale ja też sroce spod ogona nie wypadłam i odparowałam, że chodzi do przedszkolnej zerówki, a tam nie dają legitymacji. W tej sytuacji wszedł na wyższy rejestr i powiedział, że skoro nie potrafię udowodnić że mojemu wnukowi należy się ulga, wymierzy mi przewidzianą w takich przypadku karę 650 zł …. I tak sobie jeszcze gadaliśmy, ale na szczęście pociąg zbliżał się do stacji docelowej i stanęło na pouczeniu.

Jak już byliśmy na wsi, wnuk zwiedził oborę na 120 krów. Biedne te krowy, całe życie spędzają w takiej oborze, nie wychodząc na dwór. Koloru w tym mazowieckim błocie zimowej odwilży dodawały kury rasy silky.

  

Jak zdjęcie robi im zawodowy fotograf, a przedtem pójdą do fryzjera, wyglądają tak:

Dowód na to,  że to są mistrze miałam już na początku tygodnia, nie musiałam czekać na Monachium. 


Jakiś czas temu na stronach Polin zaproszono na spotkanie o tym,jakii był stosunek Polaków do garstek powracających Żydów do swoich domów. Miała o tym opowiadać Karolina Panz, która bada losy społeczności żydowskiej z Nowego Targu i Łukasz Krzyżanowski, który bada to samo, w Radomiu. Spotkanie miało się odbyć w sali wykładowej i pewnie gdyby nie ostatnie wzmożenie, przyszłaby na nie garstka zainteresowanych. A tak to do Polin zwaliły się do tłumy i organizatorzy byli zmuszeni przenieść spotkanie do auli. Jeżeli tym, co wzniecili ostatnią awanturę chodziło o popularyzację wiedzy o trzeciej fazie Holocaustu, to mają mega sukces. 

Trzy bilbordy za Ebbing, Missouri


Dobry film, nawet bardzo dobry. Ale bez przesady, znowu nie aż takie arcydzieło. Opowieść na schemacie westernu: amerykańskie południe. Samotna matka nie może się pogodzić z tym, że nie wykryto kto zabił jej córkę – jej zdaniem zabójca nadal przebywa na wolności ponieważ policjanci nie przyłożyli się tak jak powinni. By zmusić ich do działania wywiesza prowokujące pytania na tytułowych trzech bilbordach, stojących przy wjeździe do miasteczka. Siłą tego filmu są dialogi. Do tego jest to dobrze zagrane. I o dziwo – zważywszy że jest to kasowy amerykański film – nie wszystko jest tam schematyczne i przewidywalne.

Sawka z piątkowej PolskitheTimes