169

W tym tygodniu świat przeżywał Blue Monday, ja Blue WeekBo to wszystko nie tak i nie chodzi mi tylko o to, co ma mi do powiedzenia łazienkowa waga. Jeżeli nawet w życiu ważne są tylko chwile, to odczuwam istotny ich deficyt. Przytłacza mnie świadomość natłoku nie rozwiązanych spraw,  nie mam pieniędzy by zlecić komuś uwolnienie mnie od tych zadań, ani umiejętności i czasu by zrobić to samemu. Nie zauważyłam kiedy, ale coś się stało z moim domem. W salonie jeszcze niedawno utrzymywałam 20 stopni kominkiem, teraz nie daje rady nawet wydusić z niego 15 stopni. W kilku miejscach przecieka dach …  I tak po kolei ze wszystkim.

Aby nie zwariować, jak tylko mogę staram się o tym nie myśleć. Ale nie zawsze mi to wychodzi. 

Szukając wytchnienia poszłam nawet na komedię romantyczną I tak cie kocham.

 

Tym razem przeszkodą jest to, że on jest Pakistańczykiem i jego rodzina, choć tak jak i on mieszka w Ameryce, wyklucza możliwość by związał się z kim innym, niż  z „porządną Pakistanką”. Wszystko w tym filmie jest wprawdzie modelowo zgodne ze schematem gatunku, ale jego siłą nie jest akcja, tylko dialogi. Nie tylko pakistańska  rodzina ma zastrzeżenia, druga strona też, tyle że przestrzegając kodu politycznej poprawności, aż tak wprost tego nie artykułuje. Trudno nie zapamiętać dialogu przyszłych teściów z głównym bohaterem, który na pytanie: Jaki jest twój stosunek do 11 września? odpowiedział: Straciliśmy wtedy naszych najlepszych terrorystów. 

Kolejny, obejrzany w tym tygodniu film, daleki był od komedii romantycznej.

Bohaterem I kto mnie teraz pokocha jest 40-letni gej. Żyje w Londynie, ma HIV, śpiewa w londyńskim chórze gejów i tęskni za rodziną: mama, tatą i licznym rodzeństwem, którzy żyją w jednym z izraelskich kibuców. Nakręcili to bracia Heymannowie (ci od Mr.Gagi) i zrobili to naprawdę dobrze.

Chodzę – niczym poszukująca nastolatka – na spotkania gdzie dyskutuje się o filozofii.

Tym razem poczytałabym więcej, o tym o czym na tym spotkaniu Obirek tylko  wspomniał. Jego zdaniem, nie ma czegoś takiego jak „wartości chrześcijańskie”, jest to kolejne puste określenie, którym służy do walenia po głowie swoich adwersarzy. To jak o tym mówił, skojarzyło mi się ze świetnym tekstem Agnieszki Graf, w którym zwróciła uwagę, że zaostrzenie ustawy aborcyjnej poprzedziła przegrana przez kobiety wojna o język.

Powoli przymierzam się do tegorocznej włóczęgi. Wiele przemawia za tym, by jechać nie z torbą, tylko z niewielkim plecakiem – zdecydowanie łatwiej wtedy wsiąść na skuter. A skoro tak, to mogę zabrać z sobą tylko to niezbędne. I tu pojawia się szereg pytań, między innymi: jaką zabrać ze sobą robótkę. Wstępnie zastanawiam się, czy nie wystartować wtedy z orenburskim szalem. Przy okazji Łada zwróciła mi uwagę, że książka na Amazonie jest niewiele droższa od sprzedawanych na Raverly wzorów – kupiłam w Book Depisitory, nie płaci się za tam przesyłkę.

 

Na Raverly zapraszają do przyłączenia się do wyzwania na rok 2018. Nie zapisałam się, ale poza Ronanem, który teraz powolutku dziergam, myślę jeszcze o zrobieniu w tym roku jeszcze dwóch kardiganów, np. tych: 


Czyli jak zwykle na początku roku – planów huk,, gorzej z czasem. Tym bardziej, że znów nie jestem pewna czy drugie podejście do Ronana nie uznać za kolejny falstart. Porównując ze wzorem oczka się zgadzają, a proporcje nie: rękaw za szeroki, a tułów za wąski  (po lewej stronie moje weekendowe stanowisko pracy).

Poszłam na Szarotki się poskarżyć, ale tak jak i przed, tak i po: w sumie decyzja należy do mnie.

Za tym by zacząć jeszcze raz przemawia jedno: prawie zawsze jak pomyślałam o spruciu, a tego jednak nie zrobiłam i tak na dalszym etapie do tego dochodziło.

Robiąc na drutach obejrzałam kolejny sezon Grace and Frankie. 

Bardzo lubię Jane Fondę i dlatego dałam radę mimo denerwującego dydaktyzmu i bardzo sztywnej, chwilami nawet żenującej, gry aktorów odtwarzających role ich byłych mężów.