Przez cały tydzień padał deszcz, miałam więc nadzieję na cudowny weekend. Niestety zrobiła się ładna pogoda i nie miała wyjścia, musiałam wziąć do ręki grabie

Zrobiłam remanent w zaczętych robótkach.
Miał być letni Miro. Ale raz że wyszedł za wąski, dwa, że zszywana bawełna paskudnie wychodziła. Trzy że to robota na lato.

Miała być bordiura, w której na rogach miał być wzór, a nie „marszczenie”. Projekt był tak ambitny, że też czeka na lepsze czasy.

W tej z kolei kamizelce całe obramowanie miało być zrobione na okrągło, bez zszywania. Wiele było podejść zakończonych spruciem i chwilowo mam dosyć.

Nie mam też pomysłu na te wełny.

I dlatego, przypomniałam sobie o tym wzorze.

Sam wzór kosztuje 11$, dwa razy wiecej niż standardowy. Wełnę też propoują z górnej półki – Brooklyn Tweed, na sweter potrzebowałabym 17 motków, a jeden motek tej wełny „chodzi” za 62 złote. Zapytałam fejsbuczka czym można zastąpić, dostałam namiary na cudowne strony i zdecydowałam się na taką wełnę. Z kilkudziesięciu kolorów wybrałam trzy i teraz z tych trzech nie umiem wybrać.
Twój Vincent

Opowieść o van Goghu, jego ostatnich dniach, szukaniu odpowiedzi dlaczego się zabił. Ale nie tyle ważna jest tu fabuła, ile technika. Film – ciekawostka złożona z 65 000 obrazów namalowanych farbą olejną na płótnie przez ponad 100 malarzy w konwencji naśladującej. twórczość van Gogha. Podobno pierwsza pełnometrażowa animacja malarska. Warty obejrzenia. Bo wprawdzie nie jest to żadne arcydzieło, ale coś zupełnie innego. Miałam skojarzenie z powieścią graficzną.
Po tamtej stronie

Po tamtej stronie to komedia, z gatunku „dla koneserów.” Współczesna Finlandia przedstawiona jako świat nierzeczywisty. Ludzie z groteski. Sprzęty z lat 60-tych. Tyle, że problemy współczesne. Uchodźcy (główny bohater jest z Aleppo). Na ulicach naziole z nożami. Ale że to komedia, więc ludzi dobrej woli jest więcej. Nie lubię filmów w których wszystko jest programowo szpetne i odrażające. A taki jest ten film.
Z pamiętnika wk… konsumentki, czyli bliskie spotkanie z państwową służbą zdrowia
Wybieram się z Ańćką do sanatorium. Ona już ma skierowanie, ja jeszcze nie. Aby je dostać m.in. muszę mieć rentgen płuc. Wystawione przez lekarza rodzinnego w komputerze skierowanie, zawisło w sieci. Poszłam do wskazanej przychodni, ale tam akurat padła sieć i pani poprosiła mnie bym przyszła za pół godziny. Za pół godziny sieć już działała, ale rentgen się popsuł. Miałam dwa wyjścia – przyjść jeszcze raz, albo czekać. Skierowanie było tylko w komputerze, wiec nie mogłam z papierkiem pójść gdzie indziej. Awaria nie była poważna, po godzinie wznowiono badania. Tyle że muszę przyjść jeszcze raz. Tego by lekarz mógł zobaczyć wynik w sieci nie przewidziano. Trzeba osobiście odebrać wynik i mu go zanieść.