Jestem na trzytygodniowym turnusie rehabilitacyjnym (kolano i kręgosłup) w Krynicy Górskiej. Jest cudnie. No może nie jest to raj, bo w raju w pokojach jest WC i nie pada deszcz, ale to tylko drobne niedogodności wobec całej reszty. Poczynając od tego, że zasypiam nie układając planu na następny dzień. A potem same przyjemności. Od rana do wieczora. Z tym, że to, że do WC ganiam łącznikiem do drugiego budynku to mój wybór. Po koszmarnej nocy w autobusie, od 6 rano do 7.30 czekałam w grupie ponad 20 osób w hallu sanatorium na przybycie siostry przydzielającej pokoje. Byłam jedyną czytającą. Jak w końcu zaczęto rozdzielać te pokoje, z trudem koncentrowałam się na kindelku, przeszkadzały mi w tym odgłosy awantury – przydzielano trójki bez łazienki i czwórki z łazienką. Podeszłam ostatnia i zrezygnowana poprosiłam przynajmniej o pokój bez TV i uprzedziłam, że kiepsko widzę swoje zaprzyjaźnienie się z kimkolwiek z tej grupy. Panie spojrzały po sobie i dały mi „wybrakowaną” (czyli bez WC i łazienki), ale jedynkę. Te trzy tygodnie postanowiłam poświęcić sobie i swojemu zdrowiu. Z NFZ dostałam niby 60 zabiegów, ale w to wliczone zostało 20 dni picia wody zdrojowej, więc tak naprawdę jest tych zabiegów tylko 40. Dokupiłam masaże i trochę gimnastyki w tzw. salonie rekondycyjnym. Fajne miejsce. Zmienia się tylko stoły, ma których się leży, a w tym czasie maszyny wykonują za człowieka ćwiczenia, on tylko musi się rozluźniając im poddać. Myślę o tym by napisać do Jacka Fedorowicza, i podziękować mu za moje obecne motto. Jest nim wypowiedziane przez niego dawno temu (jeszcze za poprzedniej komuny), zdanie. Że nie pije, nie pali, biega i dba o zdrowie, a wszystko to po to, by ich przeżyć. Mam teraz tak samo. Na marginesie, tzw. symetryści oburzają się, że obecne czasy porównuje się do komuny. Ale np. Trójki dawało się wtedy słuchać. Moim zdaniem nie tyle chodzi o konkretne treści, ale o reguły. W przeciwieństwie do późnej komuny, teraz ma nie być żadnych wentyli bezpieczeństwa. A to dużo zmienia. Jedyną rzeczą, która mnie trapi, czemu tu też na nic nie mam czasu? Cóż z tego, że gdy świeci słońce, jest wiele miejsc wartych zobaczenia, gdy nie za bardzo mam czas by oddalić się od deptaku: za dużo zabiegów w poszatkowanym sztywnymi godzinami posiłków,. Generalnie czas zatrzymał się tu w miejscu. Wystrój wnętrz, oferta kulturalna (orkiestra zdrojowa, artyści operetkowi + dancingi). Zaopatrzenie sklepów i menu w knajpach też bardziej przypomina czasy Gierka, niż III RP. Albo oni są aż w takiej awangardzie? Jest i kino. Nie oczekiwałam wprawdzie, że będzie wyświetlało filmy studyjne. Ale to, że repertuar zmieniany jest rzadziej, niż raz w tygodniu, jest jedną z wielu rzeczy, których tu nie rozumiem. Byłam na Tulipanowej gorączce.

Kino familijne klasy B. Myślałam, że przynajmniej tak jak w Dziewczynie z perłą będą piękne zdjęcia, ale się przeliczyłam.
Mam też bezpośredni kontakt z suwerenem i związanych z tym sporo przemyśleń. Tyle, że mam ze sobą tylko tablet, jest to mało przyjazne urządzenie, więc nie mam jak teraz o tym pisać.
I tak siebie podziwiam, że tak długi wpis na nim popełniłam.
ps. ten wpis stanowi po części kompilację moich postów na fejsie.